Wrobels

Dunbeg Fort

Jest to bez wątpienia jeden z najefektowniej położonych kamiennych fortów na Półwyspie Dingle. Z jednej strony strome, urwiska klifowe i Zatoka Dingle, z drugiej widok na ponad pół kilometrową Mount Eagle. Położenie fortu oraz liczne fortyfikacje w nim się znajdujące najprawdopodobniej świadczą o obronnym charakterze tego miejsca. Chociaż zdania w tej kwestii są podzielone, a raczej, wśród naukowców niesprecyzowane.Samo powstanie Dunbeg Fort nie jest do końca znane. Uważa się, że pierwsze ślady, które udało się odkryć to 6 wiek przed naszą erą, niektórzy sądzą, że odbyło się to nawet 2 wieki wcześniej. Bardziej pewne są końcowe momenty tego fortu, które datuje się na okolice roku 1000 naszej ery. Jak wspomniałem wyżej przeznaczenie fortu nie jest do końca znane, choć według naszej oceny ludzie, którzy swego czasu zamieszkiwali to miejsce musieli się niejednokrotnie bronić przed atakami wroga. Oczywiście mogło się tam również odbywać normalne życie, niemniej jednak usytuowanie oraz grube mury z dużym prawdopodobieństwem ukazywały Dunbeg Fort w świetle licznych potyczek oraz przelanej krwi.

Wejście do chatki Clochan

Wyjeżdżając z Dingle skierowaliśmy się na zachód. Po chwili dojechaliśmy do rozwidlenia drogi. Można było udać się na przejazd północną częścią szosy R559 bądź też podążyć jej południowym odcinkiem. Którą stronę by się nie wybrało i tak w końcowym rozrachunku znaleźlibyśmy się na powrót przy tym rozjeździe. Zdecydowaliśmy się na tę drugą opcję co w perspektywie naszej dalszej podróży okazało się strzałem w dziesiątkę. Po 12 kilometrach i po minięciu kilku bardzo małych mieścinek znaleźliśmy się w Fahan. To właśnie tam zlokalizowany jest Dunbeg Fort – nie ma chyba możliwości aby nie zauważyć dużego, zielonego znaku informującego o tej atrakcji turystycznej. My co prawda pojechaliśmy trochę dalej ale na szczęście w spontanicznym odruchu zawróciliśmy i dotarliśmy na mały parking, do którego przylegała inna, równie interesująca budowla. Stonehouse Restaurant, czyli po naszemu restauracja z kamienia albo kamienna restauracja, jak sama nazwa wskazuje zbudowana była w całości z kamienia (nawet dach, co budziło nasze największe zdziwienie). Przypatrywaliśmy się tej charakterystycznej budowli lecz nie skorzystaliśmy z jej dobrodziejstw, chcieliśmy jak najprędzej udać się do wiekowej atrakcji znajdującej się w dole, tuż nad stromym klifem. Pani w małej budce sprzedała nam bilety, które dawały możliwość zobaczenia fortu a następnie oglądnięcia krótkiego filmu.

Dunbeg Fort składa się z czterech rowów (fos) oraz pięciu kopców. Główny mur, który najpewniej pełnił funkcje obronne i stawiał skuteczny opór przed nacierającym wrogiem zbudowany został z suchego kamienia, pierwotnie był prosty lecz później został zakrzywiony (z powodu prac budowlanych). Wejście do środka jest zadaszone i otoczone przez dwie wartownie. Wewnętrzna część ścian jest starsza, zewnętrzna została dodana później w celu wzmocnienia muru. W środku są pozostałości dużej chaty Clochaun, czyli kamiennego domku przypominającego pszczeli ul. Domki te miały grube mury (nawet do 1,5 metra), tworzone były głównie z kamienia ale zdarzało się również, że do pomocy przychodziła strzecha. Bywało też, że kilka domków Clochaun łączono razem. Kto w nich mieszkał?  Mnisi, eremici, zwykli ludzie ale także pasterze, i to nawet do 19 wieku. Pod głównym wejściem, w kierunku obronnych wałów prowadzi niewielki, podziemny tunel (tzw. souterrain), który zapewne służył do celów defensywno-obronnych, być może ukrywano się w nim gdy wróg dostał się do środka? A może po prostu było to miejsce, w którym przechowywano żywność?

Dunbeg Fort

Dunbeg Fort

Nie byliśmy w tym forcie długo, może trochę ponad 20 minut. Tyle w zupełności wystarczyło. Podążyliśmy spowrotem pod górkę, minęliśmy budkę od biletów, przeszliśmy drogę i poszliśmy prosto do małego mini-kina, na wspomniany wcześniej seans. Na filmie pokazywano głównie Półwysep Dingle z lotu ptaka, jego cudowne krajobrazy i starodawne miejsca, które dzisiaj tak chętnie są odwiedzane. O samym forcie nie było wiele. Osobiście miałem nadzieję, że dowiem się więcej, że zrekonstruują fort i ukażą życie ludzi w nim zamieszkujących. Nie mniej jednak wszystko ładnie zobaczyliśmy i po kolejnych 20 minutach siedzieliśmy już w naszym woziku. W między czasie z góry zaczął padać deszcz, mieliśmy szczęście, bo podczas naszej w forcie wizyty, było od dżdżu spokojnie. Kolejni odwiedzający nie mieli tyle szczęścia i musieli w towarzystwie solidnej mżawki maszerować po ruinach w dole.

Na zegarze było parę minut po godzinie 17, pomimo że parę godzin pozostawało do zamknięcia dnia to należało pomału rozglądać się za jakimś spaniem. Z Fahan ruszyliśmy przed siebie…

O autorze Pokaż wszystkie posty Autor Strony

Cwirek

KomentarzyNapisz Komentarz

  • Chyba tylko dlatego, że to jest na Dinglach pobierają opłatę za wstęp, jest wiele fortów bardziej okazałych, które są darmowe. Cóż, tak już jest w okolicach pełnych turystów, kasę trzeba ciągnąć z czego się da… Pozdrawiam

  • Nie ulega wątpliwości, że na Dingle lubią doić z turystów euro. Jednak jest wiele fajnych miejsc, w których płacić nie trzeba a satysfakcja równie duża o ile nawet nie większa.

    A Fort Dunbeg rzeczywiście wielki nie jest, może się podobać lub nie ale ma jedną wielką zaletę a mianowicie, położenie. Nie wiem czy jest jeszcze jakiś (może poza tym na Aranach), który miałaby równie efektowną miejscówkę.

    Pozdrawiam!

  • Warto tam wpaść na moment, fort jest tuż za miasteczkiem Dingle. Nam się niestety nie udało ale nieopodal Dunbeg Fort, na wzgórzu Mount Eagle są rozsypane chatki clochan (widać je z drogi) – przypuszczam, że wizyta tam również byłaby ciekawa.

    pozdrawiam i życzę udanego wypadu!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *