Tygiel narodowościowy? Napotkaliśmy się na to zjawisko tutaj, w Irlandii. Co prawda daleko tutejszej mieszańce kultur do podobnego zjawiska, które można napotkać w większych miastach, czy to w Europie czy choćby tutaj na Zielonej Wyspie. Nasze miasteczko swoimi gabarytami przypomina małe miasta Polski ale i tak na tutejszych ulicach codziennie słyszy się języki z różnych stron Świata.
Powiem szczerze, że będąc jeszcze w Polsce słysząc kogoś kto posługuje się innym językiem, czy to ktoś mówiący po angielsku, niemiecku bądź francusku, to robiło to na mnie w pewnym sensie wrażenie. Nie były to częste sytuacje bo jednak Katowice do miast kosmopolitycznych nie należą ale lekkie spojrzenie w stronę obcokrajowca następowało. Czy pamiętnego lipca 2005 przeżyłem swoisty szok kulturowy przyjeżdżając do Longford? Wydaje mi się, że chyba jednak tak. Longford jako miasto na pewno mnie nie przytłoczyło bo jednak Katowice wraz z innymi śląskimi miastami to zupełnie inna bajka ale już momenty, w których co rusz napotykało się Afroamerykanina bądź Azjatę w pewnym sensie zaskakiwały. Być może uaktywniło się u mnie brak swego rodzaju, że tak powiem ,,europejskiego obycia’’? Oczywiście nie mam na myśli tego, że ludzie żyjący w Polsce są zacofani na tym polu, nic z tych rzeczy, jednak inna kultura, inne obyczaje, to się uaktywnia podczas zmiany otoczenia. Ja tego doznałem i przypuszczam, że większość Polaków ma podobnie. W naszym mieście z przyjezdnych królują Polacy , jest nas tutaj naprawdę sporo, nie ma osiedla, które nie byłoby zamieszkane przez przybyszów z nad Wisły. Po prawie 4 latach w moim przypadku i po 4,5 w przypadku Eweliny jesteśmy już do takiej sytuacji przyzwyczajeni. Niemniej jednak pierwsze tygodnie po przyjeździe mogły zaskakiwać. Z jednej strony wszechobecny język angielski a z drugiej ,,przyjazny’’ polski. Po polsku na ulicy, po polsku w sklepie, zewsząd polski i Polacy! Sytuacja dla mnie co najmniej dziwna… Na początku odnosiłem się do tego spokojnie, przywykłem lecz z czasem zaczęło mi to w pewnym sensie przeszkadzać. Na swój niewytłumaczalny sposób zaczęło się to odbywać. Ale kłębiła się w mojej głowie taka myśl, że przecież jestem jednym z ponad 1000 Polaków żyjącym w Longford więc wszelki swego rodzaju egoizm jest troszeczkę nie na miejscu.
Pisałem wyżej, że Longford nie jest dużym miastem ale zachowując wszelkie proporcje, to nasze miasteczko jest jednym z najbardziej zróżnicowanym etnicznie w Irlandii. Generalnie wszystkie te narodowości żyją raczej w zgodzie, sytuacje zapalne czy akty dyskryminacji o ile występują to w marginalnych przypadkach. Z moich obserwacji wynika, że każda z grup trzyma się raczej razem: Polacy z Polakami, Słowacy ze Słowakami, Litwini z Litwinami, Azjaci z Azjatami, Hindusi z Hindusami czy też np. Murzyni z Murzynami. Są to sytuacje zrozumiałe bo wśród swoich zawsze raźniej, zna się obyczaje, zna język. Jednak nie są to zamknięte enklawy, broniące swoich terytoriów i nie dopuszczające do siebie obcych. Ma się znajomych z innych krajów, my dla przykładu co jakiś czas odwiedzamy się ze Słowaczką Lucią i Irlandczykiem Joe . Zdarzy się, że przyjadą do nas Irlandki pracujące wcześniej z Eweliną. Ja mam mnóstwo Irlandzkich znajomych, z którymi pracowałem kiedyś w Texasie bądź tych świeższych z Dunnes Storesa. Jako, że grywam w piłkę toteż podczas tych meczy poznałem kolejną, dość liczną grupę Irlandczyków. Z tych wszystkich nacji praktycznie zerowe relacje mamy z Azjatami, chociaż Ewelina znała się z dziewczynami z Birmy, Filipin czy Indii. A jeśli chodzi o Chińczyków to w Longford nie są oni aż tak bardzo widoczni, jeśli mamy z nimi kontakt to tylko podczas wizyt w chińskich restauracjach. Sporo ludzi jest też z Afryki, zdarzyło mi się poznać paru w pracy, czasami gramy z czarnoskórymi chłopakami w piłkę. Afrykanie są specyficzni i często są obiektem zdziwienia, gdyż ich kultura czy też podejście do życia i Świata jest zgoła odmienne do tego, które znamy i którego jesteśmy nauczeni. Ja staram się na nich spoglądać raczej pozytywnym okiem choć zdarzy się, że odnoszę się do nich również krytycznie. Miałem pewną sytuację, która zmieniła w pewnym stopniu mój pogląd na ludzi rodem z Czarnego Lądu. Oczywiście wyjątek nie potwierdza reguły ale osoba, która wydawała się z jednej strony w porządku, z czasem stała się, jakby na to nie patrzeć, negatywna. Ja osobiście na tym w żadnym stopniu nie ucierpiałem ale zdanie mam po części wyrobione.
Osobna myśl należy się Irlandczykom. W moim odczuciu przyjęli oni tak liczny najazd obcokrajowców raczej pozytywnie. Okazali się tolerancyjni, w relacjach międzyludzkich, międzynarodowościowych ich nastawienie było na plus. Ja napotkałem na swojej drodze przygniatającą większość przyjaznych osób irlandzkiego pochodzenia. Mówię tylko o swoim przykładzie bo zdarza się często-gęsto, że Polacy na nich narzekają, ja jednak nie miałem dotychczas sposobności (na szczęście) aby się na Irlandczykach przejechać. Tak jak w przypadku innych nacji my Polacy dziwimy się ich zwyczajami, tak samo Irlandczycy mają swoje tradycje i odmienne zachowania. Zdarza się, że w oczach Polaków są oni czasem wyśmiewani (?), poniżani (?), że uważa się ich za dziwaków i zacofańców (?). My (rodzina Wróblowatych) także czasami się dziwimy aczkolwiek daleko nam od takich stwierdzeń. Uważamy, że za ich generalnie dobre przyjęcie należy im się szacunek, założę się że gdyby Polskę ,,najechali’’ przybysze zza wschodu to nie bylibyśmy tak tolerancyjni i wyrozumiali jak Irlandczycy… Reasumując staramy się być mieszkańcami Europy pełną gębą. Jesteśmy zdania ,że mieszanie kultur to dobra sprawa gdyż jedni od drugich mogą się dowiedzieć mnóstwa ciekawych rzeczy. Dobra sprawa gdy wszyscy żyją w zgodzie, gdy ludzie się poznają i wymieniają się swoimi doświadczeniami. Zielona Wyspa i Longford daje nam taką możliwość. Wieża Babel w Longford?
Bardzo dziękuję za ten dobry artykuł.Naprawdę miło i sympatycznie jest wtedy gdy odnajduje się ludzi o podobnym światopoglądzie. Jako że moje spostrzeżenia są podobne i odważnie kontestowane prze ze mnie przy każdej możliwej okazji cieszę się że odnalazł się ktoś kto zdołał ubrać w słowa parę wolnych myśli i że znalazły się w internecie. Dzięki !!!
Witaj!
Ubieranie w słowa moich myśli za pomocą szeroko pojętego pisania, wychodzi mi o wiele lepiej i swobodniej aniżeli ich wyrażanie mową. Zawsze tak miałem i mieć pewnie będę 😉
pozdro z Oaklands!