Wrobels

Koktebel – Podróże po Krymie cz.1

zatoka koktebel z widokiem na góry Karadage

Koktebel – Na początek nutka historyczna …

Pierwsze doniesienia o KoktebelKraju Błękitnych Szczytów (z tureckiego Kok-tepe-el) sięgają VIII wieku, kiedy to na tych terenach Grecy wznieśli sporą osadę, którą po 200 latach zniszczyli Pieczyngowie. W czasach tureckich była tu tatarska wioska, potem zamieszkana przez Bułgarów. W 13 wieku krymski namiestnik chana Złotej Ordy odstąpił okolice Koktebela Wenecjanom, następnie w 1365 roku przeszły one pod władanie Genueńczyków. W Koktebel przez jakiś czas przebywali Lew Tołstoj, Michaił Bułchakow a także Maksymilian Wołoszyn. W czasach sowieckich miasto nosiło nazwę Płaniorskoje i było uważane za idealne do uprawiania sportów szybowcowych.

Byliśmy niezmiernie zadowoleni, że udało się w końcu wydostać z Jałty. Siedzieliśmy sobie w autobusie wspominając niecodzienną, niespokojną i nieprzespaną noc, dyskutowaliśmy o przyszłości naszej wyprawy, wpatrując się co chwilę w krajobrazy migające za oknami. Marszrutka sunęła przed siebie momentami dosyć powolnie (pod górę), innym razem znowuż o wiele bardziej energicznie (z górki), wszyscy podskakiwali na siedzeniach, telepali się na boki i wypatrywali, aż jazda trasą M18 a później P29, dobiegnie końca.

Jedziemy z Jałty do Sudaka

Czekała nas wszystkich ponad 2 godzinna podróż malowniczą, widowiskową drogą, usytuowaną nad południowym brzegiem Morza Czarnego, czasem muskaną przez zbocza i doliny, przylegającej doń Gór Krymskich, trochę krętą, z licznymi serpentynami, stromymi podjazdami oraz szybkimi zjazdami. Startując w Jałcie a kończąc w Sudaku, ma się przed sobą prawie 120 kilometrów do pokonania – ażeby zrealizować scenariusz, który sobie wcześniej wymyśliliśmy, należało pokonać ten odcinek. Dopiero potem, już w Sudaku, mieliśmy myśleć o znalezieniu kolejnego transportu, tym razem do Koktebel, czyli ostatniej, najdalej wysuniętej na wschód stacji, podczas naszej krymskiej przygody. Na trasie obok mniejszych mieścinek, mamy jedną większą, która przy odpowiednio wysokim nakładzie czasu, mogłaby stać się naszym następnym punktem wizyty na Krymie. Kto wie, może nawet poświęcilibyśmy na to cały dzionek? W Ałuszcie mieliśmy zaledwie 10 minutowy postój, autobus podjechał na dworzec, część osób wyszła na papierosa, nowi pasażerowie się dosiedli i po chwili ruszyliśmy dalej. Ałuszta nie jest duża, ma około 40 tysięcy mieszkańców ale po Jałcie jest uważana, za najważniejszy ośrodek rekreacyjny i turystyczny. Obok licznych dyskotek, kurortów i sanatoriów można wyruszyć na wędrówki górskie, czy to na Czatyrdah, czy też Demerdżę. Miasto interesujące ale niestety, nie dało się tego zweryfikować i na własnej skórze o tym się przekonać.

Na dworcu autobusowym w Sudaku

Panorama Ałuszty / fot. wiadomosci24.pl

Panorama Ałuszty / fot. wiadomosci24.pl

W Sudaku zjawiliśmy się w okolicach południa. Kolejny dworzec autobusowy, tym razem poza miastem, na uboczu. Nie był przesadnie duży ale gwarny, cały czas coś się działo, był spory ruch, dużo podróżnych a także mnóstwo miejscowych nawoływaczy, ażeby tylko kogoś namówić na skorzystanie z prywatnego środka transportu. Wydawali się nachalni ale trochę nieskuteczni w swoim działaniu bo znamienita większość ludzi omijała ich szerokim łukiem. Nas takie rozwiązanie w ogóle nie interesowało, bo jak wiadomo, z reguły tego typu akcje kosztują drożej niż normalny bus czy autobus. Tak więc pierwsze co robimy, to ładujemy się do budynku dworcowego i stajemy w kasie po bilety. Udaje się takowe nabyć, trzeba troszeczkę na nasz bus poczekać, jednak najważniejsze, że posuwamy się cały czas w naszej podróży naprzód, że nic nas wreszcie nie zatrzymuje (pamiętając  o ciągle świeżych perypetiach związanych z Jałtą), że Koktebel jest na wyciągnięcie ręki. Czas oczekiwania spędzamy na rozmowie z wcześniej poznanymi Magdą i Michałem, okazuje się, że oni również będą rezydować parę dni w Koktebel, tyle że gdzieś na kwaterze. Słoneczko tego dnia jest wyjątkowo łaskawe, przyświeca z góry przyjemnie i sprawia, że po dotychczasowych wojażach mamy co raz większą ochotę na wskoczenie do morza. Wiemy, że stanie się już to niebawem, wystarczy tylko znaleźć się w Koktebel a tam z całą pewnością się wykąpiemy.

Tired-Man

W marszrutce…

Marszrutką do Koktebel

O wyznaczonej godzinie zjawił się nasz autobusik. Ten sam schemat, czyli toboły do luku bagażowego, mniejsze torby z aparatami razem z nami i zajęcie miejsc. Ludzi w środku full, środek transportu co najmniej 10 letni ale najważniejsze, że dawał radę. Kierowca, widać znał trasę na pamięć, pewnie kilka razy dziennie ją robił, wydawał się wyluzowany, tu z kimś zagadał, tam dzwonił przez telefon, kiedy dało się to jechał szybko, gdy pod górkę to wolniej ale sprawiał wrażenie ogarniętego i znającego swój fach. Ogólnie o krymskich drogach, zwyczajach na nich panujących, marszrutkach, autobusach i tramwajach (choć tymi akurat nie jechaliśmy) można by napisać obszerny referat :-). Cały czas nas coś zadziwiało, bardziej co prawda może na początku, bo potem trochę przywykliśmy, nie rzadko mieliśmy stracha, nie dało rady uczestniczyć w przejażdżce zupełnie obojętnym. Sudak z Koktebel łączy droga P29, jest to odcinek trochę ponad 30 kilometrowy i jedzie się może 40 minut. Na początku wśród winnic, później w towarzystwie drzew, następnie wjeżdża się trochę wyżej, na teren bardziej pagórkowaty. Lasu i krzewów jest więcej, zakrętów również i pojawia się Schebetovka. Dookoła góry, pokaźne skalne szczyty, czasami widać morze aż w końcu docieramy do upragnionego Koktebel.

Nareszcie w Koktebel!

Kamienista plaża w Koktebel

Kamienista plaża w Koktebel

Stanęliśmy w prawie 3 tysięcznym (poza sezonem) miasteczku na przystanku przy głównej drodze. Zastaliśmy miejsce tętniące życiem, panował wokół spory gwar, widać, że jest to turystyczny kurort. W tym momencie było dużo turystów (wrzesień) a co dopiero musi być w lipcu albo czerwcu? Koktebel jest bardzo popularny, dość drogi i jeśli wziąć pod uwagę, że chętnie przyjeżdżają tam poeci i malarze, to można pokusić się o stwierdzenie, że jest to ,,Kurort Artystów”. Zwróciliśmy uwagę na inną jednak rzecz, mianowicie widzieliśmy mnóstwo samochodów z rosyjskimi rejestracjami. Zresztą nie tylko w Koktebel bo i w innych, odwiedzanych przez nas wcześniej miejscach również, ruskich aut było bez liku. Podobno Rosjanie upodobali sobie Krym i bardzo chętnie go odwiedzają, uważają nawet, że Półwysep Krymski jest ich (pewnie przyzwyczajenie po czasach Związku Radzieckiego), że zamiast dalekich eskapad nad Morze Śródziemne, mogą się wybrać o wiele bliżej a będą mieć porównywalne warunki. Widzieliśmy rodziny z dziećmi, zerkaliśmy na młodych ,,zmęczonych słońcem” i rozśpiewanych ludzi, patrzeliśmy na miejscowych obsługujących sklepiki, bary i targowe kramy.

Przybywając do Koktebel wiedzieliśmy praktycznie tylko o dwóch atrakcjach turystycznych w tym mieście: pierwsza to przepłynięcie się stateczkiem wycieczkowym po okolicznych wodach Morza Czarnego (między innymi przez słynne, skalne Złote Wrota) oraz druga – przejście po rezerwacie Karadah. Pomysł był taki aby zaliczyć oba te punkty, na pierwszy ogień poszedł statek. Daniel 4 lata wcześniej już płynął i cena wtedy była do zaakceptowania, tym razem niestety poszła ona zdecydowanie w górę i postanowiliśmy odpuścić. Pytaliśmy się w takim jakby centrum turystycznym, w którym można było kupić bilety i szkoda, że zaprzestaliśmy tylko na tej informacji, bo najprawdopodobniej dowiadując się na samym statku, byłoby zdecydowanie taniej.

Molo

Molo

O Karadah mieliśmy myśleć później. Pierwsze co udało nam się zrobić to zadbać o kwestie kulinarne, od rana praktycznie nic nie jedliśmy i należało koniecznie się wzmocnić: wybór padł na dwie zupy i dwa czeburieki z mięsem. Przycupnęliśmy na plastikowych krzesłach w małej knajpce, delektowaliśmy się ciepłym posiłkiem, słuchaliśmy muzyki a przy okazji podładowywaliśmy baterię do aparatu. Knajpeczka, którą wybraliśmy usytuowana była przy głównej drodze (ulica Lenina, a jakże :-)) , niby centrum, gdzie wszyscy przyjeżdżali bądź odjeżdżali ale tak naprawdę najwięcej działo się nad morzem a przynajmniej zdecydowana większość ludzi w tamtych okolicach przebywała. Tak więc jemy i udajemy się nad morze, na promenadę.

Promenada w Koktebel

Mniej więcej 1300 metrowy, nadmorski deptak aż kipiał z ilości wczasowiczów. Staliśmy się częścią tego spacerującego organizmu, mozolnie przedzieraliśmy się przez tłum, wszyscy w klapeczkach, z ręcznikami, na luzie a my z plecakami wielkości szafek i zmęczeniem wypisanym na naszych nieogolonych facjatach. Promenadę  nafaszerowano restauracjami, knajpkami, budkami z pamiątkami, stoiskami z jedzeniem, z winem, z ubraniami, ze wszystkim.

Przechadzając się po tym bulwarze rozmaitości spoglądaliśmy na te wszystkie specjały, szczególnie jedzenie budziło nasze zainteresowanie, choć niestety jedliśmy tylko oczyma… Kuchnie odkrywaliśmy najróżniejsze, królowały orientalne (rosyjska, tatarska, uzbecka), było mnóstwo ryb, owoców morza, orzechów, słodkich ciast, pieczywa, placków, czeburieków, lodów lub też owoców zwykłych. Wieczorami kramy dzienne pewnie znikają, a w zamian zostają otwarte nocne kluby, dyskoteki i karaoke.

Koktebel-Promenade

A jak wygląda główna plaża w Koktebel? Powiem szczerze, że trochę mnie zaskoczyła. Po pierwsze i chyba najważniejsze: zbyt mała, albo inaczej, bardzo wąska, bo od wejścia na plażę aż po wejście do wody jest dosłownie parę metrów. Druga rzecz: kamienista, chociaż podobno zaraz po wejściu do wody, kamienie zamieniają się w piasek. Plaża na całej długości jest podzielona na kilka sektorów, wejścia na nią są w różnych częściach promenady. Nie zażywaliśmy kąpieli ale wydawało nam się, że tuż po wejściu do wody od razu zaczynają się głębiny i po paru metrach mogłoby zakryć, ewentualnie dojść do szyi. My również doszliśmy, tyle że do końca tłocznego chodnika i zaczęliśmy spokojnie wracać.

Śledzika? Rybkę? Wszystko co sobie Pani życzy!

Śledzika? Rybkę? Wszystko co sobie Pani życzy!

Minęła godzina 15 i pomimo, że jeszcze parę godzin dnia zostało, to trzeba było pomału rozglądać się za miejscem na nocleg. Niedaleko promenady, na wschód od centrum mamy ,,Aqua Park Koktebel” – atrakcja w sumie fajna, chociaż z drugiej strony dla mnie zawsze dziwne trochę były sytuacje, gdzie nad morzem znajduje się kompleks basenowy 🙂 Po to się jeździ nad morze aby się w tym morzu kąpać a nie przesiadywać na basenie. Niemniej jednak w koktebelskim aqua parku ludziska przesiadywali, tak więc musiało im się podobać. Jedną z atrakcji była nieprzesadnie długa, pomarańczowa ślizgawka a obok niej czarna rura, które widzieliśmy już z daleka.

W samym basenowym przybytku z głośników sączyła się głośna muzyka a całość sprawiała wrażenie nowo wybudowanego. W międzyczasie minęliśmy wielbłąda, którego to nie wolno było fotografować, jak już to tylko za kasę, bo rzekomo występował kiedyś w filmie (ja i tak go trafiłem z kilkudziesięciu metrów mym dłuuuuugaśnym zoomem :-)) i dotreptaliśmy spowrotem do głównej drogi.

Fragment zjeżdżalni wodnej

Fragment zjeżdżalni wodnej

Przygotowania do kolejnej wędrówki

Pomysł na resztę dnia, noc i dzień następny mieliśmy mniej więcej sprecyzowany, rezydować chcieliśmy na plaży za miastem, w miejscu o wiele bardziej ustronnym, przez Daniela już podczas ostatniej jego wizyty, sprawdzonym. Tyle że trzeba było przemaszerować spory kawałek aby się tam dostać.

Arbuzy są!

Arbuzy są!

Przed zapoczątkowaniem kolejnej wędrówki trzeba było uzupełnić zapasy jedzonka, coś tam w mojej plecakowej spiżarni (ja głównie odpowiadałem za przenoszenie pożywienia) jeszcze było ale należało wzbogacić nasze menu. Ktoś musiał się wrócić do miasta, a że ciężarów dźwigać we dwoje nie było sensu tak więc urządziliśmy losowanie: padło na Daniela i to on poleciał coś kupić.Po może 30 minutach wrócił z dwoma arbuzami, winogronami i brzoskwiniami – zestaw bardzo zdrowy i ważny, gdyż dawał odpowiednie nawodnienie, a w okolicznościach, w których się znaleźliśmy było to niezwykle istotne. Oki, plecaki w górę i zasuwamy! 😉

Na koniec najbardziej gwarny fragment w Koktebel okiem kamery, zapraszam:

Zapraszamy do dalszej lektury Koktebel – Podróże po Krymie cz.2

O autorze Pokaż wszystkie posty Autor Strony

Cwirek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *