Wrobels

Powerscourt Waterfall

Za oknami od kilku tygodni aura do najmilszych nie należy, jest zimno, mokro, wietrznie więc proponuję aby przenieść się w czasie, aby zorganizować swego rodzaju powrót do przeszłości. Nieodległej, liczącej sobie 5 miesięcy ale gwarantuję, że podróż będzie ciekawa i w kontekście dnia dzisiejszego, ciepła oraz przyjemna.

Pewnego słonecznego dzionka, w sierpniu ubiegłego roku, wybraliśmy się na rodzinną wycieczkę. Przejechaliśmy około 150 kilometrów i dotarliśmy do uroczego a zarazem bardzo popularnego miejsca. Jako, że pogoda sprzyjała a przy okazji była niedziela, toteż razem z nami zjawiła się tam również pokaźna ilość wypoczywających osób.

Całość znajduje się w Hrabstwie Wicklow, w północnej części Wicklow Mountains. Najlepszym sposobem na dotarcie tam jest podróż południowym odcinkiem obwodnicy Dublina M50, następnie w Bray, mniej więcej po 20 kilometrach należy zjechać na R117. W niewielkim Enniskerry jedziemy drogą R760 i po chwili jesteśmy już na terenie Parku Narodowego Wicklow Mountains. To tam właśnie stoi sobie dumnie i kusi wszystkich wyjątkowy wodospad. Powerscourt Waterfall ma 121 metrów i jest największym wodospadem w Irlandii. Nie jest on podobny do tych, jakie znamy na co dzień: rzeka Dargle spada ciągiem zarośniętych paprociami, skalnych progów i dopiero na dole, z impetem uderza, z kilkumetrowej wysokości w ziemię. Nie zmienia to jednak faktu, że ogólny widok zachwyca. Pięknie to wszystko wygląda, zarówno z odległości kilkuset metrów, jak i spod samego wodospadu. Podejść można bardzo blisko, gdyby ktoś się skusił i był w stanie, to mógłby wziąć sobie tam prysznic. Podobno najlepiej udać się w to miejsce parę dni po intensywnych opadach deszczu, wtedy kaskada prezentuje się najefektowniej.

Powerscourt Waterfall znany jest od 200 lat, zachwyca swoimi kaskadami i przyciąga tłumy turystów. Siódmy wicehrabia Powerscourt założył tutaj w 1858 roku Park Jeleni, sprowadzając z Japonii Jelenie Wschodnie (Sika Deer), znane również jako Jelenie Japońskie. W sierpniu 1821 roki król Jerzy IV odwiedził Irlandię i udał się do Powerscourt. W pobliżu wodospadu skonstruowano specjalną platformę widokową, która miała stworzyć jeszcze bardziej spektakularny widok. Na szczęście nie dane mu było nigdy na nią wejść, gdyż została ona zniszczona przez spadającą z góry wodę.

Picnic Day 2010

Jak wyżej wspomniałem, niedziela 15 sierpnia 2010 roku była słoneczna, nieomal błoga. Spowodowało to, że ludzie tłumnie opuścili swoje domy i podobnie jak my, wyruszyli w plener. Aby zobaczyć wodospad trzeba zapłacić. Przejeżdża się przez bramkę, gdzie urzęduje pan strażnik, który pobiera opłatę 5 euro za osobę dorosłą i 3,5 euro za dziecko poniżej 16 lat (dzieci do 2 lat mają za darmo). Za bramkami jechaliśmy nieśpiesznie, tempem niemal ślimaczym i po kilku chwilach dotoczyliśmy się do parkingu. Wysiadłszy z auta od razu usłyszeliśmy, gdzieś w oddali, spadającą z wielką mocą wodę. Oprócz parkingu są ławki, stoliki, jest sklepik, ubikacje i plac zabaw dla dzieci. Dopiero po przejściu kilkudziesięciu metrów, z małego wzniesienia widać wodospad w całej okazałości. Ale zauważyłem też coś, co z reguły jest pożądane i bardzo lubiane, niemniej jednak troszeczkę się zniesmaczyłem… Przeraziła mnie ilość ludzi, samochodów i grillów. Cała, wielka polana rozsiana była rodzinnymi piknikami, dosłownie na każdym kroku, wszędzie zaparkowane były auta, rozstawione grille, krzesła i stoliki turystyczne. Nie, żebym takiej formy wypoczynku nie lubił, bo lubi ją praktycznie każdy ale częstotliwość mnie negatywnie zaskoczyła. Żadnej prywatności, każdy wszystko widzi u sąsiada a w dodatku nie wolno spożywać alkoholu. A wiadomo, że grillowana kiełbaska bądź karkówka bez zimnego piwka się nie liczy i tak dobrze nie smakuje. My jednak nie przybyliśmy tam aby oddawać się przyjemnością grillowania. Przy wodospadzie było trochę osób, powspinaliśmy się trochę po kamieniach i małych skałkach, zrobiliśmy parę fotek i pomału zaczęliśmy się wycofywać w stronę zaparkowanego na parkingu auta. Tam przekąsiliśmy małe co nie co i podążyliśmy w drogę powrotną. Tyle, że nie do domu bo była dopiero 13:30, chcieliśmy koniecznie odwiedzić jeszcze jedno, nie mniej śliczne i urocze miejsce…

O autorze Pokaż wszystkie posty Autor Strony

Cwirek

KomentarzyNapisz Komentarz

  • Moim zdaniem powinna być dodatkowa opłata za grilla w Powerscourt. Kiedy tam byłem zgiełk, dym i woń smażonego psuła skutecznie doznania estetyczne.

  • Może udało by się odstraszyć tym grilowiczów, choć w ciepły dzień wydaje się, że zawsze będą tam przybywać… Czyli wychodzi na to, że trzeba się pod wodospad wybrać porą deszczową lub tuż po deszczu 🙂

    pozdro!

  • No niestety, tam jest praktycznie zawsze tłumnie. Kilka miesięcy temu byliśmy tam ponownie, licząc, że skoro sezon turystyczny minął, to może tyle ludu nie będzie. Jak można się domyślić – myliliśmy się.

    Wodospad sam w sobie jest ładny, zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu niż na przykład Torc, szkoda tylko, że wrażenia estetyczne psuje głośny tłum amatorów grilla [notabene często Polaków].

    Co mi się jeszcze nie podoba – cena za wjazd. Pięć euro od osoby w samochodzie to trochę za dużo jak na atrakcję tego typu.

    Pozdrawiam serdecznie z deszczowego hrabstwa i mam nadzieję, że tym razem uda mi się opublikować „komcia” 😉

  • O widzisz! Komentarz wskoczył, komputer się nad Tobą zlitował hihi 🙂

    Chciałbym kiedyś się tam znaleźć w momencie, gdy jest po opadach deszczu i spadająca woda jest jeszcze bardziej okazała.

    A opłata? No cóż… Zastanawiam się czy idąc tam pieszo też trzeba płacić piątkę?

    pozdrowienia z równie deszczowej, aczkolwiek ciepławej, krainy! 😉

  • Dla mnie było tam troszkę śmiesznie 🙂 Ludzie łazili tam jak nakręceni po każdej skale , jakby każdą musieli zaliczyć Nie rzadko przepychając się ,a ja wraz z nimi 🙂 Weszłam nawet do wody ,ale była zimniasta i nie dało się długo w niej wystać brrryy A co do grillowiczów to może i psuli doznania estetyczne ale ja akurat żałowałam ze nie mieliśmy ze sobą grilla ,bo ślinka ciekła tak bardzo że musieliśmy się szybko zwijać .Pojechaliśmy w inne piękne miejsce tuz obok wodospadu ,tam można było nacieszyć oko już bez takich tłumów 🙂 Pozdrawiam

  • Witaj!

    Rzeczywiście, sam byłem częścią tego łazikowania 🙂 Każdy podchodził pod wodospad, właził na skały i cykał fotki. A co do tych niezliczonych grillów to i owszem, zapachy mogły kusić ale osobiście chyba bym się tam z grillem nie rozstawił. Zbyt mało prywatności jak dla mnie.

    pozdrawiam serdecznie! 😉

  • No ładnie, widzę, że mnie dużo ominęło z powodu kiepskiej pogody. Myślałem, że tam zawsze smętnie, ale widzę, że się myliłem… Muszę tam wrócić;)

  • Zawsze smętnie w Irlandii? O , nie zawsze! A nawet jak smętnie, to i tak może być uroczo. Na przykład w starych zamkach albo opactwach. Jest klimat 🙂
    Pozdrawiam!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *