Miało być tak jak zawsze, czyli przeciwnik przyjeżdża na Santiago Bernabeu i zostaje połknięty bez zapitki. Miała być goleada, spokojne zwycięstwo i nadal nie zdobyta twierdza Madryt. W dotychczasowych 12 grach na własnym stadionie Real odprawił z kwitkiem wszystkich, wbił im 41 goli a stracił tylko 8. Komplet punktów i praktycznie w każdym przypadku stłamszenie rywala i wybicie mu z głowy jakichkolwiek nadziei na pozytywny rezultat. Tym razem zjawiła się Sevilla, ta sama która w 6 kolejce sezonu jako pierwsza urwała punkty Królewskim, pokonując ich 2:1. Od tego czasu sporo się zmieniło, Higuain i spółka kroczyli z reguły od zwycięstwa do zwycięstwa a Sevilla doznała 7 porażek i 4 razy dzieliła się z przeciwnikami punktami. Między innymi dlatego podopieczni Manolo Jiméneza znaleźli się na 4 miejscu w tabeli z aż 16 punktami straty do drugiego Realu. Kwestia mistrzostwa w tym sezonie została przez Sevillistas pogrzebana i to chyba nawet nie przez ich zachwiana formę i zbyt częste straty punktów ale przez ogromna siłę jaką prezentują Barcelona i Real.
Osobiście bardzo się z takiego obrotu sprawy cieszę, obserwuję kolejne tryumfy Królewskiego klubu i wierzę w skuteczną pracę Manuela Pellegriniego. Na początku było ciężko: pojawił się nowy trener, za grube miliony euro odmieniona została kadra, zaczęła się aklimatyzacja nowych graczy, poszukiwano własnego stylu. Bywało z tym różnie ale ogólnie Real wracał z pojedynków czy to ligowych, czy w Lidze Mistrzów z tarczą. Z meczu na mecz gra lepiej, notuje seryjnie zwycięstwa okraszając je przy okazji niezwykle skuteczną piłką. Sprawa mistrzowskiego tytułu, po rozegraniu 25 kolejek jest jak najbardziej otwarta, rzecz jasna rozstrzygnie się już tylko pomiędzy Realem a Barceloną ale w momencie gdy obie ekipy mają po 62 punkty zdarzyć się może wszystko. Chociaż obserwując ostatnie wyniki jednych i drugich to dochodzę do wniosku, że coś chyba w Barcelonie zaczyna szwankować… Wczorajszy ciężko wywalczony remis w Almerii, ostatnio równie nie łatwe 3 oczka w meczu z Malagą czy też niedawna porażka z Atletico mogą zwiastować delikatną obniżkę formy. Barca może i dalej gra swoje, długo utrzymuje się przy piłce, wymienia mnóstwo podań ale już nie jest tak samo skuteczna jak to miało miejsce w poprzednim sezonie. Rywali już nie rozgniata, przeciwnicy grają co raz skuteczniej i Barcelona musi się napocić aby zwyciężać. Być może coś się wypaliło i teraz potrzebne są zmiany? Już nie w tym sezonie ale od następnego. Niektórzy zawodnicy pożegnają się z Camp Nou, innych trzeba będzie sprowadzić i spróbować zaskoczyć wszystkich na nowo, tak samo jak to miało miejsce w momencie pojawienia się Pepa Guardioli. A Real? Już w tym wirze przemian się znalazł, już się cementuje i zaczyna powoli straszyć. W Primera Division robi swoje, podczas meczy grupowych Ligi Mistrzów również prezentował się przyzwoicie, jedyna rysa to Copa del Rey i niedawna wpadka w Lyonie. Już w najbliższą środę przekonamy się jaką siłą dysponują Królewscy i jak wielką są drużyną. Mając na uwadze, że tegoroczny finał Ligi Mistrzów rozgrywany będzie na Santiago Bernabeu wyeliminowanie Lyonu to priorytet. Siła rażenia w formacjach ofensywnych Realu jest ogromna i teraz tylko czy w parze z potencjałem strzeleckim pójdzie skuteczność? I to nie tylko w przodzie ale również z tyłu, co nie jest bez znaczenia.
Wracając jeszcze do meczu z Sevillą to oprócz niesamowitej i skutecznej końcówki, w której Real dopadł rywala i pozbawił go, wydawać by się mogło, szczególnie przy stanie 2:0, punktów zwrócić uwagę chciałbym na ilość oddanych strzałów. Goście z Andaluzji oddali zaledwie 2 strzały, gospodarze mieli tych strzałów…33! Wykorzystać udało się ich tylko 3 ale dwa razy była poprzeczka, raz słupek, skutecznych interwencji Palopa trudno zliczyć. Po tym zwycięstwie, kolejnym u siebie i już 7 z rzędu Real znalazł się na czele tabeli. Jak długo się tam znajdzie? Osobiście chciałbym aby już do końca, jak będzie to się okaże jednak obecna forma, rezultaty nastrajają optymistycznie. Jednego można być pewnym, kwietniowe Gran Derby szykują się niezwykle emocjonująco. Wszyscy ostrzą sobie na tę potyczkę zęby, mówi się że ten mecz może rozstrzygnąć o mistrzostwie i jak na razie wszystko na to wskazuje, że tak właśnie będzie, chociaż nie można zapominać, że do tego meczu zostanie rozegrane jeszcze kilka kolejek, w których wszystko zdarzyć się może.

