Wydaje się, że tegoroczna edycja Europejskich Pucharów będzie dla naszych klubów wyjątkowo obfita i udana. Aby tak się stało zarówno Wisła Kraków, Legia Warszawa jak i Śląsk Wrocław muszą uporać się z ostatnią przeszkodą. Jeśli to się uda, to grupy poszczególnych pucharów stać będą dla naszych otworem. Generalnie, pomijając fatalny występ Jagielloni, radzimy sobie w tych rundach wstępnych jak nie my. Śląsk, Legia i Wisła na 10 rozegranych spotkań zdołali zwyciężyć 6 razy, 3 razy padał remis i była tylko 1 porażka. I trzeba pamiętać, że rywale nie byli tacy najgorsi (Dundee Utd, Lokomotiv Sofia, Skonto Ryga, Litex Łowecz i Gaziantepspor).
Każdy w szczególności patrzy w stronę krakowskiej Wisły. Jak wiadomo od 15 lat bezskutecznie Mistrz Polski próbuje dostać się do Ligi Mistrzów. I nie ważne z kim przyszło grać, czy to z zespołem w zasięgu ręki (Panathinaikos, Anderlecht, Sparta) czy to z murowanym faworytem (Manchester Utd, Real Madryt, FC Barcelona), efekt zawsze był taki sam: to rywal cieszył się z awansu. Pomału stawało się to frustrujące, a frustrację potęgował fakt, że teoretycznie słabsze kluby, w stylu Artmedi Petrżałka, BATE Borysów, Żyliny lub Debreczyna, w elitarnej Champions League grały. A polski mistrz nie grał. Dzisiaj pojawiła się ogromna szansa (w moim odczuciu ogromna, pomimo sugestii, że przeciwnika nie wolno lekceważyć) aby wreszcie do Ligi Mistrzów się dobić. APOEL Nikozja to nie jest rywal z najwyższej możliwej półki, to nie jest nawet europejski średniak, to ekipa, którą Wiślacy powinni bez większych problemów przejść. To nic, że w składzie Cypryjczyków wiodące role grają Brazylijczycy i Portugalczycy, to nic, że panuje tam niemal piekielny klimat, to nic, że APOEL regularnie kolekcjonuje tytuły mistrzowskie (w sumie 21)… To w dalszym ciągu zespół z maleńkiego Cypru! I jeśli Biała Gwiazda ma kiedykolwiek w Champions League zagrać i czerpać z niej niewymierne korzyści (głównie finansowe) to teraz jest ku temu najlepsza okazja. Nie może być półśrodków, żadnych wymówek, trzeba wyjść raz, drugi, pozbawić złudzeń przeciwnika i awansować. Chyba marnym pocieszeniem będzie występ, już pewny, w Lidze Europy. W Krakowie wszyscy chcą tego uniknąć.
O ile na Wisłę w Lidze Europy miejsce już czeka (oby nie), o tyle dwaj pozostali nasi pucharowicze muszą ten awans wyszarpać. Na pierwszy rzut oka również można by stwierdzić, że szanse do awansu są. I to dość spore. Biorąc pod uwagę fakt, że rywal mógł być znacznie silniejszy (dla Ślaska były to – Dynamo Kijów, Lazio Rzym, Birmingham City, PSV Eindhoven, Celtic Glasgow a dla Legii – Tottenham, Hapoel Tel Aviv, PAOK Saloniki i Athletic Bilbao) to naszym po prostu się przyfarciło. Legia potykać się będzie ze Spartakiem Moskwa a Śląsk z Rapidem Bukareszt. Gdyby Legionistom przyszło rywalizować ze Spartakiem z lat 90 to przyznam, drżałbym o końcowy rezultat. I nawet doszło już do takich spotkań …w Lidze Mistrzów z sezonu 1995/1996. Oba Legia przegrała. Obecnie Rosjanie znacznie stracili ze swojej dawnej siły, w lidze praktycznie się nie liczą (tzn. nie są wymieniani w gronie faworytów do tytułu) w pucharach europejskich też próżno ich szukać. Jedyne czym mogą się pochwalić to piękny, 78 tysięczny stadion choć druga strona tego nowoczesnego obiektu jest taka, że praktycznie w każdym meczu Spartaka świeci on przeraźliwymi pustkami. O ile Legia się na dobre przebudzi, o ile Skorża w końcu dotrze do swoich piłkarzy a ci zaczną grać na miarę możliwości to może być dobrze. Może być pierwsza jesień od 11 lat, w której Wojskowi zaprezentują się w Europie.
Inni wojskowi, ci ze stolicy Dolnego Śląska, pozornie rywala mają jeszcze słabszego. Rapid Bukareszt to zaledwie 4 drużyna z poprzedniego sezonu w Lidze Rumuńskiej. W porządku, jest tam słynny trener, tj. syn słynnego trenera Mircea Lucescu – Razvan Lucescu. Jest paru Brazylijczyków, jest Ciprian Deac – były zawodnik Schalke 04 Gelsenkirchen czy wreszcie jest Ovidiu Herea czyli najlepszy strzelec w całej lidze poprzedniego sezonu. Czy Śląsk powinien z tego powodu się obawiać? Nie sądzę. W zespole Oresta ,,Nestora” Lenczyka piłkarze grają utalentowani, doświadczeni i głodni sukcesów. Lada chwila czeka wrocławian przeprowadzka na piękny stadion, który trzeba by było czymś kibiców zwabić. Świetnie do tego nadaje się występ w Lidze Europy i bardzo dobrze o tym we Wrocławiu wiedzą. Co prawda pieniądze są tam o wiele mniejsze aniżeli w sławniejszej siostrze – Lidze Mistrzów ale od czegoś trzeba zacząć. Trzeba pokazać się piłkarskiej Europie, przygotować grunt na przyszłość, zbudować podwaliny również na krajowym podwórku, zarobić trochę grosza. Gdyby to wszystko się udało Śląskowi, to Zygmunt Solorz-Żak pewnie głębiej sięgnął by do portfela.
Do końca sierpnia wszystko się wyjaśni i albo będziemy bardzo szczęśliwi albo tylko szczęśliwi po części. Oby to pierwsze. Polska piłka musi wyjść z cienia i wreszcie dostać się na salony. Najwyższy na to czas. Przynajmniej trochę zmniejszy się dystans między nami a resztą futbolowej europy. A jeśli się nie zmniejszy to zwolni, nie będzie aż tak mocno przyspieszał.

