Czekając na wczorajsze starcie czwartej kolejki Ligi Mistrzów na San Siro pomiędzy Milanem a Realem, miałem nadzieję na kontynuację efektownej serii Królewskich. Praca Jose Mourinho zaczyna procentować i sam Portugalczyk jest zdziwiony, że to co sobie założył przyszło aż tak szybko. Pierwsze 3 mecze na arenie europejskiej zakończyły się 3 zwycięstwami, tak więc wizyta w stolicy Lombardii nie była z gatunku ,,być czy nie być”.

Gonzalo Higuain po zdobyciu bramki numer 700 w historii występów Realu w Pucharze Mistrzów/ fot. defensacentral.com
Niemniej jednak Real zaprezentował wszystko co ma obecnie personalnie najlepsze. Żelazna jedenastka w pierwszej połówce opanowała spotkanie i gdyby tylko Higuain, Di Maria i Cristiano Ronaldo mieli lepiej nastawione celowniki, to śmiem twierdzić, że to spotkanie zostało by wygrane w cuglach. Niestety do przerwy udało się tylko raz pokonać Abiattego, co było przyczyną, że Milan najpierw zremisował a następnie wyszedł na niespodziewane prowadzenie. Po pierwszych 45 minutach byłem przekonany, że będzie to mecz łatwy, szybki i przyjemny. W miarę szybko udało się opanować środek pola, ataki sunęły częste, defensywa grała szybko i zdecydowanie, łapiąc przy tym rywali raz za razem na spalone. Mogła się podobać gra z pierwszej piłki pomiędzy Özilem, Xabi Alonso, Khedirą a innymi graczami ofensywnymi. Te fragmenty przywoływały mi wspomnienia z czasów Galacticos, kiedy piłka krążyła jak po sznurku, ryzykownie ale dokładnie. Trochę za tym tęsknie i mam nadzieję, że dzisiejszy Real pokusi się o taki właśnie styl gry. Madridismo tęskni za trofeami ale równocześnie oczekuje pięknej, spektakularnej i ofensywnej piłki.
Widać tego zalążki, zdarzają się mecze prawie, że kompletne ale również pojawiają się momenty dekoncentracji. Jeden z takich, brzemienny w skutkach niestety zaliczył Pepe, po którym padła pierwsza bramka dla Milanu. Mourinho, jak wiadomo wielką wagę zwraca na defensywę, więc takie zagrania muszą doprowadzać go do szewskiej pasji. Kto wie jak by zareagował gdyby Realowi nie udało się zremisować tego meczu lub gdyby ciężar gatunkowy był o parę kilogramów większy? Byłoby raczej pewne, że kontrowersyjny Portugalczyk pokazałby swoją frustrację na pomeczowej konferencji. A mógł to uczynić biorąc pod uwagę jak wielki błąd popełnił Howard Webb (skąd my to znamy?) przy drugim golu dla gospodarzy:
The Special One podczas konferencji jednak był nad wyraz spokojny i nie miał zamiaru oceniać pracy sędziego, którego ceni i uważa za jednego z najlepszych na świecie. Tak jak napisałem mecz ten nie był jeszcze nazbyt ważny, więc i reakcje Mou pojawiły się wyważone.
Po tym spotkaniu Real jest już w kolejnej rundzie. Milan musi jeszcze powalczyć, na chwilę obecną to właśnie Rossonerri znajdują się na 2 pozycji w grupie i najpewniej uda im się osiągnąć cel. Jednak nie wróże im sukcesów w dalszych rundach. Teoretycznie, jeśli popatrzymy szczególnie na siłę rażenia, to Milan jest ścisłą, światową czołówką. Tyle, że potencjał Ibrahimovica, Ronaldinho, Pato czy Robinho nie jest wydobyty choćby w połowie. Generalnie jako drużyna, są zbyt chimeryczni, z niezbyt pewną defensywą, z podstarzałą osią napędową (Nesta, Pirlo, Gatusso) i z mało doświadczonym trenerem. Zdarzają im się dobre mecze ale również ponoszą bezdyskusyjne porażki. Nie wiem, jeszcze parę tygodni wstecz wydawało mi się, że wzmocnienia jakich dokonano na San Siro są odpowiednie i wystarczające. Dzisiaj moje poglądy muszę zweryfikować i stwierdzić, że jeśli Milan zdoła wygrać w tym sezonie jakieś trofeum to będzie to sporego kalibru niespodzianka. Wracając jeszcze do meczu to trzeba wspomnieć o 2 trafieniach Fillippo Inzaghiego. W oczach wielu Super Pippo jest już na sportowym wykończeniu, że jego rola w drużynie sprowadza się do marginalnych, krótkotrwałych wejść z ławki rezerwowych. Wczoraj również został wpuszczony w drugiej połowie, zrobił to co do niego należało i w dużej mierze wywalczył dla Milanu remis.
Podział punktu w starciu jakby nie było, piłkarskiego staruszka, w większości złożonego z 30 latków z gladiatorem, naszpikowanym gwiazdami, trzeba uznać za niespodziankę. I nie zmienia to faktu, że mecz odbywał się na San Siro i że za Milanem stoi przebogata historia. Wydają się to być dwa całkiem różne i kompletnie inaczej budowane światy.

