WROBELS

Po Gran Derbi…

Chyba nazbyt optymistycznie nastawiałem się na niedzielną potyczkę pomiędzy Realem i Barcą. Moje przewidywania na temat dwóch scenariuszy, w których to Real albo bezapelacyjnie poniesie klęskę, grając przy tym bojaźliwie i niemrawo albo grając pięknie ostatecznie zwycięży, tworząc, wraz z gospodarzami niezapomniany spektakl okazały się nieprawdziwe…

Raul i Messi

Raul i Messi

Królewscy, jak na ich ostatnie dokonania, czy to w lidze, czy w pucharach zaprezentowali się na prawdę świetnie. Solidna, prawie nie myląca się defensywa, pressing i zdetronizowanie środka pola (unieruchomienie Xaviego i spółki) cechowały podopiecznych Pellegriniego. Duma Katalonii przyzwyczaiła wszystkich, szczególnie na Camp Nou, że dzieli, rządzi i w przeważającej większości, połyka swoich przeciwników. W niedzielny wieczór tego nie było, chociaż procent posiadania piłki (65-35) był zdecydowanie za Barcą, jednak o stłamszeniu rywala mowy być nie mogło. I tylko szkoda, że Cristiano Ronaldo nie wykorzystał świetnej szansy w pierwszej połówce… I przede wszystkim szkoda, że Real nie zdołał chociażby zremisować, w momencie kiedy przez 30 minut grał z przewagą jednego zawodnika… Nie można też zapominać o szczęściu, bo i Messi, i Pique, i Abidal mieli znakomite szanse na podwyższenie wyniku. Jednak Real miał Casillasa i w kluczowych momentach szwankowała koncentracja Messiego/Pique/Abidala. W grze Realu mogło się prawie wszystko podobać, gdyby jeszcze tylko w przodzie była lepsza skuteczność. Barcelona jak rzadko była do ogrania, jak napisał na swoim blogu Rafał Stec ”jest Barca nieprecyzyjna, rozedrgana, niecierpliwa…” i rzeczywiście bardzo dobrze fizycznie przygotowany Real w pewnym sensie zabił lekkość i polot Barcelony, szczególnie było to widać w pierwszej odsłonie tego meczu.

Gol Ibrahimovica

Gol Ibrahimovica

O ile jeszcze do defensywy nie można było mieć zarzutu, bo zaprezentowała się prawie (zagapienie się Pepe przy bramce Ibrahimovica) bez szwanku, o ile środek pola z walczącymi jak lwy Lassem i Xabim Alonso wreszcie zagrał na miarę oczekiwań to już poczynania w przodzie z megagwiazdami Kaką, Cristiano Ronaldo, Higuainem czy później Benzemą nie były kolorowe… Kaka dopiero odżył w 2 połowie, chociaż do formy z Mediolanu wciąż mu daleko niestety. CR9 był cieniem samego siebie, dał się zauważyć praktycznie w jednej, 100% okazji i w przekroju całego występu wypadł blado. Higuain podobnie, Benzema czy Raul nie lepiej. Gdyby chociaż jeden z wymienionej piątki miał dzień, to o rezultat wcale nie trzeba było drżeć. A tak na nic zdała się heroiczna walka i pełna koncentracja, kolejne Gran Derby nieudane, kolejny raz  Duma Katalonii świeciła jaśniejszym blaskiem, znowuż filozofia rodem z La Masii okazała się skuteczniejsza.

Camp Nou przed meczem

Camp Nou przed meczem

Pocieszeniem może być to, że podjęliśmy równorzędną walkę, że wynik mógł się zmienić do ostatniego gwizdka, że nie daliśmy rozwinąć Barcelonie skrzydeł, że zaprezentowaliśmy się o niebo lepiej. Wierzę z całych sił, że był to moment zwrotny, że wreszcie narodzi się nowy, przez wszystkich tak niecierpliwie oczekiwany, lepszy Real. Jeśli ambicja i mądrość taktyczna zostanie zachowana, jeśli do tego dodamy polot i talent drzemiący w poszczególnych zawodnikach, to zwycięstwa będą się sypać jak z rękawa. Jestem pewien, że jest to kwestia odblokowania się, uwierzenia w siebie i w trenera. Jeśli idzie o indywidualne poczynania piłkarzy ze stolicy to według mojego rankingu najlepiej sobie radził Iker Casillas i Sergio Ramos. Pierwszy bronił w nieprawdopodobnych sytuacjach i praktycznie to co miał to złapał (przy golu Ibry bez szans…). Drugi natomiast imponował świetnym odbiorem piłki i częstym podłączaniem się do akcji ofensywnych. Oprócz tej dwójki jeszcze Lass Diarra i Xabi Alonso: poradzili sobie w środku pola bez zarzutu i nie dali rozwinąć skrzydeł rywalom, siłą i nieustępliwością skutecznie uprzykrzali życie Xaviemu. Oprócz nich mogę wyróżnić Portugalczyka Pepe, imponował w defensywie, walczył odważnie, był szybki i zdecydowany. Zawalił jeden, jedyny raz…

Reasumując, jestem szczęśliwy o ile w ogóle można być szczęśliwym po porażce. Jestem szczęśliwy, że Real zagrał z wielkim zaangażowaniem i bardzo konsekwentnie. Pellegrini odrobił lekcje domową i ustawił zespół w taki sposób, że Barcelona długimi momentami poradzić zupełnie sobie nie mogła. Do pełni satysfakcji brakowało jedynie bramki, nawet tej na remis, dającej tylko (albo aż?) 1 punkt. No cóż, rok 2009 w Klasykach kończymy niestety na tarczy…

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *