Na sprawę natrafiłem dosyć przypadkowo. Prędzej czy później być może informacja sama by do mnie dotarła, niemniej jednak dopomogłem jej troszeczkę sam. Szukając rozmaitych rzeczy na temat Gruzji zatrzymałem się na moment przy blogu ,,Oblicza Gruzji’’. Sam blog w sobie świetny, pisany z pasją i z mnóstwem przydatnych wiadomości – korzystam i korzystać będę z niego zapewne wielokrotnie, jednak moją uwagę przyciągnęło coś innego. Sytuacja z książką – z książką, która zamiast fajnie i kompetentnie opisywać gruzińskie historie, stała się synonimem nierzetelności, zrzynania, bezczelności i nieuczciwości…
,,Georgialiki, książka pakosińsko-gruzińska’’. Książka jak książka można by rzec. Ale gdy człowiek wgłębi się w treść to może natrafić na bardzo ciekawe kąski… Tak właśnie było w przypadku Anny Janickiej – Galant i Artura Bińkowskiego, autorów popularnego bloga ,,Oblicza Gruzji’’. Co się okazało? Ano to, że Katarzyna Pakosińska pisząc swoją książkę dopuściła się plagiatu. I to nie paru kartek, ale co najmniej kilkadziesiąt (jak nie więcej) stronic! Czasem tekst został poprzekształcany, z próbą wplecenia w swoje historie i swoje wyobrażenia na temat Gruzji, a czasem po prostu zerżnięty słowo w słowo z oryginalnego źródła. Okazało się, że p.Pakosińska bardzo chętnie korzystała zarówno z bloga ,,Oblicza Gruzji’’ jak i z wielu innych źródeł: Wikipedii, kaukaz.pl, odkryjgruzje.pl, niedziela.pl, przegladprawoslawny.pl czy też onet.wiem.pl. W przypadku tych niesamowitych ,,zapożyczeń’’ p. Pakosińska nawet nie raczyła podać źródeł, ponieważ zostały one, podobno przez pomyłkę, do książki nie wstawione. Plagiat pełną gębą! Plagiat, co się zowie!
Winna jest zarówno K.Pakosińska, ale kto wie czy nie bardziej winne jest wydawnictwo Pascal. Ci z kolei, na zarzuty odpowiedzieli w ten sposób, że: “po wnikliwej analizie całej 350-stronicowej książki” znaleziono ‘’kilka zdań’’ zapożyczonych z bloga ,,Oblicza Gruzji’’ bez podania źródła i z tego powodu ubolewają. Takie tłumaczenia wydają się być jak naplucie komuś prosto w twarz. Proszę sobie wyobrazić, że na około 100 stronach z 350 można znaleźć ,,szemrane’’ teksty. Istnieją niezbite i bardzo dokładnie przedstawione dowody, z których jasno wynika, że tych plagiatów jest nie ,,kilka zdań’’ a całe tabuny! Wydawać by się mogło, że tak duże i znane wydawnictwo nie dopuściłoby się do takiego przekrętu. Zastanawiam się, dlaczego pozwolono na coś takiego, jak to możliwe, że puszczono do druku książkę z tak ogromną ilością uchybień? Czy myślano, że sprawa rozejdzie się po kościach, nakład się wyprzeda i że nikt nie zauważy?
Sprawa, sami przyznacie, niezwykle kontrowersyjna. Można by pomyśleć, że ,,artystka’’ pokroju K. Pakosińskiej na takie coś pozwolić sobie nie może. Niby nie, a jednak się dzieje i jesteśmy tego świadkami. Co chciała ugrać takim działaniem? Czy myślała, że to nie wyjdzie na światło dzienne? Że nikt się nie zorientuje, że będą same ochy i achy, jaką to wspaniałą, kreatywną jest pisarką? Ciężko stwierdzić jednoznacznie, raczej pewne jest, że do tych wszystkich zarzutów sama, dobrowolnie się nie przyzna, pójdzie w zaparte i będzie mydlić wszystkim oczy. Wydaje się, że gdyby nie zdecydowana interwencja autorów bloga ,,Oblicza Gruzji’’, to sprawa na jaw raczej sama by nie wyszła. Na szczęście wyszła, lepiej później niż wcale i dzisiaj ,,autorka’’ jak i (przede wszystkim) Wydawnictwo muszą się tłumaczyć.
Jak im to wyjaśnianie idzie? Niesamowicie ślamazarnie, bardzo mętnie i niewiarygodnie. Szczytem bezczelności wydaje się być propozycja, jakoby za określoną kwotę pieniędzy, starano się zakneblować usta i wymusić na Annie Janickiej – Galant i Arturze Bińkowskim milczenie. Chciano sobie zagwarantować, że ,,awanturnicy’’ w przyszłości nie będą już więcej drążyć tematu. Tak jakby oprócz ,,swoich tekstów’’ cała przeogromna reszta zapożyczeń miała zostać zapomniana i zamieciona pod dywan. Normalnie ręce opadają i nóż w kieszeni się otwiera…
Przeciąganie liny w dalszym ciągu trwa, do porozumienia droga wydaje się być daleka a feralna książka dalej się sprzedaje w najlepsze.Wciągnąłem się w ten temat i uznałem, że trzeba sprawie dopomóc i ją nagłośnić.
Nie może być tak, że czyjaś ciężka praca, kreatywnie wymyślone teksty, zostają tak po prostu sobie wzięte i wstawione do swojej książki. I nieważne, kto to robi, każdy zasługuje na potępienie.
Opisałem to być może powierzchownie, ale wydaje się, że sens został przedstawiony. Będę z uwagą śledził jak ta sprawa się zakończy – mam nadzieję, że winni zostaną surowo ukarani a prawda wyjdzie na jaw.
Więcej w tej sprawie możecie przeczytać TUTAJ
TU z kolei K. Pakosińska ,,przyznaje się” do winy.
A w TYM MIEJSCU profil facebookowy bloga ,,Oblicza Gruzji”, na którym na bieżąco przedstawiane są wątki w tej sprawie.
widząc tytuł przestraszyłam się że Ciebie ktoś oszukał. Ciężko zrozumieć dlaczego pani dobrze znana dopusciła się takiego oszustwa i położyła na szalę swoją reputację. Ciężko też zrozumieć że wydawnictwo z tym nic nie robi.
Na szczęście jeszcze się nie zdarzyło, aby ktoś coś mi podwędził z bloga – a przynajmniej na nic takiego nie natrafiłem. 🙂 Co do Pakosińskiej to rzeczywiście trudne do ogarnięcia działanie. Ona od niedawna jest wokalistką zespołu ,,Leszcze” i żeby było śmieszniej to podobno zwędziła już komuś piosenkę 🙂
eee, tym co mówi “fakt” wiary bym za bardzo nie dawała. Chociaż w sumie ma już doswiadczenie w plagiacie. 🙂
Pozdrawiam
Hey
Internet jest transparentny
Kiedyś takie sprawy mogły ujść na sucho komuś, mógł się złodziej ukryć. Teraz poprzez połączenie świata siecią internetu, łatwo kogoś wynieść na podium, ale i łatwo z niego zrzucić.
Jeśli babka rzeczywiście ukradła, to jej żywot pisarki ma slaby start.
Widać jedno: w takim zachowaniu jest żądza pogłosu, za wszelka cena, nie pasja pisania tworzenia, na dłuższą metę obroni się ten co lubi pisać, i będzie miał pęd do tego i dalej i dalej, a nie pajac jednego show.
Kasiu, wiem, że z Faktem bywa różnie jeśli idzie o wiarygodność, jednak po tym co zrobiła pani Pakosińska, jestem w stanie uwierzyć, w to co piszą.
również pozdrawiam! 🙂
Europcarze 🙂 Rzeczywiście aż dziw bierze, że w swojej pierwszej książce, w swoim debiucie pisarskim wyszła aż taka afera. Dla mnie jest to niepojęte, że poszła tą drogą. Sama sobie na siebie bat ukręciła, przecież teraz gdy znów coś spróbuje ,,napisać” to gro ludzi ani na tę książkę nie spojrzy. Ja nie spojrzę, nawet jeśli rzeczywiście sama by stworzyła, ale dla zasady nie spojrzę.
Ćwirku, znów nas zaniedbujesz 🙁 Z chęcią poczytałabym, co u Ciebie się dzieje, a tu ciągle nic nowego… Coś kiepsko Ci idzie wprowadzanie w życie postanowienia noworocznego dotyczącego częstszego blogowania. Czyżby inne bardziej Cię pochłonęły? Ciągle mam nadzieję, że wraz ze światem budzącym się do życia, obudzi się także Twój blog 🙂 Czekam!
Miłego długiego weekendu! Oby pogoda dopisała.
Już coś wisi, już coś wisi 🙂 I będą kolejne! Ale prawdę mówiąc to masz niestety rację – znowu zaniedbuję :-/ Co do postanowień, to… lepiej nie mówić, pewne rzeczy się nie dzieją a pewne już teraz wiem, dziać się w tym roku raczej już nie będą. Zbyt optymistycznie chyba było gdy postanawiałem.
Z czasem coś tam na maila postaram się napisać.
pozdrawiam serdecznie! 😉
Przykro mi to czytać. Twoje słowa zabrzmiały jakoś tak pesymistycznie…
Mimo wszystko może nie będzie tak źle, jak się wydaje. Powodzenia! We wszystkim 🙂
Pesymistycznie czy nie ale prawda taka, że się obijam w pewnych kwestiach :)Zobaczymy co czas przyniesie. Dzięki! 🙂