WROBELS

Ciężka dola polskich bramkarzy…

Nie tak wyobrażał sobie Łukasz Fabiański występ w bramce Arsenalu podczas wczorajszej potyczki jego drużyny przeciwko FC Porto podczas pierwszego  meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów… Dostał niepowtarzalną szansę na pokazanie się i być może na dłuższy na dłuższe zadomowienie w bramce Kanonierów a tymczasem będzie chciał o tym meczu jak najprędzej zapomnieć.

Koszmarne dwa błędy zaowocowały golami dla gospodarzy i ostateczną porażką 1:2. Nie wiem dlaczego tak się stało ale pewne jest, że Fabiański szansy od losu (dla kontuzjowanego Almunii los w negatywnym tego słowa znaczeniu) nie wykorzystał.  Jeszcze nie tak dawno mówiło się o Polskiej Szkole Bramkarzy. Golkiperzy znad Wisły byli w świecie cenieni, wielu wyjeżdżało grać zagranicę a kadra narodowa przeważnie miała kłopot bogactwa. Widzieliśmy w nich ogromne talenty i cieszyliśmy się ich dobrą dyspozycją. Tylko, że od momentów Jerzego Dudka na Anfield Road sporo się w tej kwestii zmieniło. Prawdę mówiąc dzisiaj jest już tylko Artur Boruc, który notabene oprócz bardzo dobrych gier tyle samo ma niestety kiepskich. Lecz oprócz Boruca, na emigracji (z bardziej znanych nazwisk) zostali nam już tylko bramkarze co najwyżej pełniący funkcję rezerwowych w swoich klubach. W Realu Madryt – niedawny bohater Polaków – Jerzy Dudek, w Manchesterze United – Tomasz Kuszczak, W Celticu Glasgow – zmiennik Boruca, Łukasz Załuska czy też w Arsenalu właśnie – Łukasz Fabiański. Były bramkarz warszawskiej Legii trafił do Londyny w maju 2007 roku. Od tego czasu tylko 9-krotnie wystąpił w meczach Premiership. Głównie grywał w FA Cup (8 spotkań), Carling Cup (10 meczy) bądź też w Lidze Mistrzów (5 gier). Biorąc pod uwagę, że Fabiański siedzi już w Arsenalu 3 lata to tych spotkań jest wyjątkowo mało… Odchodził, można powiedzieć w chwale (z Legią zdobył Mistrzostwo Polski oraz dwa razy został uznany najlepszym bramkarzem Ekstraklasy) będąc pewnym i nie zastąpionym punktem swojej drużyny. Ale jednak nie od dziś wiadomo, że Polska a Zachód Europy to zupełnie coś innego. Jak to często bywa z naszymi kopaczami wyjeżdżającymi na podbijanie Europy tak samo stało się z Fabiańskim: sporadyczne występy i głównie ławka rezerwowych. Oczywiście ciężko jest wejść w mecz i to w dodatku o takim ciężarze gatunkowym w momencie gdy głównie wysiaduje się ławkę ale dla dobra Łukasza byłoby pokazać się z jak najlepszej strony. No chyba, że brakuje talentu i może czas pomyśleć o klubie z pięterka niżej? Bo jeśli nie udało się przebić do pierwszej jedenastki przez tyle czasu to chyba należy zmienić otoczenie. Jurek Dudek może sobie pozwolić na ławkę rezerwowych, on już sobie markę w Europie wyrobił, swoje się nagrał a w dodatku ma już na karku 37 lat i bliżej mu do końca kariery niż do początku. Co innego Fabiański, jest w kwiecie wieku i jeśli myśli poważnie o swojej karierze powinien czym prędzej coś z nią zrobić, powinien zdecydować się na zmianę.

Kuszczak w akcji

W podobnej sytuacji do Łukasza Fabiańskiego znajduje się inny polski bramkarz, grający/grzejący ławkę w wielkim klubie – Tomasz Kuszczak. O ile jego odpowiednik z Arsenalu grywa bardzo rzadko to już Kuszczak tylko rzadko. Od momentu pojawienia się byłego golkipera West Bromwich Albion na Old Trafford rozegrał on 27 gier w lidze i ogólnie wybiegał 50 razy na boisko w barwach Czerwonych Diabłów. Jest zmiennikiem Van Der Sara i tylko patrzeć aż zastąpi na stałe w bramce United słynnego Holendra. Tyle, że… 39- latek całkiem poważnie zastanawia się nad podpisaniem kolejnego, rocznego kontraktu. To by oznaczało, i już nawet Kuszczak zadeklarował, że momencie pozostania w Manchesterze Van Der Sara, Polak będzie szukał nowego pracodawcy. W moim odczuciu Kuszczak jest bardziej ambitny aniżeli Fabiański. I nie tylko dlatego, że realnie myśli o zmianie barw klubowych aby częściej grać ale generalnie jest chyba bardziej pewny siebie, bardziej charyzmatyczny, mający po prostu jaja. Fabian też ma, ale wydają się one mniejsze.

Jaki jest wspólny mianownik naszych bramkarskich gwiazd? Zarówno Dudek, Boruc, Fabiański i Kuszczak oprócz fenomenalnych parad i występów mają też na koncie koszmarne i niezrozumiałe błędy. Klasowym bramkarzom, tym z najwyższej światowej półki takie wahania raczej się nie przytrafiają. Naszym rodakom i owszem. Dlatego też nie są oni podstawowymi bramkarzami w swoich zagranicznych klubach.

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *