Wrobels

Achill Island i jej niesamowite plaże

Keem Beach

Powolutku, zatrzymując się co kilkanaście metrów schodziliśmy drogą w kierunku plaży. Z jednej strony skały a z drugiej przepaść. Za nami męcząca ale niezwykle przyjemna podróż po klifach Góry Croaghaun a przed nami chwile odpoczynku i spokoju na Achillskich plażach Keem i Keel.

Ta pierwsza skąpana w promieniach zachodzącego słońca, z cudownie zaakcentowaną zielenią i taka ciepła, przyjemna. Ta druga, jak się później okazało trochę mniej przystępna, chociaż na swój sposób oczywiście również urocza. Siadamy na piknikowej ławce. Na tej samej, na której 5 lat temu jedliśmy śniadanie. Krótka regeneracja, dokończenie ostatnich zapasów jedzenia i szybka decyzja co robimy dalej? Wyszło nam, że należy znaleźć nocleg. Ale to za moment, troszeczkę później, teraz czas na przyjemności. A co się działo na plaży? Ano to:

Nutka cytryny w wodzie...

Nutka cytryny w wodzie…

ZATOKA KEEM

W moim prywatnym rankingu chyba najpiękniejsza plaża w Irlandii. A na pewno najpiękniejsza z wszystkich tych, które miałem okazję zobaczyć. Urocza z wysokiej perspektywy, zachwycająca z poziomu oceanu. Wbita pomiędzy góry, wciśnięta jak klin, który nie potrafi się wydostać z obezwładniającego uścisku. Ale chyba dobrze jej w nim, bo bardzo chętnie do siebie zaprasza podróżnych. Nie jest tylko kolejną atrakcją na trasie, miejscem przez które się przejeżdża. Jest kulminacją na Wyspie, świadomym i zaplanowanym celem, choć prawdę mówiąc, ktoś kto trafiłby na nią przypadkiem, pewnie byłby szczęśliwszy znacznie bardziej. Ale nawet jeśli się o niej wie, to i tak pozytywnie zaskakuje.

SZUKAMY B&B

Pomiędzy jedną a drugą plażą szukamy miejsca na nocleg. Tym razem chcemy pokoju, wygodnego łóżka, ciepłego prysznica i dobrego śniadania nazajutrz.

Kiedyś naszym celem było zlokalizowanie ustronnego miejsca pod namiot, ale teraz idziemy w stronę cywilizacyjnych wygód. Wydawać by się mogło, że skoro jesteśmy w miejscu o mocnych walorach turystycznych, to nie powinniśmy mieć ze znalezieniem spania żadnego problemu. Okazało się jednak, że nie było to takie hop-siup…

Westo Coast House B&B / fot. achillwestcoasthousebandb.com

Westo Coast House B&B / fot. achillwestcoasthousebandb.com

Jedziemy z Dooagh do Keel. Z Keel do Dooagh. I wypatrujemy. Dobrze by było, gdyby niedaleko B&B znajdował się jakiś pub, bo ochotę mamy na tutejszego Guinnessa. Zapuszczamy się w tym celu nawet parę kilometrów za Keel ale niestety nic nie znajdujemy. Pomysł mieliśmy niezwykle ambitny, bo chcieliśmy odwiedzić legendarny Lynott Pub, lecz mieliśmy pecha bo słynny pub otwarty jest tylko w weekendy… Powrót. W Dooagh pukamy do jednego z domów, w którym nocowaliśmy rodzinnie w 2010 roku, lecz podczas miłej pogawędki z właścicielami dowiadujemy się, że nie prowadzą już B&B. Szkoda, bo pamiętam, że było tam miło i przyjemnie… Po chwili dyskutujemy z kolejną kobietą, która co prawda ma pokojowy biznes, ale teraz nie ma sezonu i miałaby problem z zaoferowaniem czegoś odpowiedniego. Bleblebleble… ,,Nie chcesz zarobić? Twoja strata. Dukaty przygrucha ktoś inny” 🙂

Nasz pokój w B&B / fot. achillwestcoasthousebandb.com

Nasz pokój w B&B / fot. achillwestcoasthousebandb.com

Po ciężkich bojach podjeżdżamy pod West Coast House B&B. Szybka wymiana zdań z właścicielem i bez żadnego problemu daje nam pokój. Cena? 30 euro od osoby. Widok z okna zachwycający. Prysznic, łóżka, stolik, szafy, telewizor, mnóstwo miejsca – wszystko jak należy. Po zakwaterowaniu jedziemy do Keel. Słońce chyli się ku upadkowi i chcemy ten intensywny dzień zakończyć spokojnym spacerem po największej plaży na Achill.

Wielka plaża w Keel. Kamienie, piasek, przypływ...

Wielka plaża w Keel. Kamienie, piasek, przypływ…

OGROMNA PLAŻA W KEEL

Na długość zawsze taka sama. Dobre 2 kilometry piasku i kształtnych kamieni. Każdy znajdzie swój kawałek, nikt nie będzie się tłoczył. Na szerokość zmienna. Wraz z przypływem zmniejsza się, także spora część piasku zostaje wchłonięta przez Ocean i zostaje tylko kamieniste podłoże. My jesteśmy tutaj właśnie w tym drugim momencie. Idziemy spokojnie wzdłuż linii wody, odskakując raz za razem od nacierających fal. Robimy zdjęcia, zbieramy muszle i patrzymy na zachodzące słońce. Niebo zrobiło się żółto-pomarańczowe, klimatyczne, jeden z tych widoków zachodów słońca nad morzem, którymi wszyscy się zachwycamy. Kiedyś cieszyliśmy oko pewnym, niezwykle efektownym wschodem słońca. Budząca się do życia gwiazda pojawiała się nieśpiesznie, wyłaniając zza Croaghaun i Slievemore. Teraz patrzymy na tę samą gwiazdę chowającą się gdzieś daleko za horyzontem, delikatnie zanurzającą się w Oceanie i ustępującą miejsca swojemu mniejszemu kuzynowi.

Czas na nas, czarny jak smoła palony stout, z kremową czapą piany, czeka w pubie. My czekamy na zanurzenie w nim ust. Należy nam się chwila przyjemności. Trzeba na momencik przycupnąć, odetchnąć i nabrać sił przed kolejnymi przygodami… 🙂

W oczekiwaniu na miłe chwile w Irlandzkim Pubie :)

W oczekiwaniu na miłe chwile w Irlandzkim Pubie :)

Tego konkretnego, majowego dnia udało nam się być tylko na tych dwóch plażach. Na Wyspie Achill są jeszcze cztery inne plaże, które z całą pewnością warto również odwiedzić. Dooagh Strand, Silver Strand, Golden Strand oraz Dooega Strand – wszystkie spełniające normy czystości, tzw. Blue Flag.

O autorze Pokaż wszystkie posty Autor Strony

Cwirek

KomentarzyNapisz Komentarz

  • Będę się powtarzać, ale piękne ujęcia, a na fotce z intensywną zielenią widze imię Daniel. ależ mu ten kolor wyszedł! Widać, że to ta wiosenna zieleń. Chyba że troszkę podrasował zdjęcie.
    Czyli w maju niekoniecznie wszystkie B&B przyjmują… dobrze wiedzieć. my w dwie rodziny pojechaliśmy w ciemno, w pełni sezonu i udało nam się znaleźć pokoje tylko dzięki zaangażowaniu miejscowych Irlandczyków 🙂 ależ mieliśmy szczęście! A znajomi mówili: jedźcie bez bookowania, będą pokoje… tak.

    O takiej porze roku kamieniste plaże(w momencie przypływu) też maja nieodparty urok. Gorzej jeśli wpdasz na nie i chcesz się kąpać… stąpanie po takich kamyczkach troszkę boli.
    Naprawdę nie było ludzi? Ani jednego? To musiał być widok… Poza tym, co widzę na zdjęciach. My jeszcze tak nie trafiliśmy.

    Podlinkowany wschód słońca chwyta oko.

    • Hej Hrabino! Robiliśmy oboje zdjęcia, do tych różnych wpisów korzystałem z jego zdjęć również. Ta zieleń być może została delikatnie, ale to tak lekko nasycona 🙂 Ja te wszystkie foty obrabiałem. Ale zieleń była, pięknie oświetlona przez zachodzące pomału słońce.

      Ludzi na tych plażach, szczególnie na Keel Strand prawie w ogóle nie było. To nie był sezon a i pogoda w tym czasie była bardzo zmienna. A kamyczki przy kąpaniu może na początku kłują, ale myślę, że stopa mogłaby się przystosować z czasem 🙂

      Z tymi B&B był mały problem, ale tam gdzie my się zatrzymaliśmy, było mnóstwo miejsca. My byliśmy jedynymi gośćmi i dostaliśmy chyba najlepszy pokój – z cudownym widokiem na Ocean, Góry, zatokę, Dooagh, domki – super!

      Ten wschód słońca to było tuż po naszej pierwszej namiotowej nocce 🙂 Rzeczywiście super moment nam się udał. Wstawać w takich warunkach przyrody – rzecz bezcenna. Jak podobał Ci się Lynotts Pub? Kliknij sobie, to Cie przekieruje na kilkuminutowy filmik na You Tube 🙂

  • Filmik obejrzałam; taki wieczór z muzyka irlandzką jest super, trafił się i Wam, czy mają takie rzeczy zarezerwowane na specjalne okazje?
    Pub klimatyczny absolutnie. Te kamienne ściany, przytłumione światło i muzyka… W naszym Portarlington jest dwa takie szczególnie świetne puby: Anvil Inn i O’Dea’s . W tym drugim, podczas wieczoru z muzyką na żywo, dostałam dedykację od moich irlandzkich koleżanek „Black is the colour”. Boże, jak facet wspaniale śpiewał! az poszłam i mu to powiedziałam 🙂 W ogóle takie wieczory przy ich muzyce dodają uroku wyjściom, aczkolwiek nie wszystkim naszym gościom dane było tego doświadczyć.

  • Nam się trafiło pocałowanie klamki 🙂 Byliśmy tam w środę a pub czynny tylko w weekendy jest… Pokręciliśmy się obok wejścia, zmieniliśmy parę zdań z mieszkającą obok kobietą i pojechaliśmy dalej. Tego typu klimatyczne puby są fajne same w sobie, a jeśli trafi się jam session to już w ogóle jest dopełnienie wieczoru 🙂 Można fajne puby zobaczyć w różnych częściach Irlandii, ale osobiście – choć w wielu nie byłem – cenię najbardziej te znajdujące się na zachodzie kraju.

    Podoba Ci się muzyka irlandzka? Flety, gitary, harfy i te sprawy? Jeśli lubisz to polecam dwóch artystów. Jeden to kobieta – piękne, do bólu klimatyczne dźwięki z harfy – Loreena McKennitt.

    Drugi artysta to zespół z Polski – Carrantuohill. Grają niesamowitą, celtycką muzykę.
    Znajdź sobie na You Tube, będzie Ci się podobało 🙂

    • McKennitt to ja słuchałam już na studiach, nie wiedząc prawie nic o Irlandii 🙂 a tutaj przesłuchałam wiele utworów i wielu wykonawców. Podoba mi się muzyka celtycka, ale nie tak że wszystko. Każdy utwór, który lubię musi mieć to „coś”.

      Na pewno Zachodnia Irlandia ma więcej „irlandzkości” w sobie niż ta część, w której ja mieszkam. Tam chyba generalnie jest bardziej po ichniemu, ale nie każdy może tam mieszkać… choćby z tak przyziemnych powodów, jak praca.

      • Fajnie, że McKennitt znasz 🙂 Ja ją poznałem parę lat temu, wcześniej o niej w ogóle nie słyszałem. Mnie osobiście bardzo się jej muzyka podoba, jest szalenie utalentowana, chętnie zobaczył bym jej koncert na żywo 🙂 A ten drugi, polski zespół Carrantuohill znasz? Zobacz na You Tube, ciekawe czy Ci się spodoba? 🙂

        Obawiam się, że te piękności zachodniej Irlandii zostaną nam tylko do odwiedzania z doskoku 🙂 Główny powód został przez Ciebie przytoczony 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *