Półwysep Iveragh to miejsce, które odwiedza się bardzo chętnie. Turyści przyjeżdżający do Irlandii niezwykle często wybierają się właśnie w rejony południowo-zachodnie. Choć mało kto pewnie wie, że Iveragh Peninsula to inaczej tak zwany Pierścień Kerry (Pętla Kerry) – wspaniała trasa widokowa biegnąca dookoła półwyspu, o długości około 180 kilometrów.
KULT RING OF KERRY
Dlaczego tak w ogóle panuje kult Ring of Kerry wśród ludzi lubujących się w wyjazdach i zwiedzaniu Zielonej Wyspy? Cóż sprawia, że tłumnie, szczególnie w miesiącach letnich tłumnie, całe korowody samochodów podążają w tę stronę? Odpowiedź wydaje się prosta i oczywista.
Kraina ta ma bowiem w sobie chyba wszystko, co w Irlandii najlepsze, czego się szuka i co najchętniej chciałoby się zobaczyć. Jest wszechobecny ocean, są zatoki większe lub mniejsze, są piaszczyste plaże, płyną rzeczki, góry spoglądają z każdej niemal strony. W tychże górach są przełęcze, są widowiskowe doliny, wąziutkie, przyklejone do stromych ścian drogi. W wielu miejscach rozsypane są piękne i czyste niczym łza jeziora, jest mnóstwo małych, typowo irlandzkich miejscowości, są kilometry kamiennych murków. Są stare i stylowe mosty, są wyspy, przylądki i strome urwiska, wpadające wprost do oceanu. Kto ma ochotę zobaczyć ruiny historycznych budowli? Również znajdzie. Są średniowieczne zamczyska, są jeszcze starsze kamienne forty, są opactwa, klasztory, kościoły, są pałacyki i domy sławnych ludzi. Są zjawiskowe ogrody, widowiskowe wodospady, prehistoryczne kamienne kręgi i cała masa innych, rytualnych kamieni. Każdy znajdzie coś dla siebie i nikt nie będzie zawiedziony.
Nasza wizyta na Półwyspie Iveragh zaczęła się w Killorglin – niewielkim miasteczku leżącym nad rzeką Laune. Chcieliśmy objechać cały półwysep słynną Pętlą Kerry, w międzyczasie gdzieś przenocować, postarać się zobaczyć co najważniejsze rzeczy i miejsca a następnie udać się w drogę powrotna do domu. Mieliśmy na to niecałe dwa dni…
W KILLORGLIN

Przyjechaliśmy do Killorglin prosto z Półwyspu Dingle. Z samego miasta Dingle jest około 50 kilometrów i podróż trwa godzinę. Nasz postój w tym miasteczku, które jest uważane za początek Pętli Kerry, również miał mieć maksymalnie 60 minut. Uznaliśmy, że należy uzupełnić zapasy pożywienia, trochę odpocząć, nabrać sił przed dalszą jazdą a przy okazji rozglądnąć się po okolicy. Zatrzymaliśmy się na nie dużym, ziemno – żwirowym parkingu, usytuowanym tuż nad rzeką Laune. Od razu rzucił nam się w oczy kamienny most (przez który notabene przejeżdżaliśmy parę chwil wcześniej) z ośmioma arkadami, który powstał w 1885 roku. W tym miejscu po raz pierwszy poszedł w ruch aparat, piękny most wraz z rzeką i szeregowo ustawionymi domkami zostały uwiecznione. Ruszyliśmy w miasto. Wydało nam się one dość żwawe, wąskie uliczki tętniły życiem, ludzie maszerowali w różne strony, samochody raz po raz przemykały obok nas. Killorglin położone jest na wzniesieniu, ulice maja różne poziomy, raz idzie się pod górkę, następnie z górki się schodzi. Budynki, w większości dwu lub trzypiętrowe, momentami sprawiały wrażenie lekko klaustrofobicznych, choć w innych miejscach było dość sporo przestrzeni. Tak jak na przykład miejscówka (duży parking), w której co jakiś czas rozkładano się z budami i tworzono targ. Dzieje się tak do dzisiaj, choć tradycje związane z kupiectwem zakorzenione są od dawien dawna. Killorglin leży na przecięciu szlaków komunikacyjnych, tak więc sprzyjało to rozwojowi handlu w tym mieście.

PUCK FAIR FESTIVAL
Byliśmy w tym mieście we wrześniu ale gdyby komuś udało się tam zawitać w sierpniu, a konkretniej 10, 11 i 12 tego miesiąca, to natrafiłby na Puck Fair. Jest to festiwal znany na całą Irlandię, zjeżdża się tam wtedy cała rzesza turystów oraz okolicznych mieszkańców (w tym roku spodziewany jest najazd aż 100 000 ludzi), wszyscy bawią się w najlepsze podczas rozmaitych zabaw, występów i koncertów. Alkohol leje się wówczas strumieniami, puby otwarte są do białego rana a w nocy, ostatniego dnia odbywa się pokaz sztucznych ogni. Kulminacją festiwalu jest koronacja kozła. Odbywa się to w ten sposób, że grupka ludzi idzie wysoko w góry i przyprowadza stamtąd do miasta dzikiego kozła. Koza jest nagrodą dla Królowej Puck Fair, wybieranej każdego roku spośród młodych dziewcząt, z lokalnych szkół podstawowych. Po wszystkim kozę umieszcza się w klatce wiszącej w samym centrum miasta i zaczyna się zabawę. Nikt do końca nie wie, kiedy to święto się zaczęło. Pada wiek 16, choć nie wyklucza się, że festiwal pochodzi z czasów pogańskich, kiedy to podczas celtyckiego święta Lughnasa składano ofiary tuż przed rozpoczęciem żniw. Kozę uważano również za pogański symbol płodności. Sam kozioł doczekał się pomnika, rzeźba Króla Pucka (koronowanego kozła) stoi przy moście, po wschodniej stronie miasteczka.




Wydaje się, że najlepszym momentem na odwiedzenie Killorglin jest właśnie ten festiwalowy czas. Wtedy można tam pobyć te 2-3 dni, w innym przypadku wystarczy parę godzin. My nie mieliśmy aż tyle. Zrobiliśmy sobie szybki spacer i spoglądaliśmy na wszystko co nas otaczało trochę w biegu (choć poruszaliśmy się spacerkiem). Przechadzka obejmowała centrum miasta, zahaczyliśmy o dwa sklepy i wróciliśmy do auta. Czas było na dalszą drogę. Dopiero rozpoczynaliśmy naszą przygodę z Półwyspem Iveragh i chcieliśmy uszczknąć z niego jak najwięcej. Killorglin było naszą pierwszą stacją, nie planowaną, aczkolwiek całkiem przyjemną.