La Furia Roja miała podczas tych Mistrzostw przejechać się po rywalach jak walec, nie dając im żadnych złudzeń na korzystny rezultat. Miała grać tak jak grała podczas ostatniego Euro 2008 czy podczas eliminacyjnych gier do obecnego Mundialu. Miała niszczyć, miażdżyć, zachwycać i ośmieszać – wszyscy tego oczekiwali, nikt nie dopuszczał myśli, że może być inaczej.
Dzisiaj Hiszpanie są już w półfinale czyli wydawać by się mogło, że wszystko poszło zgodnie z planem. Dotarli tam gdzie udało im się tylko raz w historii (w 1950), w pewien sposób spełnili oczekiwania fanów i ekspertów jednak nie zachwycili. Daleko im było do stylu, który prezentowali przez ostatnie 2 lata, jak gdyby nie potrafili udźwignąć presji bo jednak większość uważała ich za głównego kandydata do złota. Ja również byłem w tym gronie, sądziłem że odprawią z kwitkiem kolejnych przeciwników, najpierw w grupie a potem w fazie pucharowej. Jakież było moje zdziwienie gdy już w pierwszym spotkaniu ze Szwajcarami przydarzyła im się wpadka. Porażka 0:1 zaskoczyła cały piłkarski świat, sprawiła, że notowania Hiszpanów troszeczkę się obniżyły, sprawiła że piłkarze tej reprezentacji zeszli pewnie pięterko niżej jeśli idzie o pewność siebie. Co prawda nigdzie publicznie nie twierdzili, że czują się mocniej aniżeli inne reprezentacje, jednak w podświadomości z całą pewnością siedziało u nich, że bać nie mogą się nikogo, że jak coś to ich powinni się obawiać. Udowodnili swoją wartość podczas ostatnich 34 międzynarodowych potyczek (od 31 maja 2008 do 8 czerwca 2010 wygrali 32 razy, raz zremisowali i raz przegrali), gdzie dosłownie przejechali się po rywalach aplikując im 90 bramek tracąc przy tym zaledwie 19 goli.
Oprócz tej niespodziewanej wpadki ze Szwajcarią później, jeśli idzie o wyniki było dobrze bo w 4 kolejnych grach wygrywali 4 razy. Nie grzeszyli przy tym skutecznością (w bramkach 6-1) ale dotarli w turnieju tam gdzie dotrzeć mieli. Mówi się, że Vicente Del Bosque nie ma wyklarowanego pomysłu na grę. Że nie wie, czy obok Davida Villi ma grac Fernando Torres czy może nowy napastnik Barcelony powinien w linii ataku występować sam? Hiszpania stara się grac swoje, widać że w jakimś stopniu wzoruje się na filozofii gry Barcelony. Ale różnica jest taka, że o ile jeszcze posiadanie piłki czy ilość wymienionych podań jest porównywalna to już ilość stwarzanych sytuacji bramkowych niekoniecznie. Zawodzi skuteczność (tylko 6 goli w całym Mundialu), Xaviemu bądź Inieście zdarzają się niedokładne (?) zagrania, wspomniany wyżej Torres jest cieniem samego siebie, jedynie Villa gra swoje, ciągnie to wszystko a jego bramki są szalenie istotne.
W dzisiejszym, arcyważnym meczu na drodze aktualnych Mistrzów Świata stoją Niemcy. Przed turniejem nie dawałbym większych szans podopiecznym Joachima Loewa, jednak w chwili obecnej te szanse są co najmniej 50 na 50 a nie wiem nawet czy nie skłoniłbym się bardziej w stronę Schweisteingera i spółki… Paradoksalne wydaje się to, że to własnie Niemcy graja po hiszpańsku a Hiszpanie po niemiecku. W momencie gdyby Hiszpania odzyskała swój dawny polot i gdyby Niemcy w dalszym ciągu grali swoje to wieczorny spektakl szykuje się niepowtarzalnie. Jeśli spojrzeć na pierwsze jedenastki obu ekip to bez wątpienia murowanym faworytem byliby Hiszpanie, grają w niej gwiazdy światowej piłki o wiele intensywniej świecące niż ich niemieccy przeciwnicy. Na papierze różnica jest dosyć spora, doświadczeniem też górują gracze z Półwyspu Iberyjskiego jednak mundialowa teraźniejszość pokazuje co innego. Wieczorny mecz będzie okazją do rewanżu dla Niemiec po porażce z Hiszpanią w finale Euro 2008 (0:1). Będzie szansą na powtórzenie wyczynu z roku 2002 (przegrany finał z Brazylią). Generalnie jeśli spojrzeć na 3 ostatnie Mundiale, to niemiecka drużyna 3 razy docierała do półfinału, pomimo tego że powszechnie nie była uważana za faworyta. W Korei i Japonii zdobyli srebrny medal, cztery lata później u siebie sięgnęli po brąz, więc tym razem może pora na złoto? Jednego troszeczkę żal: szkoda, że taki mecz zdarza się w półfinale, chętnie obejrzałbym to starcie w najważniejszym spotkaniu, w najbliższą niedzielę. Choć z drugiej strony nie jest powiedziane, że za niecałe 2 godziny piłkarze obu ekip nie rozgrzeją nas do czerwoności. Wielokrotnie zdarza się, że to właśnie półfinałowy bój jest o wiele bardziej pasjonujący aniżeli finał. Mam wielką nadzieję na taki właśnie scenariusz, na to, że będziemy świadkami niezapomnianego widowiska z mnóstwem goli i bajecznych akcji.

