Bachczysaraj
poniedziaÅ‚ek, Październik 31st, 2011Symferopol jest stolicÄ… i zarazem najwiÄ™kszym miastem na Półwyspie Krymskim. To tutaj dociera wiÄ™kszość, jeÅ›li nie wszystkie pociÄ…gi jadÄ…ce na Krym. To w tym 340 tysiÄ™cznym mieÅ›cie, dla wielu rozpoczynajÄ… siÄ™ krymskie wakacje, bo wÅ‚aÅ›nie w Symferopolu każdy rozjeżdża siÄ™ dalej, kierujÄ…c siÄ™ w stronÄ™ Eupatorii, Sevastopola, JaÅ‚ty bÄ…dź Sudaka. Dworzec kolejowy jest tam okazaÅ‚y, piÄ™knie zdobiony, majestatyczny i najwiÄ™kszy na caÅ‚ym półwyspie. Nasza z tym miastem przygoda rozpoczynaÅ‚a i praktycznie koÅ„czyÅ‚a siÄ™ na okolicach dworca – Symferopolu, poza przyjazdem i odjazdem, nie uwzglÄ™dnialiÅ›my podczas tej podróży.PrzeżyÅ‚em delikatny szok i poczuÅ‚em siÄ™ troszkÄ™ zagubiony patrzÄ…c na tych wszystkich pÄ™dzÄ…cych i przepychajÄ…cych siÄ™ ludzi, obserwowaÅ‚em zupeÅ‚nie nowe otoczenie i próbowaÅ‚em siÄ™ szybko odnaleźć. Gdybym znalazÅ‚ siÄ™ tam sam, to zajęłoby mi to pewnie wiÄ™cej czasu, ale że byÅ‚o nas dwóch, w zwiÄ…zku z tym zdoÅ‚aliÅ›my ogarnąć caÅ‚ość trochÄ™ szybciej. Najważniejsze rzeczy, które musieliÅ›my na poczÄ…tku zrobić to:
- kupić mapę Krymu
- połapać połączenie z Bachczysarajem
- wymienić euro na hrywny
- coś zjeść
Mapa byÅ‚a rzeczÄ… priorytetowÄ…, to dziÄ™ki niej mieliÅ›my siÄ™ przemieszczać, to ona miaÅ‚a nam pomagać w orientacji i planowaniu, to na jej podstawie chcieliÅ›my podejmować decyzjÄ™ i robić kolejne kroki. MiaÅ‚a być nieodzownym elementem podróży i przedmiotem uÅ‚atwiajÄ…cym życie. Nieopodal dworca jest kolorowy, gwarny targ, na którym można kupić owoce, warzywa, wÄ™dliny, artykuÅ‚y spożywcze, ubrania, pamiÄ…tki – praktycznie wszystko. UdaliÅ›my siÄ™ tam, kupiliÅ›my mapÄ™ i kartÄ™ do telefonu. Z telefonem sytuacja byÅ‚a taka, że we Lwowie Daniel zaopatrzyÅ‚ swój telefon w numer ukraiÅ„skiej sieci LIFE. Później dokupowaliÅ›my doÅ‚adowania 10, 15 czy 25 hrywnowe – trzeba byÅ‚o mieć jakikolwiek kontakt ze Å›wiatem a taka opcja byÅ‚a znacznie taÅ„sza niż gdybyÅ›my korzystali z naszych starych numerów. Potem nastÄ…piÅ‚ krótki marsz na dworzec autobusowy – tzw. Avtovagzal – w celu znalezienia jakiegoÅ› połączenia z Bachczysarajem. Dworzec jest rzut beretem, dosÅ‚ownie kilkanaÅ›cie metrów od tego kolejowego. I tutaj nadeszÅ‚o kolejne, szersze rozwarcie ust. We Lwowie zauważyÅ‚em lekki, drogowy nieÅ‚ad. Na avtobusnoi stantsii w Symferopolu panowaÅ‚ nieporzÄ…dek totalny: mnóstwo autobusów, maszrutek, jeszcze wiÄ™cej ludzi Å‚ażących we wszystkie strony, gÅ‚oÅ›no, z ciÄ…gÅ‚ym używaniem klaksonów, z gÅ‚osem informacyjnym wydobywajÄ…cym siÄ™ z gÅ‚oÅ›ników i z nami, podróżnikami z dalekich krajów, szukajÄ…cymi wÅ‚aÅ›ciwego Å›rodka transportu. OkazaÅ‚o siÄ™ to trudniejsze niż myÅ›leliÅ›my, pytaliÅ›my siÄ™ kilku kierowców ale za każdym razem byÅ‚a ta sama odpowiedź: Mect Het! czyli: nie ma wolnych miejsc… Pierwszy raz zdaliÅ›my sobie sprawÄ™, że trzeba z odpowiednim wyprzedzeniem kupić bilety aby gdzieÅ› pojechać. PrzyjÅ›cie parÄ™ minut przed odjazdem autobusu okazuje siÄ™ zdecydowanie za późne. Trzeba byÅ‚o zmienić plan.
Zaczerpnęliśmy informacji w pobliskiej budce turystycznej. Siedząca w niej dziewczyna, poradziła nam po angielsku (tu miałem okazję się wykazać
), aby skorzystać z pociÄ…gu. Ta opcja wydaÅ‚a siÄ™ rozsÄ…dna i w sumie jedyna, która nam zostaÅ‚a, tak wiÄ™c poszliÅ›my z powrotem na dworzec i za kwotÄ™ 8,20 hrywien zdobyliÅ›my 2 bilety. Do odjazdu pozostaÅ‚o 1,5 godziny wiÄ™c znaleźliÅ›my siÄ™ znów na targu. Teraz już na spokojnie, bez stresów mogliÅ›my gdzieÅ› przysiąść, wypić piwko i zjeść coÅ› ciepÅ‚ego. Na cel poszÅ‚y czebureki, czyli pierogi robione z wody, mÄ…ki i soli, majÄ…ce w sobie nadzienie z miÄ™sa bÄ…dź sera. Czebureki sÄ… na Ukrainie bardzo popularne, osobiÅ›cie nigdy o nich wczeÅ›niej nie sÅ‚yszaÅ‚em ale skoro pojawiÅ‚a siÄ™ okazja aby je lepiej poznać, to grzechem byÅ‚oby nie spróbować. TrochÄ™ posiedzieliÅ›my, trochÄ™ pokrÄ™ciliÅ›my siÄ™ po okolicy i przed godzinÄ… 17 poszliÅ›my na wÅ‚aÅ›ciwy peron. PociÄ…g już staÅ‚, wiÄ™c niezwÅ‚ocznie do niego wsiedliÅ›my i oczekiwaliÅ›my startu. Bilety umożliwiaÅ‚y nam dojazd tylko do Bakczysaraju ale wiÄ™kszość pasażerów najprawdopodobniej jechaÅ‚a do Sevastopola (drugiego co do wielkoÅ›ci miasta Krymu, oddalonego od Symferopola o 80 kilometrów), bo takiej wÅ‚aÅ›nie relacji byÅ‚ ten pociÄ…g. Nasz odcinek liczyÅ‚ sobie 30 kilometrów, jechaliÅ›my jakieÅ› 45 minut (z 15 minutowym postojem 3 kilometry od celu (!), ażeby przepuÅ›cić inny pociÄ…g…) Osobowy, wielki wagon z drewnianymi Å‚awkami (?) w caÅ‚oÅ›ci siÄ™ zapeÅ‚niÅ‚. Niektórzy sÅ‚uchali muzyki, inni grali w karty, jeszcze inni urzÄ…dzali sobie pogawÄ™dki a my spokojnie siedzieliÅ›my i obserwowaliÅ›my. DosiadÅ‚o siÄ™ do nas dwóch kolesi – trochÄ™ zmÄ™czonych życiem i podejrzanie wyglÄ…dajÄ…cych – lecz jak siÄ™ z czasem okazaÅ‚o, z przyjaznym nastawieniem i sÅ‚użących pomocÄ…. TrochÄ™ nam opowiedzieli o Ukrainie, o Krymie, o Bachczysaraju i okolicach. My w rewanżu zdradziliÅ›my, że jesteÅ›my z Polski i przyjechaliÅ›my na tuÅ‚aczkowe wakacje. Zdziwili siÄ™ trochÄ™ jak im powiedzieliÅ›my, że chcemy spać w namiocie, w górach, gdzieÅ› w Wielkim Kanionie, że mamy w planach wÅ‚aÅ›nie takie górskie, leÅ›ne wÄ™drówki. Oni na to, że bardzo Å‚atwo jest siÄ™ zgubić i żebyÅ›my uważali, bo z tej ciÄ…gnÄ…cej siÄ™ kilometrami gÄ™stwiny nieÅ‚atwo siÄ™ wydostać. Głównie na takich informacyjnych gadkach minęła nam ta krótka podróż. PrawdÄ™ mówiÄ…c to Daniel dyskutowaÅ‚ a ja sÅ‚uchaÅ‚em, wpatrujÄ…c siÄ™ co chwilÄ™ w okno, lustrujÄ…c otoczenie i zastanawiajÄ…c siÄ™ co nas czeka?
W Bachczysaraju wysiedliÅ›my my, wysiedli nasi nowi koledzy i jeszcze parÄ™ innych osób. Dlaczego zdecydowaliÅ›my siÄ™ akurat na to miasto? WizjÄ™ roztoczyliÅ›my sobie takÄ…, że spÄ™dziliÅ›my tam maksymalnie 2 dni. WiedzieliÅ›my, że sÄ… w okolicy jakieÅ› kamienne miasta, że jest tatarski paÅ‚ac – chcieliÅ›my to wszystko zobaczyć i ruszyć dalej. W nastÄ™pnych dniach miaÅ‚a być wizyta w Bolszoj Kanionie, w kolejnych kamiennych miastach a później już Morze Czarne i spÄ™dzenie nad jego brzegami paru dzionków. OczywiÅ›cie takie byÅ‚y pomysÅ‚y. ModyfikowaÅ‚y siÄ™ one kilkukrotnie ale zawsze udawaÅ‚o siÄ™ wylÄ…dować na przysÅ‚owiowe cztery Å‚apy.
Bachczysaraj liczy sobie obecnie okoÅ‚o 33 000 mieszkaÅ„ców i jest poÅ‚ożony w poÅ‚udniowo-zachodniej części Krymu. Dawna stolica Chanatu Krymskiego zaÅ‚ożona przez Chana Sahiba Gireja I w 1532 roku. W poÅ‚owie 17 wieku w Bachczysaraju byÅ‚o 2000 domów, z czego okoÅ‚o jedna trzecia należaÅ‚a do Greków. W 1736 roku miasto zostaÅ‚o doszczÄ™tnie spalone wojska rosyjskie pod dowództwem Christophera Antonowicza Munnicha. W 1794 roku w Bachczysaraju staÅ‚o 5 mÅ‚ynów, 20 piekarni, 6 kuźni, zakÅ‚ad krawiecki, sklepy obuwnicze, 2 winiarnie z winami GruziÅ„skimi i MoÅ‚dawskimi, wiele domów handlowych oraz sklepów. Podczas Wojny Krymskiej Bachczysaraj znalazÅ‚ siÄ™ w centrum wydarzeÅ„ wojennych – niedaleko od miasta, nad rzekÄ… AlmÄ… odbyÅ‚a siÄ™ bitwa, w której wojska rosyjskie doznaÅ‚y dotkliwej klÄ™ski. Podczas obrony Sevastopola w mieÅ›cie magazynowano żywność, organizowano rozmaite dostawy i przyjmowano rannych. W tym celu PaÅ‚ac Chana i Klasztor UspieÅ„ski zostaÅ‚y przeksztaÅ‚cone w szpitale. Pod koniec 19 i na poczÄ…tku 20 wieku miasto byÅ‚o centrum kultury i życia spoÅ‚ecznego Tatarów Krymskich. Do 18 maja 1944 roku, kiedy odbyÅ‚a siÄ™ deportacja Tatarów, Bachczysaraj byÅ‚ jednym z trzech (obok Karasubazaru i AÅ‚uszty) miast Krymu, w których dominowaÅ‚a tatarska populacja. Obecnie miasto stawia głównie na turystykÄ™. Zwolennicy aktywnych form wypoczynku (turystyki rowerowej, pieszej czy wspinaczkowej) znajdÄ… z pewnoÅ›ciÄ… coÅ› dla siebie. W ostatnich latach znacznie wzrosÅ‚a liczba hoteli i restauracji, głównie z kuchniÄ… orientalnÄ….
Stacja w Bachczysaraju okazała się malutka, nie mieliśmy pomysłu, w którą stronę się udać, jednak coś trzeba było robić. Wymyśliliśmy, że idziemy w kierunku Pałacu Chana. Zlokalizowaliśmy go na naszej mapie, spytaliśmy się o drogę napotkanych ludzi i rozpoczęliśmy marsz. Cały czas mieliśmy w głowach ideę, że będziemy gdzieś spać w namiocie na dzikolca, w jakiś krzakach, być może w lesie, czy też w górach. Najważniejszym było znaleźć się w ustronnym miejscu, tak aby nie rzucać się w oczy i nie kusić losu. W związku z tym musieliśmy wyjść poza miasto. Połykaliśmy kolejne metry, szliśmy cały czas drogą wzdłuż niewysokich budynków, obok domów i typowo muzułmańskich (bądź tatarskich) knajpek. Minęliśmy weselną imprezę, co jakiś czas mijaliśmy się z ludźmi, z kolei nas mijały samochody. Dzień powoli zanikał, jaśniej na pewno się nie robiło a odludnej miejscówki jak nie było, tak nie było. Niemniej jednak cały czas przemieszczaliśmy się do przodu. Po nie całych 3 kilometrach dotarliśmy do Pałacu Chana. Była już mocna szarówa aż nagle zaczepiła nas kobiecina z tabliczką na temat wolnych pokoi. Wdaliśmy się w dyskusję, początkowo stawiając głównie na swoim, czyli na tym, że chcemy w dalszym ciągu iść przed siebie, lecz z czasem zaczęliśmy się zastanawiać. Babina produkowała się w najlepsze, zachwalała swoją kwaterę, zachęcała ceną i domową atmosferą. My z minuty na minutę miękliśmy, spoglądając a to na siebie, a to na nią, a to na coraz ciemniejsze otoczenie aż w końcu podejmujemy decyzję: idziemy na kwaterę. Wydało nam się to w owej chwili najrozsądniejsze , nie chcieliśmy błądzić w ciemnościach i postanowiliśmy trochę zmodyfikować plany. Zdaliśmy się na panią Ukrainkę i poszliśmy razem z nią. Zeszliśmy z głównej drogi, wchodząc w boczną, pomiędzy domy, trochę pod górę, trochę przez lasek, już praktycznie w zupełnej czerni. Po około 15 minutach znaleźliśmy się na jej posesji.
Okazało się, że nie byliśmy jedynymi lokatorami tego przybytku. Kręciły się po podwórku dwie Rosjanki, które podobnie jak my, również postanowiły spędzić urlop na Krymie. Wcześniejsze ustalenia z właścicielką tej ubogiej posiadłości troszeczkę się pozmieniały, być może nie zrozumieliśmy się ale na miejscu wyszło na to, że były 3 opcje na spanie. 80 hrywien (od głowy) za pokój w domu, 60 hrywien za nocleg w takiej dużej jakby altance , na wielkim łożu przykrytym folią, trochę na styl turecki i trzecia sposobność, za 40 hrywien (cena proponowana na ulicy) w naszym namiocie na jej placu za domem. Najdroższych kwot i to już na samym początku wyjazdu, nie mieliśmy zamiaru wydawać a i tak namiot miał być naszym głównym schronieniem, w związku z tym z tej wersji skorzystaliśmy. Pozostało nam szybko się rozłożyć, potem przyszła kolej na toaletę w dosyć ekstremalnych warunkach i do śpiwora.
Miałem jako takie wyobrażenie na temat ogólnopojętej biedy panującej na Ukrainie ale i tak zaskoczyły mnie warunki napotkane w tym małym gospodarstwie. To, że nie mieli tam łatwo, jest mało powiedziane. Według mnie, odbywała się swego rodzaju walka o każdy następny dzień, o kolejny tydzień, miesiąc, beż żadnych praktycznie wygód. Z tego co nam opowiadała pani Zina, kobieta najpewniej po pięćdziesiątce, o blond włosach i miłej twarzy, to żyje ona głównie z wynajmowania kwater. O prace w Bachczysaraju jest bardzo ciężko, ona z pochodzenia Tatarka (a właściwie Polska Tatarka, bo podobno parę pokoleń wstecz, jej przodkowie przyjechali na Krym z dalekiej Polski) i to jeszcze w wieku nie ułatwiającym podjęcia pracy miała jeszcze ciężej. Może źle sobie to przedstawiłem ale z jej opowieści wyszło mi, że Tatarzy są tam jakby prześladowani. Że jeśli pracodawca dowiaduje się, że ma zatrudnić Tatara, to go po prostu nie zatrudnia. Nie wiem czy jest to prawdą, po części może tak właśnie jest, nie mniej jednak ludzie żyjący w tamtym rejonie świata muszą się nieźle nagimnastykować.
Przespaliśmy ciepłą noc spokojnie, bez przeszkód i następnego ranka, skoro świt wyruszyliśmy do kamiennego miasta na spotkanie z przeszłością, na poznanie historii i z nadzieją na przeżycie interesującej przygody.
tagged under: historia.Krym.niesamowite miejsca.Ukraina8 Komentarze w Bachczysaraj
Dodaj komentarz
- Co w Polsce? (4)
- Cwirkownia (170)
- Czołówka (1)
- Filmy (7)
- Futbol na Åšwiecie (82)
- Futbol w Polsce (30)
- Hiszpania (4)
- Motoryzacja (6)
- Muzyka (17)
- Podróże po Irlandii (63)
- Podróże po Świecie (16)
- Polska (2)
- Rodzinka (11)
- Sport (121)
- Ukraina (9)
- cwirek :
Taito, na moim paszportowym zdjęciu miałem jeszcze włosy na głowie, wi ... - cwirek :
Pendragonie ogólnie gps jest przydatny ale można spokojnie sobie porad ... - Taita :
Hahaha, o mało co nie zakrztusiłam się herbatą. Coś w tym jest, mnie t ... - pendragon :
Nie zdążyłeś na wschód ale udało Ci się wydobyć z zielonych bluszczów ... - cwirek :
Hej Taito! Widzę, że udało się skomentować bez wpisywania www? :-) Rz ...












Odważna ta Wasza podróż. Szukanie noclegu tak w ciemno, nocowanie w takich warunkach…Ja to chyba jednak póki co wolÄ™ mieć dostÄ™p do podstawowych Å›rodków żeby dbać o higienÄ™. ZgodzÄ™ siÄ™ jednak, że nawet nocka w takich warunkach daje do myÅ›lenia i pozwala docenić dobra, które mamy na co dzieÅ„. Pozdrawiam.
Z perspektywy, jak teraz to wszystko sobie przypominam to wydaje mi się, że wszystko mieliśmy pod kontrolą. Ale jak to bywa gdy jesteś w trakcie jakiś wydarzeń, to są momenty stresujące, czasami niebezpieczne, zaskakujące. Generalnie jednak było oki i tak jak napisałem, zawsze udawało się jakoś wylądować na cztery łapy
. A ze spaniem w Bachczysaraju nie byÅ‚o tak w sumie najgorzej. To tam podczas caÅ‚ego wyjazdu mieliÅ›my dostÄ™p do ,,normalnej” wody, mogliÅ›my siÄ™ wykÄ…pać, byÅ‚a toaleta. Później byÅ‚o z tym różnie, ale za to ciekawie i nie do zapomnienia.
pozdrawiam!
Tego typu miejsca wolę odwiedzać wirtualnie, oglądać zdjęcia w komputerze i czytać o wrażeniach. Jakoś mnie do Azji nigdy nie ciągnęło ani w kwestii czytania książek ani podróży i przez jakiś czas tak pewnie zostanie. Aczkolwiek podziwiam Was za tę wyprawę i za zwycięskie zmierzenie się z Bachczysarajem!
Hej Piotrze!
Jak kiedyś w jednym z komentarzy pisałem, ja również byłem na kierunki wschodnie nastawiony raczej sceptycznie. Ale zaliczyłem debiut, powąchałem tamtych terenów i ogólnie jestem usatysfakcjonowany. Wiadomo nie są to klimaty celtyckie, nie jest to ta urocza deszczowa i wietrzna aura
ale i tak było pięknie. Czasami warto, jeśli jest taka szansa, zobaczyć coś innego i przeżyć ciekawe przygody. Szczególnie jeśli się jedzie tak jak my jechaliśmy, bez szczegółowych planów, bez zarezerwowanego spania, z pełną improwizacją. Świetna sprawa! W Bachczysaraju dopiero się zaczęło, później było równie ciekawie i intensywnie.
pozdrawiam!
Witam, w Bakczysaraju byłem 2 razy. Przepiękne miasto i sporo zwiedzania. Tuż obok Chufut-Kale jest także stary, zniszczony znajdujący się prawie na szczycie góry, cały porośnięty lasem cmentarz Karaimów. Warto to zobaczyć na własne oczy. Za pierwszym razem, a był to długi weekend majowy w 2010 roku, spaliśmy na samym szczycie góry tuż niedaleko owego cmentarza. Drugim razem dokładnie tydzień po waszej wyprawie spaliśmy u pod nurza Skalnego miasta, bez namiotów na samych karimatach(pamiętam jak dziś że było bardzo zimno tej nocy. Także bardzo miło wspominam wypady na Krym. Pozdrawiam podróznika:)
Hej! A więc podróżniku nareszcie tutaj zawitałeś!
Miasto rzeczywiÅ›cie interesujÄ…ce, inne niż wszystkie, które oglÄ…da siÄ™ na co dzieÅ„, przynajmniej dla mnie byÅ‚ to jednak inny Å›wiat. Samo w sobie jest raczej zaniedbane, widać, że siÄ™ nie przelewa a ludzie próbujÄ… zwiÄ…zać koniec z koÅ„cem. Co do tego starego cmentarza, to mieliÅ›my na niego chrapkÄ™ ale nie widzieliÅ›my gdzie dokÅ‚adnie jest. Panie pracujÄ…ce w PaÅ‚acu Chana też nie potrafiÅ‚y nam pomóc i niestety odpuÅ›ciliÅ›my. JeÅ›li o nockÄ™ pod goÅ‚ym niebem chodzi, to również takowÄ… mieliÅ›my – w JaÅ‚cie, przy drodze, w takim maÅ‚ym skwarku zieleni, tuż pod kolejkÄ… linowÄ…. ByÅ‚o ciepÅ‚o, ciekawie ale to jeszcze przyjdzie na tÄ… opowieść czas
pozdrawiam!
Such an interesting journey you must have had, cwirek. I admire your courage and sense of adventure, glad that it all turned out well for you. It is a very different mode of travel than my own trips through Ukraine and Crimea, but of course I have the great advantage of my wife being Ukrainian so language barrier does not exist! Easy for me, let her do all the talking and arranging of travels, hotels, etc. I will continue to read and enjoy your Crimean stories.
Greg
Greg, I’ll tell you honestly, I thought that your wife is a Slav.
I was wondering what led you to Ukraine? Now I know.
You’re right, knowing the Ukrainian or Russian language is much easier. We spoke Russian very poorly, a little Polish and English. Although English rather few people knew. Our trips were to be such a little survival, we did not want comfort, in fact we did not have much money. But so it is great and interesting. It is appreciated in these times, in which comforts we live every day.
Cwirek