WROBELS

Dwa razy H, czyli wielki finał Mundialu!

Nie wszystkim podobały się te kończące się Mistrzostwa Świata. Narzekanie było na wiele spraw: na kontrowersyjną piłkę Jabulani,  na kiepską organizację, na hałaśliwe Wuwuzele, na zimno, czy wreszcie na poziom sportowy, który wszystkich nie zadowolił. Nie było aż tak wielu goli jak na innych, wcześniejszych Mundialach, faworyci się potykali nader często a wielkie gwiazdy świeciły bardzo słabo…Niektórzy uważają, że te wszystkie winy mogą być odkupione w niedzielę. Wszystko co najgorsze może pójść w zapomnienie, jeśli tylko finał spełni oczekiwania, jeśli porwie wszystkich, olśni i oczaruje. Jest ku temu szansa, zarówno Holandia jak i Hiszpania może zapewnić show, ekscytujące widowisko, które będzie pamiętane na lata.

Po złotym golu Puyola w półfinale

Chyba mało kto typował taki finał. Oczywiście obie ekipy były brane pod uwagę jeśli idzie o końcowy tryumf, każda z osobna jest w stanie zwyciężyć, każda ma ogromną ilość bardzo dobrych zawodników, mogących przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Jednak typy były inne. O ile Hiszpania miała wystąpić w wielkim finale to już Holandia nie do końca… Myślano bardziej o Brazylii, o Argentynie czy o Niemcach. Podczas trwania turnieju, szczególnie Ci ostatni porwali wszystkich swoją postawą i z grona wszystkich faworytów usadowili się w ścisłej czołówce. Dwaj południowo amerykańscy giganci również prezentowali ciekawy futbol: Albicelestes pod wodzą Maradony grali skutecznie i widowiskowo a Canarinhos pod batutą Dungi prezentowali się solidnie, szczególnie jeśli idzie o defensywę ale również wydawali się dobrze poukładani jako całość. Inni wielcy: Francja i Włochy skompromitowali się już w grupach a Anglia i Portugalia wychyliły nosa tylko do 1/8.

Arjen Robben

Pozostała Hiszpania i w całym tym mundialowym tumulcie, niedoceniana troszeczkę Holandia. Mechaniczna Pomarańcza nie grała futbolu totalnego, nie zachwycała tak jak podczas Euro 2008 ale wygrywała. I to wszystko. Można było mieć obawy, brać te grupowe (Dania, Japonia, Kamerun) mecze i potyczkę w 1/8 (Słowacja) z dystansem ale w momencie gdy Holandia wyrzuciła z turnieju faworyzowaną Brazylię u wielu zaczęła się liczyć. La Roja wydaje się, że odzyskała błysk w  półfinale. Oczywiście dalej jest źle jeśli idzie choćby o skuteczność ale potrafili całkowicie zdominować rywala. Inna sprawa, że Niemcy chyba zbyt mocno wystraszyli się Hiszpanów ale to nie umniejsza zwycięzcom bo gołym okiem widać było kto kreował grę, kto miał więcej indywidualności, kto miał pomysł. To spotkania ustawiło Hiszpanię bardzo mocno psychicznie. Jeśli wcześniej nie do końca wierzyli we własne umiejętności (o ile jest to w ogóle możliwe) to po półfinale uwierzyć musieli. Ten mecz pokazał również, pomógł w pewnym sensie, że gra z jednym Villą w przodzie jest znacznie korzystniejsza aniżeli z Villą i Torresem. Zmienik zawodnika Liverpoolu – Pedro robił spore zamieszanie, zagęścił drugą linię co okazało się bardzo ważne. A Villa samotny przy bramce przeciwnika jest równie groźny jeśli ma kogoś u swojego boku. Zresztą ofensywna  siła Hiszpanii jest ogromna, praktycznie każdy gracz jest w stanie zdobyć gola, czy to Sergio Ramos hasający dzielnie po prawej stronie, czy Xabi Alonso bardzo często strzelający zza pola karnego, albo Puyol i Pique podczas stałych fragmentów gry.

Dirk Kuyt w meczu z Urugwajem

Del Bosque, jestem o tym przekonany, ustawi zespół tak samo jak w półfinale. Jeśli idzie o pierwszą jedenastkę i strategię. Jak na to odpowie Van Marwijk? Holandia podobnie jak jej finałowy rywal lubi grać piłką, lubi atak pozycyjny ale nie wyobrażam sobie aby to Hiszpanie cofnęli się na swoją połówkę i czyhali na jakąś kontrę. Pomoc Hiszpanów (Busquets, Alonso, Xavi, Iniesta, Pedro?) wydaje się być bardziej kreatywna, lepsza technicznie niż u rywala (Van Bommel, De Jong, Sneijder, Robben, Kuyt?). Generalnie patrząc na obie drużyny to Hiszpania bije rywala praktycznie w każdej formacji: od bramki (doświadczenie, klasa i umiejętności Casillasa w moim odczuciu są o co najmniej pięterko  wyżej niż Stekelenburg), po linię defensywną (Hiszpanie grają praktycznie cały turniej w tym samym ustawieniu z dwójką świetnie rozumiejących się stoperów oraz dwójką bocznych obrońców groźnie podłączających się do akcji ofensywnych natomiast w Holandii było różnie, zmieniali się obrońcy, co mogło wpływać na brak stabilności i zrozumienia), wspomnianą wyżej pomoc i atak (Villa jest w o wiele lepszej formie niż Van Persie co pokazuje choćby tabela strzelców).

Howard Webb, niedzielny rozjemca

Rzecz jasna zdarzyć się może wszystko, przedmeczowe spekulacje nie zawsze się sprawdzają. Finał takiego kalibru imprezy może spętać zawodnikom nogi, ranga spotkania jest przeogromna, mogą pojawiać się błędy. Najważniejsze aby tych błędów było jak najmniej. Potencjał obu ekip jest duży i obie zrobią wszystko aby niedzielnego wieczoru zawiesić medale ze złotego kruszcu na piersi i wznieść wysoko w górę Puchar Świata. Los wreszcie im wynagrodził to długoletnie czekanie na wygranie Mistrzostw Świata. Jedna i druga piłkarska nacja to ścisła światowa czołówka od dziesięcioleci, zawsze coś brakowało. Holandia miała okazję dwukrotnie (1974 i 1978) – Hiszpanie dostąpią zaszczytu pokazania się w finałowej grze po raz pierwszy.

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

2 komentarzeZostaw komentarz

  • David? Cześć! 🙂

    Pewnie, że im się należało! Za te wszystkie lata, za pechowe porażki, zawsze coś przeszkadzało… Dzisiejsze pokolenie jest chyba najbardziej utytułowane w historii, i nie chodzi tylko o samą Hiszpanię ale o wszystkie futbolowe nacje. Jestem szczęśliwy :-)))

    pozdrawiam!

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *