Zabiorę się za pewną sprawę, która męczy mnie już jakiś okres czasu. Sprawę nad którą nie raz pewnie zastanawiały się znacznie większe mózgi muzyczne ode mnie. Bo prawdę powiedziawszy ja jestem dopiero Świeżakiem w tym kierunki, a skoro tak, to moje przemyślenia mogą budzić uśmieszek na twarzach ludzi w temacie siedzących i temat znających od podszewki. No ale żeby nie krążyć wokół sedna postaram się przybliżyć to o czym myślę i spokoju mi nie daje… DOKĄD ZMIERZA ROCK’N’DROLL?
Co się stanie za lat 20, gdy wszyscy wielcy, którzy jeszcze pozostali, nie tyle co poumierają ale zakończą swoją muzyczną i sceniczną działalność? Co wtedy? Zakończy się pewna epoka, epoka która trwa odkąd powstał Rock czy jeszcze dalej: od kiedy narodził się Blues… Nie wiem czy jest to tylko moje odczucie ale wydaje mi się, co tam wydaje, jestem przekonany, że Legendy Rocka i Bluesa nie mają swoich następców… Niby jest całe multum zespołów, które sobie koncertują, wydają co chwila nowe płyty ale to nie jest to. Te zespoły i owszem, na pewno na swój sposób są dobre, grają ciekawie ale czegoś im brakuje… Nie mają duszy? Nie zdążyli wypracować sobie jeszcze własnego stylu? Nie wiem jak ubrać w słowa ten problem, być może tak musi być, może za kilkadziesiąt lat Rock, ten prawdziwy, legendarny będzie już grany tylko i wyłącznie z płyt Cd czy Dvd? Albo największe przeboje będą grane na żywo ale w postaci coverów? Aż strach pomyśleć co będzie… Czy Chuck Berry, Elvis Presley, B.B. King albo Bob Dylan staną się z czasem Wolfgangiem Amadeuszem Mozartem, Ludwigiem van Beethovenem, Janem Sebastianem Bachem czy Antonio Vivaldim? Przecież geniusze muzyki klasycznej w swoich czasach również byli wielbieni a dzisiaj? Pozostał po nich praktycznie kurz i wspomnienia (i genialna muzyka…)… Czy ktoś zna obecnych wykonawców muzyki poważnej? Szczerze wątpię… Chociaż po głębszym zastanowieniu się taka jest/będzie powoli kolej losu. Coś się zaczyna, coś się kończy. Na nasze szczęście wielcy Rocka zostawili po sobie bardzo dużo i my dzisiaj mamy możliwość, przynajmniej w części uczestniczyć w tym światku.
(Chuck Berry, BB King, Bo Diddley, Jerry Lee Lewis)
Możemy w końcowej fazie tego świata dotknąć tej muzyki, poczuć jej niepowtarzalny klimat. Apogeum musiało być tuż po narodzinach, w latach 60-tych, 70-tych czy 80-tych i prawdę mówiąc Ci, którzy zaczęli z rockiem, byli z nim/obok niego od początku, czyli ludzie dzisiaj w kwiecie wieku, mają największe szczęście… Byli obok Ojców Założycieli, przeżyli ewolucję tego gatunku, uczestniczyli w narodzinach gwiazd a także (czasami, niestety…) w ich tragicznych końcach, wkraczali w coraz nowsze czasy i mając bagaż pełen doświadczeń mogą w pełni ocenić, porównać, delektować się i smucić… Osobiście takim ludziom najbardziej zazdroszczę…
Ale co się stanie w roku 2030-tym?! Czy moja córka usłyszy jeszcze gitarowe dźwięki Keitha Richardsa? Czy posłucha głosu Roberta Planta? Czy da się porwać perkusji Michała Giercuszkiewicza? Czy zdąży zachwycić się harmonijka Kyksa Skrzeka? Trudno określić, pewnie ktoś z obecnych kiedyś tam w przyszłości zostanie, jednak trudno spodziewać się, że większość grać będzie w wieku lat 80 a’la wielki mistrz Chuck Berry czy B.B. King. Rock powoli zanika? Czym między innymi w drugiej połowie XX wieku Rock się charakteryzował? Poprzez granie próbowano coś konkretnego przekazać, w tekstach było przesłanie. Buntowano się przeciw tamtejszym realiom i poprzez muzykę frustracja miała się ulatniać. Dzisiaj Rock przestał być buntem, zatracił swego rodzaju tożsamość… Zmieniło się pokolenie, teraz są zupełnie inne wartości niż miało to miejsce w latach 60-tych czy 70-tych.
(Muddy Waters, Buddy Holly, Ray Charles, Elvis Presley)
Dzisiejszą młodzież porywa ,,plastic fantastic’’ serwowany bez ustanku w otaczającej nas rzeczywistości, wszystko przeszyte jest nowoczesną technologią, niesamowitymi gadżetami, drogimi ciuchami i niestety (w większym lub mniejszym stopniu) młodzi ludzie są tym owładnięci. Jeśli mowa o pieniądzach to tuż obok staje kolejna choroba, niszcząca prawdziwy Rock czyli komercjalizacja. Pojawiające się nowe zespoły, które mają jakieś ambitne plany nie poddania się muzycznej modzie, chcące zachować swoją tożsamość z czasem zderzają się z brutalną magią pieniądza i w przeważającej większości są spalone praktycznie na starcie albo zostają wchłonięte przez macki show bussinesu… Wytwórnie muzyczne wolą wydać coś co przyniesie zyski i napełni kieszenie, nie ważne co towar będzie reprezentował, ważne aby potencjalny nabywca był zadowolony. A że gusta obecnych słuchaczy są takie jakie są to niestety wygląda to tak a nie inaczej. Stacje radiowe nie są lepsze o telewizyjnych nie wspominając… Reasumując ten wywód jestem zaniepokojony kondycją dzisiejszego Rocka. Jest coraz gorzej i w moim odczuciu będzie jeszcze gorzej… Oczywiście Rock zaniknąć całkowicie nie powinien, bo czegoś co jest mocno wyryte w duszy i na sercu człowieka, który kocha taką muzykę raczej usunąć się nie da. Bardzo ważne jest aby przekazywać potomnym z pokolenia na pokolenie te muzyczne wartości, które uważamy za właściwe (w tym przypadku Rock ,Blues), tak aby nasze pociechy, ich pociechy również się na tym wychowywały. Bo ta muzyka jest ponadczasowa i ponadpokoleniowa… So… Rock’n’Roll never diy! 

![bb-king[6]1 bb-king[6]1](https://www.wrobels.pl/wp-content/uploads/2009/07/bb-king61-150x150.webp)




