WROBELS

Gringo wśród dzikich plemion

Pamiętacie WC Kwadrans?  Program telewizyjny nadawany w połowie lat 90-tych, który w założeniu miał bawić, trochę skandalizować i obok, którego przejść obojętnie raczej się nie dało. Prowadzącym był Wojciech Cejrowski, którego w tamtym okresie kojarzyłem głównie właśnie z tego programu, dopiero po latach uświadomiłem sobie, że jest z niego nie lada podróżnik i znawca Ameryki Łacińskiej. Po jakimś czasie zobaczyłem na szklanym ekranie kolejny jego projekt  autorski, związany z przemierzaniem kontynentów – bardzo fajny – pomagający wyobrazić sobie na przykład jak żyje się w dżungli, jacy są Indianie i pokazujący najróżniejsze egzotyczne miejsca. Tak, więc widziałem już Wojciecha Cejrowskiego w telewizji, toteż postanowiłem zapoznać się z nim w książce. A że parę pozycji spłodził, dlatego mogłem sobie bez problemu coś wybrać. Padło na ,,Gringo wśród dzikich plemion’’.

Jak czyta się Wojciecha Cejrowskiego? Jak wiadomo jest to człowiek niezwykle wyrazisty, zapewne kontrowersyjny, ma swoje poglądy, których się twardo trzyma, potrafi opowiadać, można powiedzieć, że jest z niego niezły gawędziarz i generalnie albo się go lubi albo nie. Ma swoiste poczucie humoru i charakterystyczny żart, który czasami może drażnić, ale ogólnie jest zabawny.  Tak jak w telewizji, tak i w książce można go wyczuć.

Patrząc na książkę od strony technicznej, to jest ona solidnie wykonana. Twarda okładka, kredowy papier, przydatne mapy na początku i na końcu, całość okraszona pięknymi fotografiami – to wszystko sprawia, że książka, jako przedmiot może się podobać.

Jednak od formy, ważniejsza powinna być treść. Czy jest tak w tym przypadku? Wydaje się, że zawartość książki, cała przedstawiona w niej historia bez problemu dorównuje efektom wizualnym.  A co konkretnie możemy w niej znaleźć? Ogólna koncepcja jest taka, aby jak najlepiej przedstawić dżunglę oraz mieszkańców w niej żyjących. Autor to zaprawiony w bojach podróżnik i znawca kultury Indian, więc wie, co robi i możemy być pewni, że przedstawione w książce przygody są autentyczne i bez żadnej ściemy.  Zna między innymi język hiszpański oraz brazylijską odmianę portugalskiego, więc wiele drzwi potrafi w swoich podróżach otworzyć, budzi przez to zaufanie i jest w stanie wydobyć z rdzennych mieszkańców tropikalnej puszczy najskrytsze tajemnice.

Niesamowitą sprawą jest, że pan Wojtek w momencie pojawienia się jakichkolwiek kłopotów zawsze potrafi się z nich wykaraskać i przeważnie wszystko kończy się dobrze.  Przez tego typu właśnie ryzykowne przygody, książka nabiera rumieńców, czyta się ją z wypiekami na twarzy i człowiek zastanawia się, w jaki sposób udało się ominąć problem?  Zapewne nasz bohater ma dużą dozę szczęścia, zapewne zawdzięczać to może swojemu doświadczeniu, nie można też zapominać o sposobie bycia Wojciecha Cejrowskiego.  Jak sam mówi: ,,Trzeba być upartym jak taran’’ – taka właśnie postawa pomagała podczas podróży, czasem należało skłamać, innym razem coś podkoloryzować, upiększyć i przede wszystkim, podczas spotkania z dzikimi plemionami trzeba było być cierpliwym i wytrwałym. Jeśli Gringo pojawi się w wiosce Indian, to staje się obiektem ogromnego zainteresowania, nie ma praktycznie żadnej prywatności i może się poczuć niczym przybysz z obcej planety.

 ,,Gringo wśród dzikich plemion’’ wciąga, Gringo zabiera nas do najodleglejszych i najdzikszych zakamarków dżungli, daje rady jak w niej przetrwać, jak ją odczytywać i próbuje zapoznać nas z rdzennymi jej mieszkańcami.  Niezwykle ważnym przesłaniem płynącym z kart tej lektury jest próba zrozumienia kultury Indian, cicha prośba o zaprzestanie dewastacji środowiska naturalnego, w którym ,,Dzicy’’ żyją oraz apel o przerwanie nawracań religijnych, które zamiast pomagać (w mniemaniu misjonarzy) najczęściej niszczą dotychczasowe życie Indian.

 ,,Gringo wśród dzikich plemion’’? Na tak.😉

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

10 komentarzyZostaw komentarz

  • Zdecydowanie wolę Cejrowskiego w wersji pisanej niż słuchanej. Trochę irytuje mnie jego maniera mówienia, a tak poza tym, to absolutnie mi nie przeszkadza. Wszystkie przeczytane przeze mnie książki jego autorstwa uważam za bardzo udane.

    Szkoda, że nie jest bardziej ‘płodny’ – jego dorobek literacki nie jest zbyt imponujący. Mowa oczywiście o ilości, nie o jakości. Z drugiej strony cieszę się, że nie rozmienia się na drobne jak zwykła to czynić Pawlikowska.

    A kogo lepiej Ci się czytało: Wojciechowską, Pawlikowską czy Cejrowskiego? Jakie są Twoje pierwsze wrażenia po zapoznaniu się z tymi autorami?

  • Doświadczenia zbyt wielkiego z tymi autorami nie mam, bo przeczytałem tylko po jednej ich książce, ale śmiało mogę powiedzieć, że najbardziej do gustu przypadło mi dzieło Martyny Wojciechowskiej. Może, dlatego, że bardzo zainteresowała mnie historia zdobywania Mt. Everestu? Bo muszę przyznać, że choć sam po górach niestety chodzę rzadko, to jednak wciągają mnie wszelakie opowieści o zdobywaniu gór wysokich. Martyna taką właśnie historią mnie ujęła. Wojciech Cejrowski ląduję w tym mini rankingu na 2 miejscu – widać, że ma pojęcie o tym, co pisze, dużo przeżył i nie ma w tym wszystkim ściemy – nie jest kimś przypadkowym. Jedyna rzecz trochę mnie uwierała, a mianowicie wstawki tłumacza pod tekstem, które siliły się na zabawne, a w moim odczuciu wcale takie nie były. A Pawlikowska? Tak jak napisałaś, poszła chyba na ilość a nie, jakość, choć oczywiście więcej do powiedzenia będę miał, gdy zapoznam się z nią lepiej. Na pewno dużo widziała i jestem pewien, że mogłaby te historie lepiej zawrzeć w swoich książkach.
    Ogólnie jednak daję im wszystkim swój kredyt zaufania, od każdego można się czegoś nauczyć, a to jest ważne.

    Pozdrawiam serdecznie!;-)

  • Mój T też lubi czytać Cejrowskiego. Mamy tu w Dublinie oprócz wwłaśnie gringo jeszcze Rio Anaconda więc jak już wybierzesz się do Kildare to pół godziny dłużej i jesteś u nas… po książkę 🙂

  • Dzięki za zaproszenie – kto wie, może kiedyś uda się spotkać? 🙂 Podobno Rio Anaconda jest również całkiem całkiem – zastanawiałem się nawet, którą wybrać, Gringo czy Rio właśnie?

  • Witaj Izo!
    Dokładnie, starał się być tacy jak oni a jednocześnie dało się odczuć ogromny W. C. w stronę Indian szacunek. Człowiek pozytywnie zakręcony w tym kierunku. Fajne były te fragmenty na temat ,,Pingi” 🙂
    pozdrawiam ciepło!

  • Mnie także podobała się książka “Gringo…” Miejscami zabawna, miejscami smutna. Zrobiło na mnie duże wrażenie to, że W. C. będąc w dżungli starał się żyć codziennością ludzi, których spotykał. O mało co nie spadłam z kanapy przy opisie przygotowań do polowania.

  • Tak, Cejrowskiego albo się lubi, albo nie; chyba nie da się tego wypośrodkować. Do tej pory znam go tylko z programów – sama nawet nie wiem dlaczego nie kupiłam nic co napisał?! – ale zamierzam to zmienić. Generalnie patrząć na tę postać, szczerze podzwiam go za twardość i nieustępliwość. mam nadzieję, że książki mnie nie zawiodą.

    • Książki są z jajem i mają interesującą treść. Przeczytałem zaledwie 1 ale jestem pewien, że pozostałe również by mnie nie zawiodły. Cejrowski jak zauważyłaś nie jest jednowymiarowy 🙂 Czasem się zastanawiam czy aby nie byłby troszeczkę zarozumiały gdyby z nim tak pogadać na ulicy? Takie jakieś sprawia wrażenie mądralińskiego, choć na te jego spotkania przychodzi sporo ludzi, więc może nie jest tak jak piszę? 🙂

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *