Wrobels

Cong Abbey, Ashford Castle

Wjeżdżając do Cong chcieliśmy jak najprędzej odnaleźć Ashford Castle. Na szczęście od razu się to nie udało. Na pierwszy ogień, jakgdyby przystawka do głównego dania, poszły ruiny, na które przypadkiem natrafiliśmy.


Cong Abbey to Opactwo, które powstało na początku 7 wieku przez św. Feichina. W 12 wieku zostało strawione przez pożar i dopiero w 1135 roku zostało odbudowane przez Wysokiego Króla Irlandii Turlougha Mor O’Connora. Jego syn ostatni Wysoki Król Irlandii Rory O’Connor, tuż przed Inwazją Normanów zbudował nowe budynki a także mieszkał w opactwie przez ostatnie 15 lat swojego życia (zmarł w 1198 roku). W 1203 roku Cong zostało zaatakowane przez Normańskiego rycerza Williama de Burgha i ponownie trzeba było odbudować Opactwo. Obecny Kościół i prawdopodobnie fragmenty Klasztoru, w którym mnisi pracowali oraz modlili się, należą z przebudowy, która miała miejsce na początku 13 wieku.

cong_abbeymury_opactwa_congopactwo_congw_opactwie_Cong

Ruiny Opactwa widoczne są bez problemu, przejeżdżaliśmy obok i postanowiliśmy zobaczyć je z bliska, od środka. Nie wiem jak Daniel, ale ja, będąc już na terenie Cong Abbey poczułem wiatr historii, kilkusetletni zefirek pamiętający czasy średniowiecznej Irlandii, który teraz krążył gdzieś między drzewami. Uruchomiłem wyobraźnię i przechadzając się nieśpiesznie starałem się odtworzyć chwile, kiedy to mnisi wędrowali po Opactwie, cieszyli się otaczającą ich przyrodą, medytowali w skupieniu… Teren Cong Abbey jest dość spory (oczywiście z wielkością rozległych obszarów przy Ashford Castle równać się nie może), można tam odbyć miłą, relaksującą przechadzkę, zaczynając od głównego budynku, poprzez park i kończąc w małym lasku, tuż za przepływającą przez Opactwo River Cong. Rzeczka zaledwie 2 kilometrowa wpływa do Lough Corrib i posiada Chatkę Rybaka, chatkę która nas zainspirowała i której poświęciliśmy momencik.

Monk's Fishing House

Monk’s Fishing House

Monk’s Fishing House prawdopodobnie powstał w 15 lub 16 wieku. Mały kamienny domek stoi na kamiennej podstawie, a wokół i pod nim przepływa rzeka. Wchodzi się do wnętrza, bardzo surowego i na samym środku znajduje się pułapka na ryby. Była to wnęka w podłodze, do której rybak wkładał siatkę i ryby płynące razem z prądem rzeki wpadały do niej bez opamiętania. Prosto z wody lądowały w małym , kamiennym piecu, gdzie je podpiekano a następnie z chatki rybaka, specjalnie skonstruowaną liną, transportowano do kuchni. Będąc na rzece Cong, na mostku obok chatki rybaka i spoglądając w stronę ujścia rzeki do Lough Corrib można zaobserwować mury Ashford Castle. Wydawało nam się, że jest to rzut beretem ale aby dostać się na teren Zamku samochodem należy przejechać może z 2 kilometrowy odcinek. Pokręciliśmy się jeszcze troszeczkę po Cong Abbey i wróciliśmy do samochodu.

Niesamowity Ashford Castle…

Ashford Castle został zbudowany w 1228 roku przez Anglo-Normańską rodzinę de Burgo. 350 lat później  – po zaciętej walce pomiędzy siłami rodziny de Burgo a wojskami angielskimi, Ashford Castle przeszedł w ręce nowego pana – Sir Richarda Binghama. W roku 1589 pod jego panowaniem wzmocniono enklawy w okolicach Zamku. W 1715 roku majątek został przejęty przez Rodzinę Oranmore i Brown, która poprzez 17-wieczny francuski styl zmieniła oblicze Zamku i przywróciła jego dawną świetność.  W 1852 roku Nieruchomość została zakupiona przez Sir Benjamina Guinnesa, który powiększył teren do 26 ooo akrów, zbudował nowe drogi i zasadził tysiące drzew. Po jego śmierci w 1868 roku Zamek przeszedł w ręce Arthura Edwarda Guinnesa, Pierwszego Barona Ardilaun (syna Benjamina), zapalonego ogrodnika, który nadzorował rozwój wielkich lasów otaczających posiadłość. Baron Ardilaun przebudował również całe zachodnie skrzydło Zamku. W 1939 roku Ernest Guinnes sprzedał Zamek Noelowi Huggardowi, który otwiera tutaj Hotel. W 1951 roku zostaje tu nakręconych większośc scen do filmu Johna FordaQuiet Man z Johnem Waynem i Maureen O’Harą. Kolejna ważna data to 1971 rok, wtedy to Ashford Castle zostaje kupiony przez Johna Mulcahy. Nowy właściciel nadzorował gruntowną renowację, podwoił wielkość i dodał nowe skrzydło. Oprócz tego nieopodal zostaje zbudowane pole golfowe a także opracowane ogrody. W 1985 roku grupa  inwestorów  irlandzko- amerykańskich kupuje Ashford Castle za 50 milionów euro. Od 2007 roku majątek należy do Gerry’ego Barretta i jego rodziny.

Zamek na tle Lough Corrib

Zamek na tle Lough Corrib

Podjechaliśmy pod główną bramę. Wejścia strzegł strażnik – niezły gaduła – poinformował mnie o wszystkim, zachwalając przy tym Ashford Castle i obszerny teren wokół w taki sposób, że jeszcze bardziej chciało nam się wjechać do środka. Chociaż z drugiej strony, słuchając tego gawędziarza, można było się uśmiechnąć i troszeczkę przymknąć oko. W momencie, kiedy stwierdził, że mam longfordzki akcent, zrozumiałem że jego bajania są na potrzeby turystów. Wjechaliśmy do środka szczuplejsi o 10 euro i podążyliśmy w kierunku Zamku. Wiedzieliśmy wcześniej, że obszar Ashford Castle jest ogromny i w pełni się to potwierdziło. Aby dojechać do celu trzeba pokonać około 2 kilometry wąską drogą, otuloną polami golfowymi oraz mnóstwem drzew i krzewów. Pokonawszy ten odcinek, naszym oczom ukazała się okazała budowla – Ashford Castle, a za nim bezkres Lough Corrib. Stylowy Zamek o charakterze Wiktoriańskim z 7 wiekami na karku, prezentował się fenomenalnie. Zresztą nie może być inaczej, skoro dzisiaj znajduje się tam 5 – gwiazdkowy, elegancki i wytworny Hotel. W przeszłości hotelowymi gośćmi były takie osobistości jak: Henryk V – król Anglii, pisarz Oscar Wilde, Amerykański prezydent Ronald Reagan, Książę Edward, Amerykańskie Senator Edward Kennedy (Brat J.F. Kennedyego), aktor John Wayne czy też Książe Monaco Rainier III z Księżną Grace.

ashford_castle_daniellough_corribprawe_skrzydło_ashford_castleAshford_Castle.2

Pod sam Zamek podjeżdżać mogą tylko goście hotelu i pracownicy. My zatrzymaliśmy się na parkingu tuż przed mostem, który prowadził do Zamku. Ashford Castle od reszty lądu oddziela River Cong, która w tym miejscu wpada do Lough Corrib. Jest dość szeroka i z całą pewnością była skuteczną przeszkodą przed najeźdźcami, starającymi się zdobyć Ashford Castle przez te wszystkie stulecia. Zamek od frontu był ładny ale dopiero, gdy przeszliśmy na drugą stronę, zobaczyliśmy całą jego niesamowitość. Oświetlone przez słońce mury, porośnięte bluszczem, dziesiątki różnej wielkości okien, wieżyczek a wszystko rozciągnięte na kilkadziesiąt metrów. Po jednej stronie Zamek/Hotel – po drugiej początek Lough Corrib.

Kamienny Ogród

Kamienny Ogród

Ashford Castle jest duży, jednak to tylko niewielka część całego, liczącego 110 kilometrów kwadratowych terenu. Nie zapuszczaliśmy się w głąb wielkiego parku, nie chodziliśmy kilometrami ścieżek i alejek. Zajęłoby nam to z pewnością parę godzin, więc skupiliśmy się na terenie okołozamkowym. Podeszliśmy nad brzeg jeziora, lizneliśmy kawałeczek leśnych alejek ale przede wszystkim weszliśmy do zamkniętego, kamiennego ogrodu, w którym niegdyś rosły różnego rodzaju warzywa i owoce. Aby do niego wejść, trzeba przejść przez kilkumetrowy, lekko kręty ciemny tunel. Ogród robił wrażenie delikatnie zaniedbanego, być może pora roku nie ta? Chociaż końcówka maja chyba powinna sprzyjać pojawianiu się roślinek? Nie wiem. Budynki gospodarcze wydawały się być opuszczone, ogrodowe dróżki lekko zapuszczone, więc chyba lata świetności tego miejsca minęły. A szkoda, bo miejsce naprawdę urocze. Grzechem byłoby nie wspomnieć o fontannie tuż przed Zamkiem.

Rozległe pola golfowe

Rozległe pola golfowe

Fontanna bezustannie pluła wodą, woda wpadała do sporych rozmiarów okręgu, wokół był jasny żwir a dalej połacie równiutko przystrzyżonej trawy. W trawce gdzieniegdzie posadzone były klomby kolorowych kwiatów, które podziwiać można z ławeczek, licznie posianych wkoło. Na zakończenie naszej wizyty cofnęliśmy się do rozległych pól golfowych. Szliśmy drogą i łapaliśmy fragmenty ciekawych miejsc. Tu wielkie i monumentalne drzewa, tam mniejsze i równie okazałe krzaki. Trawa, jak to na polach golfowych, była przystryżona do granic możliwości, równiuteńka jak dywan, gęsta, przykuwająca swoim widokiem i kusząca aby jej dotknąć, aby po niej pochodzić. Przeszliśmy około kilometra i wróciliśmy do nieopodal zaparkowanego auta.

Po wyczerpującej, 2-dniowej wyprawie, nasiąkniętej przykodą, przyrodą i cudownymi krajobrazami czas było wracać do Longford. Nie wszystko podczas tej wycieczki odbyło się tak jak żeśmy sobie wcześniej zaplanowali, bo Klify Moheru ukryły się za gęstą mgłą. Pogoda również była różna, zmienna, nie rzadko deszczowa. Ale generalnie było ciepło i w najważniejszych momentach słonecznie. Do domu mieliśmy 130 kilometrów, czekała nas więc ponad 2 godzinna jazda. Na początek drogą R331 dojechaliśmy do Claremorris, następnie wjechaliśmy na N60 i po około 68 kilometrach dotarliśmy do Roscommon. Z Roscommon do Longford wiedzie trasa N63, czyli równe 30 kilometrów. W domu zameldowaliśmy się w sobotę po godzinie 21. W niedzielę mieliśmy pozostać na miejscu. Ale już w poniedziałek czekała na nas nowa przygoda.

groby_w_opactwiemost_na_river_congmonks_fishing_house.2street_of_cong

daniel_w_ogrodziekamienny_ogródsekwoja_na_polu_golfowymAdrian_vel_Cwirek

O autorze Pokaż wszystkie posty Autor Strony

Cwirek

KomentarzyNapisz Komentarz

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *