Pomysł na tego typu wyjazd siedział w naszych głowach od jakiegoś czasu. Jeszcze w maju tego roku poważnie o tym nie myśleliśmy ale już w lipcu pada decyzja: jedziemy na Ukrainę! Było to po części spontaniczne, po części przemyślane. Ja byłem kompletnym nowicjuszem, dla Daniela ta podróż miała być powtórką z przeszłości, a konkretnie powrotem do 2007 roku. Jako, że wtedy wyprawa należała do udanych, to też teraz chcieliśmy ją koniecznie powtórzyć.
Każda tego typu podróż powinna posiadać jakiś plan. Należy się zorganizować i zrobić listę rzeczy, które trzeba ze sobą zabrać. W naszym przypadku ważne było aby dokonać tego z głową, aby wybrać najpotrzebniejsze i najistotniejsze przedmioty i aby była tego minimalna liczba. A dlaczego? Ano dlatego, że cały zabrany tobół mieliśmy dźwigać na plecach. W związku z tym, że tereny Półwyspu Krymskiego planowaliśmy w sporej mierze pokonywać pieszo, ciężar plecaków miał znaczenie. Trzeba było opracować podróż, już na miejscu, na Krymie, w jakiej części urzędować, jak mniej więcej się poruszać i przemieszczać. Oczywiście przewidywanie co może się wydarzyć z pozycji, w której byliśmy – przed wyjazdem – może i miało sens ale najprawdopodobniej nie pokryłoby się z rzeczywistością, bo jak to bywa, gdy jest już się na miejscu, to decyzje pojawiają się spontaniczne.
Jeśli już o podróże chodzi, to ta którą mieliśmy pokonać aby dostać się nad Morze Czarne, była opracowana i ona w żadnym wypadku nie mogła być zmieniona. Start z Rzeszowa, następnie dojazd do Przemyśla, potem dostanie się do Medyki, gdzie trzeba przekroczyć granicę. Z Szegini po stronie ukraińskiej przedostanie się do Lwowa, w którym czekał na nas pociąg i czekała długa jazda na samo południe Ukrainy.
Niezwykle ważne w tym wszystkim były bilety na pociąg relacji Lwów-Symferopol. Trzeba troszeczkę się nagimnastykować aby je zdobyć. Gdybyśmy osobiście próbowali je kupić w dniu wyjazdu na stacji we Lwowie, to najpewniej obeszlibyśmy się smakiem. Jedyną szansą było to, że ktoś z odpowiednim wyprzedzeniem zrobi to za nas. Na szczęście był ktoś taki (pozdrowienia dla Wieśka i jego rodziny!) kto nam pomógł, tak więc jedną ze spraw mieliśmy z głowy. Warto w tym miejscu zauważyć, że jeden bilet to koszt około 150 zł. Ktoś może stwierdzić, że sporo, jeśli jednak spojrzeć ile kilometrów ma zostać pokonane, to zmieni zdanie… A więc: około 1500 km w jedną stronę, 1500 km w drugą, 50 godzin w pociągu z miejscami leżącymi za 40 euro! Sytuacja trudna do ogarnięcia, szczególnie dla mnie, gdzie na co dzień żyję w o wiele droższej rzeczywistości. Bileciki czekały na nas we Lwowie, mieliśmy się spotkać z Wieśkiem tuż przed odjazdem pociągu. Zanim jednak do tego doszło, musieliśmy się do tego Lwowa jakoś dostać.
Swoją podróż zacząłem w Irlandii, gdzie o godzinie 16 wyleciałem (wraz z moimi 2 kobitkami) z Dublina. Po 3 godzinach byliśmy w Rzeszowie. Tam się rozdzieliliśmy: ja i czekający na mnie Daniel pojechaliśmy w swoją stronę, ku naszej wschodniej przygodzie, natomiast żonka z córeczką ruszyły do Rudnika. Była godzina 21, piątek, 2 września.
Następnego dnia, w sobotę trzeba było zameldować się we Lwowie, gdyż o 14 startował pociąg na Krym. Dlatego też z samego rana, jeszcze przed wschodem słońca należało wyjść z domu. Spania nie było zbyt wiele, ja zaledwie jakieś 4 godziny a Daniel w ogóle :-). Jeszcze przed zaśnięciem odbyło się szybkie przepakowywanie i segregacja ekwipunku, ostatnie poprawki, zerknięcie na Google Earth, podglądnięcie zdjęć tam zawartych i w końcu pójście w sen. Zapakunek do najłatwiejszych nie należał. Jak wspomniałem wcześniej, najważniejszą sprawą w tej kwestii było spakowanie się skromne a zarazem mądre. Moja lista wyglądała następująco:
-Buty
-Sandały
-Krótkie spodenki
-Kąpielówki
-Sweter
-3 koszulki
-Długie spodnie
-3 pary majtek
-3 pary skarpetek
-Kapelusz
-Ręcznik
-Maska do nurkowania
-Latarka
-Aparat
-Statyw
-Śpiwór
-Karimata
-Apteczka
-Środki czystości
-Naczynia
-Kawa, herbata, cukier
-Batony
-Scyzoryk
-Dokumenty
-Pieniądze
-MP3
Według mnie najważniejszymi przedmiotami z tego były: buty, sandały, paszport, aparat i pieniądze.
Buty turystycznemiały sprawdzić się w rozmaitych sytuacjach, głównie podczas maszerowania po górach, wertepach i nierównościach terenu. Sandały miały dać odpoczynek stopom, po kilku lub kilkunastu godzinach spędzonych w butach. Chcieliśmy również wchodzić w nich do morza, w momencie gdy plaża pokryta by była skałami. Generalnie obuwie mieliśmy typowo turystyczne, ze specjalnie wyprofilowaną i mocną podeszwą. Paszport wiadomo: podczas zagranicznych wojaży rzecz święta, dokument którego za nic w świecie nie można zgubić. Pieniądze również podczas takich wyjazdów są nieodzowne i bardzo ważne. Nasze środki finansowe nie były jakieś przesadnie wielkie, mieliśmy tyle aby starczyło na jedzenie, przejazdy i różnego rodzaju wejściówki wstępu. Co prawda ceny podskoczyły od 2007 roku (kiedy Daniel był na Krymie) i nie wszystko było takie tanie jak kiedyś, niemniej jednak podczas mądrego wydawania kwota 900 zł (10 dni na 2 osoby) spokojnie starcza. Na koniec aparat fotograficzny. Nasza wyprawa w dużej mierze nastawiona była na fotografię. Dlatego też aparaty grały tak ważną rolę. Według mnie każdy tego typu wyjazd bez aparatu nie ma sensu. Odwiedza się zbyt wiele ciekawych miejsc, na swojej drodze można spotkać interesujących ludzi, uczestniczy się w różnych sytuacjach – trzeba to uwieczniać i potem się tym dzielić.
Ja miałem jedną część gratów a Daniel miał kolejną. Oprócz wiadomo, swoich ubrań miał między innymi namiot, czyli w naszym przypadku rzecz równie istotna. Nie mieliśmy w planach żadnych kwater, sami sobie chcieliśmy wybierać noclegi i spać w różnych miejscach. Takie wybory miejscówek są ważne także dlatego, że jak wspomniałem wyżej jechaliśmy tam z myślą o uwiecznieniu fajnych i ciekawych rzeczy, krajobrazów, ludzi – po prostu chcieliśmy robić zdjęcia. W fotografii taki wschód słońca czy na drugim biegunie zachód, są bardzo ważne. Dlatego wybranie interesującego miejsca na nocleg ma znaczenie. O wiele łatwiej jest wygramolić się z namiotu o godzinie przypuśćmy 4 czy 5 w celu zrobienia satysfakcjonującego zdjęcia niż wyjść o tej porze na przykład z wynajmowanego pokoju. Fotografia to jedno a wolność i gospodarowanie własnym czasem to drugie. Tym też się kierowaliśmy, chcieliśmy być niezależni i chcieliśmy aby ta podróż była jak najmniej cywilizowana, cokolwiek miało by to znaczyć. 😉 Jak się to potoczyło? Zobaczycie w kolejnych opowieściach.



No no, powiem krótko. Ukraina to niecodzienny wybór.
Czekam na ciąg dalszy:), pozdrawiam!
Zdziwiłabyś się! 🙂 Co prawda nie są to tłumy jak w Hiszpanii czy Egipcie ale było na prawdę mnóstwo turystów. Oczywiście tylko na Krymie, bo przypuszczam, że w pozostałe części Ukrainy wiele osób nie jeździ. Mam nadzieję, że moimi relacjami tutaj przybliżę tę część świata i w przyszłości sporo osób tam pojedzie. Może i Wy skorzystacie? 😉
pozdrawiam!