Oratorium Gallarus jest najlepiej zachowanym kościołem wczesnochrześcijańskim w Irlandii. Ta jedyna w swoim rodzaju budowla, przypominająca odwróconą łódź, znajduje się na Półwyspie Dingle, w hrabstwie Kerry i została wzniesiona pomiędzy 7 a 9 wiekiem naszej ery (broszura z Centrum Informacyjnego podaje rok 700). Kiedyś była miejscem kultu miejscowych rolników, dzisiaj stanowi atrakcję turystyczną, która jest chętnie odwiedzana.
Podczas naszej przejażdżki po Półwyspie Dingle również mieliśmy w planach zobaczyć Gallarus Oratory. Był to ostatni punkt zwiedzania tuż przed wyruszeniem na Pętlę Kerry, której także należało poświęcić trochę czasu.
Z miejsca, gdzie rozłożyliśmy się na ostatnią noc, do Oratorium był rzut beretem, mniej więcej 8 kilometrów. Dzionek rozpoczął nam się o godzinie 7:30. Jak to było w zwyczaju, tuż po przebudzeniu, czynnością bardzo przyjemną i możliwą jedynie w sytuacji, w której się znaleźliśmy, było wyjście z namiotu i zerknięcie na Ocean. Za każdym razem jest tak samo, rześkość i powiew świeżości witające nie do końca jeszcze rozbudzone ciało, smakują przednio. Tym razem oprócz doznań, że tak powiem ,,cielesnych”, towarzyszyły towarzyszyły doznania wizualne, bo według mnie widoki z Clogher Head (gdzie nocowaliśmy) na Zatokę Clogher, na plażę, na Sybil Point, na Trzy Siostry a w dalszej perspektywie na Brandon Mountain to najlepsza panorama na całym Dingle Peninsula. Mieliśmy szczęście, że postanowiliśmy tam pozostać na noc, że nie był to tylko moment, tak aby podjechać, pstryknąć parę fotek i pojechać dalej. Zrobilibyśmy wielki błąd. Dobrze, że stało się inaczej.
Po złożeniu całego ekwipunku postanowiliśmy jeszcze zawitać na moment, na plaży. Krótki rekonesans, kilka zdjęć okolicy właśnie z tej perspektywy i po kilkunastu minutach powrót do auta. Trzeba było ruszać dalej, ze względu na zbyt szybko uciekający czas a także na burzę, która właśnie nadciągała od strony Atlantyku.
Znaleźliśmy się spowrotem na drodze R559 i po około 10 minutach staliśmy na parkingu, tuż obok Centrum Informacyjnego przy Gallarus Oratory. Wszystko, co zobaczyliśmy sprawiało wrażenie nowego, wyremontowanego. Czy to droga, która nas tam przywiodła, czy obszerny parking czy też budynki samego Centrum. Weszliśmy do środka i kupiliśmy bilety. Wejściówki upoważniały nas do zwiedzenia Kaplicy oraz do zobaczenia filmu.
Z Gallarus Visitor Centre do głównej atrakcji prowadzi około 200 metrowa dróżka. Po pokonaniu tego odcinka staliśmy oko w oko z tym surowym i niepowtarzalnym budynkiem.

Jest to prosta struktura, wykonana z okolicznych, starannie ociosanych kamieni. Nie używam zaprawy, choć znaleziono małe jej ilości, co może sugerować, że Oratorium pierwotnie, zarówno w środku jak i na zewnątrz, mogło być otynkowane. Podstawa ma kształt prostokąta, ściany lekko pochylone, spotykają się u góry i tworzą dach. Całość to 8 metrów długości, 5 szerokości i 5 wysokości. Przy budowie dachu wykorzystano technikę opracowaną w czasach Neolitu. Kamienie, różnej wielkości, poprzekładano w taki sposób, że woda nie była w stanie przedostać się do wnętrza. Do środka wchodzi się przez 2 metrowej wysokości drzwi, panuje tam półmrok, jest tylko jedno małe, okrągłe okienko na przeciw drzwi wejściowych. Miejscowa legenda głosi, że jeśli ktoś wychodzi z Kaplicy przez okno, to jego dusza zostanie oczyszczona. Szkopuł w tym, że ów okienko ma zaledwie 18 cm długości i 12 cm szerokości…
Byliśmy szczęściarzami, że podczas naszej wizyty w Oratorium, towarzyszyła nam słoneczna pogoda. Gdy zwiedza się tego typu miejsca, to ciepła i klarowna aura z całą pewnością pomaga. Nastraja optymistycznie i wszystko wtedy lepiej smakuje, lepiej się przyswaja. Nam ogarnięcie tej zadziwiającej budowli nie przyszło łatwo. Budziła ona w nas podziw, chyliliśmy czoła przed ludźmi, którzy w tak trudnych czasach potrafili wznieść takie cudo. Jak porządna to była maestria, niech świadczy fakt, że przez te 1300 lat, nie trzeba tam było robić praktycznie żadnych napraw i rekonstrukcji. Tak jak stało paręnaście wieków temu, tak samo stoi dzisiaj. Jedynym, niewielkim defektem, jest lekkie ugięcie kamiennego dachu, na jednej ze stron Oratorium.


Wróciliśmy spowrotem do budynku Informacji, gdzie oddano nam ówcześnie zostawione do naładowania baterie od aparatu i skierowano na projekcję filmu. W małym budyneczku mieściła się równie mała salka, w której wyświetlano miejsca warte zobaczenia na Półwyspie Dingle. Większość pokazana była z lotu ptaka, towarzyszyły temu celtyckie brzmienia oraz spokojny komentarz narratora. Trwało to góra 20 minut. Tuż przed odjazdem zahaczyliśmy jeszcze do przytulnej kawiarenki, mieszczącej się na piętrze. Zamówiliśmy po kawie i wstępnie omówiliśmy jak wyglądać będzie nasza wizyta na Pętli Kerry. Na zegarku wskazówka przekroczyła południe, był czwartek i pozostało już tylko niecałe dwa dni podróży.
Chcieliśmy zobaczyć możliwie jak najwięcej, choć w tak krótkim czasie, trzeba się było sprężyć aby tego dokonać. Niemniej jednak czekaliśmy na Półwysep Iveragh niecierpliwie, z nastawieniem niezwykle optymistycznym. No i oczywiście żegnaliśmy się z Półwyspem Dingle w równie radosnych nastrojach. Byliśmy spełnieni.

Najładniejsze zdjęcia Gallarusa jakie widziałem do tej pory.
Cieszę się. Przypuszczam, że chodzi o te 2 fotki powyżej 🙂
Zwlaszcza trzecie od góry, super swiatlo.
Co do światła zgodzę się z Pendragonem 🙂 Zdjęcie jest świetne!
Podziękowania należą się mojemu współtowarzyszowi podróży. Generalnie to jego zdjęcia dodają kolorytu temu blogowi 🙂