Wrobels

Niewyraźna Francja, Argentyna i Anglia

Turniej w RPA co raz szybciej zaczyna się kręcić, część reprezentacji ma za sobą debiut, inne czekają na swoją kolej. Jakie spostrzeżenia można wyciągnąć po tych pierwszych 2 dniach? Oczywiście to dopiero początek, przy ewentualnych niepowodzeniach w tych pierwszych spotkaniach, można jeszcze spokojnie myśleć o awansie z grupy. Często gra się zachowawczo, z mniejszą dozą ryzyka, przyświeca myśl aby nic nie stracić z tyłu, ażeby nie ponieść porażki.Każdy kibic najchętniej ogląda te czołowe drużyny w akcji, po za oczywiście własnych, narodowych. Mieliśmy w akcji już 3, które są uważane za faworytów turnieju. Najgorzej, wydaje się wypadła Francja, niedosyt pewnie czują Anglicy ale i Argentyna nie poraziła swoją dyspozycją, pomimo że sytuacji stworzyła sobie bez liku. Wszystkie one z grupy wyjść powinny ale jeśli nie wejdą na wyższy poziom piłkarskiego kunsztu, to w starciu z lepiej usposobionych przeciwnikiem w fazie pucharowej granie w Afryce może się zakończyć.

Meczu Trójkolorowych niestety nie widziałem ale podobno daleko im do formy. Nie było z tym najlepiej podczas eliminacji do Mundialu i chyba ciągnie się to za nimi dalej. Indywidualności są, jednak ciężko zauważyć zgrany kolektyw. Chociaż nie można zapominać tego co wydarzyło się podczas ostatnich MŚ w Niemczech. Wtedy to Francja w potwornych męczarniach wyszła z grupy i wydawać by się mogło, że szybko pojada do domu a tu los chciał, że Zidane i spółka dowędrowali do wielkiego finału. Także nie ma co w tej chwili wyrokować i należałoby jeszcze zaczekać na rozwój wypadków.

Radość po golu Heinze

Później na placu boju pojawiła się Argentyna. Tutaj również każdy się zastanawiał w jakiej Albicelestes będą dyspozycji? Aby przyjechać do RPA podopieczni Maradony musieli się mocno napocić, w pewnym momencie wydawało się, że Argentyńczyków na Mundialu może zabraknąć, tak marnie i zaskakująco słabo spisywali się w swojej strefie eliminacyjnej (m. in. porażka 1:6 z Boliwią). Pojawiały się pytania jak przygotuje i zmotywuje zespół Maradona? Czy Messi przeniesie swoją wielkość z występów w Barcelonie również na spotkania w niebiesko-białym trykocie? Eksperci zauważali, że Argentyna może zarówno wygrać wszystko jak i odpaść gdzieś w 1/8 czy 1/4 finału. W potyczce z Nigerią miało być przede wszystkim zwycięstwo. I było, minimalne ale najważniejsze dla Diego, że 3 punkty zainkasowane. Tyle, że patrząc na samą grę Argentyńczyków można było mieć delikatne pretensje czy też obawy o przyszłość na tym turnieju. Szwankowała skuteczność ale to jeszcze można by pominąć, wszakże bramkarz Nigeryjczyków Enyeama miał chyba mecz życia ale nie sądzę aby taka niemoc trwała w kolejnych grach. A to, że sytuacje będą jest raczej pewne, Messi, Higuain, Tevez i Milito już się o to postarają. Świetne zawody rozegrał Mascherano, który wykonywał świetną robotę, szczególnie jeśli idzie o defensywne aspekty i przechwyty. Troszeńkę zawiódł mnie Veron, który co prawda często miał piłkę, nie rzadko uruchamiał ciekawymi zagraniami napastników ale miał dość dużo strat i niedokładnych zagrań. Mało grali z Di Marią, mającym umiejętności i spory potencjał. Zbyt często mylił się prawy obrońca Jonas Gutierrez (gdzie jest Javier Zanetti???), który chętniej biegałby gdzieś z przodu niż bronił. Mam nadzieję, że z meczu na mecz się rozkręcą, takich graczy jak Messi chciałoby się oglądać jak najdłużej. Zapomniałbym o fenomenalnym golu Heinze, który dał upragnione 3 punkty i który jak dotychczas był jednym z najefektowniejszych.

Koszmar Greena...

Swój mecz miała także Anglia, która mierzyła się z nieobliczalną ekipą USA. Anglia silna, z gwiazdami bardzo jasno świecącymi w swoich klubach. Z trenerem niezwykle doświadczonym, z fenomenalnym Rooneyem z przodu, z szybkimi skrzydłami i mocnym punktem defensywnym w postaci Johna Terry’ego. Wszystko miało funkcjonować jak w szwajcarskim zegarku i zaczęło się nawet obiecująco, kiedy to Gerrard już w 4 minucie pokonał Tima Howarda. Zapowiadało się łatwo i przyjemnie, w kolejnych minutach Anglicy grali dobrze, szybko i mogli zdobyć kolejne gole. USA w moich przed turniejowych prognozach miało pełnić rolę ,,Czarnego Konia”. Pierwsza połowa temu przeczyła, spodziewałem się o wiele więcej po Amerykanach. Kto wie jak potoczyłoby się to spotkanie gdyby nie 40 minuta i katastrofalna interwencja bramkarza Roberta Greena, który tak niefortunnie interweniował, że podarował USA remis. I wtedy Anglia troszeczkę się podłamała a USA uwierzyło. Nie było co prawda huraganowych ataków i nie wiadomo jak ile klarownych sytuacji ale znacznie łatwiej było im chyba utrzymać ten korzystny rezultat. Uważnie z tyłu, bez zbędnego ryzyka, nie trzeba było za wszelką cenę atakować i gonić wyniku a taka wizja pewnie by była, gdyby do przerwy wynik brzmiał 1:0. Generalnie spodziewałem się znacznie więcej po Anglii, liderzy chyba nie sprawdzili się do końca w swoich zadaniach a jeśli idzie o faworyzowanego Rooneya to dla mnie o niebo lepiej zaprezentował się jego partner z ataku Heskey. Cóż zobaczymy co przyniesie nam przyszłość. Czy Anglia spełni oczekiwania swoich fanów? Ma potencjał i najważniejsze jest aby odpowiednio i umiejętnie go wykorzystać.

O autorze Pokaż wszystkie posty Autor Strony

Cwirek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *