Copa America galopuje szybko, rozpędza się a wraz z nią zaczynają grać faworyci. Grają jak należy, choć trzeba przyznać, że idzie im to jak na razie jak po grudzie, chociaż ostatnie wyniki wskazywały by coś innego. Prawdę mówiąc to lepsze wrażenie na wszystkich sprawiają drużyny z drugiego a nawet trzeciego planu. Ekipy, po których nikt niczego wielkiego się nie spodziewał, które miały być zjedzone bez popitki, miały rozgrzać wielkich i dostarczyć im mnóstwa bramek. Poza małymi wyjątkami nic takiego się nie dzieje ale to dobrze, bo turniej stał się nieprzewidywalny a to jest dla kibiców najważniejsze.Dzisiaj zakończyły się gry grupowe, przed ćwierćfinałami wszystko jest już jasne. Jak wspominałem Argentyna i Brazylia w miarę się rozhuśtały, obie grają dalej i być może teraz będzie już z nimi tylko lepiej. Swoje gra Urugwaj, nie gorszy jest Paragwaj (choć 3 remisy chluby pewnie nie przynoszą) i Chile a już najlepiej chyba poradziła sobie Kolumbia, która pewnie wygrała swoją grupę. Jednak to są uznane firmy, które niejako w obowiązku mają dobrze się prezentować, o wiele większą sensację sprawuje nam Wenezuela. Kraj, w którym piłka nożna dla obywateli jest daleko w tyle za baseballem, kraj gdzie mieszka 30 milionów ludzi, walczył jak równy z równym, nie polegając w żadnym spotkaniu i plasując się w grupie tuż za Brazylią. Wszyscy przecierają oczy ze zdziwienia, bo przecież w dotychczasowych występach w Copa America Wenezuelczycy wygrali zaledwie 2 razy, 9 razy zremisowali a aż 39 razy schodzili z boiska pokonani, bramki również w katastrofalnych liczbach: 34-155…
Teraz Wenezuela wyrówna swój najlepszy, dotychczasowy wynik, czyli rozegra spotkanie ćwierćfinałowe. Rywalem będzie Chile, czyli drużyna, przynajmniej w teorii o niebo lepsza, jednak jak już się przekonaliśmy, w tej edycji Mistrzostw Ameryki Południowej, skazana na pożarcie Wenezuela pokrzyżowała szyki nie jednej, znacznie bardziej utytułowanej ekipie. W Chile liczą głównie na Alexisa Sancheza, gwiazdę Udinese, bohatera tegorocznej sagi transferowej. Osobiście przyglądam mu się od pierwszego meczu, być może w Serie A szło mu lepiej, niemniej jednak w swojej reprezentacji świeci równie dużym blaskiem. Ale czy jest warty 45 milionów euro (a za tyle są skłonni puścić młodego Chilijczyka włodarze z Udine)? Nie wiem, wydaje się, że jest to kwota wygórowana. Podobną za swojego asa żądają szefowie Santosu. Neymar w spotkaniu z Ekwadorem w końcu się przebudził i dwukrotnie pokonał Marcelo Elizagę, być może to spowoduje, że w kolejnych meczach 19 letnia nadzieja Canarinhos spełni pokładane w nim ogromne nadzieje i udowodni, że jest wart wielkich pieniędzy. Ażeby tak się stało Brazylia musi się uporać w niedzielę z Paragwajem a że łatwo nie będzie nikogo nie trzeba przekonywać. Paragwaj co prawda jeszcze wygrać nie zdołał ale mecze z udziałem Barriosa, Santa Cruza czy Valdesa należą do bardzo efektownych i ciekawych.
Największy szlagier czeka jednak wszystkich w Santa Fe, gdzie gospodarze turnieju podejmą Urugwaj. Los skojarzył te dwie najbardziej utytułowane firmy już teraz i biorąc pod uwagę dotychczasowe mecze o faworyta jest trudno. Na papierze Argentyna jest znacznie większa ale już w praktyce to Urugwaj był równiej grającą drużyną a tacy gracze jak Forlan, Luis Suarez i Cavani spokojnie mogą rozmontować, dziurawą i nierówną, argentyńską defensywę. W ostatnim ćwierćfinale Kolumbia zmierzy się z Peru. Kolumbijczyków w akcji widziałem, Peru niestety nie ale chyba nie pomylę się, jeśli stwierdzę, że to Ci pierwsi są zdecydowanie bliżej półfinału. Są niezwykle solidni, grają twardo, nierzadko porywająco, ustrzegają się błędów i wydają się być pewni swego. Dla wielu jest to ,,Czarny Koń” turnieju – dla mnie chyba też a osoba Radomela Falcao tylko potwierdza ten wybór.

