Rok 1588. Statki należące do Hiszpańskiej Armady, po przegranej bitwie pod Gravelines z angielską flotą marynarki wojennej uciekają w kierunku Morza Pónocnego oraz Atlantyku. Niezwyciężona do tej pory Armada musi się ewakuować. Mnóstwo uszkodzonych i pozbawionych zapasów statków dryfuje zbyt blisko wybrzeża Irlandii. W okolicach Streedagh Point trzy z nich dopada okrutna nawałnica, okręty osiadają na mieliźnie a następnie zostają rozbite przez żywioł. Ponad tysiąc marynarzy i żołnierzy tonie a ci którzy docierają do brzegu zostają zmasakrowani przez angielskich żolnierzy stacjonujących w Sligo. Tylko nielicznym udaje się przetrwać, szczęciarze dostają pomoc od irlandzkiej, lokalnej społeczności…
O czym myśleli przerażeni, na skraju wyczerpania oraz powoli żegnający się z życiem Hiszpanie? Na pewno nie zachwycali się zjawiskowymi pejzażami, których w tym rejonie Irlandii nie brakuje. Plan był prosty, trzeba było dostać się z powrotem na Półwysep Iberyjski. Za wszelką cenę, pomimo uszkodzeń, błędów nawigacyjnych czy różnego rodzaju przeciwności, jakkolwiek. Życie napisało jednak dla nich znacznie mniej optymistyczny scenariusz…
Rok 2018. Zapinam smycz i idę na krótką przechadzkę. Nie ma wielkich tłumów na plaży. Część osób spaceruje, trochę wyleguje się na piasku, niektórzy stoją bądź kąpią się w wodzie. Sammy uwielbia spacery, na plaży czuje się jak ryba w wodzie: przestrzeń, wiatr, woda – dla psa wymarzone połączenie. Najczęściej, prawdę mówiąć praktycznie zawsze, wychodzimy z Samikiem maszerującym na smyczy. Zdarzało się w lesie, że chodził sobie luzem i miewało miejsce właśnie na plaży. Samik z reguły nie ucieka daleko, przywołany w miarę szybko przybiega, choć czasem załącza mu się szwędanie i wywąchywanie wszystkiego co się na nos napatoczy, wówczas bywa bardziej oporny.
Ruszamy spod piaszczystej linii wydm i idziemy w lewą stronę. W zasięgu wzroku są charakterystyczne, czarne i kanciaste karbonowe skały wapienne. Jakby ponakładały się na siebie warstwami. Są bardzo stare – powstały jakieś 400 milionów lat temu. Co wówczas działo się na Ziemi? Tworzyły się rozmaite skały w miejscu dzisiejszej północnej Irlandii, na lądy z morza wychodziły pierwsze organizmy, zamknął się prehistoryczny Ocean Japetus a także rozwijały się rośliny lądowe i pajęczaki. A co jest aktualnie? Obecnie trzeba uważać i mądrze stawiać kroki. Podłoże jest śliskie, bardzo łatwo można się przewrócić. Kamienie obrastają glony, tworzą się zagłębienia, w których gromadzi się woda. Przeskakujemy z jednego głazu na drugi, Samik radzi sobie bardzo sprawnie, fika niczym kozica górska na stromych zboczach góry. Nie ma tutaj żadnych ludzi, nikt się w to miejsce nie zapuszcza, każdy woli równą, piaszczystą plażę i krótszy dystans z samochodu na koc.
Odwracam się plecami do oceanu. W odległości kilku kilometrów widzę Ben Bulbena. Najsłynniejsza góra hrabstwa Sligo niczym okręt, dumnie stoi w tym samym miejscu nieprzerwanie od 320 milionów lat i z utęsknieniem zerka w stronę oceanu. 526 metrowa góra stołowa, z płaskim szczytem i specyficznymi bruzdami od strony północnej, jest bardzo wdzięcznym obiektem do fotografowania – fotografowie ze wszystkich stron świata przyjeżdżają tu specjalnie dla niej, rozstawiają sprzęt i ją uwieczniają.


Od strony morskich głębin mamy inną ciekawą atrakcję, która na dobre wbiła się w lokalną historię. Z odległości co prawda widać tylko wyspę ale gdyby bliżej podpłynąć to zobaczylibyśmy coś więcej. Inishmurray Island skrywa swoje tajemnice, dziś niestety jest już opuszczona ale gwarantuję Wam, że działo się tam na przestrzeni wieków bardzo wiele niezapomnianych rzeczy. Mieszkańcy tej skalistej wyspy nie mieli łatwego życia, musieli się przystosować do trudnych i surowych warunków tam panujących. Pomagały im w tym mocne charaktery, bo trzeba zauważyć, że byli to bardzo charakterni ludzie; zresztą wszyscy mieszkańcy wysp, czy to tych irlandzkich, czy jakichkolwiek innych muszą wykazywać się tą właśnie cechą, w innym przypadku najprawdopodobniej nie udałoby im się przetrwać. Charakter to jedno ale równie ważna, jeśli idzie o wyspiarzy z Innishmurray, jest wiara w Boga. Byli to ludzie bardzo wierzący, nierzadko bogobojni, lecz to im najwyraźniej pomagało i z całą pewnością w jakiś sposób chroniło.
Wracamy w kierunku naszego obozowiska. Gdyby pójść w drugą stronę, w kierunku przeciwnym od nieregularnych skał i glonami obrośniętych kamieni, to można by iść niemal bez końca. 3 kilometrowa plaża może nie jest najdłużsżą plażą na świecie ale swoje trzeba przejść aby ją pokonać. Nie doświadczyliśmy tego, lecz sporo osób maszerowało i dochodziło gdzieś tam daleko, hen, na drugą stronę.


Jeśliby się dobrze przyjrzeć, to przy dobrej pogodzie można dostrzec Classiebawn Castle. Słynny zamek znajdujący się tuż obok Mullaghmore – innego chętnie odwiedzanego miejsca – to kolejny, bardzo popularny, fotograficzny obiekt. Niektóre jego zdjęcia prezentują się zjawiskowo, przy odpowiednich warunkach atmosferycznych i dobrej miejscówce, można ustrzelić naprawdę uroczy moment.
Skupialiśmy się głównie na najbliższej okolicy, nie uprawialiśmy dalekich wędrówek, kręciliśmy się raczej przy początku plaży, nie daleko od zaparkowanych samochodów. Pokonując kamienie i wdrapując się na piaszczystą, trawami porośniętą wydmę, ukazuje nam się wspaniała panorama. Punktem kulminacyjnym jest wspomniany wcześniej Benbulben ale w zasięgu wzroku mamy również sporo innych zajmujących rzeczy. Na pierwszym planie widzimy wodę. Streedagh Beach znajduje się na wąskiej mierzeji i od strony lądu stworzyła się średnich rozmiarów zatoka. Przyjeżdżając w to miejsce samochodem parkuje się prawie na plaży (nad zatoczką) i wskazane jest aby być tutaj w tym temacie czujnym, bo przypływ potrafi sprawić, że zaparkowane auta opatuli woda. W dalszej perspektywie widać luźno rozsiane domu, skrawki pól, małą mieścinkę Grange i szczyty górskie Dartry Mountains.


Po plaży szwendają się ludzie , często z czworonogami u boku, ale żwawo pomyka również jeździec na quadzie. Ktoś próbuje zaprzyjaźnić się z wiatrem, sprawnie manewruje linkami i sprawia, że latawiec wykonuje karkołomne ewolucje na wysokościach. Wspinamy się na najwyższą w okolicy wydmę, jest dosyć stromo ale wszyscy meldujemy się na szczycie. Dzieci zsuwają się w dół mając przy tym nieopisaną frajdę. Na dole rozmawiamy z grupką spacerowiczów, okazuje się, że mieszkają w okolicy, znają Streedagh i wszystkie tutejsze zakamarki. Wymieniamy się różnymi spostrzeżeniami, opowiadamy swoje krótkie historie, wszystko odbywa się w bardzo przyjemnej atmosferze, jest dużo śmiechów i uśmiechów.
W obecnych czasach Streedagh Beach służy głównie turystom. Jest to świetna alternatywa dla innych popularnych plaż hrabstwa Sligo. Sporo osób wybiera plaże w Enniscrone, Strandhill, Rosses Point, Mullaghmore czy Bundoran należące już do Co. Donegal ale według mnie warto również dać szansę tej w Streedagh. Jest urocza oraz ładnie położona, rozmiarowo w sam raz i mam wrażenie, że nie tak oblegana jak te powyższe. Ważną sprawą jest fakt, że niedaleko z niej do wody (np. w Enniscrone i Bundoran trzeba sporo przejść aby się w tej wodzie znaleźć), co jest istotne gdy są z nami dzieci. Jedyną niedogodnością może być fakt, że nie ma tam żadnej bazy gastronomicznej. Trzeba mieć ze sobą prowiant bo inaczej będzie się głodnym – chyba, że skorzystamy ze sklepów w Grange (5 minut od plaży).
Pomimo, że mieszkamy od oceanu jakieś 90 kilometrów, to jednak czasem do niego ciągnie. Nigdy nie byłem jakimś wielkim miłośnikiem morza (prawdę mówiąc byłem bardziej fanem gór) ale powiem szczerze, że chciałoby się poobcować z Atlantykiem częściej. Pewnie mając to na co dzień, byłaby szansa, że by spowszedniało, niemniej jednak, wydaje się że coś tracimy.
Jeśli ktoś znajdzie się na plaży Streedagh i po jej zwiedzeniu miałby jeszcze trochę wolnego czasu/jasnego dnia/sił, to może podjechać do dwóch interesujących miejsc. Godnych uwagi pozycji jest w tych rejonach oczywiście znacznie więcej, niemniej jednak te dwie konkretne można sprawnie z plażą Streedagh połączyć. Są to atrakcje znajdujące się na świeżym powietrzu, w obu przypadkach niezbędny jest samochód a w jednej z nich należy użyć siły własnych mięśni (głównie nóg). Cóż to za miejsca? Dowiecie się w następnych odcinkach/wpisach!





