Wrobels

Dentysta – przygoda z prawą, dolną czwórką

pro familia rzeszow

Kto lubi wizyty u stomatologów? Przyznać się! Chyba niewielu jest amatorów dentystycznych leżanek, wiszących wierteł czy wielkiej okrągłej lampy. Uczciwie oświadczam, że dla mnie, jeszcze niedawno pójście z bolącym zębem do dentysty to było wyzwanie. Bałem się panicznie. Dzisiaj jest z tym lepiej, znacznie lepiej rzekłbym, aczkolwiek fanem tej akurat gałęzi medycyny nie jestem. W wieku ponad 30 lat potrafię się o wiele łatwiej zmusić do pójścia niż w czasach bycia nastolatkiem. Dentysta? Teraz już tak!

Niedawno zdarzyło się coś, czego nigdy wcześniej jeszcze nie miałem okazji doświadczyć. Co takiego? Leczenie Endodontyczne czyli popularne leczenie kanałowe. Dolna, prawa czwórka jest bohaterką tej historii. A było to tak, posłuchajcie:

W Irlandii

Robiona kiedyś w Polsce z czasem stała się coraz bardziej zdegenerowana aż przyszedł styczeń tego roku i ,,trach!” – ułamało się. Szlag trafił kawałek zęba czy też starej plomby i należało działać. Idę więc do tutejszego dentysty. Normalnie bym nie poszedł, ale sytuacja mnie do tego zmusiła, więc nie było wyjścia. Po oględzinach, zdjęciu RTG pada z ust pana dentysty: ,,Są dwie możliwości: leczenie kanałowe albo usunięcie”. No cóż, bez zęba źle, kanałowe w Irlandii za drogo, co robić? Wymyśliliśmy wspólnie, że zaczynamy leczenie kanałowe, trujemy, zakładamy opatrunek tymczasowy i w Polsce zostanie to dokończone. Pasuje mi takie rozwiązanie, bo po pierwsze jest taniej (tzn. Teoretycznie być powinno ale o tym później) a po drugie, jakoś ufam bardziej polskim stomatologom. Także ząb na jakiś czas zamknięty, można dalej funkcjonować.

W Polsce

Rzeszów. Idę do umówionego i znanego już mi z wcześniejszych wizyt gabinetu stomatologicznego. Siadam, w skrócie opowiadam o co chodzi, ściągamy opatrunek, robimy kolejne zdjęcie i pani dentystka trochę pesymistycznie stwierdza, że nie podejmie się w tym przypadku leczenia kanałowego, ponieważ dojście do korzeni jest wyjątkowo niekorzystne i trzeba będzie to zrobić przy pomocy mikroskopu… ,,Hmmm…, no świetnie” -pomyślałem. Miało być gładko i przyjemnie a nie jest. Cóż począć? Miła pani stomatolog proponuje, aby podzwonić, poszukać jakiegoś innego gabinetu, w którym daliby radę uporać się z zaistniałą sytuacją. Brzmi rozsądnie, lecz jest jedno ,,ale”, które może być nie do przeskoczenia… Brak czasu. Mam tylko parę dni do powrotu i całkiem prawdopodobne, że może nie być wolnych terminów. Gdyby tak się stało, to mam wrócić, zamknie się na powrót zęba opatrunkiem i podczas kolejnej wizyty w Polsce się to zrobi. Zgadzam się na to co powyżej, zakładamy opatrunek i do działania!

Zęba nie ma. Na razie... :)

Zęba nie ma. Na razie… :)

Dzwonię do jednego, drugiego, trzeciego, czwartego i nic, tak jak przypuszczaliśmy, nie ma wolnych terminów. Idę do jednego gabinetu osobiście i to samo: wolne grubo po moim wyjeździe. ,,Gdyby się coś zwolniło, to oczywiście poinformujemy” – zapewniają mnie głosy w słuchawce. Lekko niezadowolony i delikatnie zdołowany uświadamiam sobie, że tym razem chyba się nie uda. Na drugi dzień wykonuję jeszcze jeden telefon i ku mojemu zdziwieniu okazało się, że spoko, nie ma problemu, przyjeżdżaj pan, będziemy działać Zaskoczony, ale też ucieszony oczekiwałem wizyty. To co sobie założyłem i po co w ogóle do kraju przyjechałem, miało się ziścić, a to było w tym momencie najważniejsze.

W Gabinecie

Dzień dentystycznej przygody. Siedzę w miejskim autobusie i pokonuję chyba wszystkie przystanki miasta Rzeszów. Ludzie wchodzą i wychodzą a ja non-stop w środku, z coraz szybciej bijącym sercem, poruszam się w stronę celu. Po niecałej godzinie docieram wreszcie na miejsce. Miejscówka okazuje się szpitalem ale nie byle jakim szpitalem (czy choćby nawet przyzwoitym), tylko najwyższej próby placówką – nowoczesny, elegancki, co szczególnie widać, gdy przekroczy się główny próg. Po przywitaniu się z miłymi paniami recepcjonistkami i wypełnieniu formularza medycznego zaczyna się zabawa…

Korytarze placówki, która wyciągnęła do mnie pomocną dłoń :)

Korytarze placówki, która wyciągnęła do mnie pomocną dłoń :)

Gabinet obszerny, jasny, z dużym biurkiem i nowoczesną aparaturą dentystyczną. Sekunda i już siedzę w najważniejszym miejscu pomieszczenia. Po krótkiej rozmowie informacyjne drobna pani dentystka zaczyna działać. Pierwsza rzecz to znieczulenie i od razu zaskoczenie: nie ma igły, nie ma ukłucia, nie ma krwi a jest znieczulenie komputerowe! Bezstresowo i bezboleśnie a to najważniejsze, w parę sekund dziąsło bez czucia. Rozłożywszy się w fotelu i przyjąwszy pozycję leżącą, otworzyłem szeroko usta i czekałem. Wiertło grube, wiertło cienkie, rurka odsysająca ślinę, wacik ją wchłaniający. Leżę i zerkam: na okno, na ściany, na aparaturę wszelaką, na twarz pani dentystki, na moje buty i na przemieszczającą się tu i ówdzie asystentkę. Wkładają mi do ust jakieś żelastwo, podkręcają i montują na zęba. Umieszczają gumową szmateczkę, tak że widoczna jest tylko naprawiana czwórka. Skupiona pani doktor patrzy w mikroskop, następnie na ekran komputera, jednocześnie wykonując znane tylko sobie czynności. Ja leże i mogę sobie tylko wyobrażać cóż tam się w mojej buzi misternego wyrabia. Następuje seria ucisków i przetykań ale nic nie boli – magia komputerowego znieczulenia działa. Pomaga sobie jak gdyby lutownicą, coś tam przypala bo unosi się dymek (w tym momencie czuję delikatne pobolewanie).

Mija pół godziny, 45 minut, godzina a ja dalej leżę. Przybrana na początku pozycja zaczyna mnie uwierać, niewygodnie w nogi, gniecie w plecy i boli szyja. Swego rodzaju paradoks: zamiast zęba boli szyja. Przeleciało już 80 minut, za nami półtorej godziny, a ja leżę. Ząb w finezyjny sposób jest odbudowywany, czynności przy tym związanych odbywa się bez liku – oprócz niewygody wszystko inne nawet mi pasuje, widać, że głównodowodząca na tej sali zna się na rzeczy, więc bez problemu jestem w stanie powierzyć jej potrzebującą interwencji dolną, prawą czwórkę. Na koniec podpiłowywanie, nitkowanie i prace kończące ten cały dentystyczny spektakl. Po blisko 2 godzinach zostaję oswobodzony z tego stomatologicznego uścisku. Wszyscy spisali się na medal, najważniejsze, że ząb stoi i praktycznie jest jak nowy. Mniej fajne jest to, że za tą robotę sobie niemało zażyczyli… No ale czego się mogłem spodziewać po jednym z bardziej renomowanych gabinetów dentystycznych w mieście? Nie dało się tego obejść – takie wybory w tym konkretnym momencie zostały dokonane i koniec końców wracałem do Irlandii z tarczą, a nie na tarczy. 😉

O autorze Pokaż wszystkie posty Autor Strony

Cwirek

KomentarzyNapisz Komentarz

  • Też się przez pół życia panicznie bałem dentystów. Trafiłem na mendę-sadystę jako ośmiolatek i dopiero po trzydziestce nadrobiłem zaległości. Efekt: coś z dziesięć plomb i jeden usunięty ząb.

    Możesz w wolnej chwili dać namiar na ten „cudowny” gabinet, może się przydać…

    • Hej Xpil!

      Ja miałem to samo. Jednak gdy problemy zaczęły być co raz większe to już nie było zmiłuj się, trzeba było działać. Idealnie w tym aspekcie nie jest, ale staram się walczyć i naprawiać jak coś się dzieje 🙂 Namiary? Pro-Familia, mają oddziały w Rzeszowie i zdaje się w Łodzi. Wujek Google Cię pokieruje w kierunku szczegółów. 🙂

  • Oj, też nie lubię wizyt u dentysty. Na początku pobytu w Irlandii dentystę odwiedzałam właśnie podczas wizyt w kraju, ale powtarzające się sytuacje, że nie udawało się zmieścić ze wszystkim w krótkim czasie urlopu, bardzo mnie stresowały. Irlandzkiego dentystę poznałam dopiero przy nagłej sytuacji jak u Ciebie, kawałek odpadł i trzeba było coś z tym natychmiast zrobić, a że byłam akurat w zaawansowanej ciąży, to nie mogłam polecieć do Polski. Szłam tam jak na skazanie, bo nasłuchałam się okropnych historii o irlandzkich stomatologach, które okazały się mitem. Jestem bardzo zadowolona z mojego dentysty, a jeśli policzyć koszty podróży, opieki na dziećmi itd., okazuje się, że wcale leczenie zębów w kraju nie jest aż tak tanie.
    Pozdrawiam! Oby jak najmniej pokruszonych plomb 🙂

    • Dzięki Dagmara! 🙂

      Ja ten wyjazd odbyłem w ramach urlopu i pojechałem sam, więc nie było organizacyjno-finansowego bólu jak to miewa miejsce, gdy jedzie się całą rodzinką 🙂 Nie wiem jakie konkretnie koszta są u innych dentystów w Irlandii, ale ten mój lokalny życzył sobie nie mniej jak 380 (?) euro za leczenie kanałowe? I to pewnie w takiej podstawowej wersji leczenia, nie sądzę żeby miał mikroskop a jak się okazało był on potrzebny (no chyba, że pierwszej pani dentystce nie chciało się grzebać i męczyć i wymyśliła ów mikroskop właśnie? :). Koniec końców sprawa pomyślnie zakończona i to jest najważniejsze 🙂

      pozdrawiam również! 😉

      • Leczenie zębów tutaj to faktycznie jakiś obłęd. Na porządnego stomatologa trafia się raz na sto lat (Dagmara, miałaś fuksa najwyraźniej – trzymaj się gościa wszystkimi ręcyma i nogyma). Z moich doświadczeń wynika, że lokalni znachorzy są gorzej przygotowani merytorycznie, mają gorsze (czyli: starsze i słabiej wyposażone) gabinety no i kasują w okolicach 200€ za kanał (w przypadku kanałówki), co potrafi się zakończyć rachunkiem w okolicach €700 za leczenie jednego zęba. A i tak pozostaje ryzyko, że za parę miesięcy trzeba go będzie poprawiać lub usuwać. O zabawach typu „leczenie kanału przez koronkę” już nie wspominam, kwoty są czterocyfrowe a kolejki na parę tygodni, bo fachowców brak. Dlatego ja latam do Polski jak już mam jakieś cięższe robótki budowlane w jamie gębowej, lokalnym pozostawiając tylko nieduże wypełnienia.

        • Aż z ciekawości sprawdziłam, ile kosztuje u mojego dentysty leczenie kanałowe. Ceny są wysokie: przednie zęby €395-€495, te z tyłu €450-€650 (cena obejmuje całość leczenia, z wypełnieniem). Mam dentystów w rodzinie i dla porównania zerknęłam na cennik ich kliniki – kanałówkę mają tanią, ale (właśnie przeżyłam szok!) tyle samo co kanałówka kosztuje u nich usuwanie kamienia, a drugie tyle piaskowanie.
          Na dentystów w tej irlandzkiej przychodni, gdzie chodzę regularnie, nie powiem złego słowa. Miło, czysto, wszystko na miejscu, dobre wyposażenie, nigdy niczego nie musiałam poprawiać, nic mi się nie rozsypało. I naprawdę troszczą się o pacjentów, kilkakrotnie mnie zaskoczyli tym, jak kompleksowo do tej mojej buzi się zabierali – i dentysta, i higienistka. Mam chyba jakieś wyjątkowe szczęście, bo GP też mam świetną 😀
          (Na kilku okropnych gburów trafiłam za to w szpitalu, oj byłoby co opowiadać. Na szczęście takie paskudy nigdy nie mają przedłużanych kontraktów, ale zawsze jakiś rzeźnik się tam trafi 😉 )
          Zmykam spać, mam nadzieję, że mi się dentysta nie przyśni 😉

  • Co do cen kanałówek w Polsce to chyba zależy od gabinetu. Mój powyższy to było 350 za kanał + 100zł za każdy kolejny. Ale już takie usuwanie kamienia, fluoryzacja i piaskowanie (w innym gabinecie) to 189zł, więc polowa taniej niż to podstawowe kanałowe leczenie gdzie indziej.

    A oceniając irlandzkie historie to osobiście u dentysty byłem raz i w sumie ok, niczego nie zepsuł, było w porządku. Taki GP również od lat działa dobrze, jesteśmy u tego samego od początku, z 11 lat będzie niebawem a co do szpitala, to nie mamy jakiś większych doświadczeń. Na pewno w 100% zadowoleni jesteśmy z 2 porodów w Mullingar, grzechem byłoby narzekać – wszystko w jak najlepszym porządku.

    Reasumując, kolejna wizyta u pani/pana stomatolog szykuje się w sierpniu, w Polsce 🙂 Oby wszystko udało się jak najlepiej.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *