Wrobels

Muckross Abbey

Park Narodowy Killarney porwał nas swoim pięknem praktycznie od razu; od momentu gdy niepozornie pojawiliśmy się w jego dzikich, nieprzeciętnych i uroczych włościach. Zachwycaliśmy się niesamowitą scenerią Upper Lake, jechaliśmy wzdłuż Jeziora Muckross, aż w pewnym momencie zboczyliśmy z drogi. Należało zboczyć, plulibyśmy sobie w twarz gdybyśmy tego nie uczynili; efektowne, malowniczo położone opactwo już na nas czekało…Muckross Abbey położone jest praktycznie w samym sercu Parku Killarney. W bliskiej obecności Leane Lough, opatulone roślinnością, stoi sobie gdzieś na uboczu, schowane wśród drzew, wypatrując wędrowców i przypominając sobie stare czasy…

Muckross Abbey

Historia tego Opactwa do najłagodniejszych z całą pewnością nie należała. Fale prześladowań, liczne napaści, wygnania mnichów, wykwintne tortury, zabójstwa często niewinnych ludzi, gwałty, niszczenie i odbudowywanie a także trawiące wszystko pożary to była niemal codzienność. Na przestrzeni wieków działy się tam rzeczy niegodne tego miejsca, o spokój łatwo nie było ale mnisi nie mieli wyjścia. Pomimo tego całego zła i niesprawiedliwości, jakoś zawsze udawało im się stanąć na nogi. Ciągle się opierali i w imię wiary, często ponosili ofiary. Cóż, takie czasy. Buntowało się opactwo, ale przede wszystkim stawiała się Irlandia, nie chcąca przyzwyczajać  do narzucanego siłą na jej szyję homonta z sąsiedniej wyspy.

Legenda głosi, że Donal Mc Carthy (ten sam, który wybudował Zamek Ballycarbery) miał sen, w którym objawiona została miejscówka pod nowy klasztor. ,,Wznieś klasztor na skale z muzyką” – usłyszał głos. Donal szukał i znalazł, nieopodal swojego domu miejsce, gdzie w tajemniczy i niewyjaśniony sposób wydobywała się piękna muzyka. Tam miał stanąć klasztor. I stanął. W 1448 roku.

Dawni mieszkańcy Opactwa

Czy jest to prawdą? Jak w każdej legendzie, szczypta prawdy jest zawsze, na pewno prawdą jest fakt, że właśnie rok 1448 można uznać za początek Opactwa Muckross. Chociaż, pewne dowody świadczą o tym, że Opactwo zaczął stawiać już w 1340 roku Tadgh Mac Carthy i dopiero w roku 1448 zostało ukończone przez Donala. Nieśmiało mówi się także o tym, jakoby pierwszy kościół postawił tutaj Święty Fionan, w czasach wczesnochrześcijańskich, około 6 wieku.

Fragment głównej nawy Kościoła

Pewnikiem jest, że klasztor od 1448 roku służył franciszkanom. Społeczność w nim zamieszkująca to byli tak zwani franciszkanie bernardyńscy. Cechowało ich to, że przestrzegali oni sztywnych reguł w sprawach diety, ubioru oraz posiadania prywatnej własności. Klasztor został poświęcony Świętej Trójcy i wiadomo, że miał w swoich zbiorach, cudowny posąg Matki Boskiej. Bracia rezydowali w nim – z pewnymi przerwami, a to poprzez stłumienie Opactwa z rozkazów Henryka VIII w 1541 roku, a to ze względu na ich wydalenia za panowania Elżbiety I w 1589 roku, a to przez spalenie klasztoru przez wojska Cromwella w 1652 roku – aż do 1 maja 1698 roku. W życie zostało wprowadzone wówczas prawo karne, na mocy którego wszyscy biskupi, zakonnicy i zakonnice zmuszeni byli do opuszczenia kraju pod groźbą więzienia. Wielu, choć nie wszyscy, udali się na wygnanie do Hiszpanii lub Francji, skąd potajemnie w późniejszych okresach wracali. Dla sporej części nie do zaakceptowania były przymusowe wyjazdy, więc wielu braci wolało się ukrywać. Przez następne 80 lat ich schronieniem były małe, odosobnione domki, gdzieś między górami Mangerton i Torc. Stamtąd dalej kierowali swoją posługę duszpasterską wśród ludzi. Nowy klasztor powstał w Killarney. Z 1860 roku pochodzi fundament, w 1864 rozpoczęto budowę kościoła, którą ukończono w 1867 roku. Obecnie klasztor jest główną siedzibą franciszkanów w Irlandii.

Pięknie przywrócone krużganki

Nie wiem czy ludzie, którzy podobnie jak my skręcając w lewo z N71, parę kilometrów przed Kilarney, i następnie jadąc w kierunku Muckross House & Gardens również podążają do starego Opactwa? My po zostawieniu auta na dużym, bezpłatnym parkingu, od razu ruszyliśmy do Muckross Abbey. Pokierowały nas kierunkowskazy poustawiane wzdłuż alejek, ciągnących się po parku kilometrami. Teren jest tam na prawdę rozległy, wielkie przestrzenie, ogromne trawniki i łąki, różnorodna roślinność, wspaniały widok na Jezioro Leane – nie przechodziliśmy obojętnie, cały czas na coś zwracaliśmy uwagę. A marsz był doprawdy szybki, czułem się niczym ten chodziarz, którego można spotkać o każdej porze dnia, we wszystkich miastach i miasteczkach Irlandii. Narzuciliśmy sobie tempo, które w żadnym wypadku nie powinno mieć miejsca podczas zwiedzania, a już na pewno nie po wędrówkach w Parku Narodowym Killarney. Migusiem doszliśmy do murów Opactwa, teraz zwolniliśmy obroty i pomalutku, nieśpiesznie zaglądaliśmy wszędzie gdzie można było zajrzeć.Towarzyszyli nam inni zwiedzający, na całe szczęście nie było ich wielu, oraz parę osób z ekipy remontującej to miejsce.

Obok wejścia, usytuowanego w murze, stoi tablica informacyjna z malunkiem, przedstawiającym mnichów toczących jakąś dysputę. Rzuciliśmy na to okiem i przekroczyliśmy niedużą, wejściową bramę. Wkroczyliśmy na teren Opactwa, choć we właściwych budynkach byliśmy parę minut później. Znaleźliśmy się przy zachodniej ścianie, gdzie były dwa wejścia: jedno prowadziło do kościelnej nawy, a drugie stanowiło kiedyś główne wejście Opactwa. Trzeba zaznaczyć, że całość w środku prezentuje się bardzo okazale. Mnóstwo szczegółów, zdobień, pomieszczeń i zakamarków, w dodatku część sukcesywnie odnawiana. Nie jest to miejsce zaniedbane, widać że objęte troską, na pewno nie pozostawione samo sobie w ciągłej walce z czasem.

Kościół składa się z nawy i prezbiterium, oddzielonych dzwonnicą niewielkich rozmiarów. Ta dzwonnica jest przebita wąskim łukiem, który łączy nawę główną i chór. Po południowej stronie nawy głównej znajduje się mała kaplica, do której można się dostać przez dużą bramę, a po stronie północnej, małym wejściem wchodzi się do krużganków. Śmiało można je określić sercem Opactwa, zachowane w świetnym stanie, wiernie ukazuje piękno i dostojność tam panujące. Jest to kwadrat o długości 12 metrów, a każdy z korytarzy liczy sobie po około 5 metrów. Dziesięć arkad na stronach północnej i wschodniej jest półkolistych, a na stronach południowej i zachodniej – dwanaście zaostrzonych. Filary i profile zrobiono z szarego marmuru. Jak wiadomo, praktycznie wszystkie klasztory są do siebie w jakimś stopniu podobne, jeśli już nie identyczny układ wnętrz, to na pewno wnętrza (nawa, prezbiterium, krużganki, kuchnia itd.) takie same. Ale nie we wszystkich rośnie drzewo. Muckross Abbey może się pochwalić czcigodnym i majestatycznym cisem, strzelającym w niebo na wysokość 12 metrów. Wewnątrz dziedzińca, w samym jego środku wyrosło drzewo, które może być równie stare jak samo Opactwo, i które zapewne pamięta te wszystkie krwawe historie, ale pewnie też kojarzy mnichów przechadzających się dzień w dzień korytarzami, braci odzianych w długie, brązowe habity, z narzuconym na głowę kapturem, pogrążonych w zadumie i tylko zerkających w kierunku młodego wtedy drzewka. My też spoglądaliśmy, zresztą nie da rady nie zauważyć, przykuwa uwagę od samego początku.

Przejdź przez drzwi…

Po przeciwległej stronie od Kościoła, w północno-zachodnim rogu była Kuchnia. Do małego, kuchennego pomieszczenia przylegał Refektarz, czyli pomieszczenie z dużymi oknami, przykryte sklepieniem krzyżowym, w którym mnisi spożywali posiłki. Z refektarza wychodziło się do Krużganków. Tuż obok wyjścia z jadalni było wejście do Dormitorium – tam mnisi spali. W czasach średniowiecza, w klasztornych dormitoriach wszyscy spali razem, w jednym pomieszczeniu, łoża mnichów były przegradzane małymi, drewnianymi ściankami. Opat miał swoje lokum, po przeciwnej, zachodniej stronie.

Zbadaliśmy wszystkie pomieszczenia na parterze i schodami, wspięliśmy się na górę. Piętro w większości nie posiadało już dachu, tylko najwyższa część Opactwa – wieża, takowy miała. Drewniany, widać że zrekonstruowany, wznoszący się kilka metrów nad nami. Do wieży można było wejść, w środku, w kamiennej komnacie teraz jest pusto, ale kiedyś było tam jeszcze co najmniej 1 piętro. Można sobie było wyobrazić, jak Muckross Abbey wyglądało, gdy wszystko było na swoim miejscu, nie zniszczone, codziennie użytkowane. Różnych przejść, korytarzy, zaułków i pomieszczeń jest tam spora ilość. Momentami gubiliśmy się tam sami, schodząc z góry na dół, jednymi z dwóch do tego przystosowanymi schodami, chodząc po całym terenie i oglądając to wszystko. Wokół rosły wysokie drzewa, rzucające cień na mury Opactwa.

Wędrówka po Opactwie

Osobiście raczej nie jestem fanem jakichkolwiek ingerencji człowieka, jeśli idzie o poprawianie, odświeżanie i odbudowywanie starodawnych budowli. Wiekowe zamki, stare opactwa czy tysiącletnie kamienne forty, winny być nienaruszone. Jedne zostają mniej dotknięte przez czas niż inne, są w różnych stopniach rozkładu, ale w pewnym sensie, przy braku ruchów z zewnątrz, zachowują swojego ducha. Ogólnie nie popieram, lecz bywają wyjątki. Jeśli robi się to z głową, bez przesady, z dewizą, że lepsze jest wrogiem dobrego, to ok, mogę przyjąć. Ale gdy mamy na przykład takiego szklanego potworka, jaki stoi sobie na dziedzińcu Zamku Króla Jana, to nie można tego zaakceptować. Ja tego nie robię, bo najzwyczajniej w świecie mi się to nie podoba. W Muckross Abbey też przywracają dawną świetność – na razie spokojnie, bez szaleństw i najważniejsze, że z dobrym smakiem. Wskrzeszenie do życia takich krużganków, to sprawa świetna, wnętrze wieży również nie odbiega pewnie zbytnio od oryginału. Nie wiem co tam mają jeszcze w planach tego remontowania, ale jeśli dalej będą szli tą drogą, to Opactwo Muckross nie dość, że będzie wyglądać jak kiedyś, to jeszcze nie będzie to żadna fuszerka.

Muckross Abbey z pewnością przypadło mi do gustu. Spędziliśmy tam trochę czasu, pewnie można było zabawić dłużej, ale i tak zdążyliśmy obskoczyć wszystko. Miło mnie to Opactwo zaskoczyło, bo prawdę mówiąc wiele o nim wcześniej nie słyszałem. Znalezione z drogi, w miejscu gdzie większą furorę robi Muckross House & Gardens, było pozytywną niespodzianką, pod każdym względem wartą poświęcenia czasu.

Muckross House – Pałac w stylu wiktoriańskim

Na odchodne, już po wyjściu, zerknęliśmy za siebie i pożegnaliśmy się z dawnym domem Franciszkanów. Powędrowaliśmy z powrotem inną trasą, przez las, wzdłuż jeziora i po kwadransie staliśmy przed Domem Muckross. Ustawiliśmy się na alejce, jakieś 100 metrów przed drzwiami wejściowymi i zrobiliśmy serie zdjęć. Jak się później okazało, był to dosyć popularny widok fotograficzny, bo spotkaliśmy się z bardzo podobnymi pocztówkami w jednym ze sklepów, w Killarney. Z tyłu łapaliśmy piękny dom, a na pierwszy plan wjeżdżały dorożki, obwożące turystów po parku. Wejście do Muckross House sobie odpuściliśmy, nie było już na to niestety czasu. Obeszliśmy go tylko dookoła i po chwili staliśmy przy aucie, szykując się do odjazdu. Zostało nam do odwiedzenia Killarney i piękny Ross Castle. Miały to być jedne z ostatnich podrygów, naszej kilkudniowej podróży w południowo-zachodnie zakątki Szmaragdowej Wyspy

O autorze Pokaż wszystkie posty Autor Strony

Cwirek

KomentarzyNapisz Komentarz

  • Właśnie Muckross Abbey i Ross castle to dwa miejsce, które z cięzkim sercem musieliśmy pominąć przy okazji naszej wyprawy do Killarney. Wiem, że kiedyś jeszcze tam pojedziemy (i to pewnie kilka razy) 🙂 Pozdrawiam

  • Na pewno jeszcze tam traficie, Opactwo powinno stać dalej, a jeśli prace restauratorskie będą dalej szły do przodu, to może w przyszłości przeniesiemy się w czasie i poznamy Muckross Abbey, takim jakim kiedyś było? 🙂 A w Ross Castle – uprzedzając nieco fakty – pocałowaliśmy klamkę. Zamek zamknięty, późna pora.
    pozdrówka!

  • Ilekroć oglądam fotki z Killarney i okolic, mam tę samą myśl: „Pięknie tam. To inny świat. Inna bajka”. Choć hrabstwo Kerry nie cierpi na brak zainteresowania ze strony turystów, tłumy zwiedzających mnie nie odstraszają. Nie w tym wypadku. To jest tak urocza kraina, że jestem skłonna przymknąć oko na wszystkie jej minusy.

    Co się zaś tyczy samego klasztoru, to muszę przyznać, że wrażenie, które na mnie wywarł, nie było wprost proporcjonalne do jego wielkości. Dość majestatyczna konstrukcja, ładna okolica, ale czegoś mi tam wyraźnie brakowało. Nie pomogła na pewno ówczesna sytuacja: ruiny obłożone rusztowaniami, tynkowane ściany i inne zabiegi restauratorskie – to wszystko sprawiło, że uleciała mi cała autentyczność tego miejsca, cały jego urok. Nie można było ręki przyłożyć do starych, wysłużonych kamieni, ani nawet „wsłuchać się w mury”. Dziwny to był stan – taka forma przepoczwarzania się. Mam nadzieję, że efekt końcowy będzie bardziej udany – że niezbyt ładna gąsienica przeobrazi się w uroczego motyla.

    Cis za to piękny! I chyba to właśnie on najbardziej mi się podobał. Stary i budzący respekt. Dobrze, że jeszcze ktoś nie wpadł na pomysł, by go wyciąć…

    Piękne niebo mieliście – moje fotki nie są zbyt udane, więc nie sądzę, bym kiedyś opisała to miejsce. Jakoś tak obojętnie do niego podchodzę.

  • Nie wiem, ale wydaje mi się, że wpływ na takie a nie inne odbieranie Opactwa Muckross miały właśnie te rusztowania. Nie ma siły aby coś, w towarzystwie rusztowań, mogło się podobać. A jeśli już się podoba, to o wiele mniej niż bez tych ,,upiększeń”. Identyczne wrażenie miałem wizytując Opactwie w Boyle. Tam też naprawiano i też były rusztowania, niestety nie mogłem zrobić zdjęć wszędzie tam, gdzie bym chciał (np. w nawie Kościoła. Tak jak pisałem, również mam nadzieję, że po tych remontach Opactwo na powrót ożyje. Ma potencjał i dobrze byłoby go wydobyć. Nie wydaje mi się aby ktoś kiedyś to drzewo poświęcił, skoro stoi już tyle czasu i w dodatku przeżyło różne, nierzadko pewnie niebezpieczne historie, to myślę że jeszcze postoi długo. Ogólnie bardzo byliśmy zaskoczeni widząc ten majestatyczny cis w samym środku Opactwa. Niecodzienna sprawa. 😉

  • Po raz pierwszy byłam w Opactwie w 2008r i już wówczas stały rusztowania i odbywały się jakieś renowacje.Masz rację urody opactwu te rusztowania nie dodają, ale i tak jest imponujące. Tak jak Taicie bardzo mi się podobało, dodające majestatu temu miejscu, rosnące wewnątrz drzewo. Podobno ma 2500lat.Będąc pierwszy raz w Muckross pominęliśmy to miejsce.Teraz odrabiamy to i odwiedzamy Abbey przy każdej okazji.W ogóle to jest przepiękna okolica , w której co krok odkrywa się coś wspaniałego , niepowtarzalnego , a widoki są cudowne.Nie zapomnę pięknych , kwitnących tam rododendronów , kiedy to byliśmy w Muckross w czerwcu. Wywarły na mnie niezapomniane wrażenie. Było ich tak dużo i takie piękne.Muckross Park jest wspaniałym miejscem do spacerów. Mogę tam przebywać godzinami , ale zwykle nie mam na to za dużo czsu , bo jest jeszcze wiele innych , ciekawych miejsc do odwiedzenia w Irlandii.Zwiedziłam również wnętrze Muckross House .Podobało mi się . Polecam.
    Serdecznie pozdrawiam

  • Hej Bawo!
    Przypuszczam, że gdybym miał akurat więcej czasu bądź też, gdybyśmy tam byli rodzinnie z żoną i córką, to Muckross House również byłoby ,,zdobyte” :-)Napisałaś: ,,Muckross Park jest wspaniałym miejscem do spacerów. Mogę tam przebywać godzinami…” – zawsze się zastanawiałem, czy ludzie, którzy mieszkają blisko Półwyspu Iveragh bądź na samym półwyspie mają tych niepowtarzalnych krain czasami dość? Może nie dość, ale czy staje się to dla nich normalnością? Bo na przykład ja, mieszkając te kilkaset kilometrów od Kerry chciałbym tam być bardzo często, ale czy tak samo często jeździłbym i penetrował Pętle Kerry gdybym na przykład mieszkał w Killarney?

    Piszesz, że cis w Opactwie miałby mieć aż 2500 lat? Ciekawe 🙂

    pozdrawiam serdecznie!

  • Wątpię , że można mieć dosyć takich pięknych miejsc , mimo , że mieszka się w pobliżu. Córka mieszkając w Killarney , bardzo często chodzi na spacer właśnie do Muckross Park (może piesek , którego posiada ,nakłania ją , żeby tm spacerować , bo jest wielka przestrzeń).
    Dzisiaj ustalimy z mężem termin tegorocznego wyjazdu do Irlandii. Zastanawiamy się , czy jednak nie poleciec w czerwcu ( zobaczyłabym te pięknie kwitnące rododendrony)
    A jeżeli chodzi o ten cis , to kiedyś w Guide Killarney wyczytałam o wieku tego cisa.Napisałam i się zastanowiłam czy to możliwe.Jednak nie. Sięgnęłam po ten przewodnik. W opisie dotyczącym Muckross Abbey, była w ogólności mowa o cisach w tym regionie . Przypuszcza się , że mogą być jakies 2500-letnie cisy.Przepraszam , ale mój angielski nie jest tak dobry jak chciałabym.
    Ciekawa jestem jak spędzasz swój urlop. Czy to jest wyjazd do Polski ?
    może jednak kiedyś spędzisz z rodziną kilka dni w Killarney. Naprawdę warto pozwiedzać okolicę.
    Czekam na dalsze relacje z Twoich podróży i przesyłam pozdrowienia

  • Mam nadzieję, że oprócz Kerry spróbujecie odwiedzić również Connemarę 🙂 Mielibyście porównanie tych dwóch niesamowitych krain. Jak Taita kiedyś pisała Connemara jest inna, bardziej surowa ale piękna. A 2500 letnie cisy pamiętałyby pewnie pierwsze budowle w dziejach wyspy, jakieś groby korytarzowe na przykład 🙂 Rodzinnie do Killarney mieliśmy się już wybierać latem zeszłego roku ale niestety jak to w Irlandii bywa, wyjazd pokrzyżowała nam aura… W tym roku pewnie się to nie uda, bo mamy już inne plany urlopowe (maj Francja i lipiec Polska) ale przy pierwszej lepszej okazji na pewno się w Killarney i okolicach zjawimy.
    pozdrowionka!

  • WItam. Ja przy moim ostatnim pobycie na południu Irlandii niestety Abbey pominąłem. Zamek również. Ale w przyszłm roku zamierzam to naprawić. Ciągnę znajomych ponieważ ja jestem oczarowany Irlandią od lat wielu. Czy znacie może jakieś fajne, przytulne B&B w okolicach Killarney? Może być w samym Killarney a może gdzieś na Ringu.

  • Cześć Błażej!
    Fajnie, że Irlandia i jej piękne zakątki Cię kręcą 🙂 Warto ją odwiedzać i warto pokazywać innym, którzy jej nie znają. Muckross Abbey zaskoczył mnie swoim dobrym stanem, remontowali go, więc ma szczęście, inne opactwa są w znacznie bardziej opłakanym zdrowiu. B&B Ci żadnego nie polecę, bo spaliśmy w namiocie albo w aucie :)Ale pewne jest, że znajdziesz jakieś bo rosną jak grzyby po deszczu czy to w Killarney czy gdzieś na Pętli Kerry.
    Pozdrawiam i zapraszam do śledzenia Wróbelsów! 😉

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *