WROBELS

Półmetek w Lidze Mistrzów

Późno bo późno ale najważniejsze, że w ogóle. Liga Mistrzów rozkręca się w najlepsze a ja tego jeszcze nie wziąłem w moje blogowe obroty. Wiadomo, że dopiero po meczach grupowych z reguły rozpoczyna się poważne granie ale już teraz parę ciekawych rozstrzygnięć miało miejsce. Nie wszyscy, z tak zwanych murowanych faworytów poczynają sobie jak na murowanych faworytów przystało, choć nikt oczywiście definitywnie szans na awans nie stracił. Jedynym zespołem, który nie stracił jeszcze punktu (i bramki) jest Real Madryt. Zaskoczeniem to zapewne nie jest, wystarczy spojrzeć, jak w tym sezonie poczynają sobie Królewscy. W 5 ostatnich meczach zainkasowali komplet zwycięstw, wbili rywalom 21 goli a stracili tylko 3. Awans do kolejnej rundy wydaje się formalnością i stanie się to zapewne podczas kolejnej rundy spotkań, kiedy to Real wybierze się do Lyonu. To właśnie Francuzi i Ajax powinny bić się o 2 miejsce w tej grupie. Dinamu Zagrzeb los powierzył rolę dostarczyciela punktów (o pkt, 0-5 w bramkach).

Real Madryt idzie jak burza. Radość po jednym z goli w meczu z Olympique Lyon / fot. Ibnlive.in.com

Równie klarowna sytuacja wytworzyła się w grupie H, gdzie rywalizuje Barcelona i Milan. Co prawda zdecydowanego lidera nie ma, bo Włosi i Hiszpanie zgromadzili po 7 punktów ale mega sensacją byłoby gdyby ta dwójka nie przeszła do dalszych gier. BATE Borysów i Viktoria Pilzno to jednak nie te progi. W innych grupach jest już znacznie ciekawiej. Weźmy pod lupę dwóch mocarzy rodem z Manchesteru. Z całą pewnością nie tak to miało wyglądać, bo zarówno Manchester City jak i Manchester United dodają – patrząc oczami fanów tych dwóch klubów – niepotrzebnego kolorytu w swoich grupach. The Citizens w Lidze Mistrzów grają po raz pierwszy, czy w związku z tym można stwierdzić, że tak nierówna postawa to syndrom debiutanta? Gdy spojrzymy jednak na siłę i potencjał tego klubu to o debiutanckiej tremie mowy być nie powinno. Ogólnie w grupie A spotkały się bardzo ciekawe drużyny, bo  Bayern Monachium idzie w Bundeslidze jak burza, wygrywając mecz za meczem, natomiast Napoli w Serie A na rozkładzie ma między innymi dwójkę Mediolańską (3:0 z Interem i 3:1 z Milanem) i tylko Villarreal radzi sobie słabiutko (zaledwie 14 miejsce), w ogóle nie przypominając ekipy, która w lidze hiszpańskiej zawsze grała o najwyższe cele.

Borussia Dortmund największym rozczarowaniem? / fot. onet.pl

Nie tak miała wyglądać przygoda z Ligą Mistrzów Borussi Dortmund, która zupełnie zatraciła gdzieś swój niepowtarzalny styl i wysoką formę prezentowane przez cały poprzedni sezon. 1 mały punkcik uciułany przez ,,Niemiecką Barcelonę” to chyba największa dotychczas niespodzianka. Jeśli dodamy do tego straszliwą mizerię i nieporadność to wyjdzie nam obraz upadającego Mistrza Niemiec. Lecącego na łeb i szyję w Champions League bo na krajowym podwórku jest już znacznie lepiej (4 miejsce z 6 pkt straty do pierwszego Bayernu). Zupełnie inna historia jest z udziałem Arsenalu. Podopieczni Wengera w LM radzą sobie znacznie lepiej aniżeli w Premiership. Osobiście myślę, że w końcu zaskoczą i doszlusują do czołówki. Być może nie starczy im umiejętności, czasu i szczęścia na przyszłoroczne wydanie LM ale do Ligi Europejskiej zapewne się dostaną. W obecnych rozgrywkach z grupy Kanonierzy wyjdą ale nie wróże im sukcesu, na miarę choćby półfinału – góra ćwierćfinał.

Patrząc na Arsenal przed oczyma pojawia mi się Inter. Historia wydaje się identyczna: w lidze tragicznie (17 miejsce, 1 zwycięstwo, 1 remis i 4 porażki) a w Champions League przodują. Inter w tym sezonie to sytuacja na prawdę ciężka do zrozumienia, skład co prawda trochę przebudowany ale przecież w dalszym ciągu mocny. Na tyle silny, że bez problemu powinni tłuc się o kolejne scudetto. Straty są jak na razie do nadrobienia, bo 8 pkt do prowadzącej dwójki (Juventus i Udinese) po 6 kolejkach to nie tragedia. O ile Arsenal będzie miał piekielnie ciężko (nie wierzę w zdystansowanie mocarzy z Manchesteru i Chelsea) to taki Inter jeszcze nie jest na straconej pozycji (choć falstart zaliczyli przeogromny).

Bój w najciekawszej grupie G: Porto vs APOEL / fot. uefa.com

Scenariusz najbardziej romantyczny odbywa się w grupie, gdzie gigantów nie ma. Wszyscy mają w miarę równe szanse, nikt nikogo się nie boi, każdy gra o komplet punktów i w związku z tym to właśnie w tutaj jest jak dotychczas najciekawiej. Wydawało się, że pogromca Wisły – APOEL – nie nawiąże wyrównanego boju z FC Porto, Zenitem i Shakhtarem a po 3 kolejkach to właśnie Cypryjczycy są na czele stawki. Różnice punktowe są na tyle małe, że wszyscy mogą awansować dalej.

Na koniec pobawię się we własne, subiektywne oceny, i tak:

Największa niespodzianka in minus: Borussia Dortmund
Największa niespodzianka in plus: APOEL Nikozia
Najbardziej wyrównana grupa: grupa G (APOEL, Zenit, Porto, Shakhtar)
Najmniej wyrównana grupa: grupa H (Milan, Barcelona, BATE, Viktoria Z)
Bez szans na awans do Ligi Europejskiej: Villarreal, Dinamo Zagrzeb, Genk, Otelul Galati
Najwięcej goli będą miały: Real, Barcelona, Chelsea
Najgorsza obrona przypadnie: Dinamo Zagrzeb, Otelul Galati, BATE Borysów, Viktoria Plzen, Genk

A co Wy sądzicie na ten temat? Zapraszam do dyskusji! 😉

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *