WROBELS

Spełniając marzenia

Jak dotychczas moje podróżnicze przygody ograniczają się głównie (z małym wyjątkiem na Ukrainę) do Irlandii. Nie abym narzekał, bo prawdę mówiąc bardzo wiele na Zielonej Wyspie jest jeszcze do odkrycia i najważniejsze, wszystkie te miejsca są urocze, niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju ale ciągnie człowieka gdzieś dalej. W myśl zasady, że jeśli dostanie się palca, to chciałoby się całą rękę…

Ja, jako podróżnik, który rozpoczyna swoją przygodę z turystyką ogólniepojętą, staram się czerpać z niej jak najwięcej, cieszyć się nią i poznawać: miejsca, ludzi, zwyczaje. Jednak nie od zawsze tak było. Prawdę mówiąc rozpoczęło się dopiero od chwili naszego irlandzkiego przyjazdu (w Polsce posucha totalna) a jeśli być bardziej ścisłym, to musiało minąć 2 lata, gdy wyruszyliśmy na naszą pierwszą, dwudniową eskapadę. Później rozkręciło się na tyle, że w chwili obecnej licznik stanął na kilkudziesięciu wyjazdach. Czy to dużo? Dla jednych pewnie tak, dla innych raczej nie. A czy dużo dla mnie? No cóż, jestem szczęśliwy z tego co udało mi się zobaczyć, z przygód, które dane było mi przeżywać ale… Ale chciałbym więcej!

Najwyższa góra świata widziana z obozu czwartego / (nationalgeographic.com)

Co pozostaje? Czekać, być cierpliwym i w miarę możliwości realizować wyjazdowe plany. W moim przypadku jest ich co nie miara, zdaję sobie wszakże sprawę, że niestety nie dane mi będzie zrealizować ich w pełni, bo po pierwsze nie zajmuje się tym zawodowo, więc siłą rzeczy nie ma szans aby jeździć wszędzie i kiedy się tylko podoba, a po drugie jest rodzina – jakby nie było sprawa najważniejsza – także należy dostosowywać plany, mając ten fakt na uwadze. Nie dałoby rady na przykład wyruszyć z małym dzieckiem na zdobywanie szczytów, podróżować z namiotem i wielkim plecakiem na grzbiecie czy spędzać czas na oceanicznych, smaganych nieustającym wiatrem i intensywnym, cyklicznym deszczem, wyspach. Nie bardzo też byłaby szansa na wyjazd typowo fotograficzny, gdzie wiadomo, cierpliwość, spokój i dużo wolnego czasu są w tym wypadku wskazane. Trzeba znajdować kompromisy i kiedy się da, to jechać rodzinnie – w miejsca ku temu przeznaczone – a kiedy można troszeczkę zaszaleć, to wtedy wyjeżdża się bardziej, że tak powiem surwiwalowo.

Wspomniałem na początku o przysłowiowym zjawisku palca i ręki. Jeśli przyjmiemy, że Irlandia jest palcem, to można założyć, że całą dłoń reprezentować będą podróże po Świecie. Każdy podróżnik-amator ma swoje indywidualne, związane z podróżami marzenia. Ja również. Niektóre z nich nigdy nie zostaną zrealizowane ale przynajmniej mogą spełniać inną, ważną funkcję. Mogą stać się inspiracją do działania, mogą natchnąć i pokazać, że rzeczy nieosiągalne stają się na wyciągnięcie ręki.

Paralotnią w dół z Everestu? / (nationalgeographic.com)

Chciałbym teraz przedstawić jedną z takich niesamowitych historii, której nie oszukujmy się, 99% ludzi, nigdy nie zdoła zrealizować. Niemniej jednak wydaje się ona tak nieprawdopodobna, że trzeba o niej opowiadać. Jednym z głównych bohaterów jest góra. Nie byle jaka góra, bo największa na całej kuli ziemskiej. Mt. Everest, Dach Świata, sięgający 8848 metrów

Widok na Everest ze szczytu Lhotse / (fot. Cory Richards)

Niejaki Sano Babu Sunuwar i Lakpa Tsheri Sherpa postanowili zrobić coś, co wielu nawet by się nie śniło. Z pożyczonym sprzętem, praktycznie bez budżetu, bez pomocy sponsorów i przy braku społecznych kampanii medialnych wdrapali się na Everest, następnie z niego zlecieli w dół paralotnią i przy pomocy siły własnych rąk, Gangesem  spłynęli w kajaku aż do Oceanu Indyjskiego. Czas nasiąknięty wielką przygodą, wizją, kreatywnością i przyjaźnią. Czy trzeba czegoś więcej?

Sano Babu Sunuwar i Lakpa Tsheri Sherpa / (nationalgeographic.com)

Przygoda trwała 3 miesiące i rozpoczęła się w kwietniu 2011 roku. Dwaj Nepalczycy: 28 letni Sano Babu Sunnuwar i jego starszy kolega 39 letni Lakpa Tsheri Sherpa – pierwszy bez żadnego doświadczenia wspinaczkowego (!), drugi nigdy nie pływał kajakiem i nawet sam nie potrafi pływać – spełnili jedno ze swoich największych marzeń. Cofnijmy się jednak do roku 2010. Wtedy też Lakpa po raz pierwszy zauważył paralotniarzy przyjeżdżających w Himalaje. Zamarzyło mu się wówczas aby samemu latać, nad ogromnymi szczytami w jego domowym regionie Khumbu. Kiedy trzeci raz zdobywał najwyższy szczyt Ziemi doszedł do wniosku, że o wiele prostszym, znacznie szybszym i wygodniejszym sposobem powrotu jest użycie paralotni aniżeli męczące zejście trudnymi trasami.

W październiku 2010 Lakpa pożyczył paralotnię, dostając od razu kilka wskazówek jak startować oraz latać nad wzgórzami nieopodal swojego domu. Pech chciał, że natychmiast uderzył w drzewo. Skrzydło paralotni zostało poważnie uszkodzone, więc Lakpa ruszył do miasta Pokhara – uznawanego za mekkę paralotniarzy – aby dokonać niezbędnych napraw a przy okazji znaleźć mentora, kogoś kto mógłby go nauczyć latać. Od razu udał się do Sano Babu Sunuwara, którego poznał rok wcześniej na wyspie Peak. Babu naprawił szybowiec i w głowach tej dwójki wykluł się wspomniany powyżej pomysł.

Dwójka przyjaciół wyposażona w zapożyczony sprzęt i z podstawowym planem działania, wejście na Everest rozpoczęła w kwietniu 2011. 21 maja stali się trzecią ekipą w historii, która wystartowała z Dachu Świata paralotnią, ustanawiając przy tym nowy rekord świata (8865 m) dla swobodnego lotu. Po uruchomieniu paralotni latali tak długo jak było to tylko możliwe i wylądowali w miejscu, gdzie wszystkie mniejsze strumienie zamieniały się w rzekę. Jeszcze na terytorium Nepalu ale już blisko granicy z Indiami, rozpoczął się kolejny etap wyprawy. Spływ przebiegał przez Ganges, w nowym i nieznanym dla naszych bohaterów kraju. Że nie będzie łatwo, lekko i przyjemnie wiedzieli pewnie od początku ale nie zakładali chyba, że na pewnym etapie podróży padną ofiarami rabunku, i że w związku z tym będą musieli żywić się znalezionymi na drzewie owocami.

27 czerwca, po 850 kilometrach wiosłowania, docierają do Zatoki Bengalskiej stając się pierwszymi ludźmi, którzy ukończyli zejście ze szczytu Mt. Everestu w Oceanie Indyjskim.

Ten nieprawdopodobny wyczyn zdobył uznanie międzynarodowej społeczności paralotniarstwa i Nepalskie media okrzyknęły ich jako bohaterów narodowych. Podróżnicy z zachodu podziwiali ich przeogromną odwagę, prostotę w działaniu i praktycznie brak funduszy. A jak widzą to sami zainteresowani?

Babu, co dla Ciebie, jako kajakarza i paralotniarza, było najtrudniejsze podczas tej podróży?
Sano Babu Sunuwar: Na Evereście czułem duży dyskomfort, trudno było oddychać. Lakpa powiedział mi: ,,Jesteś Szerpem, bądź silny!”. Nie jestem wspinaczem, ale to było moje wielkie marzenie aby wspiąć się na Mount Everest. Lakpa robił to wiele razy, pomógł mi bardzo.

Jaka była najstraszniejsza część podróży?
Lakpa Tsheri Sharpa: Mnóstwo mrówek. Niezliczona ilość, szalenie aktywnych owadów. W górach wszystkie stworzenia poruszały się powoli, z kolei w Indiach wszystkie zwierzęta i ludzie poruszali się tak szybko. Gdy dotarliśmy do Oceanu i wyciągnęliśmy kajak na brzeg, cała plaża była pokryta olbrzymimi, czerwonymi skorpionami. Bałem się wtedy, ale dowiedzieliśmy się później, ze były to nieszkodliwe kraby. Miałem także kłopoty z oddychaniem na niskich wysokościach.

Lot z Everestu wydaje się być najbardziej zadziwiającą częścią wyprawy, ale czy Ganges i Indie były równie trudne?
SBS: Czasem całe wioski przychodziły na spotkanie. Byliśmy okradzeni. Chroniliśmy aparat ale daliśmy im pieniądze. Gdy odjechali, zaczęliśmy bardzo mocno wiosłować i uciekać ale po jakimś czasie usłyszeliśmy głos motorówki. Znaleźliśmy wyspę z wysokimi trawami i tam się ukryliśmy. Spaliśmy w kajaku całą noc.

LTS: Jedliśmy owoce z drzew ale woda nie nadawała się do picia. Nie byliśmy przyzwyczajeni do widoku trupów… W Nepalu spalamy naszych zmarłych. W Indiach są one umieszczane w rzekach. Widywaliśmy dwa lub trzy ciała dziennie.

Dla każdego z Was, jaki był ulubiony moment podróży?
SBS: Start z najwyższego punktu na Świecie. Na początku było bardzo wietrznie ale na szczęście wiatr się uspokoił. Kiedy znowu się wzmógł, poniosło nas natychmiast w górę.

LTS: Lot. Lubię śpiewać kiedy latam. Byłem bardzo szczęśliwy. Oboje śpiewaliśmy. To było nasze wspólne marzenie.

Poprzez ten wyczyn daliście się poznać zarówno w Nepalu jak i zagranicą. Był też krótki film na temat waszego lotu. Co zmieniło się w waszym życiu od tamtego momentu?
SBS: Kochamy dzielić się naszymi marzeniami. Przybyliśmy do Europy, aby pokazać ten film na festiwalu filmowym. Czuliśmy się trochę jak gwiazdy filmowe, każdy chciał uścisnąć nam dłoń. Byliśmy bardzo szczęśliwi mogąc dzielić się naszą historią.

LTS: Gdy dotarliśmy do domu, byliśmy bardzo podekscytowani możliwością podzielenia się naszą historią nie tylko w Nepalu ale i na całym świecie. Mnóstwo obcokrajowców przybywa w Himalaje aby ustanawiać rekordy. My nie robiliśmy nic dla rekordów, po prostu chcieliśmy zrobić wszystkie te rzeczy, czyli wspinaczkę, paralotniarstwo i spływ kajakowy jako jedną, ciągłą podróż.

Meta w Oceanie Indyjskim / (nationalgeographic.com)

Co o tym myślicie? Dla mnie już same wejście na Mount Everest wydaje się osiągnięciem niemal niemożliwym, a jeśli dodać skok z tego Everestu, czyli z wysokości przeznaczonej dla samolotów pasażerskich, a potem jeszcze prawie tysiąc kilometrów wiosłowania, to doprawdy trudno to objąć wyobraźnią. Uważa się, że wyprawa na najwyższy szczyt Himalajów przeznaczona jest dla profesjonalistów i ludzi z zamożnym portfelem. Z całą pewnością jest to prawda ale z drugiej strony Babu i Lakpa udowodnili, że można złamać sztywne ramy, dokonać rzeczy z pozoru niemożliwej i co najważniejsze, spełniać marzenia.

Więcej na National Geographic.

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

8 komentarzyZostaw komentarz

  • Dokładnie. Fantazją i pomysłem na tego typu wyczyn ale chyba przede wszystkim odwagą. Może i my z Carrantuohill sfruniemy do Killarney paralotnią? 😉

  • Jestem osobą obdarzoną tzw. zdrowym rozsądkiem .Dla mnie tego typu wyczyn nie jest bohaterstwem , tylko głupotą.Na pewno wiele osób się ze mną nie zgodzi , ale może za dużo już w życiu widziałam ludzi ( jestem po AWF ze specjalizacją rehabilitacji), którzy z racji swojej głupoty stracili życie , albo są inwalidami.Mam znajomego , który za sprawą paralotni od kilku lat poddawany jest rehabilitacji , przeszedł już sporą ilość zabiegow operacyjnych i czekają go dalsze i to tylko skoczył z łagodnego zbocza góry w Polsce.
    Ćwirku , jesteś młodym człowiekiem.Na pewno jeszcze spełnisz swoje marzenia o zwiedzeniu świata.Wszystko jeszcze przed Tobą.Ja zaczęłam jeździć po Europie , jak dzieci podrosły. A Irlandia jest tak pięknym krajem , tak dużo w niej ciekawych miejsc , że tylko w miarę Twoich możliwości poznawaj ją , tak jak do tej pory to robisz i opisuj te ciekawe miejsca ,a tym samym zachęcaj innych do zwiedzania.
    Przekonałeś mnie do odwiedzenia Connemary , dzięki Taicie zobaczę Opactwo Kylemore, a ostatnio Taita dodała relację z zamku Aughnanure, który też umieściłam na trasie swojego zwiedzania.Dzięki Wam wiem co można zwiedzić w Irlandii.Jesteście moimi przewodnikami po Irlandii i dzięki Wam za to.
    Do wyjazdu na Zieloną Wyspę zostało 5 tygodni , ale na razie , za tydzień czeka mnie odwiedzenie Rodos.Mam nadzieję , że jak zwykle , będzie to wyjazd pełen wrażeń.
    Serdecznie pozdrawiam

  • Hej Bawo!

    Rzeczywiście, można na ten ich wyczyn spojrzeć również z takiej strony, z jakiej Ty to obserwujesz. Nie twierdzę, że jest to bezpieczne (w życiu bym się nie wybronił gdybym tak sądził :-)) ale tego typu rzeczy, sporty ekstremalne się uprawia. I wypadki niestety się zdarzają, tego się nie da uniknąć, nawet największemu mistrzowi może się przytrafić. Zresztą już samo wejście na Mount Everest jest szalenie ryzykowne, zresztą nie tylko tam bo na praktycznie każdą wielką górę (szczególnie w Himalajach) jeśli się włazi, to igra się z losem. Ja tak na to patrzę z boku i… 🙂 podziwiam tych ludzi – i nie chodzi tylko o tych dwóch Nepalczyków – ale o wszystkich Himalaistów, Szerpów i całą tą wspinaczkową ekipę.

    Bawo nie zamierzam przestawać podróżować o to się nie musisz martwić 😉 Doskonale wiem jak daleko w tyle z tym całym podróżowaniem po Eire jestem. Systematycznie, jak pisałem, chciałbym poznawać i trzymać się fajnego sloganu znanej firmy turystycznej: ,,Never Stop Exploring” 🙂 A blog, tak jak napisałaś, ma między innymi za zadanie ,,zachęcać innych do zwiedzania”. Bardzo się cieszę, że Tobie pomagam – zresztą gdybym uznał, że te wszystkie miejsca są mało interesujące, to bym ich na pewno nie polecał. Ale, że praktycznie w 100% porywają swoim urokiem i atmosferą, to zachęcam z całych sił 🙂

    To ładne przetarcie sobie przed Irlandią robicie. Grecja i jej starożytne zabytki brzmią świetnie, sam bym się tam z przyjemnością wybrał. Ja zdradzę, że za 3 tygodnie wybieramy się na południe Francji. Również trzeba zażyć trochę słoneczka a nie tylko w tej wietrznej i deszczowej Irlandii 😉

    pozdrawiam serdecznie!

  • To świetnie , że zażyjecie słońca we Francji. Byłam na południu Francji , w Cann , ale zatrzymaliśmy się tam tylko na nocleg i trochę zwiedzania , w drodze z Hiszpanii. Do tych ciepłych krajów wybieram się z reguły przed sezonem , bo nie ma tłumów turystów i nie jest zbyt upalnie. Faktycznie wskazane jest trochę odmiany po aurze , którą macie na codzień w Irlandii.Mam nadzieję , że będziemy mieli szczęście i trafimy w Irlandii na ładną pogodę. Zdarzyło to nam się dotychczas dwukrotnie , kiedy to podczas tygodniowego pobytu deszcz nie padał ani razu.
    Gdybym miała Twój adres e-mailowy , to po powrocie z Grecji podzieliłabym sie z Tobą wrażeniami i podesłałabym kilka zdjęć z wyspy Rodos.
    Przesyłam serdeczne pozdrowienia.

  • My właśnie jedziemy do Cannes 🙂 W tym czasie gdy tam będziemy, odbywać się będzie festiwal (jakieś parę dni jeszcze). Niby fajnie ale trochę mnie to przeraża, bo podczas trwania tej imprezy do Cannes zjeżdża się ponoć 3 razy więcej ludzi niż mieszkańców tego miasta… Ale będzie dobrze. Rzeczywiście dobrym pomysłem jest wizyta przed lub po sezonie, bo jak piszesz, nie ma wtedy tłumów a i ceny są z reguły niższe. Z e-mailem nie ma problemu, oto on: cwirek30@gmail.com Podeślij jakieś fajne fotki, ja również mogę Ci się zrewanżować 🙂

    pozdrowionka!

  • Niesamowite marzenia, wspaniałe przeżycia! Niewątpliwie przygoda, która pozostaje w pamięci na całe życie :)) Uwielbiam podróżować dlatego wpisu, które są zamieszczane na blogu są dla mnie cenna wskazówką!

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *