WROBELS

Niekończąca się podróż – czyli pociągiem przez Ukrainę

Na początku września miałem okazję być z wizyta na Krymie. Jest to półwysep usytuowany na samym południu Ukrainy, nad Morzem Czarny. 10 dni na wschodzie z całą pewnością zapamiętam do końca życia. Była to podróż bardzo ekscytująca, w zupełnie dla mnie nowe miejsca, która nauczyła mnie pewnych rzeczy i którą z wielką chęcią tutaj przedstawię. Na początku będzie seria krótkich tekstów, napisanych przeze mnie tam, na miejscu. Zaczęło się w pociągu…

W takim wagonie podróżowalismy przez Ukrainę

8 godzina w pociągu, a generalnie jedziemy już godzin 14+2 godziny czekania we Lwowie, z którego w stronę Symferopola wyruszyliśmy o 14. Cała trasa na linii Lwów-Symferopol ma nam zająć bagatela 25 godzin. Doba jazdy! Na szczęście mamy miejsca leżące, tak więc bez problemu można się przespać. Choć z drugiej strony leżenie nonstop nie jest za dobre a siąść w naszym wypadku niezabardzo się da bo spoczywamy na piętrze – w przestrzeni może 70 cm. A wszystko na dole zajęte… Trzeba to jakoś przetrwać, spróbować zasnąć. Nasz pociąg to głównie wagony sypialne, nie ma innej opcji podróżowania jak tylko na przydzielonej pryczy. Nie ma przedziałów, są 4 osobowe boksy (2 łoża na dole, 2 na górze) a wzdłuż korytarza również wykorzystano miejsce, montując po dwa łóżka.

21 godzina w pociągu. Pobijam wszelkie rekordy w jakiegokolwiek rodzaju podróżach jeśli chodzi o czas. Zostały jeszcze 4. Nie mam zielonego pojęcia gdzie jesteśmy, ale wydaje się, że na teren Krymu jeszcze nie dojechaliśmy. Za oknami głównie pola, łaki, gdzieniegdzie pojawiają się domki, czasami stajemy na stacjach. Niekiedy te postoje są krótkie, innym razem dłuższe. Wtedy można wyjść z pociągu i zaopatrzyć się w coś do jedzenia. Historia z tym związana jest doprawdy bardzo interesująca. Mnie osobiście zaskoczyła na plus. W polskich realiach zazwyczaj słyszymy tylko: ,,Piwo jasne! Piwo jasne!”. Na Ukrainie jest mini targowisko. Na peron podjeżdża pociąg i wtedy zaczyna się sprzedaż. Babuszki z różnymi specjałami, głównie chyba domowej roboty, z jabłkami, malinami, truskawkami, słodkościami, napojami, piwem – próbują coś opchnąć. Wystarczy wyjść na peron a wtedy jest się obskoczonym przez miejscowych. My oprócz piwka i napoju pomarańczowego zdecydowaliśmy się na 2 krokiety z kapustą. Jeszcze ciepłe, widać, że prawie co zrobione, w pysznym cieście i złocistej panierce rozpływały się w buzi. I to była nasza kolacja…

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

4 komentarzeZostaw komentarz

  • Już po przekroczeniu granicy i podróżowaniu w głąb Ukrainy widać spore różnice. Dla kogoś mieszkającego na co dzień ,,na zachodzie” może to być lekki szok. Taka Polska 15-20 lat wstecz, a czasami jeszcze dalej.

    Językowo było dobrze, choć ja po rusku nie gawarit. Głównie gadaliśmy po polsku, trochę wplątywaliśmy rosyjskich słówek i zdarzyło się parę razy po angielsku.

    pozdrawiam!

  • Jazda takim pociągiem to niezłe wrażenie. W dzień temperatura w pociągu ponad 30 stopni na plusie, w dodatku jest problem – nie można otworzyć okien – a tylko nie licznym się to udaje. Ukraińcy (Ci starsi wiekiem) jak sami mówią że język polski rozumieją w 80%. Więc szło się dogadać.
    pozdrawiam!

  • My próbowaliśmy gadać z dwoma starszymi Ukrainkami, które razem z nami jechały w tamtą stronę i powiem szczerze, że ja przynajmniej miałem z tym problem. Wyłapywałem tylko nieliczne słówka. Jakaś dyskusja się toczyła ale, żeby było to płynne to nie było szans. A z oknami to zarówno w jedną jak i drugą stronę mogliśmy je otwierać. Nie wiem, być może dlatego, że nasze miejsca zlokalizowane były tuż przy końcu wagonu? No ale 25 godzin w pociągu jest przeżyciem. Ciekawe jakby się jechało Koleją Transsyberyjską? 🙂

    pozdrowienia z Wyspy!

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *