Wrobels

Siedem cudów w Fore

W północnej części hrabstwa Westmeath, w zacisznej i spokojnej dolinie,5 kilometrów od małej miejscowości Castlepollard, tuż przed jeszcze mniejszą wioską Fore, rozproszone są bardzo interesujące obiekty. Najstarszy sięga 7 wieku naszej ery, inne nieco młodsze wniesione zostały w wieku 13 i 15. Miejsce to kipi historią i kusi odwiedzających wspaniałym, relaksującym krajobrazem.

St. Feichin's Church

Wszystko zaczęło się w 630 roku. Święty Fechin był założycielem pierwszego w tym miejscu Klasztoru (St.Fechin’s Church). Stoi sobie on na górce, tuż przy drodze, otoczony starymi grobami. Do środka tego kościółka wchodzi się przez małe, charakterystyczne wejście, podobno Święty Fechin poprzez swoje modlitwy uniósł w górę kilkutonowy głaz, który utworzył masywne nadproże kościoła. Widnieje na nim wyryty grecki krzyż w okręgu, zwrócić należy także na małą postać siedzącego mnicha, wyrzeźbionego na łuku prezbiterium. Najlepsze jest to, że pomimo moich usilnych starań, nie potrafiłem zlokalizować tego mnicha. Obchodziłem budowlę dookoła, sprawdzałem wszystko w środku i nic.

Mauzoleum Patryka Begley'a

Po wyżej, mniej więcej na ukos od St Fechin’s Church stoi sobie Mauzoleum rodziny Greville’ów Nugentów. Na początku 17 wieku mieszkał tutaj (wtedy w skromnej celi) eremita Patryk Begley. Aby wejść do środka należy zdobyć klucz, znajdujący się w pubie Seven Wonders (Siedem Cudów) w Fore. Można tam zobaczyć pisane łaciną takie oto zdanie: ,,Ja, Patryk Begley, eremita z uświęconego zacisza, ukryty i pogrzebany w tej pustej stercie kamieni…”. Wspiąłem się jeszcze wyżej, mijając przy tym ciekawskie stado krówek, które wpatrywały się we mnie jak w jakiegoś kosmitę i zrobiłem kilka fotek całej dolinie. Cofnijmy się jednak do momentu mojego przybycia. A było to mniej więcej tak:

Jadąc nieśpiesznie przed siebie w pewnym momencie, po mojej lewej stronie zauważyłem parę starożytnych obiektów a konkretniej ruiny tychże budowli. Było to Fore Abbey, znane również jako Siedem Cudów Fore’u. Zaparkowałem na pobliskim parkingu, wysiadłszy rozprostowałem zmęczone jazdą kości i zacząłem się rozglądać po okolicy. Podszedłem do tablic informacyjnych, spojrzałem w prawo, w lewo i ruszyłem zaopatrzony w plecak i aparat. Na pierwszy ogień poszła Wanna św. Fechina (St. Fechin’s Bath), w której święty klęcząc całymi godzinami modlił się. Teraz po wodzie nie ma już śladu, rośnie tam małe drzewko, obwieszone różnorakimi szmatkami, śliniakami dziecięcymi, wstążkami (sic!). Cóż, taki podobno zwyczaj, osobiście wcale mi się to nie podobało, jak dla mnie było to nic innego, jak oszpecenie tego drzewka. Poszedłem dalej w kierunku, w większości 15 wiecznych ruin benedyktyńskich zabudowań. Warto wiedzieć, że jest to najbardziej rozległy pobenedyktyński kompleks klasztorny w Irlandii. Tuż obok pasły się stada krów, były wszędzie, w niektórych momentach leniwie spoglądały w moim kierunku, w innych łapczywie kąsały soczystą trawę nie zwracając na nic uwagi. Płynęła krystalicznie czysta mała rzeczka a teren sprawiał wrażenie bagnistego, niczym mokradła. Minąłem kolejne drzewko obwieszone szmatkami, było to Drzewo, które nie chciało się palić (Tree That Won’t Burn). Można je bez problemu łamać ale legenda głosi, że za nic w świecie nie szło tego drzewa spalić. Kolejnym moim przystankiem były już ruiny głównego klasztoru.

Benedyktyński Klasztor

W ślimaczym tempie obszedłem obiekt dookoła, próbowałem w jak najlepszy sposób uchwycić go w obiektywie. Troszeczkę przycupnąłem na znalezionym tam krześle, zerkając a to na przewodnik a to na mury Klasztoru. Deptałem miękką, równo przystrzyżona trawę, wdrapałem się do okrągłego gołębnika. Gdy już wszystko zobaczyłem od zewnątrz czas było na wejście do środka. Zakamarków mnóstwo, korytarze, okna, schodki, cienie i skrzeczące nade mną wrony… W centralnym punkcie jest dziedziniec, gdzie w zamierzchłych czasach przechadzali się tutejsi mnisi. Zaglądnąłem tam gdzie się dało, sam dałem się sfotografować przez będących tam odwiedzających i podążyłem w kierunku parkingu.

Siedem Cudów Fore’u to oprócz wyżej wymienionego Drzewa, które nie chciało się palić; Wody, która nie wrze; Kamienia wydźwigniętego modlitwami św. Fechina; Pustelnika w kamieniu (Anchorite in a Stone); Klasztoru w Quaking Scraw; jest jeszcze Młyn bez młynówki (Mil Without a Race) oraz Woda płynąca pod górę (Whater That Flows Uphill). Dwa ostatnie jakby mi umknęły ale resztę zobaczyłem w miarę dokładnie. Byłem tam spokojnie ponad 2 godzinki, aura aż do bólu sprzyjająca, cieplutko, słonecznie z delikatnym wiaterkiem…

Dojazd do tego miejsca również łatwy i nie męczący: jadąc z Longford w kierunku Dublina drogą N4 po 30 minutach jazdy dociera się do zjazdu na Mullingar. My na małym rondku kierujemy się w przeciwną stronę, na Castlepollard. Tym razem wiedzie nas droga o numerze R394, droga kręta, malownicza. Co mi się podobało to to, że wszędzie było zielono, bardzo zielono, mnóstwo drzew, krzewów, dolin i wzniesień. Pasły się tam owce, były również krowy… Po około 20 kilometrach jesteśmy w Castlepollard: w miasteczku małym ale chyba ciekawym, przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Zdążyło mnie ono w jakiś sposób zainteresować i przez tą krótką chwilkę poczułem się w nim dobrze a przecież przejeżdżałem przez nie tylko w samochodzie. Tam znajdujemy drogę R195 i po 5 kilometrach dojeżdżamy do Fore.

O autorze Pokaż wszystkie posty Autor Strony

Cwirek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *