Wrobels

Cmentarzysko w Carrowkeel

W Irlandii mamy cztery wielkie cmentarzyska megalityczne z okresu neolitu. Dwa z nich usytuowane są w dolinie rzeki Boyne (Brú na Bóinne, w którego skład wchodzą pokaźne groby korytarzowe Newgrange, Dowth i Knowth) oraz Loughcrew. Z kolei dwa pozostałe mamy w hrabstwie Sligo: Carrowmore i Carrowkeel. Zielona Wyspa słynie z wielu pomników prehistorii, poczynając od tajemniczych dolmenów, równie intrygujących kamiennych kręgów a kończąc na monumentalnych grobowcach korytarzowych.

Słońce wstaje w Carrowkeel…

Tego typu miejsca wydaje się, że nie są zbyt obficie oblegane, turyści wolą raczej innego rodzaju atrakcje. Pomijając słynne Newgrange, w pozostałych cmentarzach megalitycznych nie uświadczy się tłumów – nawet garstki odwiedzających trudno jest napotkać. Czasami myślę, że są to rozrywki tylko dla wybranych, dla osób interesujących się tematem i potrafiących cieszyć się obecnością kilkutysięcznoletnich, kamiennych nasypów. Bo komu chciało by się wdrapywać na wzgórza, baczyć przez mokre i nasiąknięte łąki, omijać doły powstałe po torfowiskach i zmagać się z wiatrem hulającym jak mu się tylko podoba? Ludzie z reguły są wygodni, lubią podjechać pod daną atrakcję turystyczną autem, najlepiej aby z drogi/parkingu było rzut beretem i kręcą nosem na złą pogodę. Czasem trzeba jednak się poświęcić, nie wszystko podane jest na tacy, urocze miejsca z pewnością się odwdzięczą, należy tylko zacisnąć zęby i przeć do celu, nie zważając na chwilowe przeciwności. Nie rzadko eskapady powiązane z odkrywaniem rzeczy prehistorycznych wiążą się z tym, że znajdujemy się w miejscu ustronnym, dzikim, pozbawionym cywilizacji, że możemy choć przez chwilę poczuć się wolnymi, możemy wejść w głęboką zadumę i napawać się zachwycającymi widokami. Czyż nie o tym na co dzień się marzy?

Moja przygoda z Carrowkeel rozpoczęła się o 5:30 rano. Cel był taki aby w chwili wstawania słońca, być już na terenie cmentarzyska. W Irlandii deszcz pada dosyć często, choć akurat bardzo wczesnym rankiem opadów z reguły jest brak. Dlatego też, mając to między innymi na uwadze, postanowiłem właśnie o tej porze wyruszyć. Dotarcie na miejsce nie stanowiło najmniejszego problemu; z mojej perspektywy wyglądało to tak: start w Longford drogą N4 (w kierunku Sligo), przejazd przez Newtown Forbes, później fragmentem autostrady dojazd do Carrick-on-Shannon. Później (dalej N4) mijamy bokiem Boyle i w małej mieścince Castlebaldwin skręcamy w lewo. Tam również pojawiają się pierwsze tabliczki informacyjne na temat Carrowkeel Megalithic Tombs. Wąska i kręta droga (cały czas po znakach) prowadzi nas pomiędzy szczyty Gór Bricklieve, gdzie docieramy do bramy:

Nie zapomnij zamknąć bramy!

Należy ją za sobą zamknąć, tak aby owieczki nie zwiały. Po około 200 metrach widzimy informację, że dalej wskazane jest pójście piechotą, bo droga nadaje się na przyjęcie jeepo-podobnych pojazdów, jest ziemna i na całej długości pokryta dziurami. Pomimo, że wschód słońca już się rozpoczął, to jednak nie korzystam ze wskazówek i pomalutku ruszam przed siebie – został już przecież tylko kilometr… Sprawdziło się, dziura na dziurze, w większości napełnione wodą, zjazdy, podjazdy, zakręty, po jednej stronie przepaść – należało zachować ostrożność i pod żadnym pozorem nie szarżować. Ewentualne rozkraczenie się samochodu nie jest w tak odludnym miejscu wskazane, nie mówiąc już o sturlaniu się w dół przepaści. O około 6:10 jestem na miejscu. Zimno i rześko, aczkolwiek przyjemnie – przynajmniej tuż po wyjściu z auta (może byłem jeszcze rozgrzany ciepłym powietrzem fruwającym po wnętrzu pojazdu?) – bo z czasem było już tylko (przez brak rękawiczek) zimniej. Przywitałem się z owieczkami, zabrałem co trzeba i pomaszerowałem w górę.

Wśród wrzosów, przez torfowiska, w mokrej trawie, w porannej ciszy – wdrapałem się na niewielki szczyt i od razu zauważyłem kopce. Bez żadnych trudności idzie na nie natrafić, wręcz sztuką jest ich nie znaleźć :-).

Z pośród ,,Wielkiej Czwórki Kompleksów Megalitycznych”, ten z Carrowkeel położony jest najbardziej spektakularnie. Rozciąga się stamtąd fantastyczny widok na Lough Arrow, na pozostałe wzgórza Pasma Bricklieve, na trasę N4, na wiatraki majaczące w oddali, na Benbulbena oraz na szczyt Knocknaree, na wierzchołku którego wznosi się Meascán Meadhbha, czyli kamienny kopiec Królowej Medb. Panorama hrabstwa Sligo podana jest jak na dłoni, nic tylko wpatrywać się i podziwiać. Podobno, przy dobrej widoczności dostrzec można nawet Górę Św. Patryka, wyrastającą 75 kilometrów od Carrowkeel. Kamienne kopce z reguły budowane były w miejscach widowiskowych, na wzgórzach, także widać je z kilku, a nawet kilkudziesięciu kilometrów, vide Carrowkeel —> Medb Cairn.

Carrowkeel and Bricklieve Mountains / fot.Sam Moore (carrowkeel.com)

Carrowkeel Cemetery to skupisko 21 neolitycznych grobowców rozciągających się od Doonaveragh Mountain, obok Jeziora Arrow na wschodzie, aż do kopca znanego jako The Pinnacle, na szczycie Kesh Corran, na zachodzie. Kopce umiejscowione są na wysokości między 240 a 360 metrów i zostały zbudowane z wapienia wydobywanego z lokalnych terenów.

Cairns H and G - in the back of a magnificent panorama.

Cairns H and G – in the back of a magnificent panorama.

Spoglądając na zachód również mamy ciekawe widoki: efektowne doliny, wzgórza i strome Kesh Corran, która wygląda niczym nadciągająca z oddali, wielka, skurczona bestia. Legenda mówi, że Kesh powstała z ciała gigantycznej lochy, a mniejsze wzgórza: Treanmor, Sheecor i Treanmacmurtagh leżące po stronie wschodniej, są jej prosiakami. W Górach Bricklieve istnieje wiele rodzajów porozrzucanych osad oraz prehistorycznych pomników.

Miliony lat temu na tych ziemiach było dno oceanu, dlatego w skałach można zobaczyć malutkie stworzenia kopalne i koralowce. Przez większą cześć Bricklieve Mountains przechodzi, sięgająca nawet do 3 metrów grubości, warstwa bagna. Nie wkradła się ona na wapienie, co daje górom dziki i chropowaty wygląd. Torf zaczął powstawać około 1500 r p.n.e, wiele lat po tym, jak tworzono kamienne kopce. Klimat wtedy stopniowo się ochładzał i stawał się bardziej wilgotny.

Prehistoryczne monumenty wykorzystywano w różnych okresach – od epoki brązu, kiedy ceramika zaczęła być umiejscawiana w niektórych komorach – aż do okresu późnego średniowiecza, gdy Red Hugh O’Donnell używał płaskowyżu Doonaveeragh jako obozu dla swojej armii, podczas Irlandzkiej Wojny Dziewięcioletniej (1592-1601). Istnieje również wiele pustych, starych domów w okół Carrowkeel – niektóre z nich zamieszkiwane były aż do 1960 roku.

Pierwszym kamiennym kopcem, który zacząłem bliżej poznawać, był Cairn G. Przede mną był tu między innymi R.L. Praeger, który wizytował Cairn G już w 1897 roku. Z jego ówczesnych notatek można przeczytać takie oto spostrzeżenia:

W pierwszym otwartym kopcu było wejście, prowadzące do wielobocznej, centralnej komory oraz trzech, równomiernie wokół niej rozmieszczonych mniejszych komórek. Kilka kamiennych progów tworzy korytarz wejściowy, a kolejne, wewnętrzne progi oddzielają komorę środkową od każdej komory bocznej. Pomiędzy progami części podłogi były wybrukowane z dużej płyty. Dach powstał z wielkich, nakładających się na siebie płyt, które opadały po zewnętrznej stronie. To było najbardziej symetryczne i piękne dzieło architektury. Miałem przywilej bycia pierwszym od tysięcy lat, przechodzącym przez małe wejście i pełzającym w dół. Zrobiłem to z niemałym podziwem. Zapaliłem 3 świece i na chwilę przystanąłem aby pozwolić oczom na przyzwyczajenie się do panującego w środku półmroku. Wszystko było tak samo, kiedy ostatni człowiek, w Epoce Brązu, opuszczał to miejsce. Wszystko pokrywał jasnobrązowy pył, centralna komora była pusta ale każda z trzech wnęk zawierała wiele spalonych ludzkich kości, koraliki z kamieni, kostne narzędzia wykonane z poroża jelenia oraz sporo fragmentów ceramiki. Na małych wnękach w ścianach były płaskie kamienie, na których spoczywały kości małych dzieci…

Cairn G, Carrowkeel

Kopiec znajduje się 290 m n.p.m, ma 21 metrów średnicy a jego podstawa w większości jest pod bagnem. Do środka wchodzi się małą szczeliną pomiędzy drzwiami a nadprożem. Podłoga komory pokryta została płytami wapiennymi, obecnie mamy wszędzie luźne kamienie. Ja niestety na nic nie natrafiłem ale wiadomo, że wewnątrz grobu znaleziono ludzkie kości, ceramikę, koraliki, wisiorki oraz pięć kamiennych kul, które mogły być używane do reprezentowania księżyca. Podczas gdy ja znalazłem się w środku Cairn G, nie dane mi było dokładniej przyjrzeć się całości. Niestety bez latarki widzi się tylko czarność… Co czuje się wewnątrz takiego grobowca? Na pewno nie miałem strachu, że coś mi może spaść na głowę bądź coś nieoczekiwanego mógłbym znaleźć. Panowała tam wspomniana ciemność i spokój. Było chłodno i cicho, jedyne co słyszałem to mój oddech, szelest ubrań i chrupanie kamyków. Byłem w środku parę minut, spróbowałem oświetlić komorę za pomocą ekranu komórki (co za naiwność!), cyknąłem fotkę i wygramoliłem się na powierzchnię.

75 metrów na południe od Cairn G jest kolejny kopiec: Cairn H. W porównaniu do poprzedniego, ten jest w bardzo zniszczonym stanie, z uszkodzonym dachem i zapadniętą komorą. Podczas wykopalisk w 1911 roku odkryto, że miał 30 metrów średnicy, co powodowało, że był największym kopcem w grupie. Zajrzałem do środka i rzeczywiście, miejsca było bardzo mało, także nawet nie próbowałem się wciskać. Na ten kopiec poświęciłem najmniej czasu, zrobiłem trochę zdjęć i powędrowałem dalej.

Cairn G – grobowiec zapadnięty

W najwyższym punkcie widnieje trzeci z kopców: Cairn K. Ma średnicę 21 metrów, jest wysoki na 6 metrów i otacza go gruba warstwa bagna. Kilka lat temu wokół północnej ściany i wejścia do kopca, było bardzo dużo kwarcu. Obecnie większości już nie ma, bo najpewniej został pozabierany przez odwiedzających w calach pamiątkowych. Kwarc mógł zostać wykorzystany do pokrycia wszystkich kopców i każdy, kto stanąłby na Knocknarea lub na jednym ze szczytów Ox Mountains, widziałby błyszczące w świetle słońca lub księżyca, grobowce Carrowkeel. Mówi się, że Ox Mountains (na zachód od Sligo), z których wydobywano a następnie transportowano kwarc, to jedno z najstarszych pasm górskich w Europie.

Odkrywca i Cairn K 😉

Aby wejść do tego trzeciego kopca trzeba wczołgać się przez małe, kwadratowe wejście i potem po 7 metrach, przykulony, na kuckach, dochodzi się do obszernej, wysokiej na 3 metry, komory. Tak samo jak w pierwszym grobie, tu również mamy trzy mniejsze komory-wnęki. I chociaż nadproża w tych wnękach są popękane, to jednak struktura jest dobra. W tylnej części prawej wnęki jest trójkątny kamień ze szpiczastym szczytem. Ze względu na jego podobieństwo do Croagh Patrick, mówi się, że jest to Kamień Świętego Patryka. Wejście i oś komory skierowane są bezpośrednio na kopiec Królowej Meadb, ciekawostką jest również fakt, że oba te kopce są na tej samej wysokości nad poziomem morza. Główna komora ustawiona jest w taki sposób, że światło słońca czy też księżyca nigdy nie wpada do wnętrza. Odnalezione w środku przedmioty nie różniły się od tych z innych kopców.

Ten grobowiec w moim mniemaniu jest najbardziej interesujący. Co prawda podobny do innych, mniej więcej takiej samej wielkości ale ma najfajniejszy środek. Przyjrzałem się mu z dalszej perspektywy, podszedłem bliżej, złamałem (nieświadomie) zakaz, czy też prośbę, aby na kopiec się nie wspinać, w końcu rozstawiłem statyw i pobawiłem się w fotografa. Wpatrując się w krajobraz pomyślałem: ,,Kurcze, cmentarzysko zawiera te 21 grobów, z czego co najmniej kilkanaście jest w okolicy a znalazłem tylko 3?” Kopców rzeczywiście było więcej ale rozproszonych. Zlokalizowałem kilka lecz były one zbyt daleko aby się do nich przetransportować… Nie tym razem.

Parę metrów na zachód są pozostałości kolejnego, czwartego w grupie kopca. Cairn L widziany był w roku 1911 przez Macalistera i Praegera, lecz nie zdecydowali się oni wówczas na jego odkopanie i głębsze zbadanie. Istnieje kilka wapiennych płyt widocznych na kopcu, co sugeruje obecność jakiejś komory. Obecnie pokryty jest on torfem, także do końca nie wiadomo jaki mógł mieć rozmiar, choć 100 lat temu mówiono o 19 metrach średnicy i 5 metrach wysokości. Czyniłoby go to prawie tak dużym jak Cairn K.

Nie tylko grobowce korytarzowe można napotkać w tym miejscu. Kiedyś wśród wrzosów i torfowisk, dumnie wznosił się mały dolmen. Teraz pomnik wygląda jak zbieranina porozrzucanych kamieni. Najbardziej interesującą wydaje się być struktura: istnieją cztery fragmenty piaskowca i małe głazy, które położone są jakby na kształt krzyża. Natomiast główna płyta, która stanowiła ,,dach” została rozbita jakiś czas przed 1911 rokiem. Ten dyskretny, mały, prehistoryczny monument mógł określać pozycję i pomagać w obserwacjach astronomicznych. Nie wykluczone, że dolmen ten liczył sobie więcej lat niż same kopce. Powiem szczerze, że takim dopełnieniem całości byłby właśnie ładnie zachowany dolmen. Dałoby to z pewnością uroku i tajemniczości, chociaż tej akurat, przy dobrej wyobraźni zabraknąć nie powinno.

(Inspiracją dla tej opowieści była dla mnie strona www.carrowkeel.com oraz po części blog Pendragona )

O autorze Pokaż wszystkie posty Autor Strony

Cwirek

KomentarzyNapisz Komentarz

  • Oj, pamiętam tę wyboistą dróżkę. Byłam tam jakieś trzy lata temu, ale nie o poranku tylko późnym popołudniem.

    Wiesz, że miałam podobne spostrzeżenia do Twoich? Spodziewałam się czegoś bardziej spektakularnego, przede wszystkim WIĘKSZEGO. Też nie dotarłam do wszystkich grobowców. Prawdę powiedziawszy Carrowkeel mnie rozczarowało, choć trzeba przyznać, że okolica jest urocza i robi wrażenie.

    A spotkałeś może stadko przesympatycznych koni? 🙂

    5:30? Respect! 🙂

  • Żeby nie było, że ja się Carrowkeel jakoś zawiodłem 🙂 Nie, nie – choć widziałem tak na prawdę tylko 3 groby to i tak jestem usatysfakcjonowany. Wiedziałem, że gabarytowo nie jest to Newgrange, więc nie rozczarowałem się zbyt małą, jak piszesz, wielkością czy spektakularnością 😉 Spektakularne o tak, to były panoramy wokoło. Lokalizacja grobowców wyborna. Niestety, koników niet, osłów z pobliskiego schroniska również nie słyszałem, jedyne co to bojaźliwe owce wcinające śniadanko. Sam dla siebie mam rispect jeśli idzie o wstawanie z łoża o 5.30 😀 Generalnie do rannych ptaszków (choć nazwisko sugerować powinno co innego) nie należę ale wiem, że postawić się na nogi wcześnie jest jak najbardziej wskazane. Odkrywając nieco karty, napiszę, że równy tydzień po tym wyjeździe do Carrowkeel, wstałem o 5.00 😉

    pozdrowionka!

  • Mnie też to miejsce się spodobało i cieszę się, że zaraz tam znowu będę. Ranne wstawanie jest fajne jak się ma to przećwiczone, a jak się ma na czym ćwiczyć to tym lepiej dla wstawania 🙂 PS zoomem widać nieprawdziwe widoki.

  • To nie jest tak, że mnie się nie spodobało. Nieco się rozczarowałam, bo trochę inaczej sobie to wyobrażałam – grobowiec na grobowcu 😉 Przed wyjazdem nie robiłam nie wiadomo jakiego „researchu”, więc nie wiedziałam, jak to wygląda. Najwyraźniej poniosła mnie wyobraźnia.

    Lokalizacja jest świetna, a przez to, że miejsce jest dość odludne [i nie ma godzin otwarcia], a do tego stosunkowo mało popularne wśród turystów, to można w samotności przeżyć tam naprawdę fajne chwile.

    Newgrange też jest fajne, ale niestety przez swój komercyjny charakter wiele traci. Dlatego osobiście preferuję Loughcrew cairns albo grobowiec korytarzowy Fourknocks. A właśnie, byłeś już w tym ostatnim? Jeśli nie, to koniecznie powinieneś to nadrobić. Myślę, że byłbyś zadowolony.

    A pisząc, że miałam podobne spostrzeżenia, odnosiłam się do tego cytatu: „Wpatrując się w krajobraz pomyślałem: ,,Kurcze, cmentarzysko zawiera te 21 grobów, z czego co najmniej kilkanaście jest w okolicy a znalazłem tylko 3?”

    Pozdrawiam serdecznie i czekam na ciąg dalszy Twoich podróżniczych perypetii 🙂

  • Prawda Pendragonie, jeżeli wstaje się już enty raz, na przykład 40-sty ;), to rzeczywiście wchodzi w krew i nie stanowi praktycznie żadnego problemu. Nie wiem ile razy sobie obiecywałem i planowałem, że zaczynam serię wczesnego wstawania a potem udawało się raz jedyny i tyle 🙂 Powiem tak: w domu – masakra ale na jakimś podróżniczym wyjeździe: i owszem – często i chętnie. Nie wiem skąd się to bierze? Zoomem nieprawdziwe widoki? Jakim zoomem? 😉

  • Hej Taito!

    Niestety w Fourknocks jeszcze nie byłem ale przybliżyłem sobie (na blogu Pendragona) nieco ten grobowiec i rzeczywiście bardzo fajny. Szczególnie wrażenie robi ogromny środek! Co do Carrowkeel to też jakoś specjalnie się do niego wcześniej nie przygotowywałem (co też widać na powyższym filmie :)) Większość z tego co opisałem, poznałem dopiero po wizycie.

    Również pozdrawiam i także mam nadzieję na szybkie posty hehe!

  • Miałem na myśli fotkę „in the back of a magnificent panorama” i ta panorama jest zumowana nieprawdaż? Okiem tego nie widać.

  • Tak. Jeśli tylko najdzie mnie taka wizja i sytuacja ku temu pozwala to staram się korzystać z zooma. Jedna z ważniejszych broni w moim aparacie, więc grzechem byłoby jej nie wykorzystywać 😉

  • Możliwe, że Carrowmore. Zboczyłem lekko z trasy Sligo-Charlestown. Ale to juz było kilka lat temu. Chyba jednak odszukam te zdjęcia.

  • Nawet nie wiesz jak dużo! Gdy tu przyjechałem, też miałem mgliste pojęcie, co Irlandia może w sobie skrywać? Podczas podróży, kolejnych i kolejnych, zdałem sobie sprawę, że jest tutaj ogromne bogactwo, zarówno krajobrazowe jak i kulturowe oraz historyczne. Poznawać, poznawać, poznawać… Warto 😉

  • I was suggested this blog via my cousin. I’m not positive whether this
    post is written via him as nobody elsee know such
    precise about my trouble. You’re amazing! Thanks!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *