WROBELS

Pociąg relacji Lwów-Symferopol

Pociągami w moim życiu trochę się najeździłem. Najintensywniej odbywało się to pomiędzy 2001 a 2005 rokiem, kiedy parę razy w roku kursowałem na trasie Katowice-Rudnik nad Sanem. Od czasu wyjazdu na Zieloną Wyspę drastycznie się to zmieniło. Tutaj nie dane mi było jeszcze zadebiutować, w Polsce podczas urlopów również jeździłem tyle co kot napłakał i nie zapowiadało się na zmiany w tym temacie ale na horyzoncie pojawił się wyjazd na Ukrainę, a konkretnie na daleki Krym. Jedyną szansą na dojechanie tam, to skorzystanie z transportu kolejowego i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że podróż ta miała trwać …25 godzin.

W pociągu trzeba było usiąść na wyznaczonych miejscach. Nam miejscówki trafiły się o numerach pod koniec trzeciej dziesiątki i aby się do nich dostać musieliśmy przejść przez całą długość wagonu. Wagon był otwarty, to znaczy nie było w nim zamkniętych przedziałów, chociaż nie wyglądało to tak jak u nas w pociągach osobowych. Były boksy z miejscami leżącymi na dole i na górze. Oprócz tego wzdłuż korytarza zorganizowane były jeszcze po 2 łoża. W naszym boksie, na samiuteńkim końcu, tuż przed kibelkiem siedziały już 2 starsze kobiety. One spanie miały na dole a my na górze. Oczywiście w ogóle nam to nie przeszkadzało, bo trudno byłoby sobie wyobrazić, może z 65 letnią babkę wspinającą się na górną pryczę. Rozłożyliśmy się, zamieniliśmy pierwsze zdania ze współtowarzyszkami podróży i po paru minutach ruszyliśmy w długą podróż.

Fragment naszego pokoju. Widok z mojego łoża.
Fragment naszego pokoju. Widok z mojego łoża.

Po paru minutach zjawił się konduktor, pozabierał bilety i zaczął rozdawać pościel. Na każdego czekał już zwinięty w rulon niby materac, niby taka pogrubiona karimata wraz z poduszką. W zestawie od konduktora było prześcieradło, poszewka na poduchę, kolejne prześcieradło do przekrycia i mały ręcznik. Długo nie posiedzieliśmy, pociąg miał za sobą jakieś 2 godziny jazdy i ja postanowiłem się położyć. Praktycznie od razu udało mi się zasnąć, choć w przeciwieństwie do Daniela, trochę snu już za sobą miałem. Jeszcze przed tą całą pociągową jazdą zastanawiałem się jak ja to przetrwam? Wyszło mi, że najlepiej będzie spać. Nie całe 25 godzin rzecz jasna, ale tyle na ile to tylko będzie możliwe. Obudziłem się około 19, w międzyczasie pojawiło się więcej ludzi, część z nich była już poprzebierana w piżamy i przygotowana na tego typu podróż. My w przeciwieństwie do nich wyszliśmy na kompletnie nie przygotowanych. Wszyscy z rezerwowym ubraniem a my całą podróż w tym samym. Każdy z jedzeniem w stylu chlebek, pomidory, ogórki, jajka, kurczaki a my butelka wody, suche płatki owsiane, Kit Katy i batoniki zbożowe. Wielu decydowało się na herbatę czy kawę serwowaną (odpłatnie) z przodu wagonu, my zafundowaliśmy sobie kawę (tzn. pół kawy, bo tyle mi pan konduktor przyniósł…) dopiero następnego dnia.

Wielka Ukraina - w promieniu wielu kilometrów nie było ani drzew, ani domów, ani ludzi...
Wielka Ukraina – w promieniu wielu kilometrów nie było ani drzew, ani domów, ani ludzi…

Miłą odmianą był moment gdy Daniel na jednej ze stacji wyszedł na peron i wrócił z pysznymi krokietami z kapustą, piwkiem i napojem. Pisałem już o tym w jednym z poprzednich wpisów, że za sprawę niemalże genialną należy uznać fakt, że na wielu stacjach, podczas krótkich postojów jest szansa na zaopatrzenie się w ciepły posiłek, w owoce, napoje, w różnego rodzaju jadło typu krokiety, pierogi, placki bądź też zimne piwko. W związku z tym, że jest  możliwość szybkiego i niedrogiego (!) kupna, to nie ma większego sensu wozić ze sobą własnej wałówy. No chyba, że ktoś lubi zjeść dużo i mieć to jedzonko cały czas pod ręką. Wspomniane ciepłe napoje czy gorącą wodę można było dostać z wielkiego, żeliwnego pieca zlokalizowanego na początku wagonu. Nie wiem czy taki piec to norma w pociągach dalekobieżnych na Ukrainie ale muszę przyznać, że jest to fajne rozwiązanie.

Przyszły okolice godziny 22 jak w wagonie zgasło światło i całe towarzystwo kładło się powoli do spania. My zrobiliśmy to samo i po krótkiej chwili w akompaniamencie bezustannego ,,stuku-puku, stuku-puku, stuku-puku” zasnęliśmy. Nocka minęła stosunkowo szybko, spało się w porządku, czasem było zbyt ciepło, innym razem robiło się chłodniej ale ogólnie takie pociągowe spanko na piętrze było przeżyciem pozytywnym i bez problemu mogliśmy się zregenerować. Budząc się rano w dalszym ciągu czekało nas kilka dobrych godzin jazdy. Czas mijał nam na czytaniu, pisaniu, dyskusjach, na słuchaniu nieprzeciętnie rozgadanych współtowarzyszek podróży, na obserwacji innych podróżnych i na wpatrywaniu się w przemykający świat za oknami. Zrobiły na mnie wrażenie ogromne przestrzenie. Pustkowia bez żadnych drzew, bez domów, bez niczego. Aż po sam horyzont wielka łąka ciągnąca się na obszarze kilku kilometrów. Zdałem sobie wtedy sprawę jak ogromna jest Ukraina (2 co do wielkości kraj w Europie).

Chwilowa przerwa w trajkotaniu :)
Chwilowa przerwa w trajkotaniu 🙂

Jadąc tyle godzin pociągiem (w naszym przypadku 25 a i tak nie był to jeszcze najdłuższy odcinek) nasuwają się myśli o sieci kolejowej a konkretnie o jej rozbudowaniu i możliwościach. Ukraina znajduje się na 14 miejscu na Świecie jeśli idzie o łączną długość wszystkich torów (ponad 23 000 km), jest 6 największym transporterem kolejowych przewozów pasażerskich a 433 miliony ton przewożonych towarów daje Ukrainie 5 miejsce w Świecie. Niby nie jest to bogaty kraj, niby nie należy do Unii Europejskiej ale jeśli idzie o kolej to nie mają się czego wstydzić. Może nie są to TGV czy innego typu, azjatyckie super-pociągi ale ilość kilometrów, siatka połączeń i ceny sprawiają, że korzysta z tego rodzaju transportu masa ludzi. Jeśli dodać do tego zadbane, schludne i czyste dworce kolejowe (tak, tak Polsko, da się! Sprawdzone i widziane na własne oczy) praktycznie wszędzie gdzie się zatrzymywaliśmy, nie ważne czy były to maleńkie dziury czy spore stacje, to za każdym razem patrzyliśmy na to z podziwem.

Otwarty wagon służy w zawieraniu nowych znajomości :)
Otwarty wagon służy w zawieraniu nowych znajomości 🙂

Można sobie pomyśleć, że skoro w otwartym wagonie podróżuje tyle osób i ta podróż trwa tak długo, to mogą rozpocząć się jakieś alkoholowe libacje , hałasy czy awantury. Nic takiego nie miało miejsca, wszystko odbywało się w jak najlepszym porządku, z kulturą, bez stresu i bezpiecznie. Nie wiem czym ta harmonia jest spowodowana (oczywiście pochwalam, tak powinno być zawsze i wszędzie), być może tym, że jednak wszelaka władza ma poważanie, jest szanowana i budzi jakby nie patrzeć lęk (szczególnie milicja), w związku z tym nikomu nie w głowie burdy oraz zakłócanie porządku. Nam ten spokój się podobał i w tej kwestii można by od Ukraińców brać przykład.

Jadąc taki szmat czasu trudno zorientować się gdzie akurat pociąg dotarł. Niby każda stacja jest oznaczona ale ktoś, kto praktycznie ni w ząb nie zna cyrylicy, to nazwy miasta nie przeczyta. Dla mnie byłą to czarna magia , dlatego też czułem się kompletnie zagubiony i zdezorientowany. W dodatku pociąg kilka razy zmieniał kierunek jazdy co dodatkowo utrudniało orientację. Wiedzieliśmy z grubsza, że suniemy na południe kraju i że jednym z większych miast, które było w okolicy naszej trasy (nie przejeżdżaliśmy przez nie) jest Odessa.

Widok z pociągowego okna
Widok z pociągowego okna

Jakieś 2 godziny przed końcem musieliśmy już być na terenie Krymu. Okazało się, że północne i środkowe rejony półwyspu są całkowicie nie turystyczne. Krym stepowy obejmujący równinną część północną, obszarowo był podobny do wcześniejszych widoków podczas jazdy pociągiem – pusta przestrzeń biła po oczach. Jest to obszar strasznie suchy, pożółkły i brązowawy co okazało się kompletnym przeciwieństwem moich wcześniejszych wyobrażeń. Troszeczkę mnie to zdziwiło ale miałem nadzieję, że tam gdzie się wybieramy tereny diametralnie się zmienią. Równie zaskakujący był moment, a raczej kilka momentów, bo trwało to troszeczkę, gdy zaczęło rzęsiście lać. Pomyślałem sobie: ,,Ładnie się zaczyna… Jest to jakiś nie do opisania pech…” Bo przecież Krym i deszcz, szczególnie w miesiącach letnich, to zupełne przeciwieństwo. Podobnie jak wyżej, miałem nadzieję, że wszystko się pozazębia i ułoży, chociaż nie mieliśmy na to żadnego wpływu. I tak mieliśmy przed sobą 9 dni, które bez względu na wszystko, musieliśmy na Krymie spędzić.

Tuż przed końcem tej dobowej podróży wagon się przerzedził. Nie był już pełny i nie wszystkie miejsca były zajęte. W pewnej chwili pojawił się konduktor, pozabierał rozdaną wcześniej pościel a my gotowi do wyjścia, czekaliśmy na końcową stację.

Dwaj przyjaciele z boiska :)
Dwaj przyjaciele z boiska 🙂

25 godzin spędzonych w wagonie kolejowym w zupełności nam wystarczało. Nie jest to co prawda 6 dni na trasie kolei transsyberyjskiej ale byliśmy nastawieni na 25 i chcieliśmy już wysiadać. Symferopol przywitał nas bez deszczu aczkolwiek z zachmurzonym niebem. Przywitał nas w moim odczuciu niezłym chaosem, bo ludzi tam było tyle, niczym w największym turystycznym kurorcie. Każdy z podróżną torbą gdzieś gonił albo czekał. My na czekanie nie mieliśmy czasu, musieliśmy działać i planować, bo nasza krymska przygoda właśnie się rozpoczęła.

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

10 komentarzyZostaw komentarz

  • Jestem zaskoczona Twoim opisem, każdy z moich znajomych kto był na Ukrainie zazwyczaj mówił o strasznej biedzie, smrodzie i że generalnie lepiej się tam nie wybierać. Tu takie pozytywne zaskoczenie:) Nie wiem jakbym przetrwała taką podróż, ponieważ ja mimo usilnych prób nie potrafię zasnąć w pociągu. Pozdrawiam:)

  • Być może Twoi znajomi byli w miejscach, w których rzeczywiście można było zaobserwować głównie biedę i smród? Zapewniam, że na Krymie nie śmierdzi, i że spokojnie można a nawet trzeba się tam wybrać! 😉 O biedzie już pisałem: nie przelewa się im ale to nie znaczy (przynajmniej nie dają tego po sobie poznać), że są jakoś bardzo z tego powodu załamani. Po prostu muszą żyć, tam nie ma wielkiego wyboru i trzeba sobie jakoś radzić.

    Co do spania w pociągu to na 100% w pewnym momencie byś zasnęła. No chyba, że jakoś by Ci się udało przetrwać to monotonne ,,stuku-puku” przez 25 godzin 😉 U mnie jest tak, że gdy w pociągu coś czytam to moment i już bym drzemał.

    pozdrówka! 😉

  • Great description of the monotony and surprises awaiting the train traveler in Ukraine. I have ridden the rails there many times through all the central and western and southern areas of Ukraine and unfortunately I am one who CANNOT sleep for any length of time on trains, so count yourself lucky if you slept well. My experiences have been more mixed with regard to accommodations on board, but for the most part the people are well mannered and friendly. Ukraine is big and with distances between destinations being so far and the trains not always moving too quickly, the trips CAN seem endless, that’s for sure.
    Greg

  • I am sleeping on the train I had no problem. I would not give advice did not sleep for 25 hours. Especially at night, when the lights went out and when everyone was lying already in place, it’s a dream come quickly. For me such a long train ride was not a problem, but rather a cool adventure and new experience. I dream to ride the Trans-Siberian railway. 🙂 People not only on the train were nice, the whole time of our trip, we met great people. I was safe, even though they walked everywhere and lived in the wild.

    Cwirek

  • Wybieram się na Krym za tydzień…i mam spore obawy związane z komunikacją w języku rosyjskim. Mówię po ang i trochę po niem, ale nigdy nie miałam styczności z rosyjskim. Czy pomimo tego “dogadam” się jakoś w sprawie kwaterunku na miejscu? W języku pol czy ang?

  • Witaj Kamo!
    Ja również jadąc na Krym nie znałem praktycznie w ogóle rosyjskiego. Na szczęście mój współtowarzysz podróży mniej więcej ogarniał ten język. Generalnie rozmawialiśmy po polsku, trochę po rosyjsku i zdarzyło się po angielsku. Z tym ostatnim raczej tam nie grzeszą aczkolwiek po słówkach, spokojnie można się porozumieć. A jeśli idzie o kwatery to jestem zdania, (choć my z takowych, oprócz jednego razu, nie korzystaliśmy) że oni wiedzą, że turyści z różnych stron świata się zjeżdżają, więc są przygotowani. Nam się zdarzyło, że babka czekała na ulicy z tabliczką po rosyjsku/ukraińsku (?) i po polsku, na temat noclegów 🙂 Nie masz się co obawiać, chociaż oczywiście znajomość rosyjskiego znacznie ułatwiłaby wakacje. A gdzie dokładnie się wybieracie?

  • Hej Nurse!
    Przepraszam za zwłokę w odpisywaniu. Zapewne już wróciłaś/łeś z krymskich wojaży? Jak wrażenia? Gdy pozapinam wszystko na ostatni guzik również podzielę się moimi wrażeniami z Krymu i przede wszystkim dokończę wcześniej rozpoczęte historie.
    pozdrawiam!

  • Witam 🙂
    Jak zapewne wiekszosc piszacych tutaj tak i mnie cos interesuje na temat podrozy tym pociagiem.
    Zadam jedno pytanie.
    W przyszlym roku (sierpien) jedziemy w 4 os. rowerami.sakwy/…na Krym.
    Czy widzieliscie takie osoby oraz jaka jest mozliwosc ladowania sie z rowerami do przedzialow ?
    Czy moze jest jeszcze inna mozliwosc zapakowania sprzetu..
    Pozdrawiam

  • Cześć Andrzej!
    Powiem tak, na 100% jest możliwość aby pociągiem Lwów-Symferopol rowery przetransportować. Nie wiem tylko czy mają tam w pociągu specjalne na tę okazję wagony, co by te rowery czy inne większe ładunki wsadzić? Pewnie mają – na pewno z rowerami nie da się być przy miejscach podróżnych (przedziałach), bo nie ma tam na takie rzeczy przestrzeni.
    Byliśmy w Sudaku na dworcu autobusowym i widzieliśmy tam grupkę podróżnych z Polski, właśnie z rowerami. Nie rozmawialiśmy z nimi ale wydaje się, że spokojnie taką formę turystyki, bez problemu na Krymie można uprawiać. Pewnie mniej więcej trasę jazdy macie już opracowaną – według mnie najkorzystniej jest posuwać się po południowym wybrzeżu – najlepsze widoczki, kręte drogi itd.

    pozdrawiam!

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *