WROBELS

Wielkie ”Rock in Rio” z 2001 roku

Przeniosłem się przedwczoraj do dnia 19 stycznia 2001 roku i wylądowałem w rozgrzanym Rio de Janeiro. Rozgrzanym nie tylko od słońca ale przede wszystkim od muzyki. Wyrafinowanej, kreatywnej, ciężkiej jak cholera, głośnej niczym diabelski ryk w piekielnej czeluści, nasiąkniętej potężną dawką emocji rozlewających się ze sceny wprost na rozentuzjazmowany, 250-tysięczny tłum. Żelazna Dziewica w Rio kończyła swoją długą, 7 miesięczną podróż promującą jej nowy wówczas album Brave New World. Po rozegraniu 92 koncertów, na 5 kontynentach przyszedł czas na wielki finał, który miał miejsce w stolicy Brazylii, podczas festiwalu ,,Rock in Rio’’. Ponad 2 godzinny koncert obsługiwany był przez 18 kamer, systemy dźwiękowe Dolby Digital 5.1 oraz Full Rate DTS Surround sprawiają, że widz oglądający to show na DVD w domu zabierany jest niemalże do pierwszego rzędu, albo i jeszcze bliżej, miota się gdzieś pomiędzy basem Steve’a Harrisa a gitarą Janicka Gersa. Iron_Maiden_Rock_in_Rio_2001Bohaterowie tego całego zamieszania, czyli Iron Maiden w składzie, po raz pierwszy w historii 6 osobowym, prezentowali się niesamowicie. Rześcy jak nigdy, wylali hektolitry potu, biegali niczym sprinterzy po całej scenie, dawali całych siebie, po prostu najwyższa klasa światowa, pełen profesjonalizm. Tuż przed rozpoczęciem grania można było wyczuć u nich lekkie zdenerwowanie, gorąca latynoamerykańska, żywiołowo reagująca publiczność w ilości grubo ponad 200 tysięcy głów musiała i robiła wrażenie. W momencie wejścia na scenę Adriana Smitha i pierwsze jego, energiczne uderzenia w struny Fendera Stratocastera rozwiały wszelakie wątpliwości zdenerwowania, strachu, obaw. Za Adrianem jedną ławą wskoczyli Steve Harris na basie, Janick Gers, Dave Murray na gitarach elektrycznych, Nicko McBrian za sterami perkusji i oczywiście Bruce Dickinson na wokalu.

Na pierwszy ogień poszedł ,,The Wicker Man’’, dynamiczny utwór (singiel nowej płyty Brave New World) z łatwo zapadającym w ucho refrenem. Mówi się, że grający i śpiewający nie są jeszcze w nim do końca rozgrzani, być może jest to prawdą ale po ,,Ghost Of The Navigator’’ i w szczególności ,,Brave New World’’ – kapitalnym i bezproblemowo przyjętym przez publiczność utworze jest już dobrze. Warto dodać, że BNW z miejsca dołączył do Maidenowych klasyków. Następnie powrót w czasy niemal prehistoryczne, o czym przypomniał Bruce, czyli ,,Wrathchild’’, bardzo żwawy, w którym świetnie czuła się publika głośno śpiewająca słowa refrenu wspólnie z frontmanem IM. Kolej przyszła na nieśmiertelny ,,2 Minuts To Midnight’’ i już było wiadomo w 100% kto tutaj rozdaje karty i porywa wszystkich swoją magiczną muzyką. ,,Rock in Rio’’ praktycznie nie ma słabych momentów. Z utworu na utwór Maideni prezentują się lepiej. Set przeplatany jest klasykami, niezniszczalnymi pozycjami w stylu ,,The Number Of The Beast’’, ,,Fear Of The Dark’’ czy też ,,Iron Maiden’’ a także tymi najnowszymi jak powalające ,,The Mercenary’’ , ,,Dream Of Mirrows’’, ,,Blood Brothers’’ (które również weszło do koncertowego kanonu Dziewicy) bądź wspomniany tutaj już parokrotnie ,,Brave New World’’. Z każdego utworu bije wielka energia i nieokiełznana moc, w każdym utworze można znaleźć coś unikalnego i do zapamiętania: czy to świetne solówki wszystkich gitar w tym samym momencie (BNW), czy to niedoceniany na ,,The X Factor’’ ,,Sign Of The Cross’’, w którym zmiana tempa i nastroju grana jest po mistrzowsku. Z kolei ,,The Trooper’’, jak zawsze zresztą, to wściekły, nieujarzmiony gitarowy atak na początek i energiczne wymachiwanie Brytyjską flagą przez Bruce’a w dalszej części. Albo ,,The Clainsman’’ i wspólny śpiew refrenu ,,Freeedooom’’ przez 250 tysięcy gardeł z zaciśniętymi pięściami, wysoko uniesionymi nad głowami. W ,,The Evil That Man To’’ Janick Gers stacza walkę z 3 metrowym Eddiem, który chwilę wcześniej pojawił się na scenie. Końcówka setu to same legendy: ,,Fear Of The Dark’’, gdzie emocje rozgrzanej do granic czerwoności publiki sięgają gwiazd… Szał z trybun przenoszony jest na scenę , na której Bruce w towarzystwie młodych, pięknych dziewcząt odzianych w białe szaty krzyczy Iron Maiden’s gonna get you! w sztandardowym ,,Iron Maiden’’ . Następnie gasną światła i jak gdyby zza światów, złowieszczo brzmiący głos: Woe to you, Oh Earth and Sea, for the Devil sends the beast with wrath, because he knows the time is short… rozpoczynający ,,The Number Of The Beast’’. Po ,,Numerze Bestii’’ dostojny, niemalże epicki ,,Hallowed Be The Name’’, rozwijający się od powolnej ballady i idący w kierunku ostrego metalowego grania. Przedostatni jest ,,Sanctuary’’ i na zakończenie wielkie ,,Run To The Hills’’.

Iron_Maiden_Rock_in_Rio_2001_666Jeden z największych koncertów Iron Maiden w historii dobiegł końca. Nagrane DVD z tamtych niesamowitych chwil to obowiązkowa pozycja każdego fana Żelaznej Dziewicy. Pierwszy raz miałem okazję posłuchać ,,Rock in Rio’’ będąc jeszcze w Polsce, przypadkowo natknąłem się na ten koncert gdzieś w Internecie. Zakochałem się od razu. Po przylocie do Irlandii postanowiłem poszukać tego DVD w tutejszych sklepach muzycznych. Niestety nie udało się tak od razu kupić, musiałem najpierw zamówić (przez jeden ze sklepów) i dopiero po jakimś czasie przyszło. Wtorek 24 marca był jednym z tych dni, w którym miałem potrzebę przeniesienia się do Rio 8 lat wstecz. Pewnie niezliczoną ilość razy będę tam jeszcze powracał.

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *