Wędrówka po Inis Mór

czwartek, Listopad 18th, 2010

Wyspy Aran od zawsze uchodziły za bezkompromisowe. Są symbolem surowości, próżno tam było szukać wygód, pogoda z reguły nie rozpieszczała a ludzie, których los rzucił w to miejsce uchodzili za twardych i zaradnych. Na co dzień mówi się tam językiem gaelickim, co czyni arańskie wyspy jeszcze bardziej irlandzkie, dodając im niepowtarzalnego klimatu i uroku.Jakby potwierdzeniem tego stwierdzenia, że Wyspy Aran czasami dosyć szorstkie są dla ludzi, było nasze nań przybycie. Opętańczy deszcz i porywisty wiatr sprawiły, że nie łatwy i trudny dla nas to był początek. Noc, którą dane nam było przeżyć okazała się nocą z dreszczykiem emocji, nocą nie dającą snu szybkiego, łatwego i przyjemnego. Trzeba się było nacierpieć aby ją pokonać.

Nasza miejscówka na nocleg

Legowisko zostało wybrane przypadkowo, to gdzie będziemy leżeli ważyło się do samego końca. Po przebudzeniu się nad ranem i po wychyleniu naszych szacownych facjat okazało się, że spaliśmy w plątaninie kamiennych murków, w towarzystwie rozsianych na podłożu wapiennych skał, na jednym z  poletek (pastwisk?), które połączone ze sobą dawały wielką przestrzeń, w oddali wdzięczyła się latarnia morska a na horyzoncie szumiał ocean. Zdaliśmy sobie sprawę, że będąc tak blisko wody niemożliwością było aby nie wiało. A zatoka Galway znana jest z tego, że nawiedzają ją częste wiatry i zmiany pogody są tam na porządku dziennym. Aran Islands swoim  położeniem (u wejścia do Galway Bay) powodują, że wiatr wiejący znad Atlantyku na początku, zanim dotrze do zatoki trafia w te trzy wyspy. Niemniej jednak po wyjściu z namiotu, o ile jakiś był, to w porównaniu z nocą raczej delikatny. W oczy rzucał się surowy krajobraz, który nas otaczał i cisza przerywana tym lekkim szumem wiatru. Niebo niby w całości zachmurzone ale deszcz się nad nami litował. Była godzina 8 i mieliśmy osiem godzin na odkrywanie Inishmore. Złożyliśmy namiot i zaczęliśmy wracać do głównej drogi, którą poprzedniego wieczoru tak dzielnie maszerowaliśmy. Zanim do niej dotarliśmy zrobiliśmy sobie postój przy wyżej wymienionej latarni.

Dun Arann Signal Tower and Lighthouse

Latarnia i ruiny zameczku, które okazały się być tak zwaną Dun Arann Signal Tower a nie żadnym zameczkiem, wydały się o wiele mniej straszne niż to miało miejsce wczoraj. Przede wszystkim okazało się, że nikogo tam nie ma, że nikt w latarni nie urzęduje. Ruiny jak to ruiny, sporo zakamarków, poobrywane przez czas mury, kamienie leżące w korytarzach, wąskie przejścia i niestety troszkę śmieci. Główna bryła była w miarę dobrym stanie, wysoka na parę metrów, w kształcie prostopadłościanu. Wieża Sygnałowa została zbudowana w 1799 roku i służyła do ostrzegania zachodniego wybrzeża Irlandii przed inwazją ze strony Hiszpanów bądź też Francuzów.  Całą tę posiadłość otaczał 2 metrowy mur, który połączony był z innymi, mniejszymi murkami, ciągnącymi się w nieskończoność. Latarnia pracowała bardzo krótko, swój debiut miała 18 maja 1818 roku. Pomimo, że stała w najwyższym punkcie na wyspie nie spełniała swojego zadania. Była źle ustawiona i statki płynące na oceanie nie były w stanie jej odpowiednio zauważyć.

Dun Eochla Stone Fort

Spędziliśmy tam chwilę i skoncentrowaliśmy się na nowym obiekcie, który świetnie było widać z latarni. Pierwszy poszedł tam Daniel, po parunastu minutach oglądaliśmy to miejsce od środka już wspólnie. Znaleźliśmy budowlę bardzo charakterystyczną, o której ja osobiście wcześniej nie miałem zbyt dużego pojęcia i praktycznie nigdy się z podobną nie spotkałem.

Dun Eochla Fort na Inishmore/ fot. www.warnet.ws

Dun Eochla Stone Fort to okrągły, kamienny fort wzniesiony pomiędzy 550 a 800 rokiem naszej ery. Składa się on z dwóch serii murów, zewnętrznej która w obwodzie ma może z 200-300 metrów oraz wewnętrznej, trochę mniejszej aczkolwiek bardziej okazałej. Główny mur był wysoki na co najmniej  5 metrów, ściany miały grubość 3 metrów i całość była zbudowana z tysięcy kamieni. W czasach swojej świetności mieszkała tam najprawdopodobniej wielopokoleniowa rodzina wraz ze zwierzętami. Wszystko to było naprawdę imponujące i budziło w nas podziw. W pogodny dzień widać stamtąd 5 hrabstw: Kerry, Limerick, Clare, Galway i Mayo. Biorąc pod uwagę zewnętrzny mur, to fort ten mierzy od północy na południe 70 metrów a od wschodu na zachód 35 metrów.

Widok ze szczytu Fortu

Wdrapaliśmy się na koronę tego fortu i stamtąd podziwialiśmy spektakularne widoki, robiąc przy tym parę ciekawych fotografii. Jak na dłoni mieliśmy portowe miasteczko Kilronan, zatokę do której wpłynęliśmy dnia poprzedniego, ocean z lewej i prawej strony i jakąś nieokreśloną, kamienną, okrągłą budowlę, stojącą przed nami. Patrzyliśmy z góry na sam fort i doszliśmy do wniosku, że w swoich czasach był on prawdziwą twierdzą nie do zdobycia. Dla ludzi w nim mieszkających była to świetna ochrona, grubość murów gwarantowała bezpieczeństwo i osłaniała przed wiatrem. Tego ostatniego nam brakowało paręnaście godzin wstecz. Gdybyśmy jakimś trafem znaleźli się wtedy w tym forcie, to mielibyśmy bardzo dobre miejsce na nocleg.

OkoÅ‚o godziny 10 byliÅ›my już na dole i maszerowaliÅ›my drogÄ…, która miaÅ‚a nas zaprowadzić do Dún Aenghus, czyli do najsÅ‚ynniejszej na Aranach atrakcji turystycznej. Zanim tam jednak dotarliÅ›my Å‚yknÄ™liÅ›my troszeczkÄ™ Inishmore od strony ulicy. SpoglÄ…daliÅ›my na domy, te zupeÅ‚nie stare, pokryte strzechÄ… i nie zamieszkane oraz nowsze, w których toczyÅ‚o siÄ™ codzienne życie. Wydawać by siÄ™ mogÅ‚o, że w tak niekorzystnych warunkach nikt obecnie mieszkać by nie chciaÅ‚, prawda okazaÅ‚a siÄ™ troszeczkÄ™ inna i w pewnym sensie zupeÅ‚nie nas zaskoczyÅ‚a. Domy byÅ‚y wzdÅ‚uż drogi praktycznie co kilkadziesiÄ…t metrów, zauważyliÅ›my także dopiero co budujÄ…ce siÄ™, co już zupeÅ‚nie nas rozÅ‚ożyÅ‚o… Ludzie stamtÄ…d do uÅ‚omków jednak nie należą, także radÄ™ sobie jakoÅ› caÅ‚y czas dajÄ….

Dom na Inishmore

Na Aranach nie ma żadnych fabryk, nie ma wielkich sklepów, wszyscy stamtąd (niespełna 1000 mieszkańców) trudnią się albo rybołówstwem, albo rolnictwem, albo turystyką albo też rękodziełem. Ryby, wiadomo. Jako kraina wyspiarska, łowienie było tutaj silnie  zakorzenione i łatwo dostępne. Ryby od zawsze stanowiły ważną częśc jadłospisu na arańskich stołach. Oprócz nich z oceanu wyławiano wodorosty, które służyły do użyźniania gleby. Z uprawą jej nie było kolorowo. Ziemia jest bardzo kamienista i aby coś na niej posadzić należy najpierw oczyścić poletko z luźnych kamieni. Sadzi się głównie ziemniaki (nawet 15 ton na hektarze!) ale można również warzywa codziennego użytku takie jak cebula, ogórki, pomidory itp. Trzecią możliwością zarobkowania jest tkanie swetrów z owczej wełny. Nie są to zwykłe swetry. Owce, z których pochodzi ów materiał żyją sobie tylko na Wyspach Aran, dziergane były od pokoleń i dzisiaj są słynne (i równie drogie!) na cały świat. Ostatnią i chyba najważniejszą rzeczą, jeśli idzie o zdobywanie pieniędzy jest turystyka. W dawnych czasach praktycznie jej nie było, obecnie bez niej trudno jest sobie wyobrazić Wyspy Aran, a w szczególności największą z tych wysp. Z Kilronan w głąb wysepki wyjeżdżają małe busiki z kierowcami-przewodnikami, którzy podczas jazdy gawędzą i opowiadają różne, miejscowe historie. Jest sporo B&B, są wypożyczalnie rowerów, z których wielu turystów korzysta, bo oprócz chodzenia pieszo, właśnie rowerem najlepiej zwiedzać to miejsce.

Zapraszam na krótki film przedstawiający miejsce naszej niezapomnianej, namiotowej nocki. Można tam zaobserwować latarnię i wieżę sygnałową, można zobaczyć kamienne murki, jakże charakterystyczne na Wyspach Aran oraz niekorzystną, skalistą glebę.

tagged under: ...

About cwirek - View all posts by cwirek

This author has not fill out his/her bio, coming soon.

Follow admin on: Twitter . Facebook

2 Komentarze w Wędrówka po Inis Mór

  1. pendragon napisał(a):

    Bardzo ładny ten fort Dun Eochla, taki kameralny :) Jesteś chyba jedynym znanym mi człowiekiem, który tam dotarł :) )) Nie mówiąc już o spaniu pod namiotem! Osły was nie budziły? Do swetrów z wełny arańskiej podchodzę nieco sceptycznie tak samo jak do upraw ekologicznych ale co tam, grunt że są bardzo ciepłe i ładne. aha i fajnie że na youtuba dajesz! Pozdro.

  2. cwirek napisał(a):

    Dun Eochla kameralny? :) Być może poprzez fotki odniosłeś takie wrażenie ale zapewniam Cię, że na żywo prezentuje się bardzo zacnie i widać ten jego ogrom. Uchylę trochę rąbka tajemnicy: w kolejnych wyprawach po Dingle i Kerry widzieliśmy parę takich kamiennych fortów i ten z Inishmore był największy.

    Do Dun Eochla nie prowadzi żadna droga i aby się do niego dostać należy przeskoczyć parę kamiennych murków, najlepiej od strony latarni, która jest nieopodal.

    Osły w nocy nas nie budziły, nie było żadnych w pobliżu. Tam gdzie się rozłożyliśmy było całkowicie pusto, takie delikatne odludzie. Dopiero nad ranem dało się usłyszeć jakieś dźwięki mew bądź też innego ptactwa.

    A swetry? Tak jak mówisz ładne i ciepłe pewnie. Jednak straaaasznie drogie :-/ Nawet taki malutki, dla dziecka kosztował dosyć słono.

    pozdrówka i do poczytania!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>