Wrobels

Pałac Chanów Krymskich

Jeśli jeden z trzech muzułmańskich kompleksów pałacowych zachowanych w Europie znajduje się w Bakczysaraju i jeśli my akurat to miasto wizytowaliśmy, to grzechem byłoby go nie odwiedzić. Kompleks ten ściśle powiązany jest z Chanatem Krymskim – z historycznym państwem feudalnym na Półwyspie Krymskim, istniejącym od 15 do 18 wieku, pod panowaniem tatarskich chanów.

Podążając pociągiem z Symferopola do Bakczysaraju wiedzieliśmy praktycznie tylko o dwóch miejscach, które na pewno mieliśmy w planach zobaczyć. Jednym z nich było skalne miasto Czufut Kale, natomiast drugie to Pałac Chanów. Wysiadając na stacji w Bachczysaraju postanowiliśmy od razu skierować się w stronę pałacu i gdzieś tam znaleźć spanie. Udało się w miarę bezboleśnie zameldować u miłej pani Ukrainki (z dziada pradziada Polki), skąd do Pałacu Chana był fragmencik. Na pierwszy ogień poszło kamienne miasto, a że uporaliśmy się z nim w pół dnia, to podczas drugiej połowy chcieliśmy skoczyć na teren najsłynniejszej atrakcji turystycznej Bachczysaraju.

Po trudach, aczkolwiek bardzo przyjemnych trudach wędrówki w murach Czufut Kale, w głowach mieliśmy ażeby szybko coś wrzucić do brzucha. Aby zjeść ciepły, najlepiej dobry i treściwy posiłek. No, przyznaję bez bicia, że to bardziej mnie niż Daniela atakował wzmożony apetyt, chyba, że mój współtowarzysz podróży skutecznie głód maskował?

A więc trochę głodni, trochę ciekawi co nas czeka, ruszyliśmy w stronę Bachczysaraju. Szybkim krokiem zeszliśmy z górki, potem przez lasek, w którym pojawiło się sporo straganów z pamiątkami, następnie obok Klasztoru Uspieńskiego i główną drogą w kierunku miasta. Jak wcześniej pisałem, że raniutko nie spotkaliśmy praktycznie nikogo, tak teraz co chwilę mijały nas samochody i maszrutki. O ataku turystów w pobliżu Czufut Kale i Monastyru nawet nie wspomnę…

Jeden z lepszych momentów kulinarnych jakie dane nam było przeżyć na Krymie :)

Jeden z lepszych momentów kulinarnych jakie dane nam było przeżyć na Krymie 🙂

Pod Pałacem Chana stanęliśmy o 13. Chcieliśmy sprawdzić o której zamykają, tak aby spokojnie, przed wejściem się posilić. Okazało się, że mamy jeszcze czas, więc bez stresów udaliśmy się do jednej okolicznych, muzułmańskich (a może tatarskich?) knajpek. Usadowiliśmy się na charakterystycznych, pokrytych baldachimem ławach, przypominających trochę sofy, lecz twardych i obitych kolorowymi dywanami. Trzeba było ściągnąć buty (po kilkugodzinnym łażeniu w prażącym słońcu uwolnienie stóp było wskazane – choć z drugiej strony dobrze, że wszystko działo się na dworze, bo inaczej nie wiem czy bym się zdecydował) i usiąść, najlepiej po turecku. Obok tatarsko-muzułmańskich siedzisk były normalne stoliki i był kranik z wodą do umycia rąk przed czy po posiłku. W momencie podeszła uśmiechnięta, młoda kelnerka z kartą dań. Zależało nam aby zjeść coś typowego dla Krymu, coś innego, orientalnego. Patrzyliśmy w to menu dobre kilka minut i staraliśmy się coś wybrać. Tu nam nie pasowała potrawa, gdzie indziej była dla nas za droga, no ale na coś musieliśmy się zdecydować. Padło na zupę, a’la warzywną ale z kawałkami mięsa, jakimiś grzybami i ziemniakami. Oprócz zupy, która osobiście mi smakowała, zamówiliśmy coś na kształt chińskiej potrawki. Składała się ona z ryżu, mięsa, papryki i sosu. Wyglądało kolorowo, miło pachniało i równie dobrze smakowało. Wchłonęliśmy jedzonko w momencie, popiliśmy coca-colą, zapłaciliśmy w sumie 130 HRY (jedna z większych wydanych kwot podczas tego wyjazdu…) i pomknęliśmy do pałacu.

Pałac Chanów Krymskich od strony ulicy

Pałac Chanów Krymskich od strony ulicy

Pałac Chanów otwiera się przed nami

Naszą ekskluzywną jadłodajnię i Pałac dzieliło kilkanaście metrów, więc w momencie znaleźliśmy się u celu. Przywitał nas spory tłumek ludzi, przed miejscem miejscowi chcieli nam wcisnąć kwatery do mieszkania, ciepełko lało się z nieba a my, dwóch kolesi z dalekich krain chcieliśmy poznać interesujące, nowe miejsce. Będąc już tam w środku, w pałacowym włościach naszła nas myśl, którą reaktywowaliśmy jeszcze z czasów ostatnich, rzeszowskich przygotowań przedwyjazdowych. W Google Earth trafiliśmy na zdjęcia starego cmentarza – wydał nam się on do bólu klimatyczny, z wiekowymi, sypiącymi się grobami, zacieniony, zarośnięty trawą i w całości w mrocznym lesie. Nie potrafiliśmy skojarzyć, w której części Bachczysaraju mógł być zlokalizowany, tak więc trzeba się było poratować i spytać pracowników pałacu. Podeszliśmy do okienka, w którym sprzedawano bilety:

– czy mówi Pani po Polsku? – pytamy.
– nie – odpowiada bileterka.

Próbujemy naszym kaleczonym rosyjskim ale niestety nie było możliwości aby się porozumieć. Więc ostatnia szansa, po angielsku:

– do you speak english?

Rozmówczyni prosi aby chwilę poczekać i po chwili przyprowadza koleżankę. Kolejna próba, tym razem już cała kwestia:

– We are looking for an old Jewish cemetery, is said to be somewhere here in Bakhchisaray. The cemetery is in the forest. Can You help us?

Okazuje się, że i teraz nie będzie to takie proste jakie miało być, choć przyznać trzeba, że babki okazały się bardzo do pomocy chętne a cała ta sytuacja niezrozumienia, toczyła się w miłej i przyjaznej atmosferze. Minęło kilka chwil i pojawia się trzecia, młodsza od poprzednich koleżanek, dziewczyna. Ona na szczęście angielski znała więc udało się znaleźć wspólny język. Znów zapytałem o cmentarz, że niby gdzieś jest ale nie wiemy gdzie a chcielibyśmy tam trafić. Pomimo, że starała się jak mogła i nawet zaczerpnęła pomocy u kobieciny sprzedającej mapy i przewodniki, to jednak się nie udało. No cóż, trudno mówi się. Podziękowaliśmy ślicznie i rozejrzeliśmy się po dziedzińcu.

Na terenie Pałacu.

Na terenie Pałacu.

Otaczały nas pałacowe budynki, całe w bieli i z czerwonymi dachami. Z jednego (tam gdzie pytaliśmy się o cmentarz i który okazał się być Wielkim Meczetem Chan-Dżami)) wystrzeliwały w niebo charakterystyczne, smukłe niczym ołówki wieże (28 metrowe minarety). Mury ozdobiono różnymi malowidłami, kolorowymi freskami, zdobieniami, dużą ilością detali i misternymi wykończeniami. Trochę mnie dziwiło, jak Pałac Chanów – główna siedziba Chanatu Krymskiego – bronił się w razie ataków wroga? Spoglądałem na całość i z tymi wszystkimi drewnianymi schodami, tarasami i balustradami (które wkomponowano w budynki) nie sprawiało wrażenia miejsca skutecznie odpierającego najazdy nieprzyjaciół. Było to takie jakby kruche i mizerne, jednak jak się okazuje, jak najbardziej zamierzone. Chan miał się tam czuć nie jak w obronnej twierdzy ale jak w raju na ziemi. Nie chciano aby cokolwiek wznosiło się powyżej linii drzew, tak więc wszystkie budowle miały najwyżej 2 piętra. Wyższe jedynie były wieże strażnicze i minarety. Z całą pewnością nie był to styl monumentalny, który można było napotkać patrząc na przykład na zamki europejskich władców w tamtym okresie.

Budynki pałacowe

Budynki pałacowe

Tu chodziło o coś zupełnie innego. Wszystko sprawiało wrażenie bałaganu, bez ładu i składu, tak jakby projektowano nie mając żadnej konkretnej myśli. Chaotyczność rozłożenia wszelkich fontann, dziedzińców, letnich altanek czy kwietników była jak najbardziej zamierzona. To cechy nie tylko architektury krymsko-tatarskiej ale generalnie  kultury bliskiego wschodu: niby wszystko rozchwiane ale tak na prawdę estetyczne i mające rytmiczną kompozycję.

Chanat Krymski

Przybliżając historię Pałacu Chana nie można zapomnieć o Chanacie Krymskim. Jedno z drugim jest ściśle se sobą powiązane i gdyby nie było tego feudalnego państwa, również nie mielibyśmy dziś pałacu. Wszystko zaczęło się w 1427 roku w wyniku rozpadu mongolskiej Złotej Ordy. Wtedy powstał Chanat Krymski, choć dopiero w 1449 roku nastąpiła ostateczna konsolidacja tego państwa. W kolejnych latach przyjął zwierzchnictwo Imperium Osmańskiego (w wyniku zajęcia przez Turcję południowego Krymu), uczestnicząc między innymi w wojnach polsko-tureckich, gdzie Chanat najeżdżał Rosję i Rzeczpospolitą. Podczas przegranej wojny Turcji z Rosją pod koniec 17 wieku, uniezależnił się od Turcji (traktat w Küczük Kajnardży, w 1774 roku) i stał się rosyjskim protektoratem.  W 1783 roku  Chanat Krymski zamieniono w prowincję Nowa Rosja a obecnie tereny te są pod skrzydłami Ukrainy (na zachód od Donu) i Rosji ( na wschód od Donu).

Zabudowania cechowała jakaś taka lekkość i delikatność

Zabudowania cechowała jakaś taka lekkość i delikatność

Pałac Chanów – historia

Przez lata główną siedzibą Chanatu Krymskiego był Bachczysaraj, który zastąpił dotychczasową stolicę Czufut-Kale w 1532 roku. Skalne miasto w pewnym momencie okazało się zbyt ciasne. Położone na płaskowyżu, mającym ograniczoną powierzchnię, nie miało żadnych szans na rozbudowę. Trzeba było się przenieść w nowe miejsce i po poszukiwaniach, padło na okoliczną wieś Eski-Jurt, leżącą w dolinie rzeki Czuruksu i mającą w tym miejscu 2 kilometry szerokości. Chan Alid Sahib Girej nie wahał się zbyt długo i postanowił właśnie tam postawić wspaniały, reprezentatywny pałac. Jako budowlańców wykorzystano jeńców pojmanych podczas tatarskich wypraw wojennych na ziemie Rusi i Ukrainy. Nadzorowali ich ortomańscy, włoscy oraz perscy architekci. Wznosił się piękny pałac i przy okazji rosło całkiem nowe miasto Bachczysaraj.

Charakterystycznie zdobione budynki dodawały temu miejscu uroku.

Charakterystycznie zdobione budynki dodawały temu miejscu uroku.

Pierwotnie Pałac Chanów był bardzo okazały (teraz to zaledwie 25% tego, co było kiedyś), znajdowały się w nim owocowe sady, bujne łąki i wielki cmentarz miejski. Pierwszym obiektem jaki tam postawiono był Wielki Meczet Chan Dżami (do 17 wieku nazywany Meczetem Chana Sahib Gireja), później pałacowy kompleks zmieniał się wraz ze zmianą chana. Każdy dodawał (bądź też odejmował, burząc) coś od siebie, przebudowując pałac według własnego uznania i własnej wizji. W 1736 roku większość strawił niszczycielski pożar i trzeba było pałac oraz sporą część budynków odbudować. Zajął się tym Chan Selamet II Girej i to właśnie jemu zawdzięczamy obecny kształt pałacu.

Po upadku Chanatu Krymskiego, Pałac Chanów przeszedł w ręce Rosji i aż do 1917 roku był pod opieką Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Odwiedzali go członkowie rodziny carskiej: w 1787 roku Katarzyna II Wielka, w 1818 roku Aleksander I Romanow i 1837 roku Aleksander II Romanow i Mikołaj II Romanow. Podczas wojny krymskiej (1854-1855) w pałacu urządzono szpital polowy.

Mówi się, że gdyby nie pomoc wielkich i słynnych poetów, to Pałac Chanów oraz Bakczysaraj nigdy nie dotarłyby do tak szerokiego grona odbiorców. Że to dzięki nim dziś są rozpoznawalne i im zawdzięczają swoją sławę. O kim mowa? O Aleksandrze Puszkinie i Adamie Mickiewiczu. Pierwszy odwiedził kompleks pałacowy 7 września 1820 roku, czego rezultatem było wydanie 1824 roku Fontanny Bachczysaraju. Z kolei Mickiewicz zjawił się w mieście jesienią 1825 roku. Kilka z jego Sonetów Krymskich wydanych w 1826 roku – Bakczysaraj, Bakczysaraj w nocy, Grób Potockiej, Mogiły haremu – są poświęcone miastu i pałacowi.

Aby wejść do pałacowych wnętrz należało kupić bilet, dołączyć do którejś z grup i chodzić razem z przewodnikiem. Analizując sytuację i przedstawiając sobie wszystkie za i przeciw takiego zwiedzania, doszliśmy do wniosku, że odpuszczamy i skupiamy się na zewnętrznym oglądaniu. Pomyśleliśmy sobie, że i tak w środku nie uda się w spokoju, tak jakbyśmy chcieli, tego wszystkiego zobaczyć, że być może byłby pośpiech, z jednego pomieszczenia do następnego, tak aby następni szybko mogli wejść. W zamian pochodziliśmy między kwiatowymi klombami, wokół fontann, zrobiliśmy trochę zdjęć i weszliśmy tylko do jednej atrakcji oferowanej przez muzeum. Nie wiem, być może gdybyśmy wcześniej kupili bilet na główne zwiedzanie to teraz nie musielibyśmy nic płacić?

Strażnik pilnujący wejścia do Baszty Sokoła

Strażnik pilnujący wejścia do Baszty Sokoła

Nie mniej jednak pan pilnujący wysokiej, drewnianej wieży pobrał od nas po 10 HRY od głowy. Jak się okazało znaleźliśmy się w Baszcie Sokoła, wysokiej, ośmiobocznej, drewnianej wieży strażniczej wzniesionej w pierwszej połowie 18 wieku. W pomieszczeniu na samej górze trzymano chańskie ptaki łowne (najczęściej sokoły), które w owych czasach bardzo często wykorzystywano do polowań. Wieża posiadała tylko dwa pomieszczenia, jedno ogromne na parterze i drugie pod samym dachem. Szybko ogarnęliśmy dół, gdzie rozłożono różne eksponaty w postaci kolorowych dywanów a także ozdobnych szat noszonych przez mieszkańców pałacu i schodami wzdłuż ściany weszliśmy na górę. Gdyby nie kraty, rozchodziłby się stamtąd super widok na cały pałac, na Stare Miasto i skały otaczające dolinę. Na górze nie było kompletnie nic, tylko podłoga i schody, które nas tu przywiodły. Baszta znajduje się w rogu Dziedzińca Perskiego – ulubionego miejsca do odpoczynku. Chan z rodziną lubił tam spacerować, relaksował się wśród fontann i altanek. Przypuszczam, że gdy korzystano z tego dobrodziejstwa, znajdowało się ono w o niebo lepszym stanie niż obecnie. Teraz niestety trochę zaniedbane, bardzo suche i brudnawe. Zwaliliśmy taki stan rzeczy na karb braku dostępu do wody, choć z drugiej strony obok pałacu płynie rzeczka, wiec mogliby to jakoś nawodnić i doprowadzić do należytego wyglądu.

Wróciliśmy w pobliże wejścia. Ludzi na pewno nie ubywało, pojawiali się nowi, chętni na zobaczenie najważniejszej atrakcji miasta. Jedna z grup, w całości z Polski przyjechała autobusem. Gwar był wielki, każdy gdzieś chodził i wtedy zrozumieliśmy, że trzeba się ewakuować. Zobaczyliśmy chyba wszystko co dało się zobaczyć bez biletu, więc nie było już sensu pałętać się dłużej po pałacu. Po ponad godzinie byliśmy na nowo przy głównej ulicy, szybko wpadliśmy do pobliskiego sklepu po litr białego, bakczysarajskiego wina (och, jakież ono było pyszne! I na pewno warte wydania 37 HRY :-)) i pomaszerowaliśmy do miasta. Trzeba było znaleźć jakiś sklep i zaopatrzyć się w zapasy na jutro, gdyż czekała nas długa i męcząca droga w poszukiwaniu kolejnych przygód. W nowej części Bakczysaraju zrobiliśmy zakupy (supermarket wydoił nas z 93 HRY!) i z bukłaczkiem wina w ręku, szliśmy sobie z powrotem do namiociku.

Wielki Meczet Chan Dżami

Pierwszy dzień okazał się bardzo intensywny. Zobaczyliśmy dwa najważniejsze miejsca w Bakczysaraju, przedreptaliśmy tysiące metrów, właziliśmy w różne, dziwne dziury, obcowaliśmy z mnóstwem ludzi i korzystaliśmy z uroków słonecznej aury. Podróż rozpoczęła się z grubej rury i mieliśmy nadzieję, ba! byliśmy o tym przekonani, że kolejne dni będą równie ciekawe i pełne niezapomnianych wrażeń.

O autorze Pokaż wszystkie posty Autor Strony

Cwirek

KomentarzyNapisz Komentarz

  • Wnętrz pałacowych nie trzeba zwiedzać z przewodnikiem i choć jest to trudne, to między kolejnymi wycieczkami zorganizowanymi można znaleźć chwile kiedy można się nimi nacieszyć we względnym spokoju, a naprawdę są przepiękne. W zeszłym roku można było w cenie 80 hr (zamiast 140 płacąc za każdą rzecz osobno) kupić bilet, który umożliwiał wejście do wszystkich atrakcji Pałacu (oprócz baszty łaźnie, loża chanów w meczecie, muzeum sztuki, wystawa wykopalisk archeologicznych z terenu Krymu) co jest zdecydowanie najbardziej opłacalną opcją. Wejście tylko do pałacu i muzeum sztuki 50 hr, do pojedyńczych atrakcji takich jak baszta 20 hr. A ten stary cmentarz znajduje się dalej przy tej samej drodze którą idzie się do Czufut-Kale, tylko jeszcze za miastem.

  • Tak jak pisałem, rozważaliśmy opcję aby jednak do środka wejść, ale zaniechaliśmy tego z dwóch powodów: tłumów ludzi, które w tym czasie kręciły się po dziedzińcu i w naszym odczuciu mnóstwo osób pewnie wchodzi zwiedzać a po drugie wydawało nam się, że nie da się w środku zrobić fajnych, spokojnych zdjęć. Nastawiliśmy się, że nie wchodzimy i nawet nie myśleliśmy aby próbować wcisnąć się między grupami. Wtedy uważaliśmy, że to dobre posunięcie, a teraz? Sam nie wiem 🙂
    A z cmentarze, to rzeczywiście dowiadywaliśmy się później, już po całym tym wyjeździe na Krym, że był on tuż za Czufut – Kale. Nawet ponoć szliśmy drogą, która by nas do cmentarza doprowadziła ale zawróciliśmy 🙂
    pozdrawiam!

  • Na dziedzińcu tłumy kręcą się zawsze, właśnie dlatego, że wejście nań jest darmowe :). Z wnętrz tłumy są tylko w głównej części pałacu, do pozostałych mało kto wchodzi ze względu na to, że są dodatkowo płatne jeśli nie kupi się najdroższego biletu. Ale tak jak napisałem nawet w komnatach udało nam się jakoś w miarę spokojnie porobić zdjęcia, choć momentami wymagało to sporej cierpliwości :).

  • Coś w tym musi być, że jak piszesz mnóstwo ludzi znajduje się na ,,darmowym” dziedzińcu a już nie tak wiele w komnatach. Mieliśmy tego potwierdzenie w Baszcie Sokoła, gdzie jedynymi zwiedzającymi byliśmy my. Jak pisałem już (oprócz kwestii fotograficznych): nie wiedząc jak potoczy się nasza podróż i ile kasy wydamy w przyszłości, nie chcieliśmy tymi pieniędzmi szastać już na początku. Okazało się na koniec, że tych pieniążków jednak trochę nam zostało, ale wtedy zastanawialiśmy się na co można sobie pozwolić a co lepiej odpuścić. Raz następny (o ile taki będzie) na pewno chciałbym te wnętrza zwiedzić 🙂

  • Jeden z trzech zachowanych muzułmańskich pałaców Europy. Bardzo chciałbym zobaczyć to miejsce. Boję się jednak, że współczynnik „orientalności” tego miejsca może być rozczarowująco za mały dla nas. Oby nie…

  • Witaj!
    Jeśli widziałeś podobne miejsca gdzieś na wschodzie czy w Azji, to rzeczywiście orientalność może Cię rozczarować. Choć akurat w Bakczysaraju tego typu klimat można poczuć. Polecam.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *