z 19 marca 2009
Zielona Wyspa świętowała! Przedwczoraj dnia 17-tego marca przypadło Święto Narodowe Irlandii, czyli Dzień Świętego Patryka. Po wszystkich miastach i miasteczkach przetaczały się kolorowe parady, dominowała zieleń, ludzie byli uśmiechnięci i generalnie dało się wyczuć atmosferę święta.
Wspomniałem o paradzie. Od czasu naszego przybycia na wyspę minęły już 3 Patryki i aż trudno w to uwierzyć, ale dopiero wczoraj pierwszy raz na żywo widzieliśmy paradę! Zawsze coś przeszkadzało, czy to praca, czy to po prostu brak chęci. Tym razem postanowiliśmy pójść i w ogóle nie żałowaliśmy. Z nieba lało się piękne i ciepłe słoneczko (pierwszy taki ładny dzień w tym roku) więc grzechem było kisić się w domu. Był jeden szkopuł, mianowicie musiałem od popołudnia iść do pracy ale główną część parady zaliczyłem. Główna ulica miasta zasypana została mieszkańcami przyodzianymi w narodowe stroje, dominowały czapki, koszulki, flagi, pomalowane twarze, co poniektórzy mięli wpięte w swoje ubrania zielone koniczynki. Dało się odczuć zniecierpliwienie wśród widzów gęsto kłębiących się wzdłuż Main Street. Ale gdy parada wreszcie wystartowała, każdy skupił się na jej uczestnikach.
Na pierwszy ogień poszli żołnierze dumnie krocząc za irlandzką flagą, za wojakami jechały wojskowe wozy. Za nimi kobziarze melodyjnie grający na swoich instrumentach, następnie wielka, amerykańska ciężarówka, a za nią konwój starych traktorów. Za traktorami równie stare samochody, które wywarły dość spore wrażenie wśród oglądających. Świetnie zachowane, wypolerowane, cieszyły oko. Gdy mechaniczne pojazdy odjechały, pole do popisu otworzyło się przed barwnie i nad wyraz kolorowo poprzebieranymi ludźmi. Męskiej części widowni na pewno do gustu przypadły skąpo odziane panny, niczym żywcem zapożyczone z Karnawału w Rio de Janeiro. Bardzo dużo wędrowało dzieci, z rozmaitych szkół lub organizacji sportowych i artystycznych. Pojawiła się także straż pożarna, następnie Shrek i Fiona oraz superbohaterowie w postaci Spidermana, Batmana czy Supermana. Parada ta, mniej więcej do połowy była bardzo fajna, kolorowa, później gdy było coraz bliżej ku jej końcowi stawała się mało atrakcyjna. Mam na myśli to, że brały w niej udział różne firmy, które wystawiały swoje pojazdy ( np. firma od śmieci). Nie wiem być może taki był jej scenariusz aczkolwiek ludziom z cała pewnością bardziej podobały się oryginalnie i zaskakująco poprzebierane postacie. Jednak mimo lekkich minusów przeważały plusy i to mi pozwala na końcową, pozytywną ocenę. A co się działo potem? Ja do pracy a reszta pewnie do pubów w celu dalszego świętowania i degustowania Guinnessa.







