WROBELS

Fear of the Dark

Spotkałem się z opiniami, że album ten jest  słaby. Że co prawda znaleźć w nim można utwory monumentalne (a raczej jeden monumentalny, może inaczej: bardzo popularny i świetnie przez wszystkich znany – tytułowy Fear of the Dark) ale niektóre nie pasują i odstają poziomem od wcześniejszych, nagrywanych w latach 80. Czy tak jest w rzeczywistości? Każdy ma własne prawo do oceny i tych opinii będzie zapewne tyle ilu jest fanów ale moim zdaniem FOTD nie jest zły. Może nie jest tak wybitny jak choćby The Number of the Beast, Piece of Mind czy Seventh Son of a Seventh Son ale najgorszym z całą pewnością również nie jest. Oczywiście są słabsze i lepsze momenty, jednak jako ogół prezentuje się bardzo dobrze.

Okładka albumu

Fear of the Dark, czyli dwunasty album Iron Maiden wydany został w 1992 roku. W tym czasie zespół przechodził zmiany, zarówno na niwie artystycznej jak i personalnej. I nie były to niestety zmiany o charakterze pozytywnym, przyszło swego rodzaju zmęczenie, być może nastąpiło wypalenie, po złotej erze lat 80? Na pewno wypalił się Adrian Smith, który niestety nie angażował się zbytnio w życie Dziewicy i został przez pozostałych członków zespołu usunięty. Na jego miejsce przyszedł Janick Gers, który dodał świeżego powiewu energii i natchnął nowych kolegów do pracy. I tak powstał ,,Strach przed ciemnością”…

Każdy pewnie, po przesłuchaniu tego krążka, od razu wymieni piosenkę tytułową, jedną z najbardziej popularnych w całej historii grupy. Złowieszcze pierwsze 9 wersów z początkowym: I am a man who walks alone, And when I’m walking a dark road, At night or strolling through the park robią wrażenie i budzą tytułowy strach. Utwór skonstruowany na styl horroru, dający wyobrażenie, że wokół panują egipskie ciemności, że jest się samemu w odludnym miejscu i czuje się oddech kogoś, kto bezustannie nas śledzi i jest tuż, tuż za nami… Wtedy odczuwa się strach, strach przed ciemnością…  Ale są też inne, mniej lub bardziej udane, jak choćby spokojnie rozpoczynająca się a następnie delikatnie przyspieszająca, bardzo klimatyczna i emocjonalnie wyśpiewana ballada o wojnie w Zatoce Perskiej i generalnie o bezsensie jakiejkolwiek wojny – Afraid to Shoot Strangers, albo bardzo szybkie Be Quick or Be Dead, pierwszą piosenkę na płycie a zarazem singiel promujący album. Ten utwór cechuje się bardzo szybkim galopem, nawiązuje do dwóch pierwszych albumów grupy, kiedy chłopcy grali dziko, szalenie, z wielką werwą, genialnie pasuje na początek krążka, który dzięki niemu już na starcie dostaje wiele pozytywnych emocji…  Kolejne dwa single to łagodna ballada (jedyna ballada w historii, która jest singlem) – Wasting Love (przedstawiający mężczyznę z wytatuowanymi imionami kobiet, które zostały przez niego zdobyte. Niestety wszystkie w pewnym momencie go porzuciły, toteż popada w depresję, smutek i samotność…)  oraz From Here to Eternity, czyli opowieść o znajomości kobiety z motocyklistą. Mówi się, że w tej kompozycji zawarta jest kontynuacja sagi o Charlotte – wymyślonej prostytutce, pojawiającej się w tekstach Iron Maiden. Troszeczkę gorzej z powyższymi wypadają skomponowany przez Steva Harrisa – The Fugitive oraz Chains of Misery, które wyszło z głów Bruce’a Dickinsona i Dave’a Murraya. Są one bardzo do siebie podobne, stworzone jakby na jedną nutę, bez emocji i zrywów. Czegoś w nich brakowało, mnie przynajmniej nie rzuciły na kolana. O wiele lepiej ma się Childhood’s End – niby też spokojne, bez większych przyspieszeń tempa, niemniej jednak wciąga. Nie wiem, może wykonanie Dickinsona dodaje tej piosence uroku, może właśnie ten spokój i poukładanie muzyczne? A może zawartość tej piosenki i poruszony w niej problem dzieci z trzeciego świata? Podobne, pozytywne odczucia mną targają gdy słyszę Judas Be My Guide. Porywa od samego początku rozpoczynającym się gitarowym solem, potem elektryzującą muzyką, która cały czas szyta jest wokalem Bruce’a. Szybki, nie długi, konkretny kawałek. Z kolei siłą wcześniejszego The Aparrition to interesujący tekst, opowiadający o tym jak żyć. Ktoś z zaświatów podpowiada nam, daje dobre rady i instruuje. Przedostatni utwór na płycie to Weekend Warrior. Tekst mówi o weekendowych wojownikach a konkretniej o chuliganach, którzy tylko czekają na przyjazd zwaśnionej grupy kibiców. Sam mecz ich nie interesuje, liczy się tylko zadyma. Pozostaje ostatni (4 kawałek na płycie) Fear Is the Key. Jest to, przynajmniej w pierwszej fazie trwania utworu spokojna kompozycja, dopiero w drugiej części delikatnie przyspiesza, Bruce śpiewa trochę szybciej, ożywiają się gitary. Muzycy skupili się tutaj na problemie AIDS, który pojawił się na początku lat 90. Wcześniej do woli można było korzystać z uciech życia, teraz wirus zaczyna zbierać co raz to większe żniwo. I nie chodzi tylko o zwykłych ludzi, chorują i nie rzadko umierają znani i lubiani. To przeraża, panuje psychoza strachu…

Album ten firmowała światowa trasa koncertowa Fear of the Dark Tour, która obejmowała wszystkie kontynenty (poza Czarnym Lądem). Przez 6 miesięcy (pierwszy koncert 3 czerwca 1992 roku w Norwich, w Anglii a ostatni 4 listopada w Tokyo) rozegrano 68 koncertów a każdy z nich liczył 20 utworów.

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

2 komentarzeZostaw komentarz

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *