Mocnym uderzeniem rozpoczęły się zmagania w fazie pucharowej tegorocznej Ligi Mistrzów. Spory kawał dobrego futbolu zaprezentowały ekipy Arsenalu i Barcelony, były emocje, parady bramkarzy, głośne śpiewy na trybunach(to na Emirates potrafią kibicować?), tiki-taka (głównie w wykonaniu przybyszy z Katalonii) i ogromna wiara Kanonierów w korzystny rezultat. Jak wiadomo wiara czyni cuda,
Korzystny rezultat, no właśnie, ciekawe czy ktoś z obozu Arsenalu wierzył w taki przed meczem? Ja choć od bycia fanem Barcy jestem zdecydowanie daleko, to jednak wydobyłem z siebie odrobinę obiektywizmu: tak jak większość nie wierzyłem, że chłopcy (dosłownie chłopcy, średnia wieku Arsenalu wynosi około 23 lat…) Wengera nie będą w stanie stanąć jak równy z równym przeciwko utytułowanemu rywalowi. Przesłanek ku takiemu stwierdzeniu troszkę można było znaleźć. Ja osobiście wyobraziłem sobie, że ten mecz będzie obfitował w ogromną ilość sytuacji podbramkowych, strzałów i goli. Że obie drużyny pójdą na wymianę ciosów, Barcelona bo bronić się nie zwykła a Arsenal, bo gra u siebie i tutaj raczej powinien szukać swoich szans do awansu. Piłkarsko również szala była raczej po stronie Hiszpanów, oczywiście Arsenal również posiada w swoich szeregach bardzo utalentowanych piłkarzy ale to chyba nie ten sam kaliber. Barca przez ten okres ponad 2 lat, za czasów rządów Guardioli na trenerskiej ławce, zgrała się do granic możliwości, wygrała zdecydowaną większość swoich meczy i nabrała przez ten okres ogromnej dawki pewności siebie. To wszystko procentuje, świetne wyniki idą w parze z niezwykle skuteczną i widowiskową grą a podparte to wszystko jest zdobywanymi trofeami. Czy w tym sezonie będzie podobnie?
W La Liga wydaje się, że tak, choć dopóki piłka w grze wszystko zdarzyć się może. Kolejek do rozegrania jest jeszcze sporo i nie jest powiedziane, że Real nie dogoni Barcelony. W Lidze Mistrzów został co najmniej jeden mecz, w którym Barca (przynajmniej na papierze) jest murowanym faworytem. Jeden mecz, który Messi i spółka muszą koniecznie wygrać aby podtrzymać szansę na zdobycie czwartego Pucharu Mistrzów. W poprzednim sezonie los również skojarzył te dwa utytułowane kluby razem, tyle że w ćwierćfinale. Wtedy w Londynie padł remis 2:2 ale już w rewanżu nie było złudzeń, kto zasłużył na awans. 4:0 i cztery gole Messiego załatwiły sprawę. Za 2 tygodnie nie jest wykluczone, że będzie podobnie choć mówi się, że Arsenal dojrzał do odnoszenia sukcesów, że w końcu zacznie gromadzić puchary, że skończy się posucha, która trwa już od 2005 roku.
Po pierwszej połowie wczorajszego meczu nie wydawało mi się, że gospodarze będą w stanie coś ograć. Nie wydawało mi się nawet podczas trwania drugiej połowy, kiedy to goście z Półwyspu Iberyjskiego bez końca utrzymywali się przy piłce, nie dając Arsenalowi jej powąchać. Gdyby tylko potrafiła Barcelona z tej przewagi stworzyć jakieś klarowne sytuacje, gdyby w decydujących momentach byli bardziej skuteczni to śmiem twierdzić, że sprawę awansu załatwiłby już mecz numer jeden. Tak się jednak nie stało. Zabójcze 5 minut w wykonaniu Kanonierów i wynik diametralnie się zmienił. Stadion eksplodował, Arsenal poprawił sobie sytuacje przed rewanżem, dając nadzieję na emocjonujący mecz numer 2.
W ekipie Wengera wyróżnił bym szczególnie trzech graczy, który odwalili kawał na prawdę wyśmienitej roboty: Wojciech Szczęsny, Jack Wilshare i Laurent Koscielny. Pierwszy w swoim debiucie spisał się bez zarzutu, wybronił parę groźnych strzałów, przy goli Villi był bez szans, imponował spokojem i był pewnym punktem w defensywie. Drugi parę razy fantastycznie przechytrzył znacznie bardziej utytułowanych rywali w środku pola, zachwycał swoja ruchliwością, nienaganną techniką i wizją gry. Z kolei Francuz był bezbłędny w obronie, raz po raz przerywając groźne akcje przeciwnika, wygrywał pojedynki główkowe i przez prasę sportową na Wyspach uznany został za najlepszego aktora wczorajszej potyczki. Osobiście najbardziej przyglądałem się naszemu rodakowi w bramce, który po raz kolejny mi zaimponował. Kto by przypuszczał, że niedawno jeszcze czwarty w kolejce do bronienia, dzisiaj będzie jednym z głównych bohaterów meczu ze sławną Barceloną? Że pomimo zaledwie 20 lat na karku będzie imponował spokojem i kierował defensywą tak wielkiego klubu, jakim bez wątpienia jest Arsenal Londyn. Wierzyłem w to ale nie sądziłem, że stanie się tak prędko.
Na koniec fragmenty z wczorajszego meczu:
