WROBELS

Ocena szans w Premiership

Patrząc na to, co dzieje się w błękitnej części Manchesteru nieodparcie odnoszę wrażenie, że w końcu nastaje era Manchesteru City. Być może jeszcze nie na tytuł mistrzowski w angielskiej Premiership ale na wdarcie się do Top Four już jak najbardziej.

Nowe skalpy The Citizens

Od momentu pojawienia się na City of Manchester Stadium multimiliarderów z Bliskiego Wschodu minęły dwa sezony. Z roku na rok jest progres, najpierw było miejsce 10, następnie 5 i wydaje się, że nieunikniona jest tendencja zwyżkowa. To co dzieje się teraz w MC najpewniej się większości nie podoba, skupowanie światowych gwiazd i wydawanie na nich horrendalnych sum, bo akurat ma się takie możliwości, budzi swego rodzaju wstręt. No ale tak się dzieje, bogatemu nikt nie zabroni i miłośnicy romantycznej wizji zarządzania klubami muszą to jakość przełknąć i modlić się aby ten z rozmachem tworzony twór nie zawładnął futbolowym światem.

Przewidywane ustawienia MC

Angielska Premiership dopiero co wystartowała a już wyklarowała się czołówka, której chyba każdy się spodziewał. Chelsea, Arsenal, Manchester United i Manchester City – te drużyny z wielką dozą prawdopodobieństwa walczyć będą o tytuł mistrzowski. Jednak z tej czwórki tylko Chelsea ma komplet punktów. Spoglądając na wyniki przedsezonowe podopiecznych Ancelottiego wydawało mi się, że w lidze mogą mieć kłopoty. Dwie pierwsze kolejki uświadomiły mnie w jak wielkim błędzie byłem: dwa raz po 6:0 robią wrażenie i chyba sami gracze The Blues tak dobrego startu się nie spodziewali. Patrząc na przykład Chelsea i sposób jej przemiany po przyjściu Romana Abramowicza, można być prawie pewnym, że podobną drogą podąży MC. Czy stanie się to szybciej niż na Stamford Bridge czy może będzie musiało minąć troszeczkę więcej czasu czas pokaże. Jestem jednak pewien, że świetlana przyszłość ich czeka no chyba, że szejk okaże się mało cierpliwy przy ewentualnych niepowodzeniach.

Czerwone Diabły cały czas groźne...

Co na to ich główny rywal z Old Trafford? Musi być im nie w smak, że wyrósł kolejny przeciwnik w walce o tytuł i przede wszystkim, że dzieje się to w tak spektakularnie finansowy sposób. Niby Alex Ferguson wypowiada się, że drużyny kupić  się nie da ale chyba czuje, że rywal, dotychczas raczej maluczki rośnie w siłę i mogą być z nim same problemy. Gdyby porównać oba kluby z Manchesteru i spojrzeć na ich kadry to The Citizens mają ją po pierwsze szerszą ( aktualnie chyba zbyt szeroką…) a po drugie chyba jakościowo nawet lepszą. Przynajmniej na papierze tak to wygląda. Trzeba poczekać na pierwsze starcia głównych zainteresowanych w walkę o tytuł i wtedy będzie wiadomo kto w jakim miejscu stoi. Choć w tych 2 już rozegranych kolejkach to właśnie City zmierzyło się z poważnymi rywalami i z tych starć wyszło więcej niż przyzwoicie (remis na gorącym terenie w Tottenhami oraz  bezdyskusyjne 3:0 z Liverpoolem). Z kolei Diabły z Old Trafford już zdążyły sprawić niemiłą niespodziankę swoim fanom (2:2 na boisku Fulham).

Rzadki moment w tym sezonie?

Potknął się MU ale co można w tej sytuacji powiedzieć o Liverpoolu? Zaledwie 1 punkcik i dalekie 17 miejsce w tabeli. Zastanawiano się co przyniesie zmiana szkoleniowca, jak na razie zbyt mało czasu minęło aby oceniać pracę Roya Hodgsona, widać jednak, że czeka go mnóstwo pracy aby przywrócić The Reds na ścieżkę sukcesów. Zresztą spoglądając na ich skład można mieć troszeczkę obaw… Liverpool nie był zbyt aktywny na rynku transferowym a Ci, których udało się sprowadzić na Anfield Road (m.in. Jovanovic ze Standardu Liege, Joe Cole z Chelsea czy Poulsen z Juventusu) z pewnością na kolana nie rzucają. A tu jeszcze gra zaledwie w Lidze Europejskiej po słabym ubiegłym sezonie (7 miejsce i aż 11 porażek na koncie) co oznacza po pierwsze o wiele mniejsze wpływy finansowe a po drugie znacznie gorszy prestiż. O ile jeszcze pierwsza 11 mogła by coś wywalczyć to już jakość ławki rezerwowych może budzić niepokój. Sezon będzie długi, pojawią się absencje za kartki i kontuzje i mało prawdopodobne jest, że Liverpool zdoła skutecznie włączyć się do walki o tytuł.

Jak zawsze chrapkę na jakiś puchar ma Arsenal. Aktualnie nie jest to już nieopierzony team złożony głównie z młodych, mało doświadczonych gwiazd. Znaleźć tam można paru, którzy swoim doświadczeniem wnoszą sporo do bardzo widowiskowej gry Kanonierów. Oprócz tego na Emirates Stadiun przyszło kilku ciekawych zawodników. Sebastien Squillaci i Laurent Koscielny z całą pewnością polepszą defensywę a Marouane Chamakh zwiększy rywalizację w i tak już silnie obsadzonym ataku. Arsenal ma potencjał, dotychczas młodzi gniewni, dzisiaj wydają się być już ukształtowani powinni sprawić, że klub z północnego Londynu po kilku latach posuchy sięgnie w końcu po jakieś trofeum. Ważne aby zostały poukładane sprawy jeśli idzie o obsadę bramki a także bardziej skonsolidowana i skuteczna linia defensywy a wtedy zwycięstwa powinny być i okazałe i częste.

Gareth Bale i Wilson Palacios/Tottenham

Z pozostałych drużyn wydaje się, że tylko Tottenham i być może Aston Villa bądź Everton mogłyby coś namieszać. Zresztą nie jest powiedziane, że Koguty muszą być gorsze od Liverpoolu. Ostatnio potrafili wedrzeć się do ścisłej czołówki i kosztem Liverpoolu właśnie uzyskać awans do Ligi Mistrzów. W poprzednim sezonie oczekiwałem, że Tottenham może namieszać i się nie pomyliłem. Kadrowo na pewno nie są słabsi a trzeba przyznać, że zawodnicy biegający po White Hart Lane są  głodni sukcesu, mający potencjał i mogący sporo zaoferować. Dzisiaj najważniejsze, że Tottenham zdołał awansować do Ligi Mistrzów, w której chciałby się jako debiutant jak najkorzystniej zaprezentować. Natomiast w lidze nie dał się pobić faworyzowanemu MC a nawet mógł ten pojedynek zakończyć zwycięsko. O ile kontuzje będą omijać gwiazdy Tottenhamu, to może być na prawdę ciekawie.

Walka o czołowe lokaty zapowiada się doprawdy pasjonująco. Cieszy mnie, że pojawiła się nowa siła, fajnie, że takie drużyny jak Tottenham, Aston Villa, Everton a być może Newcastle nie złożą broni i będą chciały dołożyć swoje trzy grosze. Przed nami cały sezon, sezon oby nasiąknięty wielką dawką emocji, dużą ilością goli (po dwóch kolejkach mieliśmy już 4 wyniki po 6:0! :-)) i niewyobrażalną, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, walką.

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *