WROBELS

Derbowo na szczytach w Premiership

Sypnęło nam w ten ostatni weekend w Europie licznymi potyczkami derbowymi. Z reguły były to spotkania, które dla co najmniej jednej z grających drużyn miały bardzo ważne znaczenie, jeśli idzie o kolejność w ścisłej czołówce w swojej lidze.

Złota główka z 93 minuty/fot. Sky Sports

Start nastąpił na City of Manchester Stadium gdzie Manchester City podejmował Manchester United. Punktualnie o 12.45 lokalnego czasu zaczęło się wielkie kopanie. Dla jednych (MC) walka o miejsce w czwórce a co za tym idzie gra w przyszłorocznej Lidze Mistrzów, dla drugich (MU) walka o tytuł mistrzowski ale przede wszystkim dla obu walka o honor i prestiż . Generalnie Czerwone Diabły skomplikowały sobie sprawę podczas niedawnego meczu u siebie z Chelsea, jednak jeśli cały czas była realna szansa na wygranie ligi to na pewno z tej szansy Alex Ferguson i jego podopieczni zamierzali skorzystać. Powiem szczerze, tuż przed rozpoczęciem tych 156 derby byłem przekonany o wyższości gospodarzy, że sobie poradzą i zdobędą co najmniej 1 punkt. W 3 ostatnich kolejkach demolowali swoich rywali: najpierw 3:0 u siebie z Wigan, następnie 6:1 w Burnley i na koniec 5:1 w domu z Birmingham. Natomiast United, miałem takie wrażenie, że od momentu odpadnięcia z Ligi Mistrzów  nie zdołali się jeszcze otrząsnąć. Zresztą już pierwszy mecz z Bayernem w Monachium zwiastował, że zaczyna się dziać coś złego. Porażka 1:2, potem arcyważny mecz na Old Trafford z bezpośrednim rywalem w walce o mistrzostwo Chelsea i kolejna porażka 1:2, w rewanżu z Bayernem co prawda wygrali (3:2), jednak ten tryumf był prawdę mówiąc jak porażka bo i tak z Ligą Mistrzów trzeba się było pożegnać. W poprzednim tygodniu znowu się United podwinęła noga bo bezbramkowy remis w Blackburn chluby na pewno nie przynosi. Biorąc ten okres pod uwagę myślałem, że w meczu derbowym będzie podobnie i jeszcze się z tego kiepskiego momentu wydostać nie zdołają. Sam mecz mógł się podobać, wiadomo jak to w derbach: mnóstwo walki, zaangażowania ale też parę ciekawych akcji. Odniosłem wrażenie, że w pierwszej połówce to The Citizens nadawali ton grze, jednak w drugiej części się to wyrównało a i w posiadaniu piłki chyba goście z Old Trafford byli częściej. Remis w tym meczu nikomu by nic nie dawał i wszystko wskazywało na to, że goli nie będzie aż tu powtórka z rozrywki, czyli to co się stało w pierwszym meczu tych ekip: wtedy Owen pogrążył Teveza i spółkę a teraz to samo zrobił Scholes. Diabły tym niesamowitym zwycięstwem przywróciły szansę na zdobycie tytułu a wydawało się jeszcze niedawno, że United gaśnie…

Gareth Bale/fot. Guardian

Zwycięstwo Czerwonych Diabłów w derbach Manchesteru nie miało by tak wielkiego znaczenia gdyby nie rozstrzygnięcie w innym meczu derbowym, tym razem ze stolicy Anglii. Niecałe 5 godzin później w Londynie na White Hart Line Tottenham podejmował Chelsea. Los chciał, że powiązana czwórka, czyli dwie wyżej wymienione ekipy i dwie kolejne z Manchesteru walczą o te same cele: Spurs bije się z The Citizens o start w przyszłym roku w Lidze Mistrzów natomiast The Blues walczy z Red Devils o mistrzostwo. Generalnie Tottenham jeszcze przed rozpoczęciem tego sezonu miał wielką chrapkę na wdarcie się do Wielkiej Czwórki. Zaczęli ligę świetnie bo od 4 kolejnych zwycięstw, potem przyszły dwie porażki (z MU i Chelsea) i wydawało się, że aspirację Kogutów są chyba zbyt ambitne. W przekroju sezonu, aż do chwili obecnej i zerknięcia na tabelę, można sądzić, że Tottenham jest tam gdzie być powinien. Ale gdyby nie niepotrzebne i w sumie zaskakujące potknięcia (m. in. dwie porażki z Wolverchampton czy też przegrana z Sunderlandem) to dzisiaj plany przedsezonowe bez problemu mogły już być spełnione. Z wielkimi Premiership też było różnie, potrafili ograć Liverpool, Manchester City czy całkiem niedawno Arsenal ale też polegli z MU dwa razy, z Chelsea, w rewanżu z Liverpoolem, z Arsenalem… Czyli wychodzi na to, że jeszcze Tottenham nie jest tak do końca gotów na równorzędną walkę na przykład o tytuł mistrzowski. Zbyt wiele potknięć, w szczególności z tymi największymi, to powoduje, że jak na razie  podopieczni Harrego Redknappa mogą toczyć boje z Aston Villą, Manchesterem City, być może z Liverpoolem i Arsenalem, bo prowadząca dwójka w lidze to obecnie zbyt wysoka półka. Oczywiście w pojedynczych grach to co innego, mogą urwać jakieś punkty, jednak na dłuższą metę utrzymać równy, wysoki poziom to jeszcze, jak pokazuje ten sezon, przewyższa Tottenham.

Tottenham-Chelsea/ fot. Adrian Dennis

Mając na uwadze wynik z City of Manchester Stadium, zarówno Spurs jak i Chelsea chciały bezwzględnie wygrać. Pierwsi przeskoczyli by MC a drudzy utrzymali by bezpieczną przewagę nad MU. W pierwszym meczu tych drużyn gładkie zwycięstwo odniosła Chelsea, w ostatnich 5 kolejkach drużyna Ancelottiego nie straciła punktu. Z kolei Tottenham na 6 ostatnich ligowych gier to 5 wygranych. W szranki stawały więc dwie rozpędzone ekipy, które cały czas o coś grają. Mecz jak to w derby: walka, bieganie, wielkie chęci. W momencie, kiedy John Terry wylatywał z boiska za czerwoną kartkę było już 2:0 dla Tottenhamu. Najpierw Defoe z rzutu karnego a później Gareth Bale zadali nokautujące ciosy. Goście, szczególnie w 10 nie byli w stanie zmienić oblicza meczu, druga linia Kogutów była tego dnia lepsza a i w pełnym składzie o wiele lepiej kontrolować przebieg spotkania. Chelsea odpowiedziała tylko golem Lamparda w 90 minucie, tylko na tyle było ją tego dnia stać.

Do końca sezonu zostało już tylko kilka kolejek, walka o mistrzostwo oraz pozycję numer 4 jest niezwykle ostra i emocjonująca. Dla Tottenhamu, z 4 do końca meczów kluczowe będą dwa: w najbliższą sobotę wyjazd na Old Trafford i w przedostatniej serii u siebie Manchester City. Z kolei Chelsea z 4 do rozegrania spotkań najciężej będzie w Liverpoolu (jedyny wyjazd już do końca), jeśli tam udałoby się zgarnąć komplet oczek, to jestem przekonany, że wygrają ligę. Manchester United spocić się będzie musiał tylko z Tottenhamem. Najgorszy rozkład jazdy ma niewątpliwie Manchester City: wyjazd Arsenal, (d)Aston Villa, (d) Tottenham i wyjazd do walczącego o utrzymanie West Hamu. Jak będzie? Na pewno bardzo, bardzo ciekawie!

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

2 komentarzeZostaw komentarz

  • Wcale pięknie, ale doprawdy ja wolałem czasy 92-95, kiedy do Poznania przyjeżdżały twoje Katowice. To był klasyk! Katowicki “Sport” pisał zawsze że dochodzi do spotkania “na linii Poznań-Katowice”. Bardzo fajne, twarde mecze (zwłaszcza ten z marca 1993: Lech-Katowice 1:2), co daj Panie Boże jak najszybciej wróci! Pozdrawiam!

  • Cześć Kubal!

    W sumie nie ma tu nic o GieKSie czy o Lechu ale się oczywiście ustosunkuje 😉 Lata 90 to rzeczywiście super momenty dla mojego klubu, byliśmy wtedy chyba ciut wyżej w hierarchii sportowej niż Kolejorz 🙂 Ja pamiętam jeden z meczy na Bukowej, też coś w okolicach połówki lat 90, nie kojarzę wyniku, siedziałem wtedy na trybunie głównej a sektor obok byli fani Lecha i nonstop wrzucali Januszowi Jojce: ,,Jojko! Co? Ty Ch…!” Również liczę, że Katowice w końcu się pozbierają organizacyjnie i zacznie się budowanie klubu z prawdziwego zdarzenia i o solidnych podstawach. W Poznaniu już wiedzą jak to smakuje, troszeczkę zazdroszczę, nie powiem 😉

    pozdrowienia!

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *