Wrobels

Kategoria - Cwirkownia

Bieg na 5 kilometrów – Longford AC

Małymi kroczkami, bez niepotrzebnej spinki, z głową, byle do przodu. Tak mniej więcej chciałbym, aby wyglądała moja biegowa przygoda. Praktycznie od samego początku jestem biegowym samoukiem – posiłkuję się jedynie tym co wyłapię na temat biegów w krainie www oraz w książkach. I jeśli spojrzeć na początki i porównać to z obecnymi czasami, to ku mojej uciesze, trzeba stwierdzić, że jest progres. Czytaj Dalej

Plagiat – szyderstwo z czytelników

Na sprawę natrafiłem dosyć przypadkowo. Prędzej czy później być może informacja sama by do mnie dotarła, niemniej jednak dopomogłem jej troszeczkę sam. Szukając rozmaitych rzeczy na temat Gruzji zatrzymałem się na moment przy blogu ,,Oblicza Gruzji’’. Sam blog w sobie świetny, pisany z pasją i z mnóstwem przydatnych wiadomości – korzystam i korzystać będę z niego zapewne wielokrotnie, jednak moją uwagę przyciągnęło coś innego. Sytuacja z książką – z książką, która zamiast fajnie i kompetentnie opisywać gruzińskie historie, stała się synonimem nierzetelności, zrzynania, bezczelności i nieuczciwości… Czytaj Dalej

Longford Fitness – bieg na 5 km

Jak wiecie, między innymi z tego wpisu, w 2013 roku złapałem bakcyla biegowego. Przemierzam kilometry mniej więcej od połowy kwietnia i do końca ubiegłego roku mój biegowy licznik stanął na 530 kilometrach. Dla doświadczonego (nie mówię nawet o profesjonalistach) biegacza taka liczba nie robi pewnie żadnego wrażenia, ale dla nowicjusza jak ja, to pokaźny wynik. Zapewne byłby znacznie lepszy gdybym odpowiedniej potraktował 2 ostatnie miesiące, w których nabiegałem skandalicznie małą ilość kilometrów. Czytaj Dalej

Irlandia – All Blacks, spektakl rugby

Ponad miesiąc temu wydarzyło się w Dublinie coś, czego przegapić za nic w świecie nie mogłem. Trochę w tym było przypadku, trochę szczęścia, ale koniec końców udało się i tym samym spełniłem jedno z moich marzeń. Kiedyś bym o tym nie pomyślał, obecnie zorientowany jestem o niebo lepiej a już po wszystkim, gdy mam to wspaniałe doświadczenie za sobą, chciałbym więcej i więcej, a najlepiej gdyby zdarzało się tydzień w tydzień. Czytaj Dalej

Biegam sobie

,,Sport to zdrowie’’ – głosi mądre porzekadło. Wiem to nie od dziś, swego czasu poświęciłem nawet spory kawałek życia piłce nożnej, więc mam jako taki pogląd w tej kwestii i wiem również, że nie jest to tak do końca prawdą… Powyższa maksyma ma dwie strony medalu: Wyczynowy sportowiec, osoba zajmująca się sportem zawodowo niekoniecznie będzie cieszyć się ,,końskim zdrowiem’’, z reguły mankamenty wychodzić będą po zakończeniu profesjonalnej kariery. Druga grupa ludzi to cała reszta. Wszyscy oni, bawiący się w sport amatorsko przeważnie z tego korzystają. Wydaje się, że dla nich sport to rzeczywiście samo zdrowie, oczywiście tylko wtedy, gdy działanie jest przemyślane i wszystko ma ręce i nogi. Czytaj Dalej

Liebster Blog

Wiedziałem, że tego typu historie w blogowym światku się zdarzają ale jakoś zawsze mnie to omijało. Do czasu.:-) Podkreślić należy, że przytrafiła mi się sprawa całkiem pozytywna, swego rodzaju docenienie a zarazem, jakby na to nie patrzeć, odpowiedzialność. No bo przecież zawieść kolegów blogerów nie wypada i byłoby to trochę niefajne, gdybym sprawy nie pchnął na dalsze tory. Do czego zmierzam? Zaproszono mnie do zabawy, która zwie się ,,Liebster Blog”. Cóż to takiego? Odpowiada się na 11 wcześniej wymyślonych przez kogoś pytań, następnie nominuje się 11 nowych blogów i na koniec zadaje się tymże blogom swoje 11 pytań. Ciężka sprawa ale z odrobinką zaangażowania jak najbardziej do ogarnięcia. Czytaj Dalej

Ulisses z Longford

Nie tak całkiem dawno pisałem, jakie to książki do mnie dotarły. Była wśród nich jedna: niejaka Finnegans Wake. W wersji polskiej: Finneganów tren. Napisał ją swego czasu James Joyce, Irlandzki pisarz, Dublinczyk, jedyny w swoim rodzaju, wyprzedzający innych kolegów po fachu, o co najmniej kilka długości. A więc Mister Joyce… Pan Joyce kojarzy się nam głównie z innym dziełem, równie wielkim, równie trudnym w odbiorze aczkolwiek dającym się przeczytać – najpewniej trzeba się nieźle napocić, aby przez nie przejść, ale da się go zrozumieć. Jakie to dzieło? Nieśmiertelny Ulisses. Czytaj Dalej

Gringo wśród dzikich plemion

Pamiętacie WC Kwadrans?  Program telewizyjny nadawany w połowie lat 90-tych, który w założeniu miał bawić, trochę skandalizować i obok, którego przejść obojętnie raczej się nie dało. Prowadzącym był Wojciech Cejrowski, którego w tamtym okresie kojarzyłem głównie właśnie z tego programu, dopiero po latach uświadomiłem sobie, że jest z niego nie lada podróżnik i znawca Ameryki Łacińskiej. Po jakimś czasie zobaczyłem na szklanym ekranie kolejny jego projekt  autorski, związany z przemierzaniem kontynentów – bardzo fajny – pomagający wyobrazić sobie na przykład jak żyje się w dżungli, jacy są Indianie i pokazujący najróżniejsze egzotyczne miejsca. Tak, więc widziałem już Wojciecha Cejrowskiego w telewizji, toteż postanowiłem zapoznać się z nim w książce. A że parę pozycji spłodził, dlatego mogłem sobie bez problemu coś wybrać. Padło na ,,Gringo wśród dzikich plemion’’. Czytaj Dalej

Przesunąć horyzont

Tak się złożyło, że wpadają mi ostatnio w ręce książki, które opowiadają o realizacji marzeń. Z reguły są to marzenia bardzo wzniosłe, na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że niewykonalne ale jeśli przychodzi co do czego, to najnormalniej w świecie się one urzeczywistniają. Jak głosi stara i mądra maksyma: wiara czyni cuda! Czy w kategoriach takiego właśnie cudu należy określić historię opisaną przez znaną dziennikarkę i podróżniczkę Martynę Wojciechowską, która zdołała wdrapać się na najwyższy szczyt świata? Z punktu widzenia samej wspinaczki bez wątpienia zdobycie Mt Everestu jest wyczynem ogromnym, niemniej jednak chodzi tutaj o coś więcej… Czytaj Dalej

Zamieszkać w starym młynie…

Ile to osób marzyło zawsze o własnym domu? Chyba każdy. Zdecydowanej większości wystarczyłoby jakieś własnościowe lokum w bloku, byle być tylko na swoim i nie męczyć się z wynajmowaniem ale marzenia często sięgają dalej i snują się w przestronnych wnętrzach domu umiejscowionego gdzieś na wsi, na łonie natury, z ogrodem, kawałkiem starannie skrojonego trawnika, gdzieś gdzie będzie święty spokój i całkowita prywatność. Zapoznałem się z tego typu historią, wydawać by się mogło, że z pomysłem karkołomnym, niemniej jednak niesamowicie kuszącym i ciekawym. Czytaj Dalej