WROBELS

Staigue Stone Fort

Ostatnią noc wyjazdu w południowo-zachodnie zakątki Szmaragdowej Wyspy spędziliśmy w samochodzie. Po wizycie na Valentia Island nie było już czasu na lokalizację miejsca pod namiot, więc poszukaliśmy najciemniejszy zaułek, w najodleglejszej uliczce jaką udało nam się znaleźć i tam się zatrzymaliśmy. Przed nami był ostatni dzień, w którym musieliśmy dokończyć Pętlę Kerry, pojechać do Killarney i potem wrócić do Longford.

Okazało się, że z ciemnego zakamarku, w którym zakotwiczyliśmy, wychodził widok na małą zatoczkę Ballinskelligs. Rano szybkie śniadanko, kawusia na rozbudzenie i w drogę. Dzionek zapowiadał się pogodny, słoneczko patrzyło już na wszystko z góry, więc byliśmy pełni optymizmu na to, co miało nas spotkać. Czekaliśmy na nowe atrakcje ale mieliśmy w głowach też myśl, z rodzaju myśli smutnych: czekał nas ostatni dzień podróży… Przyzwyczailiśmy się trochę do jeżdżenia, do zwiedzania i poznawania nowych miejsc, także przypuszczam, że na fali tego entuzjazmu moglibyśmy kontynuować interesujący wojaż, po jakże pięknych krainach hrabstwa Kerry. Rzut beretem od Półwyspu Iveragh są trzy inne półwyspy: Beara, Sheep’s Head i Mizen. Gdybyśmy tylko mieli tę parę dni więcej w zapasie, to z całą pewnością skorzystalibyśmy z tego faktu. A tak trzeba było się lekko sprężyć, bo pomimo, że (tutaj uprzedzę delikatnie scenariusz :-)) udało nam się w najważniejszych miejscach być, to przez napięty czas, tylko je liznęliśmy.

Z podrzędnej dróżki w pobliżu Waterville, wróciliśmy na główną N70. Warto jechać w tym rejonie półwyspu nieśpiesznie, bez zbędnego dodawania gazu. Droga wije się i zakręca, w dole zatoczki skąpane w porannym słońcu zapraszają aby je odwiedzić, poszarpane wybrzeże cieszy oko, zerkamy na wysepki Scariff oraz Deenish, delektujemy się jazdą. Pomysłem na najbliższe godziny było ponowne przeniesienie się w czasie; szykowała się powtórka z poprzedniego dnia, kiedy wizytowaliśmy wiekowe forty z kamienia. Myśl, o ponownym oglądaniu  kolejnego fortu, sprawiała, że czułem się troszkę jak taki swego rodzaju, turystyczny archeolog. Nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie, byłem bardzo szczęśliwy – poznawanie historii, autentycznych miejsc, w których żyli kiedyś ludzie i to w dodatku tak dawno temu, powodują wzmożone bicie serca, wyostrzają wyobraźnię i budzą podziw. Na Półwyspie Iveragh odnaleźliśmy trzy Stone Ring Forts, ten trzeci znajduje się nieopodal estuarium rzeki Kenmare, prowadzą do niego znaki, należy tylko uważać aby nie przegapić Castlecove, bo to właśnie z tej małej mieścinki ciągnie się uliczka prowadząca pod Staigue Stone Fort.

Główne wejście do fortu
Główne wejście do fortu

Fort, niemalże taki sam, jak Cahergal Stone Fort, z wysokim zaokrąglonym murem, stał sobie w niedużej, bardzo malowniczej dolince, otoczony łagodnymi wzgórzami i przylegający do pastwisk, jakże bujnych i soczystych, z maksymalnie zieloną trawą, o podmokłym terenie. Łatwo się tam dostać, droga doń prowadząca swój bieg kończy właśnie przy forcie, na niewielkim parkingu. Był pusty, mieliśmy szczęście.

Fragment masywnych murów

W 4 wieku naszej ery działy się różne rzeczy, między innymi: San Marino San Marino stało się pierwszą republiką na Świecie, przeniesiono stolicę Cesarstwa Rzymskiego z Rzymu do Konstantynopola, ukończono pierwszą chrześcijańską bazylikę w Rzymie, największym miastem świata stał się Konstantynopol (400-500 tysięcy), z obecnego terytorium Polski widoczne było całkowite zaćmienie słońca, Rzym mógł się pochwalić pierwszym publicznym szpitalem, chrześcijaństwo uznano za religię panującą, zaś wszystkie inne pogańskie prześladowano, zakazano organizacji igrzysk olimpijskich, w Cesarstwie Rzymskim, przy pomocy Kościoła, palono na stosie ludzi zamieszanych w stosunki homoseksualne. Ówczesny wielki świat się kręcił, głównie widoczne było to w Cesarstwie Rzymskim, gdzie działo się najwięcej, skąd wyruszały wojenne ekspedycje, gdzie rządził Cesarz i urzędował na tronie Piotrowym Papież. W tym samym czasie, w o wiele mniejszej skali, w celtyckiej Irlandii, na południowych ziemiach Półwyspu Iveragh powstawał kamienny fort Staigue. Możemy sobie wyobrazić, w jak różnych momentach znajdowały się wówczas cywilizacje. Gdy w bardziej rozwiniętych krajach stały już wielkie, monumentalne miasta, z pięknymi budowlami, z setkami tysięcy mieszkańców, to w innych częściach Europy budowano kamienne forty. Powszechnie uważa się, że początek fortu Staigue to 3 lub 4 wiek, aczkolwiek Dr. Peter Harbison sugeruje, iż możliwym okresem powstania jest I w p.n.e.

Staigue Stone Fort otoczony był rowem o szerokości 8 metrów i głębokości co najmniej 2 metrów. Ściany fortu o średnicy 27,4 metra sięgały 5,5 metrów wysokości i w niektórych miejscach dochodziły do 4 metrów grubości u nasady oraz 2 metrów na koronie. Wchodziło się do środka przez wejście, wysokie na 1,8 metra i mające podwójne nadproże.

Piękna dolina dodawała uroku temu miejscu…

Całość to nie lada inżynieryjny wyczyn, bo do budowy w ogóle nie używano zaprawy i korzystano tylko i wyłącznie z surowych, okolicznych kamieni. Nie jest do końca jednoznaczne, jakie było zastosowanie tego miejsca. Czy chodziło o względy bezpieczeństwa dla jakiegoś bogatego władcy? Czy może było to miejsce kultu religijnego, a może mieszkała tam lokalna społeczność z całym swoim dobytkiem? Nikt tego dokładnie nie wie, można się tylko domyślać i budować własne wizje co do przeznaczenia fortu. Dla mnie najbardziej pasuje wersja, że mieszkała tam jakaś wspólnota/rodzina, być może mająca w swoich szeregach lokalnego przywódcę. W środku najpewniej istniały domy, w których mieszkano i trzymano bydło – do dzisiejszych czasów nie przetrwało nic, oprócz dwóch komór w ścianie. Mówi się, że służyły one do przechowywania żywności, więzienia oprychów i złoczyńców lub też w jednej z nich mieszkał pies stróżujący. Grubość murów, ich wysokość i przede wszystkim ilość schodów przecinających się w kształcie litery X, usadowionych na wewnętrznej stronie ścian, wskazują z całą pewnością na obronny charakter tego fortu.

Pomknęliśmy do fortu czym prędzej, sforsowaliśmy metalową bramę i stanęliśmy na przeciw niesamowitej budowli, spoglądając na nią z odległości kilku metrów. Podeszliśmy bliżej, patrzyliśmy na malowniczą okolicę, na Kenmare Bay, na poletka trawy przygotowane pod wypas owiec i na grube, fortowe ściany. Po chwili byliśmy już w środku. Tak jak pisałem, niestety nie ma już tam dzisiaj praktycznie nic, tylko trawa. W związku z tym pokręciliśmy się trochę po murach, po tych charakterystycznych wąskich schodkach i wyszliśmy na zewnątrz. Przeszliśmy płot i po krótkiej chwili staliśmy od fortu w odległości kilkudziesięciu metrów – przyszedł czas na uwiecznienie całości z perspektywy, tak aby wszystko znalazło się w obiektywie aparatu.

Piękne miejsce, cudownie położone, aż żal było odjeżdżać. Ale nie mieliśmy wyjścia, musieliśmy ruszać dalej, w kierunku Parku Narodowego Killarney

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

6 komentarzyZostaw komentarz

  • Mury fortu imponujące.Zdjęcia super.Pomimo , że niejednokrotnie byłam w Kenmare , nie widziałam ich. Za to byłam na wszystkich 3 półwyspach , które wymieniasz i są naprawdę godne odwiedzenia.A w Waterville uwiecznileś na fotografii pomnik Charlie Chaplina? Szkoda , że miałes tak mało czasu.W następnym odcinku Twojej relacji z podróży będzie znane mi Killarney.Ale tylko 1 dzień na to cudowne miasteczko , to stanowczo za mało.1 dzień to trzeba przeznaczyć na Mucross House , a gdzie reszta?Ale nie wyprzedzam faktu , czekam na relację.Irlandia jest przepiękna.
    Serdecznie pozdrawiam

  • Cześć Bawa!

    Jak napisałem, niestety nie udało mi się być na tych 3 półwyspach ale przynajmniej jest cel na przyszłość 🙂 Przez Waterville tylko przejechaliśmy, zapadały ciemności i chcieliśmy jak najszybciej znaleźć miejsce na spanie; powiem szczerze, że nawet nie wiedziałem, że mają tam pomnik Chaplina? Killarney i owszem ale chyba jeszcze nie w następnym wpisie 😉 Zdaję sobie sprawę z tego, że 1 dzień a praktycznie tylko połowa dnia na Killarney, tamtejszy Park Narodowy, Muckross House i Abbey, Ross Castle, Gap of Dunloe to tyle co nic. Uprzedzając fakty, to wszystkie te miejsca zaledwie liznęliśmy…

    pozdrawiam również a przy okazji zapraszam także na fajsbukowy profil Wrobelsów! 😉

  • Hej Kasia!

    Staram się aby zdjęcia jak najlepiej ukazywały Irlandię. Nie mogę tutaj zapomnieć o wspaniałej, fotograficznej pracy Daniela vel Spinnera :-), mojego współtowarzysza tych wojaży.

    pozdrawiam gorąco!

    ps. może i Ty się skusisz na FB? (zareklamuję się, a co! :-))
    ps2. na maila odpiszę, nie zapomniałem

  • Adi niech rośnie Sebuś. Bierzemy żony i w naturę. Ależ miło się wspomina 🙂 Ja już tu płaczę Eli. Tęskni się za rasową wyprawą.

  • Oj tęskni, tęskni 🙂 Żeśmy sobie narobili smaka rok po roku a ostatnie czasy posucha. Zanim Sebuś będzie się nadawał to z 4 latka musiałyby myślę upłynąć 🙂 A co robimy w tym roku? 😀

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *