WROBELS

Copa América 2011 – męki faworytów

Rozpoczęła nam się trzecia co do wielkości piłkarska impreza na świecie. Zaraz po Mundialu i Mistrzostwach Europy, choć oczywiście na kontynencie południowoamerykańskim uważają, że to Copa America przewyższa nasze Euro. Nie zdziwiłbym się również, gdyby swój turniej stawiali na samiuteńkim szczycie wszystkich turniejów piłkarskich rozgrywanych pod egidą piłki reprezentacyjnej.

Ja, fan piłki kopanej nieprzeciętny, kibic zarówno kanapowy jak i czynny, takiej rangi imprezy przepuścić rzecz jasna nie mogę. Zdarzyło mi się parę razy wcześniej już uczestniczyć w paru Copa América, oglądałem co prawda nie regularnie, głównie te spotkania z udziałem drużyn najważniejszych, czyli Brazylii, Argentyny, Paragwaju, Urugwaju czy Chile. Chyba moje pierwsze Mistrzostwa Ameryki Łacińskiej, które pamiętam i które śledziłem wieczorami oraz nie rzadko nocą to był turniej z 1999 roku rozgrywany w Paragwaju. Wtedy nie było mocnych na wielką Brazylię z Rivaldo, Ronaldo czy co dopiero wchodzącym do wielkiego futbolu Ronaldinho.

Oficjalne logo turnieju / fot. futbolwtv.pl

Gospodarzem tegorocznego Copa América (43 w historii) jest Argentyna. Tytułu broni Brazylia, która z 5 ostatnich edycji wygrywała 4 razy. Oczywiście niejako z definicji te dwie wielkie ekipy są faworytami każdego CA. Również w tym roku tak jest. Zwłaszcza liczy się na Albicelestes, którzy oprócz tego, że w swoich szeregach posiadają takich wirtuozów piłki jak Messi, Higuain, Tevez, Di Maria czy Aguero mają za sobą także rzesze kibiców, będących na trybunach w przeważającej większości. Natomiast Canarinhos, przyjechali do Argentyny w mocno przebudowanym i odmłodzonym składzie, choć rzecz jasna na tyle mocnym, że bez problemu mogą się pokusić o końcowy triumf.

W tabeli wszech czasów, na 42 dotychczas rozegrane edycje najwięcej razy wygrywała Argentyna (15). Na drugim miejscu jest Urugwaj (14) a na trzecim dopiero Brazylia (8). Ale jak wspomniałem ostatnie czasy to właśnie Brazylijczycy rozdają karty a Argentyna i Urugwaj ostatni raz wygrywali, odpowiednio w 1993 oraz 1995 roku.

Neymar – wielka nadzieja Brazylii / fot. CA.com

W tym roku obydwaj giganci zdążyli rozegrać swoje pierwsze spotkania. Nie wiadomo, który rezultat można okrzyknąć za większą niespodziankę, czy inauguracyjny remis Argentyny z Boliwią? Czy może bezbramkowe starcie Brazylii z Wenezuelą? Dla mnie jest to ten sam kaliber sensacji, choć nie ma co wyciągać zbyt daleko idących wniosków, wszak turniej dopiero co się zaczyna i raczej mało realne jest, że ta mizeria czy to idzie o gospodarzy jak i gości z kraju kawy, trwać będzie dalej. Zimny prysznic może faworytom dobrze zrobić, sprowadzić wielkie gwiazdy na ziemię i zmusić do większego wysiłku. Oglądając te mecze nie można było odmówić walki i zaangażowania ale po takich graczach jak Messi, Tevez, Robinho czy Pato należy spodziewać się czegoś więcej. Rywale, którzy przed meczem skazywani byli na pożarcie potrafili się postawić i grać swoje (czyli głównie stawiając na defensywę), co na koniec przyniosło upragniony cel. Argentyna się szamotała, podobnie jak Brazylia. Wdawali się w bezsensowne starcia i piłkarskie przepychanki w środku pola, mnożyły się straty i niedokładne zagrania a sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo.

Sergio Aguero – strzelec pierwszej bramki dla Argentyny / fot. CA.com

Oglądając zeszłoroczne zmagania Argentyńczyków na Mistrzostwach Globu w RPA, większość wieszała (słusznie zresztą) psy na Maradonie. El Diego przemieszał skład, nie dbał o taktykę, zapomniał o defensywie, kazał grać do przodu, efektownie i radośnie. Skończyło się blamażem w ćwierćfinale z Niemcami, Maradone pożegnano i zatrudniono Sergio Batistę, który miał wszystko poukładać i przywrócić Argentynie utracony blask. W meczach towarzyskich po Mundialu bywało różnie, oprócz przekonywujących zwycięstw (4:1 z Hiszpanią) czy niemniej ważnych (1:0 z Brazylią i 2:1 z Portugalią) przydarzały się także nieprzynoszące chluby wpadki (1:4 z Nigerią, 1:2 z Polską – tyle, że w tych spotkaniach grała raczej kadra B). Niemrawe rezultaty mogły budzić niepokój a jeśli dodać do tego, że największa ich obecnie gwiazda, Leonel Messi grać w kadrze nie potrafi, to nietrudno uwierzyć w te obawy. Dla Biało-Niebieskich te niepokoje potwierdziły się we wspomnianej potyczce z Boliwią. Nie pomogło nawet wzmocnienie defensywy, do której powrócił pominięty przez Maradonę Javier Zanetti czy wstawienie do pierwszego składu, odpowiadającego za czarną robotę w środku pola Estebana Cambiasso. Argentyna zawiodła jako całość, zwłaszcza z przodu gdzie plejada ofensywnych gwiazd potrafiła zdobyć zaledwie jednego gola.

Jak już wyżej napisałem, nie jest możliwym aby taki stan rzeczy trwał dalej. W moim odczuciu zarówno Argentyna jak i Brazylia w końcu zatrybią i zaczną grac na miarę oczekiwań. Potrzebne to jest szczególnie graczom Argentyńskim. Fani nie wybaczyliby im kolejnego niepowodzenia.

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *