WROBELS

Co w nowym roku 2011?

Niepostrzeżenie weszliśmy w kolejną dekadę obecnego tysiąclecia. 2011 rok wystartował, teraz nadszedł jego czas i ciekaw jestem co interesującego nam zaoferuje? Każdy pewnie sobie coś postanowił, tak jak to bywa rok rocznie pod koniec grudnia. Ja również postanowiłem. Dwie rzeczy, tak na początek, bo nie wykluczam, że pojawią się z czasem kolejne, które będę chciał spełnić w przyszłości.

Witaj roku!

Na początek idzie czytanie książek oraz systematyczne poduczanie się języka angielskiego. Dla mojego dobra, dla łatwiejszego życia i dla poprawy samopoczucia. Po tylu latach przyznaję, że zadowolony z mojej angielszczyzny nie jestem. Co prawda do najgorszych się nie zaliczam aczkolwiek orłem również nie jestem. Jest sporo do poprawienia w tej materii i chciałbym to zrobić. A książki? Wznawiam a może raczej rozpoczynam ich czytanie na nowo. Niestety zaniedbałem w przeszłości i podczas mojego życia przeczytałem stosunkowo niewiele. A wiadomo, ze czytanie uszlachetnia język, jest bardzo pomocne i ciekawe przy okazji. Zamierzam pochłonąć nasze obecne książki i jak się z tym uporam chciałbym pójść dalej i sięgnąć po następne. Z czasem może dam radę połączyć moje tegoroczne postanowienia i czytać po angielsku? Była by to super sprawa. Jest parę pozycji, które niedawno zamówiliśmy z Polski, książki które według nas są ciekawe i pasjonujące. Pierwsza ma za zadanie pomóc nam podczas wycieczek, może nie tych rodzinnych, które mają miejsce w chwili obecnej ale bardziej intensywnych i wyczynowych, które mam nadzieję pojawią się w przyszłości. Szkoła PrzetrwaniaBeara Gryllsa przedstawia i pomaga przetrwać w terenie podczas surwiwalowych wypraw. Są opisy, obrazki i porady. Jest pomoc jak zdobyć jedzenie, zbudować szałas czy rozpalić ognisko. Kolejna to spotkanie z małym chłopcem, przeżywającym rozmaite przygody i perypetie. Opisane jest to wszystko na luzie, czyta się szybko i przyjemnie a całość okraszona jest fajnymi rysunkami autorstwa Alberta Uderzo. Seria książek o Mikołajku to jedno z najważniejszych dzieł znanego francuskiego pisarza René Goscinnego. Niezwykłą historię przedstawia książka Skafander i Motyl. Jest to opowieść, która kiedyś wydarzyła się naprawdę. Główny bohater, dziennikarz i redaktor naczelny Elle nagle zostaje sparaliżowany niemalże w całości. Za pomocą oczu i niewielkich ruchów głową …pisze książkę. Z kolei Gra w Klasy Julio Cortázara to książka niezwykła i szczególna: można ją czytać w nieskończoność, odkrywając co raz to inne konteksty, układając za każdym razem nowe warianty zakończenia rozdziałów i stron. Jestem bardzo ciekaw tego sędziwego bestselleru. Cortázar stworzył go w 1963 roku ale popularność z pewnością nie słabnie do dziś.

To co powyżej to jedno, książki czekające na swoją kolej ale w naszej biblioteczce są między innymi El Diego – autobiografia Diego Armando Maradony, którą zacząłem czytać, dojechałem do połowy i rok temu przestałem. Podobnie było z arcydziełem Umberto EcoImię Róży. Również rozpocząłem i po pewnym czasie przerwałem. A powieść Jerzego PilchaPod Mocnym Aniołem została niedoczytana tuż przed końcem. Szkoda słów, zły jestem na siebie, że tak a nie inaczej wyglądała w ostatnim czasie, moja przygoda z czytaniem. A jeśli o przyszłość idzie, to wymyśliłem sobie, że zanurzę się w baśniach i legendach starożytnej Irlandii.

Fajnie byłoby również objechać trochę ten piękny kraj a może nawet udałoby się przeskoczyć gdzieś za wodę i odwiedzić Anglię bądź Francję? Jeśli o ten drugi kraj chodzi to mam nadzieję, że co się odwlecze to nie uciecze… A Irlandia? Jest wiele do zobaczenia, miejsca wołają ażeby je odwiedzić, zamki czekają, miasta się niecierpliwią. Ale tak na poważnie jednym z głównych celów podróżniczych eskapad są Wicklow Mountains. Ze wszystkich najciekawszych miejsc na wyspie właśnie góry w Wicklow i tamtejszy Park Narodowy zostały przez nas pominięte. Najbliżej byliśmy w uroczym Powerscourt House pewnego słonecznego dnia ostatniego lata. Nie wykluczam, że zjawimy się w miejscach w których już byliśmy. Taka Wyspa Achill, Półwysep Dingle czy Pętla Kerry na rodzinny odpoczynek podczas korzystnej aury są jak znalazł. W mojej głowie pojawiają się również pomysły aby odwiedzić północno-wschodnią część kraju, okolice Droghedy i Dundalk. Stamtąd jest już rzut beretem do stolicy Irlandii Północnej, czyli do Belfastu. Tam również nas jeszcze nie widzieli. A pojawi się ku temu okazja, bowiem latem odbędzie się koncert Iron Maiden. Nie oznacza to jednak, że ta sierpniowa, ewentualna wizyta bedzie jedyną w tym roku. Raz kolejny warto by było tam pojechać na spokojnie, z nastawieniem na zwiedzanie. Kilkaset kilometrów niżej, tym razem w rejonie południowo-wschodnim leżą i kuszą Kilkenny, Wexford i Waterford. Trochę bliżej środka wołają do siebie zamki z Cahir i Cashel. Miejsc znanych i mniej znanych jest mnóstwo, co wyjdzie z tych wszystkich planów, czas pokaże. Liczę na to, że przynajmniej część tych planów uda się zrealizować.

Jadąc gdzieś w podróż zawsze zabieram ze sobą aparat fotograficzny. Jest to jedna z najważniejszych o ile nie najważniejsza rzecz, z całego mojego wyjazdowego ekwipunku. Fotografia, i tego nie ukrywam, to jedna z moich pasji, choć wybitny rzecz jasna w tej materii jeszcze nie jestem. W związku z tym rodzi się kolejne postanowienie noworoczne: szlifować i trenować umiejętności robienia zdjęć, tak aby stać się lepszym niż obecnie amatorem-fotografem.

Najistotniejszą jednak sprawą na ten 2011 rok jest zdrowie dla najbliższych, dla znajomych wszystkich innych dookoła. To jest priorytet i wszystkie inne podróżniczo-hobbbistyczne postanowienia schodzą na dalszy plan. Gdy zdrowie dopisuje, wtedy można planować rzeczy inne. W kwestiach zawodowych również nie powinno nic nieprzewidywalnego się wydarzyć. Praca jest raczej stabilna i jakby tego było mało to za kilka dni szykuje się podwyżka. Co prawda tylko o około 30 centów ale jest to zawsze coś i trzeba się z tego cieszyć. Ja się cieszę.

Na koniec troszkę spóźnione ale szczere: wszystkiego najlepszego w nowym roku! Oby był on owocny zarówno dla mnie jak i dla Was, aby spełniły się marzenia, założenia i postanowienia.

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

4 komentarzeZostaw komentarz

  • Belfast polecam,jechalismy pociagiem i wynajelismy Black Cab Tour – warto

    Kilkeny, bliziutko – wyprawa na jeden dzien z dzieckiem 😀 polecam jaskinie Dunmore

    i pozdrawiam
    Tomek

  • Witaj Tramwajowy!

    Dzięki za pomocne słówko! Zobaczymy czy uda mi się coś zrealizować z tych planów. Liczę bardzo na Belfast, autostradą byłoby raz dwa, wielkie miasto, dużo do zobaczenia.

    pozdrowienia!

  • Hej. Jeśli mogę zabrać słowo, to muszę się zgodzić z “Tramwajowym”, że w tą podróż warto wybrać się – pociągiem. Już tłumaczę dlaczego. Mianowicie – irlandzkie tablice rejestracyjne w Belfascie – nie są niestety “lubiane”. Przed wyprawą ze znajomymi do Belfastu nasłuchałam się dużo na ten temat. Nie wiem na ile w tym wszystkim było prawdy. Kolega postanowił jednak, że wybierzemy się samochodem. Nie zliczę ile razy przeparkowywane było auto oraz jak długo trwało znalezienie “bezpiecznych” miejscówek. Wycieczka ogólnie była udana aczkolwiek wiele bym dała by mieć spokój i nie martwić się czy będziemy mieli czym wrócić oraz w jakim stanie będzie ów wehikuł.
    Pozdrawiam serdecznie

  • Hej Ewra!

    Zawsze się zastanawiałem jaki tam na Północy mają stosunek do tych z Południa i powiem szczerze, że również myślałem na temat wypraw samochodowych, czy ów auto na irlandzkich blachach będzie tam bezpieczne?

    Nie wiem jak to jest w Belfaście ale na przykład w takim Derry nie mieliśmy w tej kwestii żadnych problemów. Samochodów z Republiki widzieliśmy sporo. Myślę, że najważniejsze, to nie pchać się do tych najgorszych dzielnic a będzie dobrze. Nie wiem, mogę się mylić, bo nigdy w Belfaście nie byłem ale jak mówię, w Derry było ok, tak więc tym się posiłkuję 🙂

    Zresztą zobaczymy, 3 sierpnia czeka mnie wyjazd na koncert do Belfastu.

    Pozdrawiam!

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *