Już w Bachczysaraju. Jesteśmy właśnie na kwaterze. Poprawka: śpimy sobie w namiocie ale na prywatnym podwórku. Daliśmy się ściągnąć z drogi ale sytuacja, a raczej czas zmusił nas do weryfikacji planów i naszych wcześniejszych założeń. Robiło się ciemno a perspektywa brnięcia w zupełnych ciemnościach, a w dodatku pod stromą górę nam się nie uśmiechała i byłaby mało racjonalna. I tak wylądowaliśmy u kogoś na podwórku.
Kobieta, która nas zaczepiła oferowała spanie za 40 hrywien od głowy. Że jest spokojna, miła, bezpieczna i co najważniejsze tania miejscówka. My chcieliśmy iść dalej przed siebie ale skutecznie, jak się później okazało, nas odwlekała. Poszliśmy razem z nią, parę zakrętów, żwawe wejście na leśną górkę i byliśmy na miejscu. Domkowi do statusu willi są lata świetlne a ludziom żyje się tu naprawdę bardzo ciężko. Bieda, którą zastaliśmy jest trudna do ogarnięcia. Studnia, kran do mycia, prysznic w formie podłogi z desek i plastikowej butli z wodą nad głową, ubikacja – wszystko na dworze. Dwa małe domki również bez szaleństw, trochę zagracone, smutne.

Mieliśmy 3 opcje do wyboru: za 150 HRY na dwóch za nocleg w pokoju, w domku na pojedynczych łożach. Za 100 HRY na dwóch, za spanie w takim dziwnym, jednym sporym łożu, przykrytym baldachimem, tuż na przeciw domu. I tu niespodzianka: mieliśmy tam spać z dwiema dziewczynami z Rosji, które też się tam urlopowały. Trzecia możliwość: za 80 HRY na dwóch, (czyli cena od początku oferowana przez kobietę z ulicy) w namiocie na podwórku. Wybraliśmy to trzecie. Rozłożyliśmy się sprawnie, umyliśmy się (w dla nas niecodziennych) warunkach i załadowaliśmy się do namiotu. Teraz wydaje się, że wszyscy już śpią, jedynie świerszcze oraz psy mają swój nocny koncert.

I kilka chwil temu skończył się śpiew śpiewaka z jakiegoś muzułmańskiego meczetu. Bardzo klimatyczne. W ogóle ta cała sytuacja wydaje się być surrealistyczna: 4 tysiące kilometrów od domu, w namiocie, u biednej Krymskiej rodziny, z muzułmańskimi klimatami w tle – scenariusz wyjęty jak z opowiadania. Na koniec rzecz, która chodzi mi po głowie, odkąd przekroczyliśmy próg tego gospodarstwa: zaczynam doceniać to co mam i w jakim życiu dane jest mi funkcjonować. Na prawdę, cenię to sobie i na nic już nie narzekam. (21:30, niedziela, 4 września, 2011 rok, Bachczysaraj)
Piękne zakończenie 🙂
Po pierwsze przepłaciliście, ale za pierwszym razem tak bywa :). W Bakczysaraju spokojnie można znaleźć kwatery (w roku 2012) za 50 hr od głowy w normalnym pokoju. Po drugie już informacyjnie muezzin “pieje” z meczetu na terenie Pałacu Chanów 🙂
Hej Yakin!
Pewnie masz rację, że można było połapać nocleg w bardziej cywilizowanych warunkach, nie na dworze a w pokoju, tylko, że my wcale nie mieliśmy ciśnienia aby w ,,normalnych” warunkach przebywać :). To kwaterowanie u pani Ziny i tak było bardzo spontaniczne, a przy okazji okazało się pomocne, bo mogliśmy na drugi dzień zostawić cały nasz tobół i w spokoju zwiedzać skalne miasto. I jak się potem okazało, był to nocleg z najlepszym dostępem do ubikacji, prysznica, wody i prądu podczas całej naszej podróży. Więc narzekać byłoby grzechem 😉
pozdrawiam!