Parc Naisiunta Chonamara
niedziela, Lipiec 5th, 2009Wracaliśmy już z Clifden w drogę powrotną do domu, szosą N59 północną częścią Connemary i w pewnym momencie zauważyliśmy zjazd. Oczywiście zboczenie z głównej drogi i to bez konkretnego celu zbytnio nas nie interesowało, zaintrygowała nas informacja, że nieopodal znajduje się Park Narodowy Connemara.
Było stosunkowo wcześnie, no może przed południem, więc pomyśleliśmy, że nie mamy nic do stracenia, a nóż będzie nam się podobało? Dojechaliśmy do parkingu, który otulony był zewsząd leśnym krajobrazem i po przejściu przez główną bramę (bez uiszczenia jakichkolwiek opłat) znaleźliśmy się na terenie Parku. Było tam kilka budynków, w których turyści mogli się posilić, dowiedzieć różnych informacji czy też kupić rozmaite przewodniki, broszurki i pamiątki. Po szybciutkim zapoznaniu się co i jak, wyruszyliśmy wyznaczonym szlakiem. Był on podzielony na 3 etapy: łatwy, trudniejszy i najtrudniejszy (już nie pamiętam kolorów ale właśnie kolorystycznie przedstawiony był stopień trudności, bodajże niebieski, żółty i czerwony ale nie jestem do końca pewny).
Jak to w miejscach tego typu bywa dookoła towarzyszyła nam bujna roślinność, krzaki, drzewka czy też trawy. Później było już z tym ubogo, co nie oznacza, że nieciekawie czy brzydko. Szliśmy co raz dalej, ciekawi tego co nas może spotkać i w pewnej chwili po naszej prawej stronie dostrzegliśmy w oddali, w czeluściach wysokiej trawy dwa pasące się konie, słynne. Jeden biały (chyba matka) a drugi ciemny (bodajże źrebię). Trasa była cały czas pod górę, z początku w miarę delikatna a z czasem coraz bardziej stroma. Pamiętam, że w momencie pokonywania kolejnych metrów, a co za tym idzie wspinania się wyżej i wyżej, ukazywał nam się zapierający dech w piersiach widok. Pogoda co prawda nie była krystalicznie ładna , niebo raczej zachmurzone, ale słoneczne promienie bez problemu potrafiły się przebić i rozświetlić pobliskie zatoki, zbocza gór czy też malutkie mieścinki gdzieś tam na dole, w oddali.
DodreptaliÅ›my do kolejnego etapu i postanowiliÅ›my kontynuować naszÄ… wÄ™drówkÄ™. Tym razem krajobraz jakby troszkÄ™ zÅ‚agodniaÅ‚ i staÅ‚ siÄ™ bardziej ustabilizowany, zniknęły krzewy a przestrzeÅ„ staÅ‚a siÄ™ bardziej rozlegÅ‚a i przejrzysta. I najważniejsze: ukazaÅ‚a nam siÄ™, w caÅ‚ym swoim majestacie, wielka Góra, którÄ… należaÅ‚o zdobyć, jeÅ›li chciaÅ‚o siÄ™ dalej kontynuować marsz. Gdy weszliÅ›my na otwartÄ… przestrzeÅ„ miaÅ‚em takie dziwne skojarzenia i wyobrażenia, że niby jesteÅ›my na jakimÅ› Mongolskim Stepie , przeszytym dzikoÅ›ciÄ… i surowoÅ›ciÄ…, ze stonowanym kolorem traw. WidzÄ…c niczym nie zakłócony horyzont, z mokradÅ‚ami, wrzosowiskami, torfowiskami, trawami i delikatnie wznoszÄ…cym siÄ™ terenem, można byÅ‚o odnieść takie wrażenie. Generalnie droga byÅ‚a piaszczysto – żwirowo – kamienna ale w miejscach grzÄ…skich i torfowych wybudowane zostaÅ‚y dość dÅ‚ugie, drewniane kÅ‚adki – fajne połączenie natury z rÄ™kÄ… i pomysÅ‚em czÅ‚owieka.
Byliśmy już zdecydowani na przejście całego szlaku więc szybko znaleźliśmy się na zboczach Góry (przepraszam, że tak bezimiennie ale nie jestem w 100% pewny czy była to Knockbrack, Benbrack, Benfree czy może Benbaun?) Przypomniały nam się stare, dobre, Pienińskie czasy z przed ponad 5 lat, kiedy to dziarsko wędrowaliśmy i zdobywaliśmy kolejne szczyty… Tym razem o parę wiosen starsi, bez odpowiedniego treningu i na pewno z gorszą kondycją, mieliśmy za zadanie wdrapać się na sam wierzchołek. Oczywiście udało nam się to, momentami było dosyć stromo i niebezpiecznie ale do przejścia. Zresztą skoro udało się mnie w jeansach i trampkach to z pewnością udałoby się każdemu. Dopóki dało się jeszcze dowidzieć i patrzeć na krajobraz, a było naprawdę wysoko i co raz gęściej od chmur, to napawaliśmy się tymi widokami na tyle, na ile było to możliwe. Na samym szczycie można już było o obserwacjach zapomnieć, bo pojawiły się wszędobylskie chmury (bądź mgła), nic dziwnego, w końcu znaleźliśmy się te paręset metrów w górze.
Po zdobyciu szczytu szlak powiódł nas w dół, z drugiej strony Góry. Widoki równie piękne jak wcześniej, tyle że, zamiast Oceanu tym razem góry i doliny pieściły nasze oczy. Udało nam się nawet dostrzec daleko w dole Kylemore Abbey – gmaszysko udające budowlę z okresu Tudorów, które leży nad Pollacappul Lough. Mówi się, że jest to jeden z najczęściej fotografowanych obiektów w Irlandii. Schodziliśmy miejscami naprawdę stromym stokiem i mieliśmy szczęście, że w tym dniu nie padało, bo szansa na zejście w całości i bez kontuzji byłaby znikoma. Oczywiście szliśmy wyznaczoną trasą a nie wedle własnego uznania, więc w miarę bezpiecznie poruszaliśmy się na przód. Tak jak na początku nie widzieliśmy zbyt wielu ludzi tak teraz coraz częściej spotykaliśmy innych turystów. I nie tylko. Parę metrów obok szlaku, na stromych zboczach pasły się dzikie owce a dalej kozy. Chyba już przyzwyczajone widokiem wędrowców bo wcale się nie płoszyły i nie uciekały. Po paru godzinach, zmęczeni i głodni dotarliśmy powrotem do głównej siedziby Parku.
Warto było pokonać kilkukilometrową pętlę, nie spodziewaliśmy się, że spotkamy tak niesamowite miejsce, a smakuje to tym bardziej, że znaleźliśmy to przypadkowo, bez wcześniejszego planowania. Kto będzie przejeżdżał przez Connemarę, koniecznie musi wejść do Connemara National Park. Mam nadzieję, że zachęciłem Was tą opowieścią do wyruszenia w te tereny. Naprawdę warto!
Páirc Naisiúnta Chonamara
tagged under: Connemara.irlandia.Podróże po Irlandii- Co w Polsce? (4)
- Cwirkownia (170)
- Czołówka (1)
- Filmy (7)
- Futbol na Åšwiecie (82)
- Futbol w Polsce (30)
- Hiszpania (4)
- Motoryzacja (6)
- Muzyka (17)
- Podróże po Irlandii (63)
- Podróże po Świecie (16)
- Polska (2)
- Rodzinka (11)
- Sport (121)
- Ukraina (9)
- cwirek :
Taito, na moim paszportowym zdjęciu miałem jeszcze włosy na głowie, wi ... - cwirek :
Pendragonie ogólnie gps jest przydatny ale można spokojnie sobie porad ... - Taita :
Hahaha, o mało co nie zakrztusiłam się herbatą. Coś w tym jest, mnie t ... - pendragon :
Nie zdążyłeś na wschód ale udało Ci się wydobyć z zielonych bluszczów ... - cwirek :
Hej Taito! Widzę, że udało się skomentować bez wpisywania www? :-) Rz ...























