Kto może w Polsce jako jeden jedyny dorównać murzynom amerykańskim w bluesie ogólno pojętym? Jest taki jeden ktoś…Nie przechadza się na co dzień ulicami Alabamy, Luizjany czy Missisipi ,mieszka od lat w Katowicach i w swojej twórczości utożsamia się ze Śląskiem.
Jan ‘’Kyks’’ Skrzek, bo jego mam na myśli, dla wielu jest kwintesencją polskiego bluesa. Co prawda mamy świetnych bluesmanów ze Sławkiem Wierzcholskim i jego Nocną Zmianą Bluesa na czele ale to właśnie Janek Skrzek ma w sobie to coś, co pomaga innym podjąć taki właśnie osąd. Jonek podczas koncertów daje z siebie całego siebie , cechuje go niesamowity autentyzm, można powiedzieć: ‘’swój chłop!’’ Jego barwa głosu jest chyba bardziej czarna od niektórych bluesmanów rodem z ameryki, jest szorstka, miejscami brutalna… Jego wrodzona naturalność przysparza mu mnóstwo fanów, fanów czujących bluesa, którzy dali się porwać świetnej muzyce Janka. Za co Go można jeszcze cenić? Dla mnie jest wielki za jego specyficzne poczucie humoru, nie znam Jonka na co dzień ale jestem pewien, że jego żart i humor jest na najwyższym poziomie.  Miałem w swoim życiu okazję być parę razy na koncertach Janka Skrzeka, uzbierało się ich bodajże 5. Były to występy podczas paprocańskich festiwali ‘’Ku Przestrodze’’, raz gościłem na zabrzańskich ‘’Bluesidłach’’ gdzie Kyks był jedną z zaproszonych gwiazd. Ostatni raz słyszałem na żywo Jonka podczas występu Śląskiej Grupy Bluesowej z Leszkiem Winderem, Michałem ”Gierem” Giercuszkiewiczem oraz Mirosławem Rzepą, którzy dali koncert w Siemianowicach Śląskich. Jednak najbardziej w pamięci utknie mi wizyta w katowickiej knajpie, gdzie Kyks grał dla 30-40 może osób, które się tam znajdowały. Było to coś innego jak koncerty, niż festiwale, można było być z Kyksem na wyciągnięcie ręki, można było z nim zamienić parę zdań. Z reguły takie knajpiane granie jest najbardziej prawdziwe, naturalne, najlepsze. Janek trzymał fason do końca, pomimo że miał już w sobie troszkę złocistego trunku grał jak natchniony . Jego blues rozchodził się wszędzie, można było go poczuć, nasiąknął zarówno murami lokalu jak i nami. Na koniec zdobyłem autograf i szczęśliwy udałem się w drogę powrotną do domu.  Jan ”Kyks” Skrzek z pewnością pozostanie w moim muzycznym światku na zawsze, ogarnia mnie wielka radość, że jest po prostu, że tworzy, koncertuje i daje mnóstwo zadowolenia. Dziękuje Ci Janku!