Wrobels

Longford – nasze miasto

Rzuciły nas te losy życia daleko, tysiące kilometrów od Polski, niemalże na skraj Europy. Kraj wietrzny, deszczowy, niezmiennie zielony przyjął nas pod swoje skrzydła, dał pracę, pozwolił nabrać doświadczenia i otworzył nowe możliwości.

W centrum

W centrum

Nasze spotkanie z Irlandią rozpoczęło się ponad 4 lata temu w Longford, w mieście położonym 120 kilometrów na zachód od Dublina. Osiedliśmy tam na dobre, bo i była praca a i z czasem przyzwyczajenie zrobiło swoje. Longford nie jest dużym miastem, ze swoimi 13  tysiącami mieszkańców zasługuje raczej na miano miasteczka, w Polsce równie dobrze mogłaby to być dzielnica Poznania, Krakowa bądź Warszawy a nie wojewódzkie miasto. Bo trzeba nadmienić, że Longford jest stolicą hrabstwa o takiej samej nazwie, hrabstwo to ma około 34 tysiące ludzi i 1091 km kw. powierzchni. Generalnie nie ma się co dziwić małymi liczbami na Wyspie, wszakże mieszka tu tylko 4,45 mln mieszkańców a i powierzchnia kraju jest znacznie mniejsza od wielu innych europejskich państw.

Main Street

Main Street

Wracając do Longford, to jak już wcześniej napisałem mieszkamy tu nieprzerwanie od 2005 roku. Można powiedzieć, że już się zaaklimatyzowaliśmy, w jakiś tam sposób poznaliśmy obyczaje, rozszyfrowaliśmy ludzi i zżyliśmy się z otoczeniem. Czy było to trudne? Z pewnością nie stało się to z dnia na dzień, zmieniliśmy przecież kraj, nie znaliśmy języka ale brnęliśmy naprzód. Poznawaliśmy wszystko, zaznajamialiśmy się z nowym miejscem zamieszkania i z czasem żyło nam się łatwiej. Nawet, że tak powiem ,,małomiasteczkowość” Longford nie okazała się problemem. Kwestią przyzwyczajenia było wejść w klimat małego miasteczka. Dla mnie nowość, od zawsze w wielkiej aglomeracji aż tu nagle przeskok o kilka szczebli niżej. Nie ma wielkiego centrum, autobusów miejskich, tramwaji, blokowisk, setek sklepów, tysięcy samochodów i morza ludzi niezmiennie płynącego przez Katowice. Nie ma tego gwaru i zgiełku, codziennej gonitwy, zdenerwowania i braku czasu. Jest spokój. Oczywiście nie piszę tego w kontekście, że jestem zadowolony ze zmiany zabieganych Katowic na spacerujące Longford. Dla mnie nie jest problemem mieszkać w wielkim mieście, pytaniem było czy zdołam odnaleźć się w znacznie mniejszym? Dziś odpowiadam, że się odnalazłem i wsiąknąłem w ten spokojny styl bycia. Bo żyć inaczej, niż spokojnie w Longford się nie da.

Prospect Woods

Prospect Woods

A jak to miasto wygląda? Bardzo podobnie jak większość innych miast i miasteczek w Irlandii. Nie ma wysokich budynków, nie ma bloków (przynajmniej takich jakie są np. w Polsce), budowle szerokopojęte są niskie, parterowe, jedno bądź góra, dwupiętrowe. Charakterystyczne jest to, że przez środek miasta, praktycznie w jego ścisłym centrum ciągnie się główna ulica, wokół której nagromadzone są sklepy, banki, poczta czy też puby. Main Street jest sercem Longford, przewija się tam najwięcej ludzi, jeździ sporo samochodów i generalnie skupia się tam życie. Oczywiście inne drogi również są, co prawda nie tak żwawe i ruchliwe ale multum sklepów, czy też restauracji posiadają. Mój romans z tym miastem rozpoczął się na jednym z licznych osiedli okalających centrum. Dołączyłem do Eweliny i zamieszkałem na Prospect Woods. Bardzo przyjemne miejsce, spokojne, ustronne z mnóstwem zieleni, i z całkiem fajnymi domkami do zamieszkania. Urzekło mnie w pewien sposób, gdyż w Polsce przyzwyczajony byłem do innego typu osiedli, gdzie królowały wielkie, 10-piętrowe bloki a tutaj całkowita odmiana. W większości piętrowe domki, 3 i 4 pokojowe, każdy ze swoim podwórkiem, z podjazdem pod samochód i osobnym wejściem. Jedynym mankamentem, czy też utrudnieniem, był brak tegoż samochodu.

Oaklands Green

Oaklands Green

Z miasta zakupy musieliśmy dźwigać ręcznie, jechać rowerem bądź też korzystać z usług taksówek. Było to troszkę uciążliwe ale nie mieliśmy wyboru. Mieszkaliśmy na Prospect Woods do lipca 2006, wtedy to postanowiliśmy odłączyć się od dotychczasowych współlokatorów i znaleźć coś innego. Padło na inne longfordzkie osiedle, tym razem z zupełnie innej strony Longford. Na Oaklands pojawiliśmy się pod koniec lipca 2006 i zostaliśmy tam aż po dziś dzień. Byliśmy zadowoleni z nowego miejsca, które było również zielone, cichutkie i zadbane. Daleko od głównej ulicy, praktycznie taka sama droga do centrum ale też wygoda w postaci samochodu. Domek, w którym zamieszkaliśmy był prawie co ukończony, wprowadziliśmy się do niego jako pierwsi lokatorzy, wszystko w nim było nowe, co bardzo nam odpowiadało. Na nasze osiedle prowadzi lokalna droga, przy której znajduje się szkoła dla najmłodszych dzieci, po przeciwnej stronie mieszka biskup w swoim wielkim domu a na przeciwległym końcu, tuż przed wjazdem na Oaklands jest dom pogrzebowy. Oprócz domków jednopiętrowych znajduje się parenaście mieszkań parterowych, z których roztacza się widok między innymi na pastwisko.

Park

Park

Wiadomo jak w każdym mieście, oprócz plusów można też znaleźć minusy. Prawdę mówiąc ten spokój i swego rodzaju harmonia dnia codziennego przesłania coś, czego wielu ludziom może brakować… Mianowicie brak rozrywki, a może inaczej: mały wybór ciekawych miejsc. Bo ile można chodzić do tych samych sklepów? Jak często można odwiedzać puby? Który raz z kolei można wchodzić do tego samego, jedynego w Longford parku? Po paru latach wszystko zaczyna być oklepane i młodym ludziom, bądź też osobom z wielkich miast, z pewnością sprawia to problem. Zawsze powtarzam, że Longford ubogie jest w charakterystyczne miejsca. Nie ma oceanu, nie ma w pobliżu gór, nie ma żadnych ruin, nie ma porządnej rzeki, nie ma takiego klimatu jaki można spotkać na przykład w Galway. Plusem w tym wszystkim jest to, że mamy stosunkowo blisko czy to nad Ocean (Sligo) czy to do Dublina bądź też na zachód Irlandii (Galway, Connemara). A komuś, kto chciałby mieć szerszy wybór w sklepach, powinno wystarczyć Athlone (39km) bądź Mullingar (40km). My co prawda polubiliśmy Longford, mieszka nam się tutaj dobrze ale w głębi duszy chcielibyśmy od tego miasta odrobinkę więcej możliwości i wspomnianej rozrywki. Wszyscy nasi znajomi myślą podobnie, każdy na swój sposób się tutaj dusi ale większość zostaje, mając w perspektywie spokojne i w miarę wygodne życie.

Katedra Św. Mela

Katedra Św. Mela

Jednym z plusów jest z pewnością to, że praktycznie wszystko mamy na miejscu. Sprawy urzędowe, socjalne czy też zdrowotne (z wyjątkiem wyjazdów do specjalistycznego szpitala, który najbliżej znajduje się w Mullingar) załatwia się w Longford, bez konieczności jakichkolwiek, dalszych wyjazdów. A jeśli nie da się tego zrobić u nas to w przeważającej większości wystarcza telefon lub poczta. Chcemy pójść do lekarza, nie ma problemu – jest szpital, są przychodnie. Potrzebne nam konto w banku? Mamy do wyboru kilka banków, gdzie wszystkie znajdują się w samym centrum. Czas na wieksze zakupy? Udajemy się do supermarketów, które rozsiane są w kilku miejscach. Ktoś potrzebuje doznań kulturalnych? Idzie do kina, teatru, muzeum. Mamy chęć dobrze zjeść? Wybieramy się do licznych restauracji albo fast-foodów. Umówiliśmy się z przyjaciółmi? Idziemy do jednego z kilkudziesięciu (!) pubów. Ktoś z nutką hazardu? Na każdym kroku zakład bukmacherski. Sport? Jest piłka nożna, rugby, gaelic football, hurling, golf, tenis. Nauka? Są szkoły zarówno dla chłopców, jak i dla dziewcząt, są przedszkola czy też kursy językowe dla dorosłych. Religia? W Longford działa 8 Kościołów (Methodist Church, Church Of Ireland,Catholic Church,Lighthouse Assembly International Church,Gospel Hall,The Church Of Pentecost Ireland,The Redeemed Christian Church of God, Mountain of Fire and Miracles Ministries) Można by tak wyliczać i wyliczać, praktycznie każdy znajdzie coś dla siebie. Ja jako zapalony sportowiec zadowolony jestem z tego, że Longford oferuje aż tyle miejsc do uprawiania różnych dyscyplin sportu. Jest parę boisk, z których można odpłatnie bądź nieodpłatnie korzystać, są miejsca do biegania, jest basen, są hale, siłownie. Doprawdy akurat w tych aspektach jest wielkie udogodnienie, nie można narzekać bo i nie ma nawet zbytnio powodów do narzekania.

Longford County Concil

Longford County Concil

Osobną kwestią jest tygiel narodowościowy. Na ulicach można usłyszeć kilka języków, od wszechobecnego angielskiego, po polski, słowacki, litewski, hinduski, chiński czy też różnego rodzaju afrykański. Różne języki to jedno, mnóstwo odmiennych kultur to drugie. Na początku było to dla mnie dziwne i wywoływało ciekawość, dzisiaj przywykłem i bez żadnych emocji patrzę na Afrykanina czy też Azjatę. Zresztą nie mam praktycznie z innymi nacjami żadnych bliższych styczności, więc spoglądam na to wszystko z boku i bez żadnych emocji. Jedyne, w miarę bliskie relacje mam w pracy, gdzie pracuje większość Irlandczyków, i z którymi dobrze się dogaduję i praktycznie każdego z nich mogę nazwać swoim kolegą czy koleżanką. Najliczniejszą grupą emigracyjną są oczywiście Polacy. Jest nas tu naprawdę sporo, zaaklimatyzowalismy się na dobre, uczestniczymy w lokalnym życiu i pracujemy w tutejszych firmach. Oczywiście w dzisiejszych, trudnych czasach pracują tylko szczęśliwcy, bo trzeba nadmienić, że gro moich rodaków niestety pozostaje bez pracy. Ale to nie tylko Polacy, tyczy to się wszystkich, zarówno Irlandczyków jak i obcokrajowców. Za ciekawostkę można uznać to, że w wielu miejscach oprócz języka angielskiego i irlandzkiego, różne rzeczy pisane są również po polsku. A jakie są relacje międzyludzkie? Raczej każda nacja trzyma się ze sobą. Zdarzają się przyjaźnie i znajomości mieszane ale ogólnie Afrykanie są z Afrykanami, Azjaci z Azjatami, Polacy z Polakami, Słowacy ze Słowakami i oczywiście Irlandczycy z Irlandczykami. Tym ostatnim należy się tutaj osobne zdanie. W moim odczuciu bardzo dobrze sobie poradzili z najazdem aż tylu obcokrajowców. Z natury są przyjaźni, weseli, łatwo nawiązujący kontakty. Przynajmniej na początku przyjmowali wszystkich z otwartymi rękoma, dzisiaj być może troszkę to osłabło ale generalnie ich nastawienie jest pozytywne. Bynajmniej sprawiają takie wrażenie. Moje doświadczenia z reguły były dobre, nie mam więc powodów aby mówić na nich jakieś złe słowo i myślę, że ja również nie zalazłem nikomu za skórę.

Longford Town Centre

Longford Town Centre

Wracając jeszcze do urbanizacji miasta, to trzeba stwierdzić, że popełniono parę błędów w związku z wybudowaniem kilku obiektów. Po pierwsze domy mieszkalne. Jest trochę osiedli, które powstały w okresie booomu budowlanego, w momencie kiedy Irlandia opływała w dostatek, gdy wiekszość miała pracę i każdy tutaj ściągał. Irlandzki sen się skończył i nowopowstałych domów nie ma kto zamieszkać. To samo dotyczy się paru zbudowanych sklepów czy też pustych, dużych hal, które miały być przeznaczone pod sklepy. Dzisiaj stoją i niszczeją. A kwintesencją niegospodarności jest ogromne centrum handlowe, górujące nad miastem i czekające na swój debiut. Longford Town Center ukończone zostało ponad rok temu, jest największą budowlą w mieście a swoje otwarcie miało mieć wiosną tego roku. Miało mieć ale nie miało i prawdę mówiąc niewiadomo kiedy mieć będzie. Rzecz jasna nie wszystkie nowopowstałe obiekty są niewykorzystane. Przykładowo sklep, w którym obecnie pracuję (Dunnes Stores) ma się dobrze i istnieje od prawie 3 lat. Inne miejsca też przetrwały ale dużo zakończyło swoją działalność. Kryzys spowodował, że splajtowały i musiały zniknąć. Tak stało się na przykład z moją poprzednią pracą (Texas), która istniała niecałe 3 lata.

Reasumując Longford da się lubić. Ma swoje wady ale i również liczne zalety. Trzeba do niego podejść w taki sposób aby spróbować go odkryć i dać mu szansę. My daliśmy. Zresztą żyjąc tutaj już ponad 4 lata nie da się być obojętnym, człowiek staje się częścią otaczającej go rzeczywistości i nawet jeśli aklimatyzacja odbywa się powoli, to jednak krok po kroku zżywa się i utożsamia. To pomaga, żyje się łatwiej dla wszystkich stron, pozwala w minimalnym stopniu zapomnieć o tęsknocie za krajem ojczystym. Czy czujemy się longfordczykami? Delikatnie tak, choć wiadomo, że nigdy w 100% nimi nie będziemy, jednak Longford, przynajmniej w moim sercu miejsce mieć będzie zawsze. Bez względu na to co się w przyszłości stanie.

O autorze Pokaż wszystkie posty Autor Strony

Cwirek

KomentarzyNapisz Komentarz

  • Witam fajna stronka i materiał na temat tego miasta ktorym jest longford mieszkałem tam dokładnie na rivercourt przez 3 lata zjechałem do polski bo nie mogłem znalesc pracy po tym jak mnie zwolnili w mojej pamieci ciagle jest longford ci ludzie ta irlandzka mentalnosc te codzienne zycie brakuje mi tego bedac tu w Polsce Mam zamiar wrocic

  • Witaj! Mówisz, że masz zamiar wrócić do Longford czy ogólnie do Irlandii? Jak piszesz jest w Longford specyficzna mentalność i trzeba tutaj jakiś czas posiedzieć aby to poczuć. Być może jest podobnie do innych tego typu miast na Wyspie ale z pewnością jest inaczej jak w Polsce, pod wieloma względami.

    pozdrawiam!

  • ja pracowałem w longford 5 miesięcy w firmie Fenelon. wprawdzie mieszkaliśmy w małej wiosce pod longford ale wielu z nas mieszkało w longford. Od fenelona dostaliśmy busa i nieograniczony limit na tankowanie paliwa. Tankowało się i się nie płaciło tylko zapisywali numer rejestracyjny. fajnie było ale się skończyło. zjeździliśmy longford wzdłuż i wszerz. jeżdziło się w wolnych dniacxh po irlandii. Byliśmy na klifach gdzie stała taka mała laterenka morska czy też wieża, sporo tam było turystów, szkoda że nie pamiętam nazwy miejscowości. odwoziło się też kolegów do dublina na lotnisko bo niestety stopniowo zwalniali nas. chyba zbliżał się kryzys. było to w 2004 roku. tęsknię do tych spokojnych okolic. teraz mieszkam w warszawie. pozdro

  • Hej Dżony!

    Fenelon dalej funkcjonuje ale nie wiem co się tam w środku w tej firmie dzieje. Swego czasu, w 2005 roku robił tam taki znajomy (być może robi tam nadal, nie wiem), który jeździł gdzieś koło Dublina do kopalni (cynku?rudy?), zarabiał na prawdę grubą kasę.

    Klify, które opisujesz to bez wątpienia Cliffs of Moher – chyba najbardziej znana atrakcja turystyczna poza Dublinem.

    A czasy rzeczywiście troszeczkę się pozmieniały, nie wiem jak tutaj było przed moim pojawieniem się w Irlandii (wakacje 2005) ale dziś jest znacznie gorzej jeśli idzie o pracę. Niemniej jednak nie narzekam i żyję sobie wraz z rodzinką spokojnie i na ile jest to tylko możliwe bezstresowo.

    pozdrawiam serdecznie!

  • cześć koluniu. ja do fenelona przyjechalem z grupą 20 osób (spawaczy) i wyobraź sobie że tak w połowie pbytu i pracy u fenelona ja wraz jednym małolatem zostaliśmy oddelegowani do kopalni. To była odkrywkowa kopalnia już nie pamiętam czego. budowała go (zdaje się elektrownię) około 500 osobowa firma z turcji. nazywała się gama, jeszcze dziś mam do niej przepustkę. my robiliśmy akuret w ekipie z firmy fenelona która jako podwykonawca robila ogromny zbiornik na wodę. miał ponad 20 m. wysokości. pracowali przy tym spawacze z irlandii północnej, anglii i jeden polak, który byl z nich wszystkich najlepszy. pozdro

  • Hej!

    A dlaczego postanowiłeś wrócić do kraju? Pisałeś, że robiłeś tam 5 miesięcy w 2004 roku ale z robotą zaczęło się ogólnie psuć w 2007/08. Chyba do tego czasu szło jeszcze zarobić, odłożyć. Jak z perspektywy czasu wspominasz ten Twój zagraniczny wojaż? Jakie wymieniłbyś plusy i minusy z obecną, warszawską sytuacją?

    pozdro!

  • prtzyjechało nas 20 osób. spawaczy wziętych dosłownie z łapanki. nikogo w polsce nie sprawdzali. na miejscu kazali dopiero robić próbki spawów. ja akurat jestem dobry więc zrobilem próbki za kilku ludzi inny za następnych. ogólnie to był przypał bo gośc podchodzi i mówi żebym zrobił za niego próbkę bo on wprawdzie ma papiery ale ostanie 20 lat pracował jako szklarz. itp. więc trochę było przypałowo. dostawaliśmy tam po 8 euro na rękę, ale już po ok. miesiącu, pierwszych pięciu zwolnili, więc odwieźliśmy ich na lotnisko. Po miesiącu następnych i następnych. wkońcu i na mnie padło. jak ja wyjeżdżałem to zostało czyba z tej ekipy 4. było tam paru polaków którzy pracowali tam dużo dłużej ale takie chamy że szok. nie pożyczył ci narzędzia chociaż go nie używał, nie powiedział jak po angielsku szlifierka bo on sam musiał się nauczyć itp.
    do tej tyry ściągnęła nas niejaka Tula gray. jak wpiszesz w cudzysłowie to imię i nazwisko to coś tam w googlach wyskoczy, ale tak naprawdę to ona nas nmiekiepsko kręciła. Miała jakieś układy z tym Fenelonem. On jej płacił 16 euro za godzinę na każdego ona nam z tego odpalała po 8. możesz sobie policzyć ile na nas zarabuiała. 20 ludzi po 10 godzin razy 8 euro za każdego na czysto. Bo robiliśmy tam na czarno.
    porównywać do teraźniejszej sytuacji nie ma co, bo każdemu inaczej się ułożyło
    ja prowadzę firmę i jeśli kiedyś wpadnę do irlandii to raczej jako turysta.
    pozdro. trzymaj się kolego. napisz czasem coś chętnie przeczytam
    poprosiłbym cię o parę zdjęć na maila ale chyba nie będę ci zawracał gitary 😉

  • Miałem na myśli oczywiście zdjęcia longford. teraz sprawdziłem gdzie myśmy urzędowali. bo nazwę wcześniej zapomniałem. to było ballinalee.
    Pozdro

  • Balinalee rzeczywiście jest tutaj niedaleko Longford. Powiem szczerze, że wiele na temat tej mieścinki powiedzieć nie mogę bo nawet przejazdem w niej nie jestem. 🙂

    Napisałeś, że dostawaliście za robotę 8 euro/h. Bardzo mało jak za tego typu pracę, na 100% ta wspomniana babka kasowała dla siebie sporą sumkę…

    Co do fotek to spoko, poszukam jakieś i Ci najwyżej podeślę. Podaj maila.

    pozdrawiam!

  • Witam .Ja pracowalem w longford 3 lata w branzy budowlanej .3lata na czarno gosciu mial swoja firme i bylo nas na poczatku 2 polakow bo kumpel mi zalatwil wiec ja wzialem kumpla i jeszcze jeden anglik , po 3 miesiacach pojechalismy na wakacjie i pracodawca chcial jeszcze 2 polakow bo budowal domki w miejscowosci carrick boy nie daleko longford .pracowalismy 6 dni po 10 godzin za 400 euro .szok ale nikt sie nie buntowal wiec pracodawca tez zadowolony .jezeli chodzi o zdjecia wejdzcie na google earth wpiszcie longford i jest opcja street view i tam mozna przejsc caly longford , pozdrawiam .

  • Hej Seba!

    W Google Earth sprawdziłem tę funkcję ze spacerowaniem po ulicach, świetna sprawa, nawet siebie tam znalazłem w momencie wsiadania do samochodu pod domem 🙂 Carrickboy kojarzę, bardzo malutka mieścinka, grałem tam kiedyś w piłkę. 400 euro w budowlance za tyle godzin roboty to rzeczywiście mało, a jakie to były lata Twojej obecności w Irlandii?

    pozdrawiam!

  • 2005-2008 ogolnie nie zaluje tych lat , jakies nowe doswiadczenie ,tylko moj pracodawca straszny nerwus ale w sumie wporzadku bo moje ostatnie miesiace w irlandii wiedzac ze juz nie przyjade to sobie pracowalem 4 dni w tygodniu po prostu nie chcialem u niego juz pracowac i nie przychodzilem do pracy w poniedzialki wolne , wtroek wolny i przychodzilem na 4 dni zeby 300 euro dostac a nie 250 jak bym 3 dni nie przyszedl i jakos mnie wczesniej nie wywalil .A na wakacje normalnie placil za 2 tygodnie ale ja wracalem po miesiacy w koncu na czarno sie robilo i tak mial za nas kase : )

  • siemasz koleżko
    Wyglada na to że chyba nie znalazłeś żednych fotek 🙁
    szkoda kurde, bo liczyłem że coś podeślesz.
    pozdro

  • Witam serdecznie! Bardzo fajna strona o Longford, i ciekawe wpisy.
    ,,cwirek”a co tam słychac o kondycji drukarni/wydawnictwa Turner Printing na Earl Street. Pytam, bo mam okazje jechać do nich właśnie i to na tzw. dniach!?
    Sama miescinka faktycznie spokojna rzekłbym senna!
    Pozdrawiam

  • Witaj Slunz!
    Drukarnia chyba ma się dobrze, nic przynajmniej nie słychać aby coś się z nią działo źle. Mam kumpla, który tam robi już kilka lat i nie narzekał. A Longford rzeczywiście momentami jest spokojne ale oczywiście nie do przesady, w końcu jest to stolica hrabstwa 🙂 Mieszkam już tu od kilku ładnych lat i nie narzekam.
    pozdrawiam!

  • ja mieszkałam w Longford 4 lata a od 3 jestem w Polsce, muszę przyznac, że tesknię fajne miejsce,jutro mój mąż wraca do Longrord a ja z dziecmi zastanawiamy się nad powrotem

  • Witaj i z góry przepraszam za aż tak długą zwłokę! 🙂 :/

    Zastanawiacie się nad powrotem, czyli w Polsce jednak inna rzeczywistość? W tym momencie, po 7 latach bycia tutaj bałbym się chyba wracać do Polski, nie wiem czy zdołalibyśmy się odnaleźć, a jeśli tak to trzeba było by zejść parę szczebelków niżej pewnie… W Longford życie toczy się dalej swoim nieśpiesznym tempem, nic szczególnego się tutaj nie dzieje, ot dzień jak co dzień 😉

    pozdrawiam!

  • Witaj Aniu!

    A co Was skusiło aby się przeprowadzać? Od momentu gdy pisałem ten tekst minęło już ponad 3 lata i pomimo, że sam postrzegam Longford pewnie trochę inaczej, to w gruncie rzeczy nic wielkiego się nie wydarzyło, nic się w mieście nie zmieniło. Oczywiście gdzieś poprawiono drogę, gdzieś otworzono nowy sklep czy zamknięto stary, ale generalnie – miasto jest takie samo.

    pozdrawiam i zapraszam do dalszej dyskusji! 🙂

  • Jeśli kilka lat się mieszkało w danym mieście, to już do końca życia pewnie będzie się o tym pamiętać. A jak długo w Longford mieszkałeś i kiedy wyjechałeś?

  • Witam. Wlasnie mysle o wyjezdzie z Polski i tak jakos wlasnie Longford mi sie spodobal. Jak teraz jest z praca? Ciezko czy mozna spokojnie cos znalezc? Pozdrawiam

    • Witaj!

      Longford Ci się podoba? 🙂 Spokojne, małe miasteczko, ale bez szału jeśli idzie o atrakcje turystyczne. Niemniej jednak wszędzie jest w miarę blisko (zachód kraju, północ) jeśli ktoś chciałby zachłysnąć się wspaniałymi krajobrazami i atmosferą Wyspy.

      z pracą różnie. Na pewno jest gorzej niż parę lat wstecz. Co jakiś czas są przyjęcia w okolicznych fabrykach/sklepach ale trzeba szukać, sprawdzać i mieć szczęście.

      pozdrawiam również!

  • Witaj! Przepraszam, że taką drogą, ale nie mam innej możliwości zasięgnięcia informacji na temat miasta w którym mieszkasz. Chodzi o Longford.
    Po dziesięciu latach mieszkania w Dublinie, przyszedł czas na przeprowadzkę. Chcemy kupić dom, a ceny w stolicy niestety nie na naszą kieszeń.
    Dlatego,jeśli to możliwe, chcę dowiedzieć się jak najwięcej na temat Longford.
    Pierwsze pytanie, szukamy dobrej szkoły dla naszego synka(7 lat). Chodzi nam o wysoki poziom nauczania. Jak wygląda sytuacja na rynku pracy? Wszystkie inne informacje bardzo mile widziane.
    Nie znam nikogo w tej miejscowości,dlatego kieruje te pytania do Ciebie.
    Bardzo dziękuję za odpowiedź.
    Pozdrawiam
    Maciej

    • Hej Maćku!
      Na wstępie możesz mnie zlinczować za to nieodpisywanie…
      Pewnie sprawa nieaktualna (?) ale jeśli tak, to postaram się trochę pomóc.

      Jakie szkoły? Mamy parę. Zarówno w mieście, jak i na obrzeżu. W tych drugich uczą się głównie irlandzkie dzieci. W tych ,,miastowych” jest tak zwane multi-kulti, czyli misz-masz narodowościowy. Nasza córka chodzi do takiej ale żeby był gorszy poziom nauczania, to nie wiem. Pewnie w takiej kameralnej, gdzie sami tutejsi, to można by język angielski podłapać szybciej, w mniejszych ilościowo klasach, nauczyciel zapewne zwracałby większą uwagę na ucznia.

      Jak z pracą? Na pewno nie tak kolorowo jak kiedyś. Ale przypuszczam, że coś by się znaleźć udało. Pewnie nie na FT, ale gdzieś, na jakiś PT dałoby radę. Jest parę fabryk, są sklepy, jakieś ogłoszenia co rusz się pojawiają w witrynach sklepowych. Ja od 7 lat pracuję i nie wgłębiałem się za bardzo w rynek pracy. 🙂

      pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz przepraszam za zwłokę!

  • Witaj,z zainteresowaniem przeczytałam Twoją stronę. Longford interesuje mnie z racji tego,ze ponad dwa lata mieszka i pracuje tam mój syn. Z tego co piszesz jest to małe ,spokojne miasteczko. Zamierzam odwiedzić syna w listopadzie. Serdecznie pozdrawiam Lucyna

    • Witaj Lucyno!

      Longford rzeczywiście jest małe i raczej spokojne, choć czasem zdarzą się niepożądane sytuacje, typu włamania do domów. Ale to chyba wszędzie, a już w tych większych miastach regularnie. Gdzie syn pracuje? Może go przypadkiem znam? 🙂

      pozdrawiam również!

  • Witaj,
    mieszkałam w Longford 7 lat i zgadzam się z Tobą w zupełności, panuje tam spokój i harmonia, za którą tęsknię każdego dnia borykając się z trudami, problemami i pędem życia po powrocie do ,,domu”….. Do Polski…….
    Pozdrawiam serdecznie.
    Ps.Uwielbiam Twoje posty…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *