WROBELS

Ulisses z Longford

Nie tak całkiem dawno pisałem, jakie to książki do mnie dotarły. Była wśród nich jedna: niejaka Finnegans Wake. W wersji polskiej: Finneganów tren. Napisał ją swego czasu James Joyce, Irlandzki pisarz, Dublinczyk, jedyny w swoim rodzaju, wyprzedzający innych kolegów po fachu, o co najmniej kilka długości. A więc Mister Joyce… Pan Joyce kojarzy się nam głównie z innym dziełem, równie wielkim, równie trudnym w odbiorze aczkolwiek dającym się przeczytać – najpewniej trzeba się nieźle napocić, aby przez nie przejść, ale da się go zrozumieć. Jakie to dzieło? Nieśmiertelny Ulisses.

Dublin Bridge

Na Ulissesa poluję, prędzej czy później go zdobędę i oczywiście chciałbym się z nim zmierzyć po polsku. Zanim to jednak nastąpi muszę się zadowolić czymś innym. A było to tak: w naszym miasteczku jest sklep z książkami. Zaglądałem tam stosunkowo rzadko, prawdę mówiąc na palcach jednej ręki dałoby się policzyć, ostatni raz grubo ponad pół roku temu, przedostatni nawet nie pamiętam, kiedy był. Ale dosyć często obok tej księgarni przechodzę i za każdym razem staram się zerknąć w jej stronę. Głównie patrzę na szybę – zaraz za nią wystawione są różne pozycje książkowe, które co jakiś czas się zmieniają. Ze dwa, może trzy tygodnie temu zauważyłem w tej szybie księgę, kolorową, dosyć sporą, z okładką informującą, że jest to historia Wielkiego Głodu w Irlandii. ,,Wygląda okazale, muszę kiedyś tam zaglądnąć i dowiedzieć się ile takie cacko kosztuje” – myślę sobie. Zawitałem w owej księgarni w Halloween i zanim dostał się w moje ręce ten piękny atlas, sięgnąłem po coś innego… W kąciku z książkami przecenionymi leżał sobie Ulysses. Łapię, odwracam, patrzę na cenę (trzy euro pięćdziesiąt) i postanawiam, że kupuję. Z ,,Great Irish Famine” ostatecznie rezygnuję – pomimo, że jest to bestseller (i w dodatku do granic możliwości nabity wszelkimi informacjami na temat feralnego głodu), to jednak 59.99 skutecznie odstrasza. Mam w zamian legendarnego Ullisesa, a że po angielsku? Cóż.

Nie chciałbym silić się tutaj na ,,mistrzem literatury”- rzecz jasna nie jestem, przeczytałem książek zawstydzająco mało ale coś mnie tknęło aby mierzyć się z dziełami niemalże mitycznymi, ze światową literaturą, pióra najznamienitszych autorów. Przeczytam raz, być może przeczytam raz kolejny a może uda się kiedyś przejść z Ullysesem w ręku ulicami Dublina? O, to byłoby coś! Chwilowo mam najsłynniejszą powieść Joyca w języku Shekspira – mam nadzieję, że trafi mi się w niedalekiej przyszłości przekład polski. Wtedy też będę bogatszy i mądrzejszy (oby!), będę mógł sobie wyrobić własne zdanie, jakiś pogląd i skonfrontować je z już istniejącymi.

Co do tej rzeczonej księgarni, to nie jest ona jakoś przesadnie obszerna, ma tylko jedno pomieszczenie, dookoła na półkach widnieje cała masa rozmaitych książek, po środku na stołach zwalone są inne książki, jest w niej cicho i przyjemnie.  Kojące miejsce.

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

6 komentarzyZostaw komentarz

  • Aż jęknęłam, jak przeczytałam, ile kosztowała książka. Żal byłoby nie kupić, dobrze zrobiłeś! 🙂

    A u mnie na każdym kroku mnóstwo Polaków, ale żadnej polskiej księgarni. Nic. Za to mamy już trzy polskie sklepy i chyba dwa jakieś wschodnioeuropejskie.

    A co z Twoją miejską biblioteką? Sprawdzałeś, czy mają polską literaturę?

  • Rzeczywiście, 3 i pół euro brzmiało świetnie. 🙂 W miejskiej bibliotece byłem kiedyś zapisany ale nawet nie wiem po co, bo chyba żadnej książki stamtąd nie wypożyczyłem. Chyba chodziło o darmowy internet (w czasach gdy nie mieliśmy jeszcze komputera). Musiałbym tam raz jeszcze zaglądnąć i się rozeznać co tam mają. A powiedz Taito Ty próbowałaś Joyca? Słyszałem, że ,,Dublińczycy” dobrze się czytają?

  • Muszę Piotrze ogarnąć te wszystkie biblioteczne sprawy w moim mieście, choć przypuszczam, że jakiegokolwiek Joyca mają, lub mieć by mogli tylko po angielsku, a mnie bardziej zależałoby jednak po polsku to czytać :-).

  • Jak dla mnie to lepiej niż Ulisses. Sprawdź bibliotekę jeszcze raz. Ja przeglądam zasoby biblioteczne mojego hrabstwa w internecie i jak coś chcę zamówić to mi przywożą i za kilka dni/tygodni mam do odbioru w najbliżeszj bibliotece. Dzieci tak zamawiają gry, książki, normalnie XXI wiek na wsi.

  • Cwirku, zapraszam na mój blog po wyróżnienie-niespodziankę. W uznaniu za wszechstronność tematyczną i ciekawa formę.
    Udział w zabawie nie jest rzecz jasna obowiązkowy, choć mile widziany 🙂
    Pozdrawiam!

  • Dziękuję Oliwko za uznanie :)Oczywiście podłączę się do zabawy i postaram się to zrobić w miarę jak najszybciej.
    Pozdrowionka!

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *