Wrobels

Opactwo Augustianów w Murrisk.

W hrabstwie Mayo napotkać można całą masę interesujących rzeczy. Z całą pewnością jest to kraina, której pobieżnie oglądać nie wolno. Należy poświęcić trochę czasu, dać jej szansę a ona się odwdzięczy z nawiązką. Doświadczałem tego wielokrotnie i każda z tych wizyt pozostała głęboko w mojej pamięci.
Nasza majowa przejażdżka nie była usłana różami. Ten konkretny dzień miał wyglądać zupełnie inaczej. Były plany i owszem, całkiem ambitne plany, z pełną listą najróżniejszej maści atrakcji, ale plany planami a życie swoje. Z pogodą nie wygrasz, a jeśli idzie o irlandzką aurę, to z góry jesteś skazany na porażkę. My polegliśmy, można powiedzieć na całej linii, choć walczyliśmy do końca, próbując ratować co się da. Niebo było stalowe, gęste, ciemnoszare, chmury płynęły w opętańczym tempie, deszcz padał niemal nieustannie a wiatr wiał we wszystkich możliwych kierunkach. ,,Z tej mąki chleba nie będzie” – przeszło mi przez myśl ale cały czas miałem nadzieję. Wyobraźnia (zapewne naiwna) podpowiadała mi, że słońce zwycięży, że się skutecznie rozepcha, że nieboskłon przywdzieje błękitną szatę… Niestety modły pozostały bez odpowiedzi. ,,Radź sobie sam, Podróżniku…”

Przez Westport przejechaliśmy sprawnie i bezboleśnie. Posuwaliśmy się nieśpiesznie, czasem zupełnie przystając w korkach, czasem sunąć zaledwie 15 km/h. Po kwadransie spokojnej jazdy wydostaliśmy się z miasta, kierując samochód w stronę Croagh Patrick. Po chwili byliśmy na miejscu. Murrisk duży nie jest. Nazwać go średnim byłoby sporym nadużyciem. Jest to wioska, malutka, przez którą biegnie szosa o numerze R355. Wieś, w której prawie nic się nie znajduje. Prawie…

W MURRISK

Prawie, jak wiemy, robi sporą różnicę (a nawet kilka różnic). Pierwsza z różnic polega na tym, że ta niepozorna wioseczka, jest początkiem szlaku na legendarną Górę Irlandii – Croagh Patrick. Kolejna różnica jest taka, że tuż obok głównej drogi mamy monument – nie byle jaki pomnik, bo traktujący o Wielkim Głodzie, czyli o okresie, który Irlandczycy najchętniej wykreśliliby ze swojej historii. Trzecia rzecz mogąca by przyciągnąć do Murrisk podróżnych to Murrisk Abbey. I tam właśnie postanowiliśmy skierować nasze kroki…

Parkomat znajdujący się na pokaźnych rozmiarów parkingu pożarł 3 euro. ,,Ładnie się cenią” – pomyślałem. ,,Mają w tym Murrisk łeb do interesów”. Góra to dobro narodowe ale jeśli chcesz na nią wejść, to musisz zainwestować w ,,bilet”. 3 euro wystarczy na 3 godziny, jeśli komuś zejdzie dłużej, to musi dopłacić więcej. A amatorów wspinaczki nie brakuje. Nawet podczas tak niekorzystnej aury, dosyć sporo osób maszerowało po szlaku. Przypuszczam, że przy pomyślnej pogodzie parking pęka w szwach. Jednak Święty Patryk nie dla nas dzisiaj, odpuszczamy. ,,I tak niczego nie byłoby widać, bo chmury wiszą wyjątkowo nisko” – pada wspólna decyzja. ,,Idziemy do Opactwa, po drodze zahaczając o Głodową Rzeźbę”.

Coffin Ship

Coffin Ship

MONUMENT GŁODU

Wpierw toaleta. Obskurna i śmierdząca ale wyboru nie ma. Nie było to najpiękniejsze WC świata, ale spełniło swoją rolę. Po tym jakże ważnym wydarzeniu poszliśmy w końcu poznawać ciekawsze miejsca. W Murrisk mają park. Mini park, taką bardziej namiastkę parku, bo ani drzew, ani długich, krętych ścieżek tam nie uświadczysz. Natrafisz za to na statek. Wykonany z brązu , niezwykle sugestywny, obok którego człowiek nie jest w stanie przejść bez emocji, przemknąć obojętnie. Takie było założenie, tak planował John Behan, irlandzki rzeźbiarz, który stworzył bardzo udany monument. Ów statek to tak zwany Coffin Ship, czyli Statek Trumna. Na pokładzie czaszki, szkielety, powykrzywiane z bólu twarze, tragiczne postacie symbolizujące klęskę Wielkiego Głodu. Upamiętniające Irlandczyków, którzy w poszukiwaniu lepszego życia emigrowali do Ameryki. Często jednak do tego upragnionego raju nie dopływali, umierając w trakcie nieludzkiej i szalenie niebezpiecznej podróży.

OPACTWO MURRISK

Murrisk Abbey zostało utworzone w 1456 roku przez Hugh O’Malleya dla Zakonników Augustiańskich za zgodą Papieża Calluistusa w celu ,,ustanowienia Kościoła i Klasztoru u stóp Góry Cruach Padruig”. Ten starożytny Klasztor znajduje się bardzo blisko oceanu z widokiem na zatokę Clew z jednej strony oraz ze wspaniałą panoramą Góry Patryka ze strony drugiej. Został zbudowany na miejscu wcześniejszego Kościoła założonego przez Świętego Patryka. Opactwo bardzo szybko stało się preferowanym punktem wyjścia na Croagh Patrick.

Budynek był bardzo obszerny oraz odpowiednio zaplanowany. Dzisiejsze ruiny dobrze się zachowały, składają się z konstrukcji w kształcie litery L, z Kościoła, z jednej centralnej nawy, zakrystii i z tak zwanego Chapter Room, czyli pomieszczenia, w którym mnisi spotykali się codziennie, w celach omawiania różnych spraw z życia zakonu oraz czytania zakonnych reguł.
Z tyłu głównego ołtarza, na wschodnim oknie, znajdują się znakomicie zachowane rzeźbione ludzkie głowy. Są też ruiny murów południowych, co oznacza, że Opactwo było ufortyfikowane. Nagrobki rozsiane na terenie opactwa, pokazują, że chowano w tym miejscu rodziny obu baronii, zarówno katolickie jak i protestanckie.

Pod koniec 16 wieku, w okresie reformacji za czasów Królowej Elżbiety, bracia zostali wypędzeni z Murrisk Abbey. Bardzo mało wiadomo co stało się z zakonnikami pomiędzy 1570 rokiem a początkiem 1800 roku, gdy opactwo przestało istnieć. Uważa się, że pozostali mnisi przenieśli się do Ballyhaunis.

Droga do Opactwa

Droga do Opactwa

Podeszliśmy spokojnie, z zaciekawieniem, z nadzieją na zobaczenie czegoś fajnego. Deszcz akurat się zlitował, więc można było wyciągnąć aparaty. Ruiny zachowały się w całkiem przyzwoitym stanie, wiadomo część bezpowrotnie została już utracona, dach dawno temu runął, ale mury stoją w najlepsze. Opierają się skutecznie wiatrom wiejącym z nad zatoki, stawiają czoła wiatrom nadciągającym z Croagh Patrick. Weszliśmy wszędzie, gdzie wejść się dało. Zerkaliśmy z oddali, robiliśmy zdjęcia w środku, dotykaliśmy zimnego kamienia. Nie zabawiliśmy tam długo, nie więcej niż 30 minut, ale nie było dobrego momentu, jak pisałem wyżej, pogoda trzymała nas w szachu. Wrócę tam jednak i wydobędę z tego miejsca być może troszeczkę więcej, bo wydaje się, że ono ta to porostu zasługuje.

Liznęliśmy Murrisk powierzchownie. Troszkę szkoda, lecz nie mieliśmy wyboru. Wydaje się, że raz kolejny zjawię się tam przy okazji wejścia na Górę Świętego Patryka. Wówczas gdy sił i czasu wystarczy, to zahaczę również o Opactwo.

O autorze Pokaż wszystkie posty Autor Strony

Cwirek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *