WROBELS

Nie dla Barcy Bernabeu!

Stało się. Włosi z  niebiesko-czarnej części Mediolanu wydarli Barcelonie marzenia o występie 22 maja na Santiago Bernabeu… Wyrwali niemal dosłownie, wyszarpali, nie dali się stłamsić bez końca nacierającym gospodarzom. Postawili zasieki, których dzisiaj, jestem o tym przekonany, żadna drużyna Świata nie zdołałaby sforsować.

Być może nie było to miłe dla oka, wielbiciele kunsztownego futbolu pewnie nie byli zadowoleni, aczkolwiek w ten sposób wykonane cattenaccio miało w sobie coś z piękna. Oglądając tę potyczkę i patrząc na Inter z tyłu przypomniała mi się żelazna defensywa reprezentacji Włoch podczas pamiętnego Euro 2000. Wtedy blokiem defensywnym władał Fabio Cannavaro i Alessandro Nesta. Dzisiaj podobną rolę pełnił Walter Samuel oraz Lucio. Ale nie tylko oni bo morderczą pracę wykonywał również Maicon, drugiej strony pilnował Javier Zanetti.   Przed czwórką defensorów biegał Cambiasso, Thiago Motta i Chivu. Ta siódemka miała za zadanie praktycznie tylko i wyłącznie bronić. Od momentu czerwonej kartki dla Motty, Chivu cofnął się do defensywy, która przez 3/4 spotkania tworzyła 5 graczy. Generalnie raczej było wiadomo, że tak mniej więcej występował będzie Inter. Miał co bronić z pierwszego spotkania a że bronić potrafi jak nikt inny, to ta taktyka miała realne szansę na powodzenie. Barca przycisnęła od samego początku, próbowała, podawała, nacierała niemal nonstop ale czegoś brakowało. Z minuty na minutę było coraz bardziej nerwowo, Inter heroicznie przecinał ataki Barcelony, czy to skuteczną główką czy też desperackim wślizgiem. Atakować nie musiał, nie trzeba było strzelić gola, najważniejsze było aby tej gola nie stracić.

Barca niby grała to co zawsze gra na Camp Nou, czyli setki podań, pieszczenie piłki, próby strzałów, wrzutki z jednej i drugiej strony jednak tak po prawdzie nic taka taktyka nie dawała. Włosi bronili się niezwykle skutecznie, przestrzeń powietrzna została przez nich zdominowana, na powierzchni praktycznie również byli suwerenami. Oczywiście nie w posiadaniu piłki, bo to nie było dla nich najważniejsze, ważne było obstawienie własnego pola karnego i niedoprowadzenie nacierającej Blaugrany w okolice Julio Cesara. Pique wlał nadzieję w serca Katalończyków troszeczkę za późno, nie było już czasu na kolejną bramkę ale chyba również nie było pomysłu jak tę bramkę zdobyć. Messi nie był tym samym Messim, Xavi oprócz asysty również nie popisał się żadnym innym, otwierającym podaniem. Dani Alves nie hasał po swojej prawej flance tak jak zwykle a Ibrahimovic nie potrafił sobie poradzić z Lucio czy Samuelem. Jeśli najważniejsze gwiazdy nie mają najlepszego dnia, to niezmiernie trudno jest przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. A przy tak skutecznie broniącym się przeciwniku zadanie to wydaje się być dwukrotnie trudniejsze do wykonania.

Jose Mourinho zatriumfował. Raz kolejny udowodnił jak dobrym i skutecznym jest trenerem. Potrafił tak ustawić zespół, że nawet wielka Barcelona, wydawać by się mogło drużyna kompletna i do niedawna niezniszczalna, nie była wstanie nic zrobić. Zresztą wydaje się, że właśnie taka taktyka, taktyka do granic możliwości defensywna jest w stanie pokonać/wyeliminować Barce. Rzecz jasna potrzebni są do tego odpowiedni wykonawcy, właśnie tacy jakimi w swojej drużynie dysponuje The Special One. Portugalczyk zrobił to samo co swego czasu w Chelsea. Wtedy też na jego drodze i też w półfinale stanęła Barcelona. Scenariusz identyczny, czyli skomasowana obrona i w końcowym rozrachunku upragniony sukces.

Liga Mistrzów jest już na ostatniej prostej, parę metrów przed metą. Został nam już tylko finał, w którym zmierzy się Inter Mediolan i Bayern Monachium. Zestaw ten gwarantuje nam bardzo ciekawe i zacięte widowisko. Ekipy są porównywalne i chyba mało prawdopodobne aby jedna stłamsiła drugą tak jak to robi przeważnie Barcelona.

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *